wherever you go, i go there too
: pn lip 13, 2026 2:16 pm
Wszystkie zachcianki miały swój koszt - i właśnie teraz, gdy emocje zaczynały opadać a jego oddech się uspokajał, świadomość opatrunku na jej brzuchu powróciła ze zdwojoną siłą, choć nie był w stanie całkowicie o nim zapomnieć. Jego wzrok prześlizgnął się po kobiecym ciele upewniając, że wszystko było w porządku - na tyle, na ile być mogło, gdy i do niej wracało zamaskowane na moment zmęczenie.
Nie musiał jej jednak pytać o to, czy było w porządku. Wiedział, że nie odpowiedziałaby mu zgodnie z prawdą, więc zamiast słów, ograniczył się do kontrolnego spojrzenia, własne komentarze również zachowując dla siebie.
- Podejrzewam, że właśnie czeka zostawione pod drzwiami - mruknął w odpowiedzi, wciąż niechętny do poruszenia się. Jego dłoń wodziła po kobiecej głowie w czułym, odruchowym geście, którego nie był nawet w pełni świadomy. - To zależy od uczciwości twoich sąsiadów. Mieszkasz w podejrzanej okolicy.
Drobne kłamstewko opuściło jego usta, wygięte w uśmiechu - jeśli któreś z nich mieszkało w podejrzanej okolicy, był to zdecydowanie on, choć pozostawiona przez nich broń na stole umacniała wypowiedziane na głos przekonanie.
Westchnął, składając krótki pocałunek w jej zmierzwionych włosach nim zaczął powoli wyswabadzać się z pościeli, w którą się zagrzebali. Posiłek niestworzony z wątpliwej jakości, szpitalnej diety był kolejnym punktem na drodze do normalności.
- Meksyk jest przereklamowany - odparł beztrosko, chwytając za bokserki by wsunąć na siebie cokolwiek - na wypadek, gdyby po otworzeniu drzwi wyjściowych miał napotkać którąkolwiek z jej ciekawskich sąsiadek. - Polecimy gdzie indziej. Na przykład na Hawaje, albo Kanary - kontynuował z łatwością, o której zdążył w ciągu ostatniego tygodnia zapomnieć, a która również wydawała mu się komfortowo znajoma. - Albo poszukamy kontaktów wśród Włoskiej mafii.
Przechodząc obok regału, dostrzegł leżącą na nim teczkę. Jego wzrok prześlizgnął się po niej niezobowiązująco gdy kierował się do drzwi, które otworzył i, zgodnie ze swoją prognozą, dostrzegł na wycieraczce zostawione, zapakowane jedzenie.
Gdy jednak wracał do łóżka, teczka znalazła się w jego dłoni, niemożliwa do zignorowania na dłużej. W końcu po co miałaby być jej teczka przysłana z wydziału? Wciąż była na zwolnieniu, choć nie podejrzewał jej o to, by miała się go trzymać rygorystycznie.
- Dlaczego Evans przysyła ci akta? - zagadnął niezobowiązująco, stawiając przed nią torbę z jedzeniem, a zaraz za nią - wspomnianą teczkę, zgarniętą w trakcie jego drogi do sypialni z regału.
margo mercer
Nie musiał jej jednak pytać o to, czy było w porządku. Wiedział, że nie odpowiedziałaby mu zgodnie z prawdą, więc zamiast słów, ograniczył się do kontrolnego spojrzenia, własne komentarze również zachowując dla siebie.
- Podejrzewam, że właśnie czeka zostawione pod drzwiami - mruknął w odpowiedzi, wciąż niechętny do poruszenia się. Jego dłoń wodziła po kobiecej głowie w czułym, odruchowym geście, którego nie był nawet w pełni świadomy. - To zależy od uczciwości twoich sąsiadów. Mieszkasz w podejrzanej okolicy.
Drobne kłamstewko opuściło jego usta, wygięte w uśmiechu - jeśli któreś z nich mieszkało w podejrzanej okolicy, był to zdecydowanie on, choć pozostawiona przez nich broń na stole umacniała wypowiedziane na głos przekonanie.
Westchnął, składając krótki pocałunek w jej zmierzwionych włosach nim zaczął powoli wyswabadzać się z pościeli, w którą się zagrzebali. Posiłek niestworzony z wątpliwej jakości, szpitalnej diety był kolejnym punktem na drodze do normalności.
- Meksyk jest przereklamowany - odparł beztrosko, chwytając za bokserki by wsunąć na siebie cokolwiek - na wypadek, gdyby po otworzeniu drzwi wyjściowych miał napotkać którąkolwiek z jej ciekawskich sąsiadek. - Polecimy gdzie indziej. Na przykład na Hawaje, albo Kanary - kontynuował z łatwością, o której zdążył w ciągu ostatniego tygodnia zapomnieć, a która również wydawała mu się komfortowo znajoma. - Albo poszukamy kontaktów wśród Włoskiej mafii.
Przechodząc obok regału, dostrzegł leżącą na nim teczkę. Jego wzrok prześlizgnął się po niej niezobowiązująco gdy kierował się do drzwi, które otworzył i, zgodnie ze swoją prognozą, dostrzegł na wycieraczce zostawione, zapakowane jedzenie.
Gdy jednak wracał do łóżka, teczka znalazła się w jego dłoni, niemożliwa do zignorowania na dłużej. W końcu po co miałaby być jej teczka przysłana z wydziału? Wciąż była na zwolnieniu, choć nie podejrzewał jej o to, by miała się go trzymać rygorystycznie.
- Dlaczego Evans przysyła ci akta? - zagadnął niezobowiązująco, stawiając przed nią torbę z jedzeniem, a zaraz za nią - wspomnianą teczkę, zgarniętą w trakcie jego drogi do sypialni z regału.
margo mercer