Strona 3 z 3

Show me where it hurts

: pt sie 14, 2026 6:01 pm
autor: Percival Gardner
Kwestia wypicia malutkiej buteleczki whisky przestała mieć znaczenie. Chodziło już wyłącznie o pokazanie, że Gardner zawsze dostawał to, czego chciał. Wcześniej czy później. Nie byłby sobą, gdyby tego nie podkreślił.
„Działało na twoją żonę?”.
W obecnej życiowej sytuacji trafiło w niego bardziej, niż by chciał. I starał się za wszelką cenę, żeby jej tego nie pokazać. Nic nie odpowiedział, chociaż na usta cisnęło mu się nie twój, kurwa, interes.
Obserwował ją.
„Pamiętaj, żeby zamówić całe to whisky do Toronto”.
Uśmiechnął się szyderczo kącikiem ust. Ona wciąż najwidoczniej sądziła, że powie „wyjedź”, a on jak grzeczny piesek zabierze swoje rzeczy, wsiądzie do auta i odjedzie. Niedoczekanie.
Przeczuwał, co zamierzała zrobić, gdy tylko przysunęła sobie kosz na śmieci. A kiedy wlewała do środka zawartość o s t a t n i e j whisky, on usilnie patrzył jej w oczy. Jakby wcale go to nie obchodziło.
Pięć minut temu sunął wzrokiem po twarzy Peregrine i miał ochotę pogładzić ją po policzku. Teraz równie dobrze mógłby ją w ten policzek uderzyć.
Zacisnął szczęki.
„Idź mieć rozdwojenie jaźni gdzieś indziej”.
Tak się składa, że nie mogę — odezwał się wreszcie, bez jakiegokolwiek entuzjazmu. — Ale ty już tak — ciągnął, podnosząc się na lekko drżących nogach.
Powolnymi ruchami przesunął się w stronę zagłówka, a gdy znów opadł na materac, podparł się o zdrową rękę i położył na wprost. Dopiero kiedy jego głowa dotknęła poduszki, poczuł, że bolała go nie tylko świeżo sklejona rana. Bolało go całe ciało. Kiedy ostatnio się z kimś bił?
Zapłacić ci za drugi pokój? — powiedział i spojrzał na nią, zanim przymknął oczy.
Usta Percy’ego wygięły się w ironicznym wyrazie.
Spoiler
Obrazek
helena peregrine

Show me where it hurts

: sob sie 15, 2026 4:07 pm
autor: helena peregrine
"Tak się składa, że nie mogę".
Prycha, przekonana, że do rana wydobrzeje na tyle, by ruszyć w drogę. W końcu w ogóle nie chodziło o whisky; Helena musiała udowodnić mu, że nie jest psem reagującym na komendy. Zrobi coś tylko wtedy, gdy będzie miała taką ochotę – a już na pewno nie zrobi nic tylko dlatego, że Percival może dostać to samo gdzieś indziej. Szacunek do samej siebie nie jest czymś, co Helena kiedykolwiek poświęci. Nawet Szczególnie dla niego.

Szczególnie nie po tym, jak zaoferowała mu to czego chciał i więcej, a on nie był skłonny zrobić dla niej tej jednej, pieprzonej rzeczy...

"Ale ty już tak".
Spogląda na niego wściekle, podnosząc torbę z materaca, dusząc w sobie przekleństwo. Pozostanie niewzruszoną kosztuje ją sporo wysiłku.

Oboje wiedzą, że tego nie zrobi.

Na pewno nie kiedy Gardner jest ranny, kompletnie bezbronny i zbyt głupi, żeby uświadomić sobie ryzyko. Nawet po tym, co zdarzyło się wcześniej w motelu.

Nieznośny, stary zrzęda.
"Zapłacić ci za drugi pokój?"
Zachowaj swoją fortunę dla siebie — rzuca drwiąco. — Recepcjonista dałby mi pokój za darmo — dodaje niefrasobliwie. Recepcjonista to młody, niedoświadczony chłopaczyna, który wyświadczył jej już jedną przysługę – wyproszenie kolejnej nie powinno być problemem.

Tyle że zamiast pozbierać wszystkie swoje rzeczy i przetestować tę teorię, tak jak powinna, Helena zabiera swoją torbę do łazienki, niezamierzenie trzaskając za sobą drzwiami. Oczami wyobraźni widzi ten jego zadowolony z siebie uśmieszek i ma ochotę posłać cios w stronę wykafelkowanej ściany.

Powstrzymuje się. Zamiast tego odkręca zimną wodę.
Spędza pod strumieniem dobry kwadrans, niechętnie dopuszczając do świadomości, że jego komentarz ją dotknął.
Że nie wyszła, bo niezależnie od przyjmowanych form defensywy, z absolutnie zagadkowego powodu, Percival jest

dla niej
i s t o t n y.
Skończona idiotka.

Łatwiej jest jednak zasugerować mu bezużyteczność, niż przyznać, że się martwi. Ignorowanie go po wyjściu z łazienki nie jest już tak łatwe, pomimo wszelkich starań. A, kurwa, powinno.
W pierwszej kolejności bez żadnego uprzedzenia wyłącza światło. Zanim nie rzuca torby na krzesło, z jej bocznej kieszeni wyciąga buteleczkę aspiryny i broń; aspirynę stawia na szafce nocnej po jego stronie. Na szafce od swojej strony kładzie Glocka, a potem układa się na samym skraju łóżka. Wszystko w uporczywym milczeniu, skrzętnie unikając patrzenia w stronę Percy'ego.

Tym razem każde z nich ma osobną pościel, ale tym razem okazuje się to mieć niewielkie znaczenie.
Nie ma żadnej opcji, że Peregrine zaśnie, nazbyt świadoma jego obecności za plecami.

Ale przecież musi wytrzymać tylko do rana. W kompletnym milczeniu.

Będzie ci się łatwiej jechało, jak położysz nogi na wysokości — rzuca bezmyślnie w przeciągu pierwszych kilku minut. Tak jakby tym razem efekt jej prób miał być nagle skuteczny.

Percival Gardner

Show me where it hurts

: czw sie 20, 2026 11:35 am
autor: Percival Gardner
„Recepcjonista dałby mi pokój za darmo”.
Z ust Percy’ego wyrwało się głośne, prześmiewcze prychnięcie.
Oczywiście — powiedział tylko, chociaż miał wielką ochotę dodać jeszcze kąśliwie, że Helena bez wątpienia wie, jak załatwić sobie coś za darmo.
Nic osobistego. Czyste ukłucie zazdrości o pieprzonego gówniarza z recepcji.
Przez chwilę leżał nieruchomo, z zamkniętymi oczami, próbując znaleźć pozycję, w której ramię przestanie pulsować bólem. Bez większego skutku. Każdy najmniejszy ruch przypominał mu o tym, że godzinę temu dostał w nie nożem.
Trzaśnięcie drzwiami uwolniło z niego kolejne prychnięcie, tym razem bardziej poirytowane.
I dopiero kiedy tak leżał, wsłuchując się w szum wody za ścianą, zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo chciało mu się pić. Uniósł się powoli do pozycji siedzącej, by sięgnąć po leżącą w nogach butelkę wody. Tym razem faktycznie się napił. Zanim jednak Peregrine wyszła z łazienki, zdążył znowu się położyć, znowu zamknąć oczy. Nawet próbował zasnąć.

Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi łazienki; oczy wciąż miał zamknięte. Mignięcie jej sylwetki z boku i stukot stawianej na szafce aspiryny; prawie je otworzył. Zgaszenie światła; zacisnął powieki. Wreszcie się położyła.
Otworzył oczy, dostrzegając w mroku zarys ciała obok.
Jeśli myślał, że teraz zapadnie cisza…

„Będzie ci się łatwiej jechało, jak położysz nogi na wysokości”.
Kurwa — syknął pod nosem.
Ułożył się bardziej na plecach.
Powtórka z rozrywki? — Bo przecież niedawno robili dokładnie to samo. I gdyby tego nie uciął, kłóciliby się do rana. — Śpij — warknął.
Nie miał siły po raz kolejny tej nocy tłumaczyć jej, że n i g d z i e się nie wybierał. Nie zamierzał wracać do żadnego Toronto, a przynajmniej nie sam.

Idiotka.
koniec
helena peregrine