daisy dress, daisy mess
: pn lip 20, 2026 11:25 am
Pocałunek od Margaret przyszedł niespodziewanie.
Daisy niczego się nie spodziewała. Jak mogłaby, skoro chwile wcześniej powiedziała dziewczynom, po pierwsze że miała męża, po drugie była hetero, a poza tym, Stevie wystarczająco dosanie zajęła się swoją koleżanką, oferując jej własne usta do pocałunków. Tutaj nic nadzpywczajengo nie mogło się wydarzyć.
A jednak wydarzyło.
Sama nie wiedziała, ile sekund wyczekała, nim do je głowy doszło to, co właśnie się działo. Może dwie? Pięć? Nim mózg przetworzył informacje, że obce usta są własne przyklejone do tych jej. NIe odwzajemniła tego gestu, jednak również nie odepchnęła dziewczyny. Po prostu stała w bezruchu jak ostatni frajer, jedynie lekko zaciskając usta. Nawet dobrze nie poczuła jej smaku, jedynie odór alkoholu, który od razu uderzył do nozdrzy.
Jak było?
Podniosła spojrzenie na ciemnowłosą i spojrzała w jej zielone oczy. Jak było? Sama nie była pewna. Z jednej strony w jej głowie wyobrażała sobie pocałunki z kobietami jakoś lepiej, więc po części była zawiedziona, a z drugiej wciąż poirytowana, że po pierwsze to stało się tak szybko a po drugie bez jej wyraźnej zgody.
— Zawsze tak bierzecie inne laski z zaskoczenia? — spytała, finalnie ignorując pytanie Marg i spojrzała do dziewczynach. Nie żeby coś, ale przecież była koleżanka Kiry w Brandford zrobiła dokładnie to samo. Dziewczyny tańczyły w najlepsze na scenie, a ona po prostu wbiła tam niezaproszona i zgarnęła Kirę dla siebie. Może lesbijki właśnie tak się całowały? Rzucały na pierwszą, lepszą osobę i czekały tylko kiedy zaiskrzy a kiedy dostaną w ryj? Miała nawet o to dopytać, ale wtedy Finch stanęła w jej obronie karcąc ciemnowłosą za swoje zachowanie.
— No właśnie — skinęła głową. — Szczególnie, że ja potrzebuje trochę gry wstępnej — chciała przeinaczyć to wszystko w żart, nawet puściła oczko w stronę Kiry, jednak ta ewidentnie nie była w sosie. Nic dziwnego, bo po co była ta cała szopka? Z drugiej jednak strony Whitmore za bardzo nie rozumiała, jaki problem miała K-Rush. Co to w ogóle było za przezwisko? Już któryś raz słyszała, żeby ktoś ją tak nazywał.
— No wiecie co — strąciła się Margaret we własnej osobie. — Jeszcze po mężatce bym się spodziewała lekkiego kija w dupie, ale po tobie? — zmierzyła Finch wymownym spojrzeniem od góry do dołu i pokręciła głową z ewidentnym niezadowoleniem. Powoli zaczynało wychodzić z nich prawdziwe oblicze i chociaż wyglądały, jak by chciały się bawić, w tym samym czasie sprawiały też wrażenie, jakby miały żal, że ktokolwiek zwrócił im uwagę. No cóż, chyba tyle ze wspólnego grania.
— Ta, idę z tobą — Daisy odpowiedziała tylko Kirze, kompletnie ignorując słowa Margaret. — Odechciało mi się browarów — które swoją drogą i tak były całe rozgazowane a do tego ciepłe. Kto by w ogóle chciał to pić dobrowolnie? Ruszyły do baru, a raczej Whitmore za Finch, próbując dotrzymać jej kroku, chociaż to wcale nie było proste. Mknęła pomiędzy ludźmi, jakby naprawdę wkurzyła ją ta cała akcja z dziewczynami. Finalnie obie znalazły się przy ladzie.
— Wiesz.. w stanim czasie nawet się zastanawiam, czy może nie jestem bi — zaczęła, próbując usiąść odpowiednio na hokerze. Był zdecydowanie za nisko, więc musiała znowu zeskoczyć i pobawić się wajchą. — Ale po tym, to chyba jednak po prostu hetero — zaśmiała się, dzieląc się z Kirą swoimi spostrzeżeniami. Pocałunek z Margaret nie sprawił, żeby poczuła cokolwiek. Naturalnie więc wyszłą z założenia, że z każdą kobieta tak by to wyglądało, co z pewnością było błędem, bo może gdyby pocałowała kogoś, kogo faktycznie chciała byłoby inaczej? — Swoją drogą, co się stało z całowaniem za obopólną zgodą? — mruknęła, przeczesując włosy, a drugą ręką machając na barmana, żeby podszedł przyjąć od nich zamowienie. — Teraz po prostu podchodzić się do byle kogo i bierze jak swoje? — bo jeśli tak, to Daisy była na to chyba po prostu zbyt staroświecka.
kira (˶˘ ³˘(´͈ ᵕ `͈˶)
Daisy niczego się nie spodziewała. Jak mogłaby, skoro chwile wcześniej powiedziała dziewczynom, po pierwsze że miała męża, po drugie była hetero, a poza tym, Stevie wystarczająco dosanie zajęła się swoją koleżanką, oferując jej własne usta do pocałunków. Tutaj nic nadzpywczajengo nie mogło się wydarzyć.
A jednak wydarzyło.
Sama nie wiedziała, ile sekund wyczekała, nim do je głowy doszło to, co właśnie się działo. Może dwie? Pięć? Nim mózg przetworzył informacje, że obce usta są własne przyklejone do tych jej. NIe odwzajemniła tego gestu, jednak również nie odepchnęła dziewczyny. Po prostu stała w bezruchu jak ostatni frajer, jedynie lekko zaciskając usta. Nawet dobrze nie poczuła jej smaku, jedynie odór alkoholu, który od razu uderzył do nozdrzy.
Jak było?
Podniosła spojrzenie na ciemnowłosą i spojrzała w jej zielone oczy. Jak było? Sama nie była pewna. Z jednej strony w jej głowie wyobrażała sobie pocałunki z kobietami jakoś lepiej, więc po części była zawiedziona, a z drugiej wciąż poirytowana, że po pierwsze to stało się tak szybko a po drugie bez jej wyraźnej zgody.
— Zawsze tak bierzecie inne laski z zaskoczenia? — spytała, finalnie ignorując pytanie Marg i spojrzała do dziewczynach. Nie żeby coś, ale przecież była koleżanka Kiry w Brandford zrobiła dokładnie to samo. Dziewczyny tańczyły w najlepsze na scenie, a ona po prostu wbiła tam niezaproszona i zgarnęła Kirę dla siebie. Może lesbijki właśnie tak się całowały? Rzucały na pierwszą, lepszą osobę i czekały tylko kiedy zaiskrzy a kiedy dostaną w ryj? Miała nawet o to dopytać, ale wtedy Finch stanęła w jej obronie karcąc ciemnowłosą za swoje zachowanie.
— No właśnie — skinęła głową. — Szczególnie, że ja potrzebuje trochę gry wstępnej — chciała przeinaczyć to wszystko w żart, nawet puściła oczko w stronę Kiry, jednak ta ewidentnie nie była w sosie. Nic dziwnego, bo po co była ta cała szopka? Z drugiej jednak strony Whitmore za bardzo nie rozumiała, jaki problem miała K-Rush. Co to w ogóle było za przezwisko? Już któryś raz słyszała, żeby ktoś ją tak nazywał.
— No wiecie co — strąciła się Margaret we własnej osobie. — Jeszcze po mężatce bym się spodziewała lekkiego kija w dupie, ale po tobie? — zmierzyła Finch wymownym spojrzeniem od góry do dołu i pokręciła głową z ewidentnym niezadowoleniem. Powoli zaczynało wychodzić z nich prawdziwe oblicze i chociaż wyglądały, jak by chciały się bawić, w tym samym czasie sprawiały też wrażenie, jakby miały żal, że ktokolwiek zwrócił im uwagę. No cóż, chyba tyle ze wspólnego grania.
— Ta, idę z tobą — Daisy odpowiedziała tylko Kirze, kompletnie ignorując słowa Margaret. — Odechciało mi się browarów — które swoją drogą i tak były całe rozgazowane a do tego ciepłe. Kto by w ogóle chciał to pić dobrowolnie? Ruszyły do baru, a raczej Whitmore za Finch, próbując dotrzymać jej kroku, chociaż to wcale nie było proste. Mknęła pomiędzy ludźmi, jakby naprawdę wkurzyła ją ta cała akcja z dziewczynami. Finalnie obie znalazły się przy ladzie.
— Wiesz.. w stanim czasie nawet się zastanawiam, czy może nie jestem bi — zaczęła, próbując usiąść odpowiednio na hokerze. Był zdecydowanie za nisko, więc musiała znowu zeskoczyć i pobawić się wajchą. — Ale po tym, to chyba jednak po prostu hetero — zaśmiała się, dzieląc się z Kirą swoimi spostrzeżeniami. Pocałunek z Margaret nie sprawił, żeby poczuła cokolwiek. Naturalnie więc wyszłą z założenia, że z każdą kobieta tak by to wyglądało, co z pewnością było błędem, bo może gdyby pocałowała kogoś, kogo faktycznie chciała byłoby inaczej? — Swoją drogą, co się stało z całowaniem za obopólną zgodą? — mruknęła, przeczesując włosy, a drugą ręką machając na barmana, żeby podszedł przyjąć od nich zamowienie. — Teraz po prostu podchodzić się do byle kogo i bierze jak swoje? — bo jeśli tak, to Daisy była na to chyba po prostu zbyt staroświecka.
kira (˶˘ ³˘(´͈ ᵕ `͈˶)