Strona 3 z 3

Margaret -> Matheo

: wt lip 14, 2026 5:20 pm
autor: Margaret Voss
Dźwięk starego pseudonimu, który tak naturalnie, bezwiednie wręcz uciekł z jego ust, sprawił, że Margaret drgnęła.

Maggie.

Przez lata w świecie biznesu stała się Elle – chłodną, nieustępliwą, niedostępną. Tylko on potrafił jednym słowem zredukować ten cały deweloperski blichtr do zera.
Słuchała go w absolutnym skupieniu, a z każdym kolejnym zdaniem, które wypowiadał tym swoim nowym, głębokim głosem, czuła, jak pęka w niej coś, co budowała przez całą dekadę. Przyznanie, że jej decyzja – choć wykonana marnie – miała sens, przyniosło dziwną, bolesną ulgę.

Zawaliłem rok, nie wychodząc z łóżka... jedna miłość mi wystarczy.

Zobaczyła, jak zmienia pozycję na podłodze, siadając po turecku i przysuwając się bliżej ekranu. Margaret patrzyła na faceta, który w wieku trzydziestu dwóch lat mówił o braku potrzeby szukania kogoś innego z tak uderzającym, surowym spokojem, że aż zabrakło jej tchu. Wybaczający, a jednocześnie boleśnie pogodzony z tym, co mu zostawiła.
„Jedna miłość wystarczy”... – powtórzyła cicho pod nosem, a jej własny głos wydał się w tym momencie obcy, przesiąknięty żalem, którego nie potrafiła już zamaskować. Uniosła dłoń, palcami dotykając krawędzi telefonu, jakby podświadomie chciała skrócić dystans, który ich dzielił. – Theo, jesteś niesamowitym facetem. I mówię to bez żadnej gry. Słucham cię teraz i... nie potrafię uwierzyć, że po tym wszystkim, co ci zrobiłam, potrafisz tak po prostu siedzieć i mówić mi, że to ma sens. Że jest okej.

Odetchnęła głęboko, starając się opanować drżenie brody. Spojrzała na swoje biurko, na rozrzucone dokumenty dotyczące sprzedaży domu jego matki, a potem znowu prosto w jego zmęczone oczy na wyświetlaczu.
Cieszę się, że przewracasz to życie do góry nogami. Z tego, co mówiła Twoja mama, ta paramedycyna i straż... to idealnie do ciebie pasuje. Zawsze miałeś w sobie to coś, co kazało ci stać murem za ludźmi, na których ci zależy. Tylko... nie mów, że jedna ci wystarczy. Nie po tym, jak ta jedna tak bardzo cię zawiodła. - zamilkła na chwilę, przygryzając dolną wargę, po czym dodała znacznie ciszej, niemal szeptem: – Wspomniałeś wcześniej o kawie. Że gdybym napisała prosto z mostu, może byś przyszedł. To... wciąż aktualne? Bez żadnych podtekstów, bez głupich wiadomości o trzeciej rano. Po prostu... kawa. Żebym mogła zobaczyć na żywo tego faceta, którym się stałeś.


Margaret -> Matheo

: czw lip 16, 2026 7:10 am
autor: Matheo Bachmann
Patrzył na jej twarz, starszą, ale wciaż należącą do kobiety, którą kochał, czuł jak jego serce, mimo wypracowania setkami godzin treningu, przyspiesza, jak chce mu uciec z gradła, wyrwać się i pobiec do niej.. Nic się nie zmieniło. Miał rację. Gdyby się z nią spotkał, byłoby dokładnie tak, jakby nigdy nie zniknęła. Może przez dzień czy dwa nadrobiliby stracony czas rozmową o tym, co w ich zyciu się działo, albo jakie nowe rzeczy lubili robić w wolnym czasie. Może zajeliby się nadrabianiem w inny sposób, ten, na który zaschnęło mu w gardle, a włoski stanęły dęba na karku.. Wróciłby do niej w jednym uderzeniu serca.

-Hey, nie wiem jak ty to pamiętasz, ale.. To nie było tak, że przywiązałaś mnie do łóżka i zmusiłaś.. Może pierwszy raz trochę mnie popchnęłaś, ale chciałem tego wszystkiego. Ciebie chciałem. - czy to było dobre? Nope. Czy legalne? Nope. Czy powinna była jako dorosła osoba go odepchnąć i wytłumaczyć, że jako młody człowiek z nie wykształconym płatem czołowym nie mógł wyrazić zgody na intymność? Yep. Ale to też wszystko nie zmieniało faktu, że ją pokochał, miał w sobie pokłady lojalności wobec niej zakopane tak głęboko, że wciąż potrzebował być w stanie mocnego alkoholowego upojenia, żeby pójść do łóżka z kimś innym. Z tym samym oparzeniem reagował, kiedy jakaś koleżanka z pracy wysuwała propozycję, by może spróbowali być więcej. Nie mógł się na to zdobyć. Nie potrafił.

Widział jej łzy i wszystko w nim chciało do niej sięgnąć, przyciągnąć do swojej klatki, głaskać po włosach i trzymać przy sobie, dopóki sama nie uwierzy w to, że wszystko jest na swoim miejscu. Fakt, że widział ją tylko na wyświetlaczu telefonu bolał. Cholernie bolał. Zwinął jedną dłoń w pięść do białości knykci, mięśnie w szczęce zadrgały, kiedy ją na moment zaciskał, zanim przytrzymał oddech na chwilę, by zaraz wypuścić go z cichym świstem, rozluźniając się. Szybki reset. Powrót na ziemię. Nie mógł jej dotknąć i takie były realia, to wciąż była tylko rozmowa przez telefon.

-Oczywiście, że o mnie gadała.. - mruknął, ale w jego głosie nie było złości. Mama jak mama. Był jej jedynym synem i nawet jeśli miała go w młodym wieku, a sama należała do tych, które nigdy dzieci nie chciały i po prostu tak wyszło; kochała go. -Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, moje życie będzie bardzo.. specyficzne. Długozmianowa praca w potencjalnie niebezpiecznych warunkach, carcinogens; to tylko początek listy. Nie bez powodu strażacy to często rozwodnicy, mogę sobie wyobrazić, że ciężko jest być małżonkiem dla kogoś, kto wbiega w ogień, kiedy inni od niego uciekają. - przypomniał sobie swoją krótką rozmowę z jedną ze strażaków w brygadzie, w której możliwe że będzie służył; młoda dziewczyna, która chciała, by miał świadomość realiów strażakowania. Że to służba i wymagała bardzo wiele, zwłaszcza od bliskich strażaków.

Kiedy zapytała o spotkanie, szybko zamrugał. Nie umknęło mu przygryzienie wargi, zmiana w jej oczach i.. Był tak słabym mężczyzną czasami, że aż mu było siebie żal. Odetchnął krótko, na siłę przeciągając własną ciszę, chcąc sobie dać czas na przetrawienie jej słów i zastanowienie się nad własną odpowiedzią.
-..Maggie, jeśli się z tobą spotkam, to nie będzie kawa.. Jedyne co by mnie powstrzymało, od zgarnięcia cię w moje ramiona, to gdybyś miała na palcu obrączkę, a w domu dwójkę dzieci, męża i psa. - odpowiedział szczerze, powoli, ważąc każde słowo i każde z nich ważyło tonę. Bezbronnie obnażony z własnymi pragnieniami; coś, czego nie robił, chowając się za maskami i już niedługo, za mundurem.. Nie był natomiast z tych, którzy wpakowali by się z ubłoconymi buciorami w czyjeś życie i gdyby miała rodzinę, trzymałby się tak bardzo z daleka, jak tylko to możliwe.

Margaret Voss

Margaret -> Matheo

: czw lip 16, 2026 12:56 pm
autor: Margaret Voss
Słowa o tym, że to nie była tylko jej wina, że on też tego wszystkiego chciał, przyniosły jej bolesną ulgę, ale to końcówka jego wypowiedzi sprawiła, że w gabinecie Margaret czas zupełnie się zatrzymał. Słuchała o specyfice pracy strażaka, o statystykach rozwodów, o dymie i niebezpieczeństwie, a w jej piersi rosło coś, czego nie potrafiła już zdusić żadnym racjonalnym argumentem. Facet, którego kiedyś zostawiła, właśnie wyłożył przed nią najczystszą, najbardziej brutalną prawdę.

Nie byłoby kawy.

Margaret patrzyła na niego przez ekran telefonu, rejestrując drgnięcie jego szczęki i zaciśniętą do białości pięść. Poczuła, jak gardło jej się ściska, a serce uderza w zupełnie nowym, szaleńczym rytmie. Powoli, bardzo ostrożnie, uniosła swoją lewą dłoń i umieściła ją bezpośrednio w kadrze obiektywu, tuż przed swoją twarzą. Rozprostowała palce, pozwalając mu dokładnie przyjrzeć się czystej skórze.
Nie ma obrączki, Theo – powiedziała cicho, a jej głos, choć drżący, brzmiał z absolutną, surową pewnością. Spojrzała prosto w jego oczy na wyświetlaczu, opuszczając dłoń. – Nie ma męża, nie ma dzieci, nie ma psa. Jest tylko ten wielki, cholernie pusty dom w York Mills, który kupiłam, naiwnie myśląc, że sukces i luksusowe cztery ściany dadzą mi w końcu poczucie stabilizacji.

Nie dały.

Przysuwając się jeszcze bliżej kamery, jakby chciała fizycznie przebić się przez dzielący ich cyfrowy szum, zrzuciła z siebie ostatnią warstwę deweloperskiego pancerza.
Nie boję się twoich długich zmian, ryzyka, dymu ani tego, jak specyficzne będzie twoje życie w straży. Jeśli to ma być cena za to, żeby być blisko ciebie, zapłacę ją bez mrugnięcia okiem. Przestałam uciekać, Theo. - przyznała bez zajęknięcia, chociaż nadal miękko. - Jeśli mówisz mi, że jedyne, co stoi na przeszkodzie, byś znowu zamknął mnie w ramionach, to moja wolność.. - przygryzła na moment dolną wargę, czekając na jego reakcję, po czym dodała ciszej, nie zdejmując z niego wzroku:
Podaj mi swój adres. Przyjadę teraz. Nie musimy iść do kawiarni, nie musimy nigdzie wychodzić. Po prostu zaparkuję pod twoim domem i poczekam, aż zejdziesz.


Margaret -> Matheo

: pt lip 17, 2026 8:49 am
autor: Matheo Bachmann
Nie ma męża. Nie ma dzieci. Nie ma psa.

Nagła pustka w głowie i mieszanka bardzo sprzecznych uczuć, które rozlały się w jego ciele jak prąd. Potrzeba, żal nad straconym czasem i potencjalnym domem, który mogli mieć, a na który już było pewnie za późno, iskra żywego, przebijającego się przez zmęczenie podniecenia możliwością zobaczenia jej twarzą w twarz. Zamknięcia jej w ramionach znacznie szerszych niż te, które pamietała. Dotknięcia jej warg, dłoni, szyi, sprawdzenia, czy nadal lubi tak bardzo, kiedy kładł jej dłoń na karku..

Przymknął na moment oczy, pozwalając, by jej słowa wsiąknęły mu w mózg pożądnie. To, co mówiła, dalekie było od zwykłego "przepraszam, chodź na kawę" albo nawet "przeproszę cię w łóżku". Mówiła o wspólnym życiu, tak, jakby miała tam być, kiedy wracał zmęczony po szesnastu godzinach czekania na wezwanie, apatyczny albo smutny, potrzebując gdzieś ulokować własne emocje. Chciała go bardziej, niż bała się ognia, chorób czy jego zmianowej pracy.
Miał rzeczy, które musiał ogarnąć, notatki do uporzadkowania i raz jeszcze przeglądnąć spis wszystkiego, co mu było potrzebne do ostatniej certyfikacji... Jebać to. Ogarnie część w łóżku później, albo wstanie wcześniej, żeby zdążyć przed praktykami. Przesunął dłonią po własnych włosach w tył i przód kilka razy, biorąc głebszy oddech, a kiedy jego spojrzenie znów się na niej wyostrzyło, było pewne.

-Wyślę ci adres, ale nigdzie się nie wybieram. Wejdziesz na górę, do mojego mieszkania. - padło. Poszło. Kurtyna, postanowione. Sprzedane? Zdecydowanie sprzedane. Złapał za telefon, obraz jej na moment zatańczył, kiedy go podnosił, zbierając kości z podłogi. - Wypiorę się, śmierdzę karetką.. Potrzebuję 10 minut, a potem czekam? Oh i, mam jedzenie, ale jak chcesz się napić czegoś z procentami, to tego nie mam. - ludzie lubili pić alkohol rozmawiając o niewygodnych rzeczach. Sam czasami pił alkohol, żeby się znieczulić i chociaż tego konkretnego wieczoru nie miał zamiaru pić, to dawał jej możliwość, żeby przyniosła co chciała.

Margaret Voss

Margaret -> Matheo

: pt lip 17, 2026 3:15 pm
autor: Margaret Voss
Słysząc jego zdecydowany, niski ton, poczuła, jak napięcie w jej klatce piersiowej na ułamek sekundy ustępuje miejsca fali czystego, gorącego dreszczu. Wejdziesz na górę. Żadnego czekania pod blokiem, żadnego bezpiecznego dystansu. Theo przejął kontrolę nad tą sytuacją jednym prostym zdaniem, a Margaret, która przez całe swoje dorosłe życie dyktowała warunki innym, poczuła dziwną ulgę, oddając mu stery.

Będę za dwadzieścia minut – odpowiedziała, a w jej głosie nie było już ani grama wahania. Na wzmiankę o braku alkoholu kącik jej ust uniósł się w słabym, pierwszym od dawna szczerym uśmiechu. – Przywiozę wino. Idź pod ten prysznic, Theo. Do zobaczenia. - rozłączyła się, zanim zdążyła pomyśleć o tym, jak bardzo to wszystko było szalone. Telefon natychmiast zawibrował w jej dłoni, wyświetlając pinezkę z adresem jego mieszkania.