what we shouldn't have started
: sob lip 18, 2026 12:19 pm
Wolałby, żeby nigdy nie musiała docierać do motywacji, które kierowały nim samym.
Tym bardziej że z każdą kolejną rozmową coraz częściej łapał się na tym, że sam przestawał je rozumieć. Wiedział jedynie, gdzie przebiega granica, której uparcie odmawiał sobie przekroczenia, choć z każdym spotkaniem przychodziło mu to z coraz większym trudem. Wszystko pomiędzy pozostawało chaosem którego nie potrafiłjeszcze uporządkować. Budował coś, co z założenia powinno opierać się na szczerości, jednocześnie świadomie przemilczając fragment własnego życia, a mimo to naiwnie wierzył, że kiedy przyjdzie odpowiedni moment i wreszcie powie jej wszystko, świat po prostu nadal będzie istniał.
Była to wiara pozbawiona rozsądku.
Cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy jeszcze zanim zdążyła skończyć wyrzucać mu kolejne przewinienia. Oparł się wygodniej o krzesło, splótł dłonie na wysokości brzucha i patrzył na nią, bo wiedział, że za chwilę wykorzysta k a ż d e wypowiedziane przez nią słowo przeciwko niej. - To ja jestem tutaj nieznośny? - pokręcił głową z teatralnym niedowierzaniem. - Przypomnę ci tylko, że to t y kilka godzin temu narzekałaś, że wszystko jest zbyt przewidywalne i że w tym mieście nie ma już odrobiny magii. Więc zabrałem cię na pierdolony zachód słońca, znalazłem najbardziej romantyczne miejsce, jakie dało się znaleźć w promieniu kilku kilometrów, pozwoliłem ci trzymać mnie za rękę. - na krótką chwilę zawiesił głos, a kącik jego ust uniósł się jeszcze wyżej. - a ty narzekasz, ze zrobiłem to zbyt dobrze? - posiadał tę samą zdolność, co ona - obracania czyichś słów na swoją korzyść. Albo odkrył ją dopiero przy niej.
Kiedy wróciła do tematu rachunku, westchnął ciężko z przesadnym dramatyzmem, jakby naprawdę postawiła go przed jednym z największych życiowych dylematów. - To akurat mogę ci obiecać, Ally - zawiesił na moment głos. - Będę o tobie myślał w s z ę d z i e - powiedział to z pełną swobodą. Takie wyznania nie kosztowały go zbyt wiele, choć prawdopodobnie powinny. - W samochodzie, w sklepie, kiedy zobaczę makaron i przypomnę sobie, jak wyglądałaś pięć minut temu, gotowa zjeść swoje danie, moje i prawdopodobnie połowę kuchni. Będę myślał o tobie, kiedy zadzwoni telefon i przez krótką chwilę będę miał nadzieję, że to ty - dodał ciszej, nie odrywając od niej wzroku. - Nie potrzebuję rachunku z restauracji, żeby znaleźć sobie do tego powód -oskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robił.
Odmawiał sobie dotknięcia jej, choć właściwie każda komórka jego ciała buntowała się przeciwko tej decyzji, ale jednocześnie w słowach pozwalał sobie na znacznie więcej. Mógł drażnić się z nią godzinami, rzucać dwuznacznościami, patrzeć, jak przewraca oczami albo próbuje udawać oburzenie, wiedząc doskonale, że za chwilę znowu się uśmiechnie.
Dlatego, kiedy oznajmiła z całkowitą pewnością, że zostanie u niej na noc, nawet nie próbował ukryć rozbawienia. - Skąd ta pewność? - pochylił się odrobinę w jej stronę. - Wydaje mi się, że zapomniałaś o jednym bardzo istotnym szczególe. Jesteś przy mnie naprawdę m a l u t k ą dziewczynką. Gdybym naprawdę uparł się, żeby wyjść, najpewniej wziąłbym cię po prostu pod pachę, odstawił dwa metry dalej, grzecznie podziękował za gościnę i zamknął za sobą drzwi - jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. - Więc jestem szczerze ciekaw, Aldridge, jaki dokładnie masz plan, żeby mnie zatrzymać? - wreszcie zaczął jeść podane przez kelnera danie, jakby prowadzili najzwyklejszą w świecie, nudną rozmowę o pogodzie.
Ally Aldridge
Tym bardziej że z każdą kolejną rozmową coraz częściej łapał się na tym, że sam przestawał je rozumieć. Wiedział jedynie, gdzie przebiega granica, której uparcie odmawiał sobie przekroczenia, choć z każdym spotkaniem przychodziło mu to z coraz większym trudem. Wszystko pomiędzy pozostawało chaosem którego nie potrafił
Cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy jeszcze zanim zdążyła skończyć wyrzucać mu kolejne przewinienia. Oparł się wygodniej o krzesło, splótł dłonie na wysokości brzucha i patrzył na nią, bo wiedział, że za chwilę wykorzysta k a ż d e wypowiedziane przez nią słowo przeciwko niej. - To ja jestem tutaj nieznośny? - pokręcił głową z teatralnym niedowierzaniem. - Przypomnę ci tylko, że to t y kilka godzin temu narzekałaś, że wszystko jest zbyt przewidywalne i że w tym mieście nie ma już odrobiny magii. Więc zabrałem cię na pierdolony zachód słońca, znalazłem najbardziej romantyczne miejsce, jakie dało się znaleźć w promieniu kilku kilometrów, pozwoliłem ci trzymać mnie za rękę. - na krótką chwilę zawiesił głos, a kącik jego ust uniósł się jeszcze wyżej. - a ty narzekasz, ze zrobiłem to zbyt dobrze? - posiadał tę samą zdolność, co ona - obracania czyichś słów na swoją korzyść. Albo odkrył ją dopiero przy niej.
Kiedy wróciła do tematu rachunku, westchnął ciężko z przesadnym dramatyzmem, jakby naprawdę postawiła go przed jednym z największych życiowych dylematów. - To akurat mogę ci obiecać, Ally - zawiesił na moment głos. - Będę o tobie myślał w s z ę d z i e - powiedział to z pełną swobodą. Takie wyznania nie kosztowały go zbyt wiele, choć prawdopodobnie powinny. - W samochodzie, w sklepie, kiedy zobaczę makaron i przypomnę sobie, jak wyglądałaś pięć minut temu, gotowa zjeść swoje danie, moje i prawdopodobnie połowę kuchni. Będę myślał o tobie, kiedy zadzwoni telefon i przez krótką chwilę będę miał nadzieję, że to ty - dodał ciszej, nie odrywając od niej wzroku. - Nie potrzebuję rachunku z restauracji, żeby znaleźć sobie do tego powód -oskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robił.
Odmawiał sobie dotknięcia jej, choć właściwie każda komórka jego ciała buntowała się przeciwko tej decyzji, ale jednocześnie w słowach pozwalał sobie na znacznie więcej. Mógł drażnić się z nią godzinami, rzucać dwuznacznościami, patrzeć, jak przewraca oczami albo próbuje udawać oburzenie, wiedząc doskonale, że za chwilę znowu się uśmiechnie.
Dlatego, kiedy oznajmiła z całkowitą pewnością, że zostanie u niej na noc, nawet nie próbował ukryć rozbawienia. - Skąd ta pewność? - pochylił się odrobinę w jej stronę. - Wydaje mi się, że zapomniałaś o jednym bardzo istotnym szczególe. Jesteś przy mnie naprawdę m a l u t k ą dziewczynką. Gdybym naprawdę uparł się, żeby wyjść, najpewniej wziąłbym cię po prostu pod pachę, odstawił dwa metry dalej, grzecznie podziękował za gościnę i zamknął za sobą drzwi - jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. - Więc jestem szczerze ciekaw, Aldridge, jaki dokładnie masz plan, żeby mnie zatrzymać? - wreszcie zaczął jeść podane przez kelnera danie, jakby prowadzili najzwyklejszą w świecie, nudną rozmowę o pogodzie.
Ally Aldridge