Strona 3 z 3

the new blood brought some bad blood

: śr lip 15, 2026 12:32 am
autor: Evina J. Swanson
Być może potrzebowały przerwy. Może powinny faktycznie wyrwać się z Toronto i zrobić sobie nawet krótszą podróż poślubną, aby oczyścić głowę i spojrzeć na siebie przychylniej niż dotychczas? O ile rzecz jasna będą w stanie oderwać swoje myśli od tego cholernego śledztwa. Gdyby tylko faktycznie mogły rzucić wszystko w diabły i zapauzować wszystko, co działo się na komendzie. Ktoś powinien wymyślić zmieniacz czasu, który pozwoliłby im na kradzież kilku relaksujących momentów, których było im brak... Poza tym wtedy może udałoby im się cofnąć do momentu podrzucenia ciała i przyłapać sprawcę na gorącym uczynku, a to na pewno zakończyłoby to wszystko.
Wszystko było nie tak. W śledztwie. W życiu. Spędzały ze sobą zdecydowanie zbyt wiele czasu, a Swanson miała wrażenie jakby zaczęły żyć kompletnie osobno. Zdawała też sobie sprawę z tego, że była nieznośna, gdy tylko coś jej się nie udawało, a hormony wyolbrzymiały każdą głupią rzecz, ale nie była w stanie nad tym wszystkim zapanować. Starała się, ale jakie to miało znaczenie, gdy zwyczajnie jej nie wychodziło, a efektów nie było widać?
- Dzięki - odparła, co zabrzmiało o wiele bardziej pasywno-agresywnie niż powinno, ale wciąż szalały w nich dosyć spore emocje, a wtedy każda, nawet najbardziej niewinna reakcja mogła wydawać się niczym personalny atak.
Nie miała pojęcia jak długo Zaylee nosiła się z tą decyzją. Mogła się tego jedynie domyślać, że nie była to łatwo podjęta decyzja i musiała się za nią ciągnąć już jakiś czas. Żadna z nich nie należała do ludzi, którzy łatwo odpuszczali, więc musiało naprawdę wiele się zadziać, aby doprowadzić ją do takiej decyzji.
- Chcesz coś jeszcze powiedzieć? - zapytała, obserwując to jak żona przesuwa się w stronę biurka, na którym leżały papiery.
Miała wrażenie, że jeszcze coś wisiało w powietrzu niewypowiedziane. Jeśli było to coś, co mogło ją powstrzymać od dalszej realizacji autopsji to Evina chciała to jak najszybciej załatwić, żeby każda z nich mogła zająć się swoimi obowiązkami. Lub też zwyczajnie ta nietypowa dla Miller cisza zaczynała jej ciążyć.

zaylee miller

the new blood brought some bad blood

: śr lip 15, 2026 10:02 am
autor: zaylee miller
Nie przypuszczała, żeby wyjazd z Toronto, zwłaszcza wspólny, mógł cokolwiek naprawić. Od zmiany otoczenia problemy przecież nie znikały. Wracały razem z nimi do domu, często jeszcze bardziej przytłaczające niż wcześniej. A zamiatanie wszystkiego pod dywan nigdy nie leżało w naturze Miller. Tak samo jak przeciągające się milczenie. Albo zdawkowe odpowiedzi. Zaylee potrzebowała rozmowy, nawet jeśli była trudna. Wierzyła, że tylko w ten sposób można cokolwiek naprawić. Ostatnio jednak coraz częściej miała wrażenie, że to ona wykonuje całą pracę. Zadawała pytania, próbowała coś wyjaśnić, zaczynała kolejne rozmowy, a w odpowiedzi dostawała kilka krótkich zdań albo ciszę. Po jakimś czasie zwyczajnie przestała mieć na to siłę. Bo nie da się rozmawiać z kimś, kto nie chce rozmawiać. I nie da się ratować relacji w pojedynkę.
Zrzucanie wszystkiego na hormony było głupie. Swanson chyba po prostu nie zauważyła, że przestały się dogadywać dużo wcześniej. To nie zaczęło się z dnia na dzień ani nie było skutkiem jednego gorszego okresu. Trudno było nawet wskazać moment, w którym coś między nimi pękło. Może właśnie wynikało to z charakterów. Bo choć pod wieloma względami były do siebie zaskakująco podobne, równie często okazywało się, że w tych najważniejszych kwestiach dzieliło je wszystko. Obie były uparte. Obie chciały mieć rację. Obie rzadko odpuszczały. Tylko zamiast patrzeć w tę samą stronę, coraz częściej wybierały zupełnie inne kierunki. I z każdym kolejnym krokiem oddalały się od siebie coraz bardziej.
Zaylee nie miała pojęcia, czy dało się to jeszcze naprawić. Nie była pewna, czy wystarczyłaby jedna szczera rozmowa, trochę dobrej woli i przypomnienie sobie, dlaczego kiedyś wybrały właśnie siebie. Może po prostu potrzebowały czasu, żeby przestać ze sobą walczyć i znów zacząć stać po tej samej stronie. A może problem leżał znacznie głębiej. Tylko gdzie znaleźć odpowiedź na pytanie, czy jeszcze próbują ratować coś, co naprawdę miało przyszłość, czy tylko kurczowo trzymają się tego, czym kiedyś były?
Nie — odpowiedziała, nawet na nią nie patrząc. Nie zamierzała reagować na pasywno-agresywny ton żony. Nie tutaj i nie teraz. Nie miała już siły na kolejną wymianę zdań, która skończyłaby się tym samym co zawsze - wzajemnym obrzucaniem się pretensjami. Skoro Evina potrafiła ograniczyć rozmowę do krótkich odpowiedzi, Zaylee najwyraźniej też mogła. — A ty? — zapytała po chwili. Bardziej z grzeczności niż dlatego, że naprawdę oczekiwała jakiejś konkretnej odpowiedzi. Właściwie nawet się jej nie spodziewała. Przerabiały to już milion razy. Ile można?


Evina J. Swanson

the new blood brought some bad blood

: wt lip 21, 2026 1:42 pm
autor: Evina J. Swanson
Z pewnością musiały spróbować czegokolwiek. Może nawet wszystkiego, co były w stanie zrobić. Na razie jednak obie były za bardzo wzburzone, a Evinie nie przychodziło nic do głowy. Zwyczajnie utknęła w jednym miejscu. Potrzebowała chyba nieco odsunąć się od tego wszystkiego, aby zdobyć nową perspektywę i podejść do tego dużo spokojniej... z bardziej analitycznym nastawieniem, a przede wszystkim gotowa do przyznania się do swoich słabostek oraz do pójścia na pewne ustępstwa. Zdecydowanie powinny do tego podejść wspólnie: na nowo i spokojniej, aby mieć miejsce na tak potrzebną im rozmowę.
Nawarstwiło im się zdecydowanie zbyt wiele rzeczy. Nie powinno to jednak stanowić wymówki. Wcześniej dużo łatwiej było zignorować małe tarcia. Po prostu się ich nie zauważało albo zapominało o nich. Były odkładane gdzieś do świadomości. Wszystko do momentu, gdy to wszystko nagromadziło się do tego stopnia, że jedynie potrafiło ugryźć mocno w dupę.
Musiała jedynie otrząsnąć i uświadomić sobie z tego jak bardzo jej praca oraz nastawienie wpływają na jej małżeństwo. Znowu. Obiecała przecież sobie, że nie popełni ponownie tego błędu. Miała nie pozwolić na to, aby cały ten scenariusz się powtórzył... Ale może to było silniejsze od niej? Może naprawdę nie nadawała się do bycia żoną i matką.
Cokolwiek należało zrobić... To raczej nie należało tego robić akurat w tym momencie i akurat w prosektorium, do którego w każdym momencie miała wejść praktykantka, a na stole leżało ciało jedenastoletniej dziewczynki, czekające na przeprowadzenie sekcji. Obie miały teraz naprawdę sporo obowiązków, którym powinny się poświęcić.
- Po prostu... Dokończcie autopsję tak szybko jak to możliwe. Porozmawiamy w domu. Nie wiem jeszcze, o której wrócę - odpowiedziała, mając nadzieję, że na razie to wystarczy.
Sprawy prywatne powinny zostawić na czas, gdy faktycznie nie znajdowały się w pracy. Tak będzie najlepiej. Zwłaszcza, że od momentu, gdy tylko Swanson przekroczyła drzwi prosektorium wszystko było zupełnie nie tak. To nie miało tak wyglądać. Miała po prostu jak zwykle wpaść i zobaczyć czy zewnętrzne oględziny coś im dały. Może popatrzeć na początek sekcji, a później zawinąć się do swoich dalszych zajęć. Nie miało się to zmienić w bezsensowną walkę.
W pewien sposób pokonana wyszła z pomieszczenia. Skierowała się na swoje piętro, gdzie miała rozmówić się z jednym z techników, który rzekomo miał jej coś do powiedzenia. Reszta dnia zdecydowanie nie zapowiadała się lekko.

zaylee miller
koniec