Worries for another day
: śr lip 08, 2026 4:06 pm
Wśród postaci na ekranie, poza sympatycznymi Kompeitō pojawił się wreszcie Kaonashi, którego Lian również posiadał w swojej kolekcji tatuaży. Jego szczególna sympatia dla ducha pozbawionego twarzy i ledwo utrzymującego materialną postać mogła mieć jakiś związek z jego własną interpretacją stworzenia, które choć nie pojawiało się w tej animacji dla porywających dialogów nadrabiało pewnym podobieństwem do niektórych nawyków Mei. Rozumiał powód, dla którego zjawa ciągnęła za główną bohaterką po tym, jak ta okazała jej życzliwość i wyraźną trudność w odnalezieniu się w świecie emocji.
Pomimo że spoczywał mu na kolanach od paru minut, Lian dopiero teraz zorientował się nagle, że jest dotykany. Nie drgnął w jakiś dramatyczny, łatwo dostrzegalny sposób, nie wzdrygnął się - jedynie mięśnie ramion spięły mu się na krótką chwilę zanim ponownie rozluźnił się i znów zaczął rozmiękać pod wpływem leniwych muśnięć ciepłych koniuszków palców. Problemem musiała być zatem świadomość pozbawiona horyzontu, gdy coś zaskakiwało go przez własną nieuwagę i z początku w pozbawionym kontekstu odruchu gubił się w sytuacji, a nie dotyk per se.
一 Naprawdę? A założymy się, że jesteś jedyną osobą w tym pokoju, która jest w stanie rozwiązać równanie z dwiema niewiadomymi? Pozwól mi proszę zachować twarz i nie zmuszaj mnie bym ci to udowadniał, wiemy o co chodzi. 一 Coś gniotło go od dłuższego czasu w policzek, więc sięgnął palcami by sprawdzić na czym dokładnie leżał, poza tym, że na kolanach Moore'a. Okazało się, że jedna ze wstążek zawieruszyła się gdy bezrefleksyjnie obrał sobie uda Daniela za poduszkę i jej karbowany fragment zrobił mu odbitkę na skórze w okolicach skroni. 一 Jakim balem?
Wzmianka o przygotowaniach do imprezy pewnie zupełnie by go nie obeszła gdyby nie to, że dotyczyła bezpośrednio Moore'a, a Lian chciał być na bieżąco ze wszystkim za czym był w stanie nadążyć. Gdyby jego edukacja wyglądała tak jak u większości absolwentów - którym cudem został korespondencyjnie - pewnie wiedziałby, że chodziło o studniówkę, a tak błogo nieświadomy żył sobie w niewiedzy jak pod kamieniem i dziwił się, że tyle osób mogło ekscytować się jakąś potańcówką.
一 Wystrój sali? To jakaś impreza tematyczna? 一 Lian przetoczył się niecierpliwie na plecy by móc spojrzeć Danielowi w twarz, powiedzieć, że po pierwsze - nie powinien tak lekkomyślnie ograniczać się w kontaktach z rówieśnikami, a po drugie - nawet jeżeli, to mógłby przynajmniej wyjaśnić w czym rzecz, zamiast skazywać człowieka na domysły. Wierzchem uniesionej dłoni odgarnął mieniące się fioletem i błękitami serpentyny wstążek i odsłonił sobie widok na fragment naprawdę ładnego policzka i lekko zadartego nosa.
一 Jest jakiś konkretny powód dla którego z góry założyłeś, że nie pójdziesz? Spróbuj mi tylko wyskoczyć z rozprawką, ostrzegam cię 一 chrypnął cierpko, tak, jakby ganił go właśnie za jakąś głupotę, a nie błahostkę dotyczącą jakiejś sztywnej imprezy. Jego akurat ten wczesnomłodzieńczy promiskuityzm ominął szerokim łukiem, miał zatem prawo czepiać się, kiedy Daniel lekką ręką wyzbywał się okazji do nowych doświadczeń.
Nie przypuszczał, że na stole ważyły się właśnie losy Imprezy pisanej przez wielkie „I“ a nie drętwej prywatki nad herbatnikami pod okiem nauczycieli.
一 Mogę cię nawet podwieźć i odebrać, możemy też zgarnąć po drodze twoich znajomych 一 zaoferował pomocnie, przy okazji próbując wybadać teren i określić pozycję Moore'a na szkolnej drabince społecznej. Dotąd imiona takie jak Charlotte krążyły w opowieściach bez odpowiednika z krwi i kości, któremu Lian mógłby dopisać ludzkie cechy charakteru i wyrobić sobie opinię.
Daniel Moore
Pomimo że spoczywał mu na kolanach od paru minut, Lian dopiero teraz zorientował się nagle, że jest dotykany. Nie drgnął w jakiś dramatyczny, łatwo dostrzegalny sposób, nie wzdrygnął się - jedynie mięśnie ramion spięły mu się na krótką chwilę zanim ponownie rozluźnił się i znów zaczął rozmiękać pod wpływem leniwych muśnięć ciepłych koniuszków palców. Problemem musiała być zatem świadomość pozbawiona horyzontu, gdy coś zaskakiwało go przez własną nieuwagę i z początku w pozbawionym kontekstu odruchu gubił się w sytuacji, a nie dotyk per se.
一 Naprawdę? A założymy się, że jesteś jedyną osobą w tym pokoju, która jest w stanie rozwiązać równanie z dwiema niewiadomymi? Pozwól mi proszę zachować twarz i nie zmuszaj mnie bym ci to udowadniał, wiemy o co chodzi. 一 Coś gniotło go od dłuższego czasu w policzek, więc sięgnął palcami by sprawdzić na czym dokładnie leżał, poza tym, że na kolanach Moore'a. Okazało się, że jedna ze wstążek zawieruszyła się gdy bezrefleksyjnie obrał sobie uda Daniela za poduszkę i jej karbowany fragment zrobił mu odbitkę na skórze w okolicach skroni. 一 Jakim balem?
Wzmianka o przygotowaniach do imprezy pewnie zupełnie by go nie obeszła gdyby nie to, że dotyczyła bezpośrednio Moore'a, a Lian chciał być na bieżąco ze wszystkim za czym był w stanie nadążyć. Gdyby jego edukacja wyglądała tak jak u większości absolwentów - którym cudem został korespondencyjnie - pewnie wiedziałby, że chodziło o studniówkę, a tak błogo nieświadomy żył sobie w niewiedzy jak pod kamieniem i dziwił się, że tyle osób mogło ekscytować się jakąś potańcówką.
一 Wystrój sali? To jakaś impreza tematyczna? 一 Lian przetoczył się niecierpliwie na plecy by móc spojrzeć Danielowi w twarz, powiedzieć, że po pierwsze - nie powinien tak lekkomyślnie ograniczać się w kontaktach z rówieśnikami, a po drugie - nawet jeżeli, to mógłby przynajmniej wyjaśnić w czym rzecz, zamiast skazywać człowieka na domysły. Wierzchem uniesionej dłoni odgarnął mieniące się fioletem i błękitami serpentyny wstążek i odsłonił sobie widok na fragment naprawdę ładnego policzka i lekko zadartego nosa.
一 Jest jakiś konkretny powód dla którego z góry założyłeś, że nie pójdziesz? Spróbuj mi tylko wyskoczyć z rozprawką, ostrzegam cię 一 chrypnął cierpko, tak, jakby ganił go właśnie za jakąś głupotę, a nie błahostkę dotyczącą jakiejś sztywnej imprezy. Jego akurat ten wczesnomłodzieńczy promiskuityzm ominął szerokim łukiem, miał zatem prawo czepiać się, kiedy Daniel lekką ręką wyzbywał się okazji do nowych doświadczeń.
Nie przypuszczał, że na stole ważyły się właśnie losy Imprezy pisanej przez wielkie „I“ a nie drętwej prywatki nad herbatnikami pod okiem nauczycieli.
一 Mogę cię nawet podwieźć i odebrać, możemy też zgarnąć po drodze twoich znajomych 一 zaoferował pomocnie, przy okazji próbując wybadać teren i określić pozycję Moore'a na szkolnej drabince społecznej. Dotąd imiona takie jak Charlotte krążyły w opowieściach bez odpowiednika z krwi i kości, któremu Lian mógłby dopisać ludzkie cechy charakteru i wyrobić sobie opinię.
Daniel Moore