Strona 3 z 3

no one floats forever

: pt sie 07, 2026 11:22 am
autor: Francis Gardner
Dobrze, że nie czytał jej w myślach. Bardzo, kurwa, dobrze, że nie miał pojęcia, że wrzuciła go do worka typowych facetów, którzy niespecjalnie opierają się tanim sztuczkom płci pięknej. Prawda — nie opierał się. Ale nie legł też do nich, nie dawał po sobie poznać, że w ogóle byłby zainteresowany czymkolwiek, co mogła mu zaoferować. Czymkolwiek, co nie było związane ze sprawą.
A jeśli uśmiech wystarczył, by uśpić jej czujność i przekonać ją do niego, to sam zamierzał stosować tanie sztuczki na swoją korzyść.
Chłopem jełopem jednak faktycznie był; głównie dlatego, że łapał się na myślach, które krążyły wokół reakcji Miller. Jej wzdychanie, ostentacyjne wywracanie oczami, mocniejsze skręcanie kierownicą. To, jak Zaylee odpowiadała na otaczającą ją rzeczywistość zawsze go bawiło — zwłaszcza jak było to coś, co ją irytowało, wkurwiało lub wywoływało w niej falę cringu. Przypominała mu wtedy postać z kreskówki, kompletnie przerysowaną, ale całkowicie niepozbawioną uroku.
Uroku.
Miller.
Urok.
Miller.
Urok.
Wybierz jedno.
Nie wybrał.
Może to wrodzona nieśmiałość — odparł naprędce Brennie odnośnie braku chęci do rozmowy. Nie skomentował za to tego, że nie zjadła cukierka, tylko schowała go do kieszeni. Drugiego nie miał zamiaru jej oferować, jeden i tak był stratą, z którą się do końca nie pogodził.
Bo to było kopiko. Uwielbiał kopiko. I musiał je, cholera, importować z Azji.
Gdybyście tylko chcieli współpracować...
Zaylee wyprzedziła go z reakcją. Jej pogardliwe prychnięcie wpełzło między słowa Langford i zamknęło jej gębę. Gardner uznał temat za skończony, skoro nie kontynuowała już wątku. Może to lepiej — nie widziało mu się wykładanie kawy na ławę o procedurach, o pierwiastku humanizmu i ludzkiej przyzwoitości, o działaniach służb i tego, że media robią sobie pośmiewisko z ludzkiej tragedii, zamiast wykorzystywać swoje zasięgi i kanały do pomocy, a nie podjudzania społeczeństwa przeciwko organom ścigania.
Patrzył, jak oczy jej się mienią błyskiem podsyconym ciekawością, jak jej rudy kosmyk ląduje za uchem, a ona duma i duma. Aż wydumała.
Bilingi, hasła, historia i dane lokalizacyjne całej waszej ekipy — sprecyzował, ściaskając jej rękę, nawet na nią — jej rękę — nie patrząc. — Daj mi swój telefon.
Szybko przestała być dla niego "panią". Widział powątpiewanie w jej oczach i widział, jak próbuje zrozumieć to, czego od niej wymagał, ale poddała się w chwili, w której wyciągnął do niej rękę i czekał tak, jak slup albo gargulec, z otwartym łapskiem. Przewróciła oczami, westchnęła głęboko, sięgnęła po smartfona i wciąż niepewnie spojrzała na niego.
Gardner sam sięgnął po urządzenie. Odwrócił je ekranem do niej, łapiąc w aparat jej twarz i odblokowując system; szybko wklepał swój numer telefonu, podpisał imieniem i nazwiskiem i oddał prawowitej właścicielce.
Masz mnie na bieżąco informować o waszym kontakcie albo zrobimy to drogą oficjalną, z założeniem podsłuchu, Twoimi zeznaniami i całą tą pierdoloną papierologią. — Której naprawdę chciał uniknąć przynajmniej na tym etapie. — Albo jak poczujesz się zagrożona. Będzie ci się wydawało, że ktoś cię śledzi, dostaniesz dziwny list. Cokolwiek się stanie, a zagra na twojej małej dziennikarskiej intuicji, Brenna... Dzwoń. Pisz. Niezależnie od pory.
Bo była ich jedynym łącznikiem ze sprawcą i ani myślał dać jej się tak po prostu wyślizgnąć. Nie to, żeby podejrzewał, że by chciała, skoro sama złapała taką rybę, ale... Z drugiej strony, ani mu się widziało mówić to na głos — jej ego i tak było już wybujałe i nie potrzebował, żeby poczuła się ważniejsza, niż była i zaczęła dyktować warunki. To nie ona rozdawała karty. Nie była nawet graczem. Była właśnie kartą. Niczym więcej, ale też niczym mniej.
Gardner odsunął się nieznacznie, ale wciąż pozostawał blisko Langford. Spojrzał na Miller w wstecznym lusterku.
Możemy wracać. — Ona miała zwłoki do zbadania. On miał miejsce zdarzenia do głębszego przeanalizowania, dzieciaki do przesłuchania, dowody do przedyskutowania, ewentualne ścieżki do obrania i Brennę Langford do pilnowania.
Cudo-kurwa-nie.
koniec
zaylee miller