Strona 3 z 4
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: wt lip 28, 2026 10:52 am
autor: River Cross
Nie łudziła się, że dostanie proste wyjaśnienia od kogokolwiek z kadry nauczycielskiej tak po prostu. Dorośli nie mieli w zwyczaju dzielić się istotnymi sprawami z niepełnoletnimi, jakby ten rok czy dwa do osiągnięcia właściwego wieku robił komukolwiek jakąkolwiek różnicę. Zakładała, że w końcu dowie się tak czy siak, chociażby od samej Prescott, którą przecież musza poinformować, co jej jest. Plotki po Hogwarcie zawsze rozchodziły się w zastraszającym tempie, więc zakładała też, że tym razem nie będzie inaczej. Z historyjek przekazywanych między uczniami to już totalnie nie dowie się niczego wartościowego. Może chociaż trafią się jakieś ciekawe albo zabawne? Była ciekawa, na co wpadną pokręcone umysły uczniów, ale nie była jeszcze pewna, czy będzie jej do śmiechu.
Podeszła bliżej po cichu, nie chcąc budzić śpiącej Krukonki. Zasłużyła na odpoczynek po tym, co ją spotkało. Zatrzymała się obok łóżka i przyjrzała się jej z wielką uwagą. Wyglądała zadziwiająco spokojnie jak na to, co stało się kilka godzin temu. To akurat dobry znak. Odpowiednia liczba zaklęć i eliksirów potrafi zdziałać przecież cuda. Wciąż jednak nie było z nią tak, jak być powinno. Zabandażowana ręka straszyła niewiadomymi, a Cross miała wrażenie, że od dziewczyny nadal bije jakaś dziwaczna energia, która wcześniej jej nie otaczała. A może to tylko wytwór jej wyobraźni? Cholera wie.
Wyciągnęła rękę przed siebie i delikatnie odgarnęła włosy opadające Krukonce na twarz. Nie miała pomysłu, jak mogłaby jej teraz pomóc. Ostrożnie pogłaskała wierzchem dłoni jej piegowaty policzek. Miękka skóra była ciepła, co musiało być przecież dobrym znakiem. Skrajne temperatury zawsze oznaczają coś złego, przynajmniej według matek Cross. Przyciągnęła bliżej łóżka krzesło i usiadła na nim, wciąż nie spuszczając wzroku ze śpiącej dziewczyny. Emocje, które gromadziły się w niej przez cały wieczór, wreszcie zaczęły odpuszczać. Nagle zyskała czas na to, by myśleć, co zrobiły. Bardzo niedobrze. Trudno było jej zgadywać, na którym etapie popełniła największy błąd. Może faktycznie powinna ją odwieść od pomysłu wizyty w Dziale Ksiąg Zakazanych? Ale gdyby nie poszła tam dzisiaj, pewnie zrobiłaby to następnego dnia. Wtedy pewnie wzięłaby ze sobą Violettę, co było pierwotnym planem. Może z nią poszłoby lepiej? Nie pozwoliłaby na otworzenie tej durnej książki albo wiedziałaby od razu, jak sobie poradzić z jej atakiem? Na pewno nie byłaby taka nieostrożna i nie pozwoliłaby sobie na tyle rozproszeń w towarzystwie Ruelle, co River. A może powinna po prostu zacząć wreszcie uważać na runach, zamiast skupiać się na flirtowaniu z Krukonką, która nawet tego nie zauważała? Starła z policzka łzy, które zdążyły uciec ze szklących się oczu, zanim zdążyła nad tym zapanować. Na pewno nie będzie się teraz rozklejać. Nie była przecież tą, która mogłaby w tej sytuacji płakać. Skrzyżowała ręce na piersi i wbiła wściekłe spojrzenie w jaśniejące za oknem niebo.
— Punktualność polega na byciu na czas, a nie czterdzieści minut za wcześnie, panno Cross. — Otworzyła oczy i wyprostowała się gwałtownie, słysząc przy sobie czyjś głos. Pani McLaughlin stała tuż obok, wykonując jakieś nieznane Ślizgonce gesty nad ciałem śpiącej Krukonki. River potarła oczy, próbując zrozumieć, co się właściwie stało. Zasnęła na siedząco? Na to wychodzi. Spojrzała na zegar nad drzwiami do skrzydła szpitalnego. Nie mogła drzemać dłużej niż godzinę. Do śniadania zostało jeszcze trochę czasu i pewnie powinna jeszcze być w pokoju wspólnym. No trudno.
— Naprawdę chce się pani marnować nerwy na wykłócanie się ze mną? Jak mnie pani wyrzuci drzwiami, to wrócę oknem — odpowiedziała butnie, poprawiając się na krześle. Buntownicza postawa budziła się równie szybko, jak sama Ślizgonka.
— Niczego takiego nie powiedziałam — odparła uzdrowicielka, chowając różdżkę. Ślizgonka nieco się rozluźniła, obserwując, jak kobieta podchodzi do kociołka ustawionego po drugiej stronie pomieszczenia, by w nim zamieszać. Nie miała aż tak wiele energii na wojnę z kadrą, jak chciałaby mieć, ale tym razem jej nie potrzebowała. Do siedzenia i czekania, aż Prescott będzie w stanie z nią porozmawiać, nie była potrzebna.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: wt lip 28, 2026 5:10 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Na wyjaśnienie i zrozumienie całej tej sytuacji obie musiały swoje poczekać. Może i pani McLaughlin na bieżąco komentowała wszystko, co robiła, ale znajdująca się w ciężkim stanie Ruelle znajdowała się na granicy omdlenia i nie zapamiętała z tego kompletnie nic. Zwłaszcza, że zasnęła krótko po tym jak kobieta przestała się nią zajmować.
Spała dosyć... spokojnie. Lub tak to po prostu wyglądało. Nie była świadoma w żaden sposób obecności River, która poruszała się cicho niczym duch przy jej łóżku. Wydała z siebie jedynie krótki pomruk, gdy poczuła przez sen dłoń na swoim policzku.
Poruszyła się lekko na łóżku, ale nie otworzyła oczu. Przez moment wydawało się jakby garnęła się do tego delikatnego dotyku. Może potrzebowała czegoś podobnego w tej chwili, a sama o tym nie wiedziała...
Ten wspólny wieczór nie miał się skończyć w ten sposób. Prescott już bywała w Dziale Ksiąg Zakazanych i nigdy nie natrafiła na podobny problem, ale pech chciał, że gdy akurat miała się tam pojawić z pewną Ślizgonką to wszystko musiało wziąć w łeb. Czemu nie przewidziała czegoś takiego? Dlaczego nie zastanowiła się dwa razy i nie przyjrzała bliżej księdze, którą trzymała w dłoniach? Może wtedy udałoby jej się uniknąć tego nędznego losu.
Nie myślała i poniosła tego konsekwencje. Pewnie niedługo znów mogła wyczekiwać wyjca w Wielkiej Sali, ale na razie musiała wyjść ze Skrzydła Szpitalnego... oraz uzyskać pomoc i diagnozę od zaprzyjaźnionej łamaczki klątw.
Wciąż była zmęczona, ale głosy rozlegające się w pomieszczeniu przywróciły ją do swoistej świadomości. Wpierw zarejestrowała dźwięki. Dopiero wtedy zdobyła się na to, aby uchylić powieki i spojrzeć na dziewczynę znajdującą się tuż przy jej łóżku.
- River? - zapytała słabym głosem, starając się utkwić swoje spojrzenie w Ślizgonce, ale wciąż miała problem, aby utrzymać otwarte oczy.
Była słaba. Wciąż ją wszystko bolało. Zwłaszcza obandażowana ręka, która wydawała się sztywna i przykurczona tuż przy jej torsie. Nie była nawet pewna czy da radę ją rozprostować. Na razie jednak nie podejmowała się takiej próby. Zamiast tego spróbowała podciągnąć się nieco wyżej na łóżku, czego od razu pożałowała.
- Co tu robisz? - spytała jeszcze, zamykając na powrót oczy, aby odetchnąć głęboko.
Było jej słabo. Miała wrażenie, że za chwilę zwymiotuje, ale chyba nie miało to teraz tak wielkiego znaczenia.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr lip 29, 2026 7:56 am
autor: River Cross
Krótka drzemka chyba jej pomogła. Była jeszcze za młoda, by żałować zaśnięcia w takiej pozycji przez ból kręgosłupa. Po prostu udało jej się błyskawicznie zresetować głowę i może dzięki temu nie padnie ze zmęczenia w ciagu dnia, który dopiero się zaczynał. Nie czuła się też tak smutna i zestresowana, jak w momencie, gdy tutaj weszła. Obserwowanie śpiącej Ruelle przyniosło jej ukojenie i pewność, że teraz wszystko będzie dobrze. Przecież zawsze tak jest. Hogwart potrafił zdziałać cuda i to nie była wyłącznie wina jego kadry. W tych murach było coś niesamowitego. Czy to magia, którą nasiąkał przez lata czy może był taki od zawsze? Cholera wie.
Wyprostowała się od razu, gdy usłyszała swoje imię. Spojrzała na Krukonkę, chcąc upewnić się, że nie ma żadnych omamów słuchowych i dziewczyna faktycznie się obudziła. Nie wyglądała może na totalnie świadomą tego, co się wokół niej dzieje, ale kto normalny wygląda na takiego zaraz po przebudzeniu? W sumie w ich wieku każdy – nieważne. Liczyło się to, że kontaktowała ze światem, odzywała się i jej mózg nie uległ jakiemuś okropnemu uszkodzeniu, skoro nadal kojarzyła, z kim ma do czynienia. Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu, który był absolutnie niemożliwy do opanowania.
— Oho, liczyłaś pewnie na Claudine Passel? Niestety, to tylko ja — zaatakowała ją na dzień dobry żartem, pewnie po to, by upewnić się, że faktycznie ma do czynienia z tą samą Rue, z którą poszła do biblioteki kilka godzin temu. Przywołanie ich koleżanki z roku nie miało znaczyć niczego konkretnego. No dobrze, może Cross nie do końca rozumiała, skąd w Krukonce było tyle sympatii do tej dziwacznej Gryfonki, która z kolei wydawała się kosmicznie niezadowolona, gdy okazało się, że eliksir, na który trafiła Prescott na tamtej felernej imprezie, to amortencja, a nie Wywar Glutów z Uszu. Claudine na pewno się potem zastanawiała, po jaką cholerę wykręciła się ze swojej kolejki, co efektem motyla doprowadziło do takich, a nie innych wydarzeń. Czy River zastanawiała się z kolei, czy Prescott poznała eliksir po zapachu, czy miała szansę się wykręcić z picia go i czemu padło wtedy akurat na nią? Niee. No może z pięćset sześćdziesiąt siedem razy, ale to tyle.
— Sprawdzam, czy wygrałaś ty czy książka — wyjaśniła, podnosząc się z miejsca. Wyciągnęła ręce przed siebie, jakby chciała powstrzymać Krukonkę od wstawania z łóżka, ale Ruelle zdecydowanie tego nie zrobiła. Ślizgonka skorzystała z faktu, że przymknęła oczy i szybko wycofała ręce, licząc, że ten gest umknął osłabionej dziewczynie.
— Nie śpimy, nie śpimy. Regenerować będziesz się później. Teraz to wypij. — Pani McLaughlin wyrosła przed nimi nie wiadomo kiedy. Kobieta potrafiła się bardzo cicho poruszać. Cross była pod wrażeniem. Spojrzała wymownie na Ślizgonkę, która cofnęła się o krok, robiąc jej miejsce przy łóżku. Kobieta pomogła wypić uczennicy eliksir, który pachniał dość paskudnie. Tak to już było, że im bardziej coś cuchnęło, tym zazwyczaj było skuteczniejsze.
— No i chciałam cię zobaczyć ostatni raz, zanim nas wyjebią ze szkoły. — Pani McLaughlin spojrzała na nią karcąco. — No wiem, wiem. Wrzucą, a nie wyjebią. Wolisz zaklepać czarowanie łopaty do kopania rowów czy dawanie na Pokątnej? — Wyszczerzyła się totalnie dumna ze swojego żartu. Zdecydowanie cały stres o życie Krukonki już jej przeszedł albo bardzo zależało jej, by wprawić ją w dobry nastrój od samego rana. Uzdrowicielka wzniosła oczy ku niebu i odeszła od nich, mamrocząc pod nosem coś o tragicznym wpływie braku dziennego światła na umysły Ślizgonów.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr lip 29, 2026 10:54 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zdecydowanie nie myślały zbyt trzeźwo poprzedniego dnia, który zakończył się ogromną paniką i szybkim transportem do Skrzydła Szpitalnego. W dodatku łóżka w tej części szkoły na pewno nie należały do najwygodniejszych. Zapewne, gdyby nie fakt, że Prescott była wykończona tym wszystkim, co się stało to nie zasnęłaby tak szybko i zapewne przez kilka godzin przerzucała z boku na bok, starając się zaznać przynajmniej odrobiny snu. Nie znaczyło to jednak tego, że zdołała się wyspać.
Była przytomna, ale na pewno nie rozbudzona. Do tego stanu zdecydowanie nieco jej brakowało. Potrzebowała czasu na to, aby faktycznie zakorzenić się w rzeczywistości i nie stracić z nią kontaktu. Na razie skupiała się głównie na postaci River, bo stanowiła najbardziej interesujący fragment otoczenia, na którym mogła zawiesić swój wzrok.
- Spodziewałam się raczej pustego krzesła... albo Viol - odpowiedziała, krzywiąc się z bólu, gdy tylko spróbowała poprawić swoją pozycję.
W ogóle nie myślała o kimś takim jak Claudine. Gryfonka nie zajmowała żadnego miejsca w jej życiu, a jedyny kontakt jaki ze sobą miały to w zasadzie wyłącznie ten na wspólnych zajęciach czy innych grupowych aktywnościach. Nie miała nawet pojęcia dlaczego Cross wymieniła akurat jej imię. Pewnie znowu coś sobie ubzdurało. Nie mogło być inaczej. Naprawdę nie miała pojęcia jak właściwie funkcjonował umysł Ślizgonki.
- I jaki werdykt? - zapytała, wbijając już nieco uważniejsze spojrzenie w dziewczynę.
Żyła, więc pewnie można było to uznać za zwycięstwo. Chociaż nie czuła się jakby cokolwiek wygrała. Pewnie mogłaby dodać coś jeszcze, gdyby nie to, że obok zjawiła się pani McLaughlin z wyjątkowo paskudnym eliksirem, który Prescott musiała wypić. Obrzydlistwo.
- Za gorsze rzeczy nie wyrzucano z Hogwartu - skwitowała, bo mimo wszystko szkoła wydawała się być wyjątkowo niechętna do wydalania swoich uczniów.
Czymże było jedno wyjście do Działu Ksiąg Zakazanych, które skończyło się niemal śmiercią, gdy w zasadzie każdy student Szkoły Magii i Czarodziejstwa mógł codziennie umrzeć z tysiąca innych powodów? Quidditch, zajęcia z niebezpiecznymi magicznymi stworzeniami, groźne rośliny znajdujące się w szklarniach czy też wypadki w trakcie warzenia eliksirów były jedynie częścią sposobów na to jak można było się zbliżyć do pożegnania z tego świata.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr lip 29, 2026 1:14 pm
autor: River Cross
Zdecydowanie wolałaby rozmawiać z Krukonką w lepszych warunkach, ale trzeba było brać, co dają. Jeszcze kilka godzin temu pozwoliła sobie na moment wątpliwości, czy w ogóle będą miały jeszcze okazje porozmawiać. Dobrze, że to było tylko durne czarnowidztwo. Zawsze była kiepska z wróżbiarstwa, zdała je na totalnego czuja i nie wyniosła z tamtych lekcji niczego wartościowego, jak widać.
— Nie ma nawet ósmej, więc pewnie jeszcze nie zauważyła, że cię nie ma w dormitorium — wyjaśniła. Brzmiało to sensownie. Mogła jeszcze sama zaginąć w akcji po interakcji z Puchonką, z którą tak namiętnie pisała w trakcie zajęć, ale Cross była zbyt zapatrzona w Ruelle, żeby dostrzec, że jej przyjaciółka robi notatki w bardzo nierytmiczny i przedziwny pod względem długości sposób. Założyła odruchowo, że pewnie jest tak samo pilna jak Raven. Może powinna namówić Vanberg do podzielnia się notatkami z większym gronem? Może powinna zeswatać Viol i Raven, żeby zajęły się sobą, dając jej lepszy dostęp do Prescott? Do przemyślenia.
— Póki oddychasz, to wygrywasz. No chyba że okaże się, że przeklęłaś siebie i całą swoją rodzinę siedem pokoleń wstecz i w przód, to wtedy wygra książka. — Nie miała pojęcia, czy przesadza, czy czegoś nie dopowiada. Miała nadzieję, że cokolwiek sprowadziła na siebie Krukonka, będzie lekkie i łatwe w zdjęciu przez osobę, która faktycznie się na tym zna. Przecież w żaden sposób nie życzyła jej źle, nieważne, jak czasem bywała dla niej złośliwa. Nie umiałaby życzyć jej źle szczególnie teraz, gdy oglądała ją taką wycieńczoną i obolałą. Może i była Ślizgonką, ale z wyjątkowo miękkim sercem.
—Cholera, wychodzę ze skóry od pierwszego dnia, żeby porządnie podpaść i znowu mi się nie uda? — Westchnęła ciężko, udając wielce tym faktem zawiedzioną. Trzymanie się regulaminu nie leżało w jej naturze, ale raczej nie zależało jej na wyrzuceniu ze szkoły. Uwielbiała to miejsce i nie chciałaby z niego zrezygnować wyłącznie dla hecy.
Uzdrowicielka ponownie zamieszała w kotle, rzuciła im ostatnie, uważne spojrzenie i zniknęła za drzwiami do swojego gabinetu, uznając chyba że chwilowo nie miała nic więcej do roboty przy Krukonce. Cross odprowadziła ją wzrokiem, po czym znów obróciła się w stronę pacjentki. Poczucie winy zżerało ją coraz mocniej i trudno było to tak po prostu ignorować. Spuściła wzrok na podłogę, nie bardzo wiedząc, od czego powinna zacząć werbalizowanie myśli. W takie poważne sprawy była jeszcze gorsza niż w runy.
— Słuchaj... przepraszam za tę nieuwagę — odezwała się w końcu nieco zachrypniętym z nerwów głosem. Odchrząknęła, podnosząc na nią wzrok.
— Trochę za lekko podeszłam do tematu z tym otwieraniem książek i w ogóle. Miałam ci pomóc, a skupiłam się na szukaniu perfekcyjnego egzemplarza, w którym będę mogła narysować tryskającego fiuta i... — przerwała, zdając sobie sprawę, że porządne przeprosiny nie powinny opierać się na rozmowach o spermie rozlewającej się po stuletnich tekstach. Prescott znała przecież tę sztuczkę, nie potrzebowała dodatkowych szczegółów.
— Po prostu cieszę się, że jesteś w jednym kawałku, okej? Następnym razem daj się zaatakować czemuś, na czym się znam, to cię obronię. — Skrzyżowała ręce na piersi i zastukała nerwowo paznokciami o przedramię. — Akurat na runach zawsze było mi się trudno skupić, a jak trafiam na temat, który mnie nie fascynuje, to moja uwaga automatycznie przeskakuje na następną rzecz, która... — Znowu przerwała, zdając sobie sprawę, że wcale nie ma ochoty dokończyć tego zdania. Słowa wypływały z niej w nerwach szybciej niż myśli mogłyby nadążać. Najprostszą metodą było po prostu zamknięcie mordy. Uśmiechnęła się, zaciskając wargi i wzruszyła ramionami, starając się wrócić do swojej tradycyjnej, nonszalanckiej postawy. Jak będzie sobie wmawiać, że wcale właśnie nie zrobiła z siebie kretynki przed Krukonką, to na pewno tak właśnie będzie.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: śr lip 29, 2026 4:59 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Jeszcze kilka godzin temu nie było pewne czy w ogóle byłyby w stanie ze sobą rozmawiać. Całe szczęście, że udało im się dotrzeć do Skrzydła Szpitalnego na czas, bo inaczej faktycznie mogłoby dojść do prawdziwej tragedii. Najwyraźniej chociaż Krukoni byli znani ze swojego rozumu to Prescott należała do tych, którzy mieli od niego więcej szczęścia.
- Pewnie tak... - mruknęła, bo istniała możliwość, że jej współlokatorka jeszcze nie zauważyła jej nieobecności.
Przed ósmą wiele mogło się dziać w szkole. Niektórzy pędzili do Wielkiej Sali na wczesne śniadanie, inni przygotowywali się do zajęć lub odbywali poranne treningi miotlarstwa. Łatwo było zatem przeoczyć nieobecność jednej osoby póki nie trafiło się na zajęcia, na których również powinna być obecna.
- Co do tego to.. - zaczęła, ale nie dane było jej dokończyć.
- To się jeszcze okaże. Sprowadzają specjalnie panią Ainsworth po to, aby zobaczyła co za cholerstwo się do niej przypałętało - wtrąciła się pani McLaughlin, wskazując głową na obandażowaną rękę Krukonki. - To zła magia jest. Klątwa. Jeszcze takiej nie widziałam.
No i tyle było z pozytywnego myślenia. Prescott była świadoma tego, że ściągnęła na siebie jakąś klątwę. Czuła to w swoim ciele i to dosyć wyraźnie. Na razie nie wyglądało na to, aby runiczne pismo rozrastało się na kolejne części ciała. Ich wędrówka zatrzymała się w momencie, gdy tylko dłoń Ruelle oderwała się od księgi. Kto wie, co by się stało, gdyby cała miała pokryć się tajemniczymi runami.
- Musisz starać się bardziej. Skoro szkoła przeżyła magiczne dowcipy Weasleyów i inne wybryki to musisz zdawać sobie sprawę z tego, że poprzeczka jest zawieszona naprawdę wysoko - przypomniała jej, bo przecież przez szkołę przewinęło się już sporo rozrabiaków, o których powstały legendy i jakimś cudem byli w stanie jednak ukończyć naukę.
Sama nie miała pewności czy należy do tych problematycznych uczniów czy może niekoniecznie. Na ogół nie sprawiała problemów, ale zdarzało jej się zapuszczać w miejsca, gdzie nie powinna się znaleźć, bo potrafiła ją do tego nakłonić ciekawość oraz chęć odkrycia czegoś nowego. Czy taki już nie był los tych, których Rowena Ravenclaw wybrała do swojego domu?
Pani McLaughlin najwyraźniej miała jakieś ciekawsze rzeczy do roboty niż przysłuchiwanie się ich rozmowie albo zwyczajnie pragnęła zapewnić im nieco prywatności. Z pewnością Krukonka mogła to docenić. Choć przecież nie rozmawiały nawet o czymś, co wymagałoby szczególnej dyskrecji.
Nie spodziewała się przeprosin. Możliwe, że nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że Ślizgonka jest w stanie w ogóle wydobyć z siebie słowa będące swoistym przyznaniem się do błędu. Wyglądało jednak na to, że wydarzenia minionej nocy naprawdę mocno jej ciążyły na sumieniu.
- Daj spokój. To moja wina. Sama sięgnęłam po tę książkę i nie pomyślałam zanim ją otworzyłam i dotknęłam druku... - przyznała, bo nie chciała, aby teraz Cross brała na siebie pełną odpowiedzialność za to, co Ruelle zrobiła z własnej woli.
Możliwe, że i bez niej mogłoby się to skończyć podobnie. Tylko, że wtedy nie miałaby przy sobie nikogo, kto mógłby jej pomóc, a nie była pewna czy sama poradziłaby sobie z tym wszystkim skoro się zwijała z bólu.
- Dzięki, że mi pomogłaś - powiedziała w końcu, spoglądając prosto w ciemne oczy River. - Cieszę się, że tam ze mną byłaś...
Może i było to wyznanie nieco na wyrost, ale przynajmniej było szczere. Pewnie mogłaby faktycznie znaleźć się tam z kimś, kto okazałby się bardziej pomocny w tym całym szaleństwie, ale chyba nie skończyło się to wszystko tak źle i Rue mogła się cieszyć, że miała przy sobie kogoś kto nie zostawił jej w potrzebie.
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: czw lip 30, 2026 12:44 pm
autor: River Cross
Poczuła paskudny chłód rozchodzący się po jej skórze i w okolicach żołądka. Coś takiego się czuje, gdy obok ciebie przechodzi dementor? Wedle podręczników – chyba tak. Okropna sprawa. Tym razem nie była to kwestia żadnego monstrum, a panicznego strachu, który wywołały słowa uzdrowicielki. Ślizgonka znowu nieco pobladła, z nerwów zrobiło jej się niedobrze. Na całe szczęście nic jeszcze dzisiaj nie jadła. To wszystko w ogóle nie brzmiało optymistycznie. Fakt, że trzeba było ściągnąć do Krukonki łamaczkę klątw był wyjątkowo stresujący. Wpakowały się w jakąś okropną kabałę. Nie, to Ruelle wpakowała się w jakąś kabałę, z River po prostu nie potrafiła samodzielnie jej z niej wyciągnąć. To poczucie bezsilności było wyjątkowo okropne. Spojrzała na Krukonkę, która na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie tej mniej przejętej. Ale przecież nie mogła traktować tego olewczo, to było jej ciało i jej umysł. Było dość zaskakującym, że była w stanie być aż tak powściągliwa nawet w takiej sytacji.
— Porównujesz moje działania do tamtych durnych pranków? Ranisz mnie, Prescott . — Złapała się nawet za serce, by pokazać, gdzie boli ją najbardziej. Zawsze wierzyła, że jej pyskowanie i buntowanie opiera się na czymś więcej niż chęci popisywania się i wywołania w uczniach śmiechu, ale czy faktycznie tak było? Chyba nie. Może po prostu była bezczelna w inny sposób niż Weaslowie i... tyle. Większość krążących na ich temat legend nie robiła na niej wielkiego wrażenia, choć musiała przyznać, że to, co podobno odwalili w trakcie egzaminów było dość imponujące. No i ta szkoła wychowała też całą masę popierdolonych rasistów i morderców, a taki jeden to nawet latał po zamku z morderczym Bazyliszkiem, więc może faktycznie bezczelność River była jak kropla w morzu dziwactw, które zniosły mury tej szkoły.
Nie była fanką przepraszania, ale była w stanie się do tego zebrać, jeżeli wiedziała, że zrobiła coś, co tego wymagało. A tak się teraz czuła. Nie była pewna, czy jej poczucie winy było rozsądne i czy może nie wtłoczyli go w jej łeb nauczyciele, którzy suszyli jej głowę w nocy? Trudno powiedzieć. Nie miała wątpliwości, że sumienie będzie ją gryzło jeszcze bardzo długo.
— Dobrze, że jesteś w jednym kawałku, a z całą resztą na pewno sobie poradzisz. — Uśmiechnęła się ciepło, chcąc dodać jej nieco spokoju ducha w tej wyjątkowo niekomfortowej sytuacji. Była całkowicie szczera. Wierzyła, że jakaś durna książka nie jest w stanie pokonać kogoś takiego jak Ruelle Isadora Prescott.
— A jakbyś jeszcze chciała mojej pomocy to... opowiedz mi po prostu, co musisz zrobić, a ja dołączę. Raczej żadna klątwa nie sprawi, że zaczniesz prosić, prawda? — Wyprostowała się, zrzucając z siebie tę stresową postawę. Pomartwi się w ciągu dnia, na pewno nie teraz. W tym momencie wolała pokazać Ruelle, że jest dużo odważniejsza i pewniejsza siebie niż była w rzeczywistości.
— Ej, czyli ominą cię dzisiaj eliksiry i nie będziemy... — przerwała, bo do pomieszczenia wszedł nagle kompletnie niepotrzebny tłum. No dobra, może ich pojawienie się miało sens dla zdrowia Ruelle, ale na pewno nie dla przyjemności, którą Ślizgonka czerpała z przebywania z nią sam na sam. Obok łóżka zatrzymał się profesor Vengenberg, jakaś kobieta, którą Cross widziała pierwszy raz w życiu, ale wywnioskowała, że musi być Ainsworth oraz profesor McGonagall. Mogły się spodziewać, że dyrektorce szkoły sprawa również nie umknie. River cofnęła się o krok, ale nie wyszła z sali.
— Już nie śpisz? Świetnie — odezwał się opiekun Krukonów, uśmiechając się do swojej podopiecznej. Ślizgonka nie dostrzegła jednak w tym grymasie ani grama wesołości. To chyba po prostu kwestia jego twarzy. River skrzyżowała ręce na piersi i czekała cierpliwie na dalszy przebieg rozmowy. Nauczyciele spojrzeli na nią równocześnie, oczekując pewnie, że wyjdzie.
— Panno Cross, proszę udać się na śniadanie. Zajęcia z transmutacji zaczynają się o zwykłej porze i profesor Cassowary z pewnością oczekuje, że pojawi się pani na nich punktualnie oraz w stanie pozwalającym na pracę — zwróciła jej uwagę McGonagall stoickim tonem. Czy tę babę da się w ogóle wyprowadzić z równowagi? Może po dziewięćdziesiątce ludzie przestają odczuwać emocje?
— Nie jestem głodna — odparła, nawet nie spoglądając w stronę dyrektorki. Tak na wszelki wypadek. Miała wrażenie, że jej spojrzenie zaraz wypali jej dziurę w szkolnym swetrze.
— Nie bądź bezczelna! Dyrektor McGonagall okazuje ci wyjątkową łaskę, a ty... — warknął Ainsworth, patrząc na nią bez cienia tego sztucznego uśmiechu.
— Spokojnie, Jericho. Panna Cross doskonale zrozumiała, o co została poproszona. Panno Cross, panna Prescott pozostanie teraz pod opieką osób, które mogą jej pomóc. Jeżeli będzie taka możliwość, porozmawiacie później. Proszę nie zmuszać mnie, abym musiała powtarzać tę prośbę — ciągnęła była opiekunka Gryfonów, wciąż niewzruszona jak posąg. River westchnęła ciężko, ostentacyjnie unosząc oczy ku niebu. Zdawała sobie sprawę, że dalsze kłótnie z dyrektorką niczego dobrego jej nie przyniosą. Spojrzała jeszcze raz na Krukonkę i puściła do niej oczko, zanim wyszła ze skrzydła szpitalnego. Znowu musiała jakoś zacisnąć zęby i wytrzymać do końca zajęć, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Ledwo przekroczyła próg sali, a już zaczęła zastanawiać się nad metodami skontaktowania się z nią przed kolacją.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: czw lip 30, 2026 3:36 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Nie chciała wspominać o tej klątwie. Wiedziała, że to brzmi przerażająco. Nie chciała, aby to wszystko jedynie bardziej wpłynęło na obwiniającą się Cross. W tym momencie nie były w stanie już cofnąć tego, co się stało. Sama również starała się zbytnio nie myśleć, bo tak chyba było prościej. Po prostu jeśli przyswoiłaby ten fakt to mogłaby wpaść w pewną panikę, a tego wolała uniknąć. Lepiej było po prostu czekać na ocenę profesjonalisty i nie zastanawiać się nad tym, co to wszystko dla niej oznaczało.
- Aż takie delikatne jest to twoje serduszko? - zadrwiła, bo zapewne dla Ślizgona potwarzą było zostać przyrównanym do grona najsłynniejszych gryfońskich rudzielców.
Sama nie bardzo wiedziała jak w zasadzie można byłoby zakwalifikować wybryki Cross. Do kogo mogłaby zostać przyrównana? Co właściwie jej przyświecało, gdy zachowywała się w ten, a nie inny sposób? W zasadzie nigdy się nad tym nie zastanawiała. Może dlatego, że nigdy nie miała ku temu większych powodów.
Ruelle naprawę nie sądziła, aby to River zawiniła w tym wszystkim. Nie wciskała jej tej księgi do rąk. Nie podpuszczała, żeby po nią sięgnęła. Nie była w końcu odpowiedzialna za to, co Krukonka robiła z własnej woli. Była pewna, że coś takiego mogłoby się stać tak czy siak. Nie trzeba jej więc było przeprosin i wyrzutów sumienia dziewczyny.
- Cieszy mnie, że we mnie nie wątpisz - rzuciła, uśmiechając się lekko pomimo okoliczności.
Była w jednym kawałku. Nie do końca może w najlepszym stanie, ale na ten moment nie czuła aż tak katastrofalnych skutków tego całego zdarzenia. Chociaż klątwy bywały paakudne i zapewne dopiero po czasie przekona się o tym, co właściwie się do niej przypałętało.
- Czyli wystarczyło dać się trafić klątwą, żebyś sama zachciała robić, co ci każę? To dopiero czary - mruknęła, nie chcąc rezygnować z tego żartobliwego tonu.
Mogłyby pewnie jeszcze trochę pożartować. Pewnie porozmawiałaby z River na temat tych wszystkich zajęć, które mogły ją tego dnia ominąć, ale wtedy drzwi do Skrzydła Szpitalnego się otworzyły. Do pomieszczenia wkroczył cały pochód, który miał jej obwieścić jaka czekała ją przyszłość. Nie sądziła, aby nieśli przy tym pozytywne wieści.
O tym, czy było tak świetnie jak zapowiadał zamaskowany sarkazm Vengenberga to się jeszcze przekonają. Na razie jednak nie miała otrzymać żadnej reprymendy, a Ainsworth nie rzucała się do tego, aby zbadać od razu jej stan. Zamiast tego stała tuż obok dyrektor McGonagall i wpatrywała się w nią przeszywającym spojrzeniem zielonych oczu, osadzonych w zmęczonej twarzy. Wyglądała jakby również miała za sobą trudne ostatnich kilka godzin i potencjalnie nieprzespaną noc.
Nie była pewna dlaczego w ogóle Cross upierała się przy tym, że chciała być obecna w trakcie całego tego procesu oceny jak poważna była klątwa, która dotknęła Krukonki. Posłała jej jednak spojrzenie, które miało zasygnalizować całkiem dobitnie dziewczynie, że powinna odpuścić i nie brnąć w coś, co mogło jej przynieść jedynie więcej problemów niż to wszystko było faktycznie warte.
W końcu odpuściła. Ruszyła do drzwi wyjściowych, a niemal od razu jej miejsce przy łóżku zajęła łamaczka klątw, która nawet nie sięgnęła po różdżkę, a jedynie wykonała krótki gest dłonią, aby odwinąć prostym zaklęciem bandaż pokrywający lewe ramię Prescott.
- Zobaczmy co tu mamy... - mruknęła, przyglądając się wżartym w skórę Ruelle magicznym znakom, a następnie uniosła spojrzenie na twarz dziewczyny.
Nie potrzebowała mówić nic więcej. W oczach Ainsworth malowało się coś na kształt zmartwienia i wystarczyło jedynie zobaczyć w jaki sposób patrzyła na uczennicę, aby dojść do jednego prostego wniosku.
Nie było dobrze.
Tyle zdążyła się dowiedzieć nim finalnie łamaczka klątw zebrała się na to, aby wytłumaczyć jaka w zasadzie klątwa spoczęła na nierozważnej Krukonce i jakie wiązały się z tym konsekwencje. Dopiero wtedy zabrała się do pracy, mrucząc coś na temat tego, aby najlepiej została w Skrzydle Szpitalnym do popołudnia, aby mogli się upewnić, że wdrożone działania przyniosły jakikolwiek efekt...
River Cross
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: czw lip 30, 2026 4:33 pm
autor: River Cross
Wiedziała, że ciekawość będzie ją zżerać przez cały dzień. Oby tylko była silniejsza od zamartwiania się, które męczyło ją do tej pory. W ogóle nie miała ochoty wychodzić ze skrzydła, ani iść na zajęcia. Mogłaby równie dobrze siedzieć tam cały dzień. Głównie po to, by nie musieć się zmóżdżać na lekcjach, wiadomo. Była niewyspana, mogło jej się nie chcieć. Nie chodziło jej pewnie o nic więcej, prawda? No może jeszcze o coś. Niezadowolone spojrzenie Krukonki, które dołączyło do tych nauczycielskich, trochę ostudziło jej zapał. Znów poczuła jakiś bolesny chłód w okolicach żołądka. Tym razem innego rodzaju.
Zdecydowanie nie miała czasu na śniadanie. Musiała jeszcze pójść do dormitorium i się przebrać, żeby nie dostać po głowie za niepełny mundurek. Nadal niespecjalnie obchodziła ją utrata punktów, ale wiedziała że to przegrana sprawa. I tak będzie musiała to ogarnąć, więc czemu od tego nie zacząć? Miała też nadzieję, że dzięki temu uda jej się uniknąć spotkania z większością uczniów, którzy na pewno będą chcieli znać z pierwszej ręki opowieści dzisiejszej nocy.
— Czy ty umiesz robić coś więcej poza traceniem punktów, Cross? — prychnął na nią Lagoon Oakwood, gdy dotarła wreszcie na salę transmutacji – o dziwo nawet niespóźniona. Podeszła do ławki, którą dzieliła z Raven.
— Umiem na przykład nie być spierdoliną w przeciwieństwie do ciebie, Oakwood — odparła obojętnym tonem. Pucułowaty blondyn zacisnął szczęki i gotował się do walki, ale coś go powstrzymało. Może to obojętna postawa Cross, która totalnie nie zamierzała się z nim kłócić? No dobra, to raczej wchodząca do środka profesor Cassowary. Bez różnicy. Ważne, że miała spokój.
— Więc? — mruknęła Vanberg, spoglądając na nią wyczekująco. River wzruszyła ramionami i sięgnęła po pióro jak prawdziwa pilna uczennica. Nie było jeszcze co zapisywać, ale lepiej być przygotowaną, nie? Raven walnęła ją w ramię, bardzo niezadowolona, że została zignorowana.
— Jak miło, że się o mnie martwisz, Raven. Dziękuję, nic mi nie jest. Troszkę się nie wyspałam. O rany, naprawdę jesteś taka kochana, że zgarnęłaś dla mnie śniadanie? Nie trzeba było — mówiła tak przesłodzonym tonem, że aż siedzący za nią Dune Cowbell musiał wstrzyknąć sobie insulinę. Biedny cukrzyk.
— Skończyłaś? — Vanberg nie sprawiała wrażenia przejętej tonem przyjaciółki. Była przyzwyczajona do jej sarkastycznych przytyków.
— Och przecież ci później powiem, nie dramatyzuj. Mi się zresztą nic nie stało — mruknęła bez żadnego entuzjazmu. Najwyraźniej nawet kpiny nie bawiły ją aż tak jak zwykle. Vanberg wyczuła, że coś jest bardziej nie w porządku niż podejrzewała. Ściągnęła tylko brwi, przekładając wypytywanie na później.
— Wróćmy do rozmowy na temat tekstyliów — zabrała głos opiekunka Ślizgonów. Machnęła różdżką, dzięki temu kreda zapisała na tablicy „Tkanka, włókno, pergamin: rozpoznawanie granic materii podatnej", co było jasnym sygnałem dla uczniów, by skupić uwagę na przodzie sali.
Kociołek bulgotał cicho obok niej, ale w ogóle w niego nie patrzyła. Powinna kontrolować barwę znajdującej się w nim cieczy, ale nie miała wątpliwości, że jest łososiowo-różowa, czyli dokładnie taka, jak powinna teraz być. Przycisnęła ostatnie zgięcie i postawiła na ławce papierowego bociana. Stuknęła w niego różdżką, a ptak wzbił się w powietrze. To już trzecia wiadomość, którą wysyłała dzisiaj do Ruelle. Wewnątrz rudzika, którego wysłała w przerwie po transmutacji znajdował się rysunek kota śpiącego na książkach, którego mijały wchodząc do biblioteki. Zwierzak oddychał miarowo, a nad nim od czasu do czasu przelatywała książka. Kilka godzin później, w trakcie zaklęć puściła w ruch papierowego słowika. W środku narysowała dirikraka czyszczącego sobie piórka. Czy miał coś wspólnego z jednym z ich spacerów po obrzeżach Zakazanego Lasu, w trakcie którego oglądały bawiącą się rodzinę dirikraków? Trudno powiedzieć. Bocian niósł w sobie szkic samej Ruelle. Siedziała w szkolnej ławie i wpatrywała się w jakiś niewidoczny dla odbiorcy punkt, zapewne słuchając wykładu. Jej wzrok śledził czujnie tego, kogo słuchała. Spojrzała na zegarek i z niezadowoleniem odkryła, że do końca ostatniej lekcji została jeszcze godzina.
— Nic nie wiem, nigdy mnie tam nie było i nie wiem, kim jest ta Krukonka, o której mówicie — powtórzyła drugi raz, mijając Alice i Elsie Sands, które obskoczyły ją po wyjściu z Wielkiej Sali. Czy wszystkie trzecioroczniaki były tak irytujące jak te bliźniaczki? Chyba tak. Cross nie miała ochoty marnować czasu na opowiadanie komukolwiek (poza Raven) na temat minionej nocy. A już na pewno nie teraz, gdy najedzona i po zajęciach mogła wreszcie wrócić do skrzydła szpitalnego, w stronę którego zmierzała. Miała nadzieję, że Krukonka będzie w stanie jej już powiedzieć, co jej jest.
Ruelle I. Prescott
Nie martw się niczym, jak trzeba, to Sectumsempra
: czw lip 30, 2026 5:25 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Dzień Krukonki na pewno był dużo mniej obfitujący we wrażenia niż szkolne lekcje. Prawie cały dzień spędziła w Skrzydle Szpitalnym. Nie licząc rzecz jasna krótkiej wycieczki do Działu Ksiąg Zakazanych pod okiem zarówno profesora Jericho Vengenberga jak i Cassiopei Ainsworth, która chciała się uważniej przyjrzeć rzeczom, których tykała minionej nocy Prescott. Z pewnością nie podobało jej się oglądanie sceny swojej porażki, ale łamaczka klątw postanowiła przestudiować uważnie w kontrolowanych warunkach księgę odpowiedzialną za całe to zamieszanie.
Wysłuchała też całego wykładu na temat swojego nieodpowiedzialnego zachowania. Wyjątkowo nie otrzymała szlabanu. Głównie dlatego, że klątwa miała być jej karą za to wszystko, co się wydarzyło. W dodatku niezwykle dotkliwą, bo odnośnie tego nikt nie miał najmniejszych wątpliwości.
Sytuacja była niezwykle poważna. Zdawała sobie z tego sprawę. Także wtedy, gdy ściągnięta do Hogwartu specjalistka postanowiła wyryć w jej skórze różdżką runy ochronne, które miały jej pomóc. Zaciskała mocno szczęki, czując rozchodzący się po ciele ból, gdy kolejne znaki ciągnące się od zagłębienia szyi aż do ramienia powstawały jedna po drugiej, zagłębiając się w miękkich tkankach.
Diagnoza faktycznie nie napawała jej optymizmem, ale całkiem możliwe, że wszystko faktycznie zakończy się w dosyć pomyślny sposób. Przynajmniej tak powinna sobie powtarzać. Zwłaszcza, że miała przy sobie ekspertkę w tym temacie, która miała się pochylić nad tym zagadnieniem.
Osłodą tego całego czekania były na pewno kolejne wiadomości, czy raczej szkice, które przesyłała jej River. Nawet w najgorszych momentach potrafiły dodać jej nieco otuchy, co z pewnością było na wagę złota w tych okolicznościach.
W końcu jednak nadeszło popołudnie. Prescott była praktycznie gotowa do wyjścia ze skrzydła szpitalnego. Rana odniesiona poprzedniej nocy od dawna była zasklepiona, a braki w krwi uzupełnione za pomocą magicznych specyfików. Co prawda pani McLaughlin nieco na to kręciła nosem, ale Krukonka obstawała przy tym, że nic się zanadto w jej stanie nie zmieni i co najwyżej może zostać zaopatrzona w kilka eliksirów na wypadek tego, gdyby faktycznie gorzej się poczuła w dormitorium. Brzmiało to całkiem sensownie. Dlatego też dostała w swoje posiadanie parę fiolek wyciągniętych ze składzika skrzydła szpitalnego.
Mniej więcej w tym samym czasie drzwi się otworzyły, a do pomieszczenia wparowała Ślizgonka. Ruelle spojrzała na nią podkrążonymi oczami, które wydawały się lekko roziskrzyć na ten widok. Wciąż wyglądała marnie, ale starała się nie pokazywać po sobie tego, że faktycznie coś mogło być nie tak.
- Chyba naprawdę się za mną stęskniłaś... I musiało ci się wybitnie nudzić, sądząc po rysunkach - zwróciła jej uwagę, gdy tylko River znalazła się bliżej.
Jej ramię w głównej mierze dalej było obandażowane, ale pod skrawkiem materiału widać było nieco wysuszoną i jakby mocniej naciągniętą na kończynie poczerniałą skórę. Prescott rzecz jasna starała się to zamaskować szerokim rękawem szaty, ale nie zawsze była w stanie zapanować nad tym, co ukazywała światu z każdym swoim ruchem.
River Cross