Strona 3 z 4

daisy dress, daisy mess

: pn lip 20, 2026 11:25 am
autor: Daisy Whitmore
Pocałunek od Margaret przyszedł niespodziewanie.
Daisy niczego się nie spodziewała. Jak mogłaby, skoro chwile wcześniej powiedziała dziewczynom, po pierwsze że miała męża, po drugie była hetero, a poza tym, Stevie wystarczająco dosanie zajęła się swoją koleżanką, oferując jej własne usta do pocałunków. Tutaj nic nadzpywczajengo nie mogło się wydarzyć.
A jednak wydarzyło.
Sama nie wiedziała, ile sekund wyczekała, nim do je głowy doszło to, co właśnie się działo. Może dwie? Pięć? Nim mózg przetworzył informacje, że obce usta są własne przyklejone do tych jej. NIe odwzajemniła tego gestu, jednak również nie odepchnęła dziewczyny. Po prostu stała w bezruchu jak ostatni frajer, jedynie lekko zaciskając usta. Nawet dobrze nie poczuła jej smaku, jedynie odór alkoholu, który od razu uderzył do nozdrzy.
Jak było?
Podniosła spojrzenie na ciemnowłosą i spojrzała w jej zielone oczy. Jak było? Sama nie była pewna. Z jednej strony w jej głowie wyobrażała sobie pocałunki z kobietami jakoś lepiej, więc po części była zawiedziona, a z drugiej wciąż poirytowana, że po pierwsze to stało się tak szybko a po drugie bez jej wyraźnej zgody.
Zawsze tak bierzecie inne laski z zaskoczenia? — spytała, finalnie ignorując pytanie Marg i spojrzała do dziewczynach. Nie żeby coś, ale przecież była koleżanka Kiry w Brandford zrobiła dokładnie to samo. Dziewczyny tańczyły w najlepsze na scenie, a ona po prostu wbiła tam niezaproszona i zgarnęła Kirę dla siebie. Może lesbijki właśnie tak się całowały? Rzucały na pierwszą, lepszą osobę i czekały tylko kiedy zaiskrzy a kiedy dostaną w ryj? Miała nawet o to dopytać, ale wtedy Finch stanęła w jej obronie karcąc ciemnowłosą za swoje zachowanie.
No właśnie — skinęła głową. — Szczególnie, że ja potrzebuje trochę gry wstępnej — chciała przeinaczyć to wszystko w żart, nawet puściła oczko w stronę Kiry, jednak ta ewidentnie nie była w sosie. Nic dziwnego, bo po co była ta cała szopka? Z drugiej jednak strony Whitmore za bardzo nie rozumiała, jaki problem miała K-Rush. Co to w ogóle było za przezwisko? Już któryś raz słyszała, żeby ktoś ją tak nazywał.
No wiecie co — strąciła się Margaret we własnej osobie. — Jeszcze po mężatce bym się spodziewała lekkiego kija w dupie, ale po tobie? — zmierzyła Finch wymownym spojrzeniem od góry do dołu i pokręciła głową z ewidentnym niezadowoleniem. Powoli zaczynało wychodzić z nich prawdziwe oblicze i chociaż wyglądały, jak by chciały się bawić, w tym samym czasie sprawiały też wrażenie, jakby miały żal, że ktokolwiek zwrócił im uwagę. No cóż, chyba tyle ze wspólnego grania.
Ta, idę z tobą — Daisy odpowiedziała tylko Kirze, kompletnie ignorując słowa Margaret. — Odechciało mi się browarów — które swoją drogą i tak były całe rozgazowane a do tego ciepłe. Kto by w ogóle chciał to pić dobrowolnie? Ruszyły do baru, a raczej Whitmore za Finch, próbując dotrzymać jej kroku, chociaż to wcale nie było proste. Mknęła pomiędzy ludźmi, jakby naprawdę wkurzyła ją ta cała akcja z dziewczynami. Finalnie obie znalazły się przy ladzie.
Wiesz.. w stanim czasie nawet się zastanawiam, czy może nie jestem bi — zaczęła, próbując usiąść odpowiednio na hokerze. Był zdecydowanie za nisko, więc musiała znowu zeskoczyć i pobawić się wajchą. — Ale po tym, to chyba jednak po prostu hetero — zaśmiała się, dzieląc się z Kirą swoimi spostrzeżeniami. Pocałunek z Margaret nie sprawił, żeby poczuła cokolwiek. Naturalnie więc wyszłą z założenia, że z każdą kobieta tak by to wyglądało, co z pewnością było błędem, bo może gdyby pocałowała kogoś, kogo faktycznie chciała byłoby inaczej? — Swoją drogą, co się stało z całowaniem za obopólną zgodą? — mruknęła, przeczesując włosy, a drugą ręką machając na barmana, żeby podszedł przyjąć od nich zamowienie. — Teraz po prostu podchodzić się do byle kogo i bierze jak swoje? — bo jeśli tak, to Daisy była na to chyba po prostu zbyt staroświecka.

kira (˶˘ ³˘(´͈ ᵕ `͈˶)

daisy dress, daisy mess

: pn lip 20, 2026 4:44 pm
autor: kira finch
Marge zachichotała, zupełnie nic nie robiąc sobie z tego, co przed chwilą zrobiła. Chyba faktycznie lesbijki miały to do siebie, że lubiły działa z zaskoczenia, żeby druga strona nie miała wystarczająco czasu na reakcję. Przecież kiedy Harriet Gourin doskoczyła do Finch na scenie, ona też została przyparta do muru i postawiona przed faktem dokonanym. Nie pozostawało jej nic innego, jak po prostu odwzajemnić pocałunek, a dopiero później poinformować reporterkę, żeby sobie zbyt dużo wyobrażała. Tylko to było zupełnie co innego. Kira była lesbijką, w dodatku taką bez żony i żadnego związku, a tamten pocałunek tylko podkręcił show. A tutaj Margaret przegięła pałkę, wpychając język do gardła heteroseksualnej, zamężnej kobiecie. Niefajne zagranie. I wcale nie chodziło o to, że Finch chciałaby się znaleźć na miejscu Marge. Ani, kurwa, trochę.
Ale z was sztywniary — podsumowała Stevie, ale chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że tym sposobem nie namówi je do dalszej zabawy przy stole. — Obie napięte jak plandeki na ciężarówce — dorzuciła jeszcze, czym wcale nie pomagała. — Daj spokój, K-Rush! Myślałam, że lubisz takie szybkie akcje! — zawołała z naciskiem na szybkie, ale Finch już nie słuchała, bo ruszyła do baru i tylko zerknęła przez ramię, upewniając się, że Daisy podąża jej śladem.
Wskoczyła na hooker, a kiedy Whitmore przywołała barmankę gestem ręki, od razu poprosiła o najmocniejsze shoty, jakie oferował lokal. Kobieta pokiwała głową i zabrała się za przygotowanie trunków.
Ostatnio zastanawiasz się, czy nie jesteś bi? — zdziwiła się, prawie tak samo szczerze, jak zaskoczyło ją to, że Marge postanowiła pocałować Whitmore bez zbędnego pierdolenia się w tańcu. — Skąd ci się to w ogóle wzięło? — zapytała, ale bez kpiny w głosie. — Gdybyś miała to na swojej liście rzeczy do zrobienia, to przynajmniej mogłabyś odhaczyć sobie pocałunek z kobietą. A tak to wszystko na marne — westchnęła, udając lekkie zawiedzenie. Nie przypominała sobie, żeby coś podobnego znajdowała się pośród tego, co menadżerka czytała jej w samochodzie w drodze do Brantford. A może coś jej zwyczajnie umknęło?
Na kolejne pytanie nie znała sensownej odpowiedzi, dlatego wzruszyła ramionami. Bo co miała jej powiedzieć? Że wielokrotnie puszczały jej hamulce i zachowywała się bardzo podobnie?
Powiedzmy, że lesbijki bywają bardzo... bezpośrednie — użyła pierwszego, najbezpieczniejszego określenia, jakie przyszło jej do głowy, choć wcześniej przemknęło jej przez myśl kilka innych. Perwersyjne. Rozwiązłe. Zbereźne. Ostatecznie uznała jednak, że byłoby to zwyczajnie niesprawiedliwe. Nie chciała przedstawiać menadżerce kobiet o odmiennej orientacji w sposób, który od razu niósłby ze sobą negatywne skojarzenia. Bo przecież nie każda kobieta, która lubi kobiety, zachowuje się prowokacyjnie czy obscenicznie. Tak samo jak nie każda heteroseksualna para rzuca się na siebie przy pierwszej okazji. To wszystko zależało od człowieka, a nie od tego, kto mu się podobał.
Słuchaj, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej teraz masz pewność, że jesteś stuprocentową heteryczką — pokiwała głową, a gdy barmanka ustawiła przed nimi coś, co wyglądało jak czysta wódka z domieszką soku z cytryny, chwyciła za szkło i dostawiła je do tego, które znalazło się w dłoni Whitmore. — To co? Napijesz się za moje zdrowie, Daisy? — zapytała, smakując językiem jej imię. Co innego jej pozostało? Musiała porzucić myśl o pocałunku, który nigdy się między nimi nie wydarzy.

Daisy (❁´◡`❁)

daisy dress, daisy mess

: pn lip 20, 2026 9:01 pm
autor: Daisy Whitmore
Zastanawiała się.
W ostatnim czasie myśli Whitmore bardzo często błądziły w rejony, w które zapuszczać się zdecydowanie nie powinny. Szczególnie wieczorami, kiedy samotnie leżała w łóżku, podczas gdy Rowan był na meczach wyjazdowych. Zastanawiała się wtedy, czy życie nie przemykało jej trochę koło nosa. Czy przez to, że tak wcześnie się ustatkowała, przypadkiem nie odebrała sobie całej puli nowych doświadczeń, które najzwyczajniej w świecie ją minęły.
Kolejną rzeczą, o której nie powinna myśleć, a jednak to robiła, była Finch. A może kobiety ogólnie? Zachodziła w głowę, skąd wzięły się u niej w Brandford te świadome przedłużone spojrzenia i przypadkowy dotyk, którego szukało jej ciało. Czy mogła to w stu procentach zwalić na alkohol? Może i by mogła, ale przecież nawet w firmie, kiedy była trzeźwa jak cholerą i tak szukała Kiry spojrzeniem, zastanawiała się co robiła, jak się miała. Było to raczej mało koleżeńskie zachowanie. To wszystko sprawiło, że tak, zastanawiała się nad swoją orientacją, dlatego widząc zaskoczenie Finch skinęła głową.
A coś tam sobie myślałam — wzruszyła ramionami, starając się wybrzmieć jak najbardziej naturalnie. — No bo w sumie skoro nigdy wcześniej nie umawiałam się z dziewczyną, skąd mogę wiedzieć, że mnie nie kręcą? Wiesz o co mi chodzi? Wmawia się nam od dzieciaka, że trzeba znaleźć dobrą pracę, męża i założyć rodzinę. Jakoś nie wiem, nie ma w tym miejsca na żadne próby czy chociażby inne opcje, a… sama nie wiem, może i gdyby nie Rowan to by mnie to kręciło — uśmiechnęła się do barmanki, kiedy ta przyniosła serie szotów dla Kiry i drugie tyle dla samej Whitmore, po czym złapała za jeden kieliszek i po prostu przechyliła, tak na odwagę. — Wiem, że jestem okropnym człowiekiem, że w ogóle o tym rozkminiałam, bo przecież mam męża i jestem szczęśliwa… — ostatnie słowo wyszło jej tak kurewsko sztucznie, że chyba sama w to nie uwierzyła. Udało jej się jednak zignorować własne potknięcie i przekierować temat bardziej na to, co zrobiła Margaret i fakt, że teraz już miała pewność, że jest stuprocentową heteryczką.
Coś w tym jest — zaśmiała się, ale widać było, że gdzieś tam w głowę wciąż się nad czymś zastanawiała. — Chociaż nie wiem, to… cokolwiek to było tam, to w ogóle można było zaliczyć jako pocałunek? — spojrzała wymownie na Kirę. No bo przecież blondynka sama widziała. To bardziej był po prostu agresywny buziak, w dodatku nieodwzajemniony niż porządne całowanie. I chociaż przez gardło dalsza część wypowiedzi jej nie przeszła, tak głowa bardzo szybko dopowiedziała sobie, że jak już miała czegoś naprawdę spróbować, to powinna to zrobić porządnie. Na pełnej. Dać sobie jednorazowe doświadczenie, które może i potem puści w niepamięć, ale żeby chociaż miała co wspominać, bo to… to było co najmniej żałosne.
Jasne, że wypije — uśmiechnęła się, słysząc pytanie Finch. — Nie raz i nie dwa, żebyś była zdrowa i rosła duża! — średnio to chyba zabrzmiało, jakby Finch miała nagle przytyć ze sto kilo, co wcale nie było intencją Whitmore. — Ale wiesz co? Czekaj! — zamiast przybić z nią zdrówko, zeskoczyła z hokera i pobiegła na drugi koniec lady, żeby zaczepić jedną z barmanek. Kira mogła jedynie widzieć, jak Daisy pokazuje na nią palcem i energicznie gestykuluje. Dziewczyna finalnie zaprosiła ją ze sobą na zaplecze. Nie było jej może z trzy minuty, a kiedy ponownie pojawiła się przejściu, trzymała w dłoniach… miskę po brzegi wypełnioną nachosami z serem. Na górze wbita była samotna świeczka, którą Daisy próbowała donieść zapaloną i w jednym kawałku do miejsca, przy którym siedziała Kira.
Nie mieli ciasta — rzuciła z uśmiechem. Co prawda świeczka w nachosach wyglądała dziwnie, ale przecież liczył się gest, tak? Whitmore podsunęła miskę pod sam nos Kiry. — No dalej, pomyśl życzenie i dmuchaj zanim wosk zmiesza się z sosem serowym — przytrzymała świeczkę w chipsach, a spojrzenie wbiła w Kirę i jej piękne szare oczy, w których odbijał się niewielki płomień.

kira 🎂🎈🎉🥳

daisy dress, daisy mess

: pn lip 20, 2026 10:37 pm
autor: kira finch
Nie uważała, żeby zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby, było czymś niewłaściwym. I z całą pewnością nie czyniło to Daisy złym człowiekiem. Każdy miewał chwile zwątpienia. Nawet Kira. Może akurat nie zastanawiała się nad tym, czy podobają jej się mężczyźni. Metodą prób i błędów dość szybko zrozumiała, że z facetami najlepiej odnajduje się na stopie czysto koleżeńskiej. Ale gdyby nie kilka niezbyt udanych relacji z przeszłości, pewnie jeszcze długo nie byłaby pewna, czego tak naprawdę chce. Przecież nie obudziła się pewnego dnia z gotową odpowiedzią na wszystkie pytania. Poznawanie samej siebie było procesem. Czasem krótszym, czasem znacznie dłuższym. I nie było w tym absolutnie nic dziwnego. Whitmore niestety nie miła okazji eksperymentować w młodości, bo dość szybko związała się z Rowanem, który finalnie został jej mężem. Ale do tej pory nie zrobiła nic, co mogłoby jej małżeństwu w jakikolwiek sposób zaszkodzić.
Jesteś dla siebie zbyt surowa — stwierdziła absolutnie szczerze. — Po co się tak przejmujesz? Nie wskoczyłaś nikomu do łóżka, po prostu myślisz o tym, czy coś cię w życiu nie ominęło. I to jest w porządku — odparła z uśmiechem, wznosząc do góry swój kieliszek. Menadżerka powinna zaprzątać sobie czymś takim głowę w trybie natychmiastowym.
Czy wsadzenie komuś języka do ust bez pytania można w ogóle nazwać pocałunkiem? Trudno powiedzieć. To chyba zależało od okoliczności i od tego, czy druga osoba miała na to ochotę. Z perspektywy Kiry bardziej przypominało to atak z zaskoczenia niż jakiś romantyczny gest. Ale co kto lubi, prawda?
Teraz gadasz tak, jakbyś nigdy się nie całowała — wymierzyła w Daisy kieliszkiem, a potem wlała jego zawartość do gardła. Co to, kurwa, było? Spirytus? Zmarszczyła nos i potrząsnęła gwałtownie głową. — Chyba akurat co do tego, to masz porównanie? Rowan cię nigdy nie całował? — posłała Daisy rozbawione spojrzenie, z hukiem odkładając szkło na barowy blat.
Chyba trochę zagalopowała się z tym piciem. Na szczęście miały przed sobą jeszcze cały rząd shotów. Jednak kiedy menadżerka kazała jej poczekać, w oczach Kiry pojawiło się nie tylko zaskoczenie, ale również wyraźne zainteresowanie.
Przecież nigdzie się nie wybieram. Pragnę tylko zaznaczyć, że to moje urodziny i to ja cię zaprosiłam... hej, a ty dokąd? — zdziwiła się jeszcze bardziej, bo Whitmore nagle zeskoczyła z krzesła i udała się z barmanką na zaplecze. No proszę! A przed chwilą zarzekała się, że jest hetero! Nie było jej zaledwie przez chwilę, bo zaraz wróciła, niosąc w rękach miskę z serem. Na ten widok Finch zaśmiała się głośno. — To jest o wiele lepsze od ciasta czy jakiegoś tam tortu — stwierdziła i nachyliła się, żeby zdmuchnąć świeczkę. Ach tak, jeszcze życzenie! Spojrzała Daisy prosto w oczy, a potem przymknęła powieki. O czym pomyślała? Nigdy się o tym nie dowiemy! Ułożyła usta w dziubek i dopiero teraz wypuściła powietrze. Płomień jeszcze przez moment drgał, ale w końcu zgasł, a nad miską uniosła się cienka smuga dymu.
Jesteś niepoważna — oznajmiła, ponownie podnosząc wzrok na Whitmore. — I masz coś na nosie. O tutaj — dodała, ale zanim menadżerka zdążyła zareagować, Kira wcisnęła palec w serowy sos, a potem docisnęła go do nosa Daisy. I kto tutaj był niepoważny?

Daisy ·༻𐫱༺·

daisy dress, daisy mess

: pn lip 20, 2026 11:06 pm
autor: Daisy Whitmore
Może faktycznie była dla siebie zbyt surowa.
Może powinna dać sobie czas na odkrycie siebie, nawet jeśli działo się to z jakimś piętnastoletnim opóźnieniem. Może. Ale problem w tym, że Daisy była wychowana na konkretnych zasadach. Już jako dziecko miała jasno mówione, że jeśli człowiek podjął już jakaś decyzję, to niegrzecznym było się z niej wycofać. Nie wypadało. Tak jak jej nie wypadało po dziesięciu latach małżeństwa zastanawiać się, czy podobały się jej również dziewczyny. Bo po co? Bo jak to? Przecież i tak była związana do końca życia, na dobre i na złe.
Wysłuchała Kiry, jednak nie odpowiedziała na jej słowa, a jedynie skinęła twierdząco głową, dając znać, że się z nią zgadzała. Wciąż miała do tego wszystkiego mieszane uczucia, ale faktycznie to nie był dzień, żeby o tym rozmawiać. Kira Miałą urodziny, przyszły tu świętować, a nie rozprawiać na temat tego, czy i dlaczego Whitmore zastanawiała się nad swoją orientacją seksualną! Chociaż akurat temat całowania musiała skomentować.
Czemu gadam jakbym się nigdy nie całowała? — prychnęła, przyglądając się jej uważnie. — No nie wiem, dla mnie prawdziwy pocałunek, to jest kurwa pocałunek, a nie jakieś tam cmoknięcie w usta, jeszcze bez wzajemności — proste? Dla niej proste. Cmoknięcie w usta można było dać ciotce na urodzinach albo własnemu dziecku. Rowan całował dobrze. Kiedyś potrafił wypuścić w jej brzuchu stado motyli nawet się za bardzo przy tym nie starając. Ostatnio co prawda było tego coraz mniej, ale może takie rzeczy po prostu przechodziły z czasem.
Tak jak z czasem Daisy przypomniała sobie, że przecież Kira musiała zdmuchnąć świeczkę! Każde urodziny należało obchodzić chociaż z jednym światełkiem zapalonym na torcie. W tym przypadku co prawda byłī to nachos z sosem serowym, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, tak? A zresztą zaraz okazało się, że Finch to nawet wolała chipsy od słodyczy. Idealnie.
No już, dmuchaj! — zachęciła dziennikarkę, przytrzymując świeczkę, a sama zapatrzyła się na twarz Kiry. Na to jak jej pełne usta ułożyły się w końcu w dziubek, a potem wypuścili chmarę powietrza, która zgasiła płomień. — I co, o czym sobie pomyślałaś? — tak zagadała. Doskonale wiedziała, że Kira w życiu jej nie powie. Poza tym, mówienie marzeń na głos przynosiło pecha! Takie już były tradycje i należało je szanować, chociaż to nie znaczyło, ,że nie można było podjudzać. Uśmiechnęła się szeroko, słysząc, że jest niepoważna, a kiedy tylko Kira dodała, że Whitmore miała coś na nosie, Daisy od razu zrobiła wielkiego zeza.
Co, gdzie?! — spróbowała cokolwiek dostrzec, ale na nic. Oczywiście do momentu, w którym wciąż ciepły ser nie wylądował na samym czubku jej nosa. — Co ty… — nawet nie dokończła. Słów jej normalnie brakowało na ten bezczelny akt! To ona jej przynosi podarunek urodzinowy, a Finch wyciera o niego nos Diasy? — Ale wiesz co? Ty też się ubrudziłaś — zerwała się z miejsca i sama nabrała trochę sera na palec a potem przesunęła nim po policzku Kiry, rozsmarowując go na całej długości. — I tu! — dodała jeszcze trochę na brodę, zapominając na moment, że po pierwsze były w miejscu publicznym i miały dookoła masę ludzi, a po drugie, że nie miały dziesięciu lat i takie zachowanie było po prostu nie na miejscu.
Chociaż wiesz co, trochę szkoda sosu — wtrąciła po chwili, wyciągając znowu palec przed siebie, tym razem po to, żeby zebrać trochę roztopionego sera z powrotem na opuszek, a potem jak gdyby nigdy nic… władować do sobie między wargi. — O jezu jakie dobre — oczy momentalne się jej otworzyły, a usta jeszcze mocniej zassały nadmiar masy. — Zdecydowanie szkoda sosu — wtrąciła i zeskoczyła z hokera, by już po chwili kompletnie bezmyślnie przystawić usta do brody Kiry i tym razem sciągnąć nadmiar sera… własnym językiem.
Whitmore, co ty wyprawiasz?

kira 👅

daisy dress, daisy mess

: wt lip 21, 2026 10:23 am
autor: kira finch
Z tym całowaniem to był oczywiście sarkazm, którego Daisy najwyraźniej nie wyłapała. Kira zareagowała na to jedynie cichym parsknięciem i kręceniem głowy. Przecież było jasne, że menadżerka doskonale wiedziała, czym jest pocałunek. I to pewnie lepiej niż większość z nich, skoro od... ilu oni właściwie byli razem? Piętnastu lat? To przecież niewiele więcej, niż miała Finch! No dobrze, trochę przesadziła. Tak czy inaczej, wszystkie te lata spędzone z jednym człowiekiem powinny wystarczyć, żeby odróżnić prawdziwy pocałunek od czegoś, co właśnie zafundowała jej Margaret. Bo to, co zrobiła Marge, miało z pocałunkiem niewiele wspólnego. Bardziej przypominało niespodziewany abordaż zakończony wtargnięciem języka na obce terytorium.
I co, o czym sobie pomyślałaś?
Chyba zwariowałaś, że ci powiem! — obruszyła się z udawanym oburzeniem. Czy ona naprawdę nie wiedziała, że jeśli zdradzi się swoje życzenie, to nigdy się nie spełni? W takim razie Kira całkiem słusznie nazwała ją niepoważną.
Nie przypuszczała jednak, że to wszystko zajdzie aż tak daleko. Że zwykłe ubrudzenie nosa sosem serowym okaże się dla Daisy tak świetną zabawą, że postanowi pójść o krok dalej i z rozmysłem upaćkać jej najpierw policzek, a potem jeszcze brodę. Najwyraźniej granica między dorosłą kobietą a pięciolatką była naprawdę cienka. Tak jak ta, którą Whitmore przekroczyła, postanawiając zlizać sos z podbródka własnym językiem.
Może właśnie o tym sobie pomyślałam? — uniosła figlarnie jedną brew, nieco skołowana tym, co menadżerka właśnie wyprawiała. To wina alkoholu? Nie, przecież nie wypiła tak dużo. Jeszcze. — Moim marzeniem było, żeby Daisy Whitmore zlizywała ze mnie sos — oznajmiła, ale nie doprecyzowała, skąd miałaby ten sos zlizywać. Na pewno nie tylko z twarzy. — Ale masz rację, szkoda żarcia. I alkohol nam stygnie — otrząsła się z amoku i sięgnęła do baru po serwetki. Jedną z nich wręczyła menadżerce, a drugą otarła podbródek, z którego chwilę wcześniej Daisy tak skrupulatnie zlizywała sos.
Wskoczyła z powrotem na swój stołek i złapała za kieliszek. Już miała go wlać do gardła, ponownie wypijając za swoje zdrowie, ale zastygła z nim w bezruchu, zastanawiając się nad czymś intensywnie.
Teraz twoje zdrowie — odezwała się w końcu i porozumiewawczo skinęła do menadżerki głową. — Za to, żebyś już więcej nie musiała zastanawiać się, co cię kręci. Obie wiemy, że to jestem ja — rzuciła żartobliwym tonem. Ale czy faktycznie był to tylko niewinny żart? Kira bardzo chciała sprawdzić jej reakcję. Obserwowała Whitmore znad swojego kieliszka z baczną uwagą. Co zrobi? Zawstydzi się? Odbierze to jako głupi, nic nieznaczący tekst? Zmieni temat? Opcji było mnóstwo. Nie zakładała co prawda, że spadnie z krzesła, to by było zbyt przesadzone. Już prędzej, że alkohol wleci jej do złej dziurki, ale to też nie byłoby nic fajnego. Jeszcze jej się tutaj udusi i dopiero będzie lipa. Finch musiałaby fatygować ojca, żeby zataił całą sprawę.

Daisy ˚˖𓍢ִ໋❀

daisy dress, daisy mess

: wt lip 21, 2026 9:23 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie wiedziała, co w nią wstąpiło.
Normalnie nie była taka. Nie zlizywała sosu serowego z twarzy innych ludzi, szczególnie wcześniej nie pytając ich o pozwolenie. A jeszcze chwile temu sama rozwodziła się nad tym, że jakaś laska spróbowała ją pocałować, za nic nie dostając na to zgody. Chodząca hipokrytka nie ma co.
Była nawet gotowa przeprosić blondynkę za swoje karygodne zachowanie, jednak Kira wcale nie zdawała się być urażona tą czynnością. Co więcej — Daisy dałaby sobie rękę uciąć, że zauważyła w oku Finch charakterystyczny błysk. Podobało się jej? Głowa znowu zakręciła się w rejonach, które powinna unikać. Ściągnęła z języka smak sera, przełykając głośno ślinę, gdy Kira zaczęła się zarzekać, że jej marzeniem mogło być właśnie to.
— W takim razie strasznie dziwne te twoje marzenia — wtrąciła z uśmiechem na ustach. — A wystarczyło poprosić — dodała zaczepnie, przyglądając się uważnie twarzy Kiry. Czy zrobiłaby to, gdyby Finch nagle i kompletnie niespodziewanie ubabrała się sosem i poprosiła managerkę, by zlizała to z jej skóry? Wątpliwy temat, ale kto wie? Może. W końcu Daisy dość jawnie objawiała swoją słabość do dziennikarki i jej szarych, pięknych oczu. Chwilami nawet zapominała, że nie powinna tak w nie patrzeć. Jakby chciała od niej czegoś więcej.
Odwróciła wzrok w stronę kieliszków dopiero kiedy Kira sama to zrobiła. Złapała między palce jeden z nich, po czym uniosła wysoko, gotowa wznieść kolejny urodzinowy toast za solenizantkę. Tylko zaraz okazało się, że ten szot nie był dla manifestowania dobrobytu Finch, a jej samej. Daisy Whitmore we własnej osobie i za to, żeby więcej nie musiała zastanawiać się co ją kręciło, bo przecież obie wiedziały, że to była Kira.
W pierwszej chwili uśmiechnęła się nerwowo, a zaraz na jej policzkach można było obserwować lekkie rumieńce malujące się na skórze. Kira trafiła w samo sendo? Whitmore wydawało się, że wcale nie, jednak jej ciało postanowiło opowiedzieć zupełnie inną historie. Nigdy nie była dobra w chowaniu emocji, ale to jak bezczelnie ona z nie wypływały akurat w momencie, w którym nie powinny było… przerażająco.
No to zdrówko! — zmieniła temat, przybijając szkłem kieliszek w dłoni swojej partnerki na ten wieczór, po czym przechyliła zawartość i wlała ją prosto do gardła. Za mało. To było zdecydowanie za mało, żeby w ogóle przerwać ten wieczór i ilość dwuznacznych rozmów, jakie prowadziły. — To co, od razu na drugą nóżkę? Żebym jednak przestała tak do ciebie wzdychać? — wtrąciła, zdecydowanie niepotrzebnie. Te słowa po prostu wyleciały z jej ust niekontrolowane, a Daisy jedyne co mogła zrobić, to uśmiechnąć się szeroko, sugerując, że nie było to nic innego, jak niewinny żart. Tylko czy jej coraz bardziej czerwone poliki nie sugerowały czegoś innego? Żeby to jeszcze policzki były jedynym problemem! Nawet nie zakodowała dokładnie momentu, w którym i jej wzrok przesunął się z oczu Finch niżej, na pełne, lekko rozchylone usta. Dopiero kiedy jakaś kobieta szturchnęła ją w ramię z głośnym przepraszam, Whitmore wróciła do żywych.
Dobra, zerujemy i lecimy tańczyć, co? — zerwała się hokera. Zostały im po dwa kieliszki i niby nie powinno się ich tak szybko zerować, ale z drugiej strony na co tu czekać? Szczególnie, że DJ puścił właśnie świetny kawałek. — No dalej, Finch! Nie każ na siebie czekać — wypiła swoje w mgnieniu oka i oparła się o ladę plecami, przyglądając się Kirze, ale też prześwietlając wzrokiem parkiet i jak bardzo różne dziewczyny na nim szalały.

kira ♪┏(・o・)┛♪

daisy dress, daisy mess

: śr lip 22, 2026 1:43 am
autor: kira finch
Podobało jej się. Nie umiała udawać, że nie. Jednocześnie okazała się niszczycielem dobrej zabawy i uśmiechów dzieci, zupełnie jak jej ojciec. Czyli nie tylko oczy i kształt nosa miała po nim. Marzenie, które wyjawiła, nie było jej prawdziwym marzeniem. Chciała, żeby Daisy wylizywała jej coś innego. To znaczy, co?
Poprosić? Och, nie śmiałabym! Wiesz, że jestem bardzo skromna — machnęła ręką, mimo że Kira koło skromności, to nawet nie stała. Była zadufaną w sobie snobką, którą wychowała dwójka bogatych prawników. Skromność to ostatnie określenie, które pasowało do Finchów. Marzenia też miała wielkie i mierzyła wysoko. Gdyby menadżerka nie miała męża i nie była tak skrajnie hetero, już dawno złożyłaby jej niemoralne propozycje. Były jednak rzeczy, o których w zaistniałej sytuacji nie mówiło się na głos.
Wyłapała ten rumieniec, który pojawił się na twarzy Daisy z chwilą, kiedy tylko z ust Finch padło stwierdzenie. Bo to nawet nie było pytanie. Powiedziała wprost, co uważa, a menadżerka nie zaprzeczyła. Co prawda również nie potwierdziła jej słów, ale wcale nie musiała. To było widać. Jej zaczerwienione policzki mówiły same za siebie. Kira uśmiechnęła się z satysfakcją i uniosła swój kieliszek w geście toastu. Z ledwością powstrzymała się, żeby nie wnieść toastu za nie dwie. Wypiła alkohol i z głośnym syknięciem odstawiła szkło na blat. A potem uniosła brwi, bo tempo, jakie narzuciła menadżerka było dosyć szybkie.
Jasne, czemu nie — skinęła głową i od razu złapała za kolejny kieliszek. — Ale co, jak wcale nie chcę, żebyś przestała do mnie wzdychać? — zapytała, akurat w momencie, kiedy Whitmore wlewała szota do gardła. Tak chciała z nią pogrywać? Nie ma sprawy, Kira mogła tak długo. — I może tak nie szalej, co? Nie pamiętasz, jak to się ostatnio skończyło? — zapytała, lustrując spojrzeniem kobietę, która zatoczyła się i odbiła od Daisy. No właśnie, jak to się wtedy skończyło? Napaścią przez homofoba i próbą pocałunku? Dzisiaj to pierwsze im to nie grozi. Na pewno nie w klubie. A to drugie? Trudno przewidzieć. Zbyt wiele było w tym wszystkim dwuznaczności, a te zwykle prowadziły w bardzo niebezpieczne rejony, w które nawet Finch bała się zaglądać.
Na propozycję tańca, bez protestów podążyła śladem tańca - błyskawicznie opróżniła pozostałe kieliszki i zeskoczyła z barowego stołka. Przez chwilę przyglądała się Whitmore, a potem nachyliła się i podążając oczami za jej spojrzeniem, wskazała podbródkiem na parkiet.
To co? Która ci się podoba? — zażartowała, sprzedając jej kuksańca w bok. Oj, no i po co te zagrywki? Przecież już dawno ustaliły, że to była właśnie Kira! — Chodź. Pokaż, jak cię kręcę. To znaczy, jak się kręcisz. Bez różnicy! — pociągnęła ją rękę w stronę parkietu, na którym bawiło się mnóstwo pięknych kobiet. Chciałoby się powiedzieć, że to miła odmiana od napalonych facetów, ale sytuacja z Margaret udowodniła, że laski potrafiły być tak samo nagrzane.
kKira poruszyła biodrami w rytm piosenki Britney Spears, która śpiewała, że ups, znowu to zrobiła. Zrobiła kółeczko wokół Daisy i zatrzymała się naprzeciwko, zarzucając włosami. A potem umieściła dłonie na jej talii i zaczęła schodzić w dół, coraz niżej i niżej.

Daisy ˙𐃷˙

daisy dress, daisy mess

: sob lip 25, 2026 2:49 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie miała zamiaru szaleć.
A już na pewno nie tak jak ostatnio.
Nie była przecież alkoholiczką. Chociaż z drugiej strony, te wszystkie wyjścia, które ostatnio oferowała jej Kira wraz z chwilami poniekąd beztroski, podlanej alkoholem były dla Daisy wyjątkowo przyjemną odskocznią od szarej rzeczywistości. Od tego, że w domu niekoniecznie było idealnie. Dobrze żyło się jej z Rowanem, a jednak ciągle czuła, jakby czegoś jej brakowało. Jakby przy Kirze jej serce jakoś mocniej podrywało się z ekscytacji. Może była to kwestia nowości, zmiany otoczenia… cokolwiek to było, podobało się jej. Chciała się w tym zatracić. Dlatego zawartość kolejnego kieliszka wylądowała w jej gardle.
Finch, a co ty się tak spinasz? — prychnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Jesteś moją matką, czy jak? — nachyliła się w jej kierunku. — A może boisz się, że znowu będziesz chciała mnie pocałować? — powiedziała to na głos? Powiedziała. I jeszcze do tego się bezczelnie uśmiechnęła. Do niczego jej nie podpuszczała, w ŻYCIU. Tak się jej powiedziało, dla zasady, żeby zaczepić. Słownie. Nie fizycznie. Nie zmieniało to jednak faktu, że w oczach Whitmore dało się dostrzec pewnego rodzaju błysk. Trochę jakby sprawdzała granice, pytanie tylko czyje — Kiry czy może jednak swoje własne?
Nie myśląc nad odpowiedzią, zeskoczyła z hokera i dopiła ostatni kieliszek szota. No przecież nie będą całego wieczoru siedzieć i pić. Trzeba było teraz wypocić to, co się w siebie wlało, chociaż Daisy zachwiała się delikatnie, dopiero stojąc na nogach, czując, jak alkohol, który w siebie wlała lekko kopnął. Przeniosła niebieskie spojrzenie na twarz Finch, a brew uniosła się jej do góry na pytanie o to, która się jej podobała. Nawet nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo Kira już ciągnęła ją na parkiet.
Znalazły sobie miejsce gdzieś na środku, w tłumie, a znajomy hit Britney Spears ryknął z głośników. Tłum zaczął śpiewać, a Whitmore razem z nim. Co jak co, ale w duchu wcale nie była poważna managerka z Toronto Sun — znała popkulturę i lubiła sobie pośpiewać, szczególnie do takich klasyków. Bioderkiem tez umiała zarzucić, chociaż musiała przyznać, że Kirze wychodziło to zdecydowanie lepiej. Zapatrzyła na moment na jej ruchy, a kiedy tylko dziennikarka przysunęła się bliżej i zaczęła schodzić do parkietu, Daisy bez większego namysłu wplotła dłoń w jej włosy, by po chwili szarpnąć ją do siebie w górę. Delikatnie. Nie za mocno. Nie była przecież żadnym agresorem.
Przesunęła palcami po szczupłych ramionach, po materiale kurtki, aż nie doszła do dłoni, które zacisnęła, by wprawić Finch w obrót. Jeden, a zaraz potem drugi. Tak się w tym zakręciły, że Kira finalnie wylądowała tyłkiem na brzuchu Daisy. Whitmore złapała więcej powietrza w płuca i mimowolnie zaciągnęła się przyjemnym, znajomym już zapachem, przy okazji skanując otoczenie.
Tamta jest całkiem niezła — przysunęła głowę do tej Kiry, gestem nakierowując jej spojrzenie w odpowiednie miejsce. — Ta w czarnej sukience — brunetka, która wywijała przed nimi miała długie, kręcone włosy i całkiem pokaźnych rozmiarów nos. Wyglądała trochę jak Ines Villeda, a do tego śmiałą się głośno podczas swojego tańca. Może to właśnie tym tak zwróciła uwagę Daisy. — A tobie która? — rzuciła prosto do ucha blondynki, nawet nie zauważając, kiedy położyła sobie brodę na jej ramieniu, a ciało przyległo do ciała, ciągle się o siebie ocierając.

kira . ݁₊ ⊹ . ݁ ⟡ ݁ . ⊹ ₊ ݁.

daisy dress, daisy mess

: sob lip 25, 2026 8:05 pm
autor: kira finch
Nie miała jej za alkoholiczkę. To było w ogóle bardzo odważne stwierdzenie. Dobrze, że Daisy nie powiedziała tego na głos, bo Finch chyba by ją wyśmiała. Z nich dwóch to Kira wlewała w siebie hektolitry alkoholu właściwie w każdy weekend, a teraz przez kilka dni czekało ją świętowanie urodzin, więc również nie będzie wylewać za kołnierz. Za to Whitmore, kiedy nachyliła się do niej, powiedziała coś zupełnie innego i Kira poczuła się, jakby dostała obuchem w twarz. Przez chwilę stała z miną skretyniałego karpia, aż w końcu dała sobie w głowie mentalnego plaska i uśmiechnęła się zawadiacko pod nosem. Daisy grała nie fair. A jej się to bardzo podobało. Dlatego nie zamierzała pozostać dłużna, chcąc wprowadzić ją w stan takiej samej konsternacji. Może zabrakło jej czasu na odpowiedź, ale to nie oznaczało, że zignoruje temat.
Na razie dała porwać się muzyce, co jakiś czas łapiąc się na tym, jak jej ciało reaguje na dotyk menadżerki. Mięśnie spinały się mimowolnie, chociaż zawsze była taka wyluzowana. Kropkę nad "i" postawiło szarpnięcie za włosy. Kira aż się zapowietrzyła, ale nie dała niczego po sobie poznać. Za to stwierdziła, że właśnie teraz - między kolejnymi obrotami i bujaniem biodrami do piosenki Britney - jest odpowiedni moment, żeby trochę utrzeć Whitmore nosa. Zbliżyła swoją twarz do jej twarzy i przywarła czołem do jej czoła.
Cały czas chcę cię pocałować — powiedziała wprost w jej usta. A potem nachyliła się i odgarnęła kosmyk włosów za ucho. — Ale to wcale nie oznacza, że to zrobię — wyszeptała na tyle głośno, żeby menadżerka mogła ją usłyszeć. Szach, kurwa, mat.
Obróciła się, przywierając pośladkami do jej brzucha. Powierciła się nimi, zsuwając nieznacznie w dół, żeby zaraz znów się wyprostować. Spojrzała w kierunku, który wskazała Daisy, i pokiwała z aprobatą głową. Dziewczyna była niczego sobie. Wysoka, zgrabna, z nogami do nieba. Na pewno stała w kolejce po wzrost, a nie po kształtny nos, ale ten tylko dodawał jej uroku. No i czarna sukienka robiła połowę roboty, odsłaniając co nieco tam, gdzie trzeba. Dekolt miała po same cycki, ale cycków właściwie już wcale. A szkoda.
Okej, czyli podobają ci się wysokie, chude do kości brunetki o hiszpańskiej urodzie? — podsumowała krótko jej wybór. — Mi się podoba tamta — wskazała ręką na szatynkę ściętą na boba. Była trochę niższa od nich dwóch, miała szerokie biodra i całkiem spory biust. Z pewnością było na czym zawiesić oko. — A i tamta też jest niczego sobie — dodała i tym razem ujęła podbródek Daisy, żeby obrócić jej głowę w przeciwnym kierunku.
Kilka metrów obok nich na parkiecie szalała blondynka z dredami. Miała świetny, rockowy outfit, a skórzana kurtka ukazywała jej brzuch przy każdym podskoku.
No i jest jeszcze taka jedna — mruknęła Finch, tym razem spoglądając Whitmore prosto w oczy. Zabrała rękę z jej podbródka, przesunęła palcem po jej szyi, aż zatrzymała się na mostku, w który lekko dźgnęła. — Ma najbardziej niebieskie oczy, jakie kiedykolwiek widziałam. Ale ma też męża i zapiera się, że nie podobają jej się kobiety — prychnęła, bardzo niezadowolona nawet z samego faktu, że brzmiało to tak bezsensownie.

Daisy 𓍯𓂃𓏧♡