watch it burn
: wt lip 28, 2026 8:33 pm
Well, I found a girl, beautiful and sweet
Oh, I never knew you were the someone waitin' for me
Już dawno przysiągł sobie kawalerstwo do końca swoich dni, a zasady odnośnie ich relacji były głównie dla niej, ale w późniejszym czasie, z kolejnym powtórzeniem słów o nie zakochaniu się, zaczynał przypominać sobie samemu, że nie powinien. Przecież już dawno zorientował się, że nie nadawał się do miłości. Wolał wmawiać sobie nieprawdziwe informacje jak fakt, że szybko się nudził, nie był czuły, tylko po to, aby zacząć w to wierzyć. Tutaj ta cała udręka budowana latami zaczynała się kruszyć — mur, który tak szczelnie wokół siebie zbudował rozsypał się, kiedy zauważył, jak dobrze czuł się w jej towarzystwie, jak Vita uśmiechała się do niego rano i jak szczelnie go obejmowała, jakby bała się… że ucieknie. Może gdzieś podświadomie czuła, że tak to może się skończyć? Że wyglądał na niestabilnie emocjonalnego, na cholernego tchórza, który torował sobie drogę do ucieczki, gdy tylko sytuacja robiła się napięta? Nie chciał, żeby miała jego taki wizerunek, a przez ostatnie tygodnie odczuwał to aż za bardzo. Wiedziała, że ma mu za złe i nie mógł jej się dziwić — postanowiła się przed nim otworzyć, a on postawił ją a najbardziej niekomfortowej sytuacji, kompletnie zdezorientowaną, jeszcze w momencie, gdzie kilka godzin wcześniej, pod osłoną nocy, zdzierała z siebie największe obawy dotyczące samotności i poczucia odrzucenia.
Dlatego uważał się za cholernego potwora, ponieważ wykazał się kompletną ignorancją na jej problemy, w tamtym momencie egoistycznie myśląc o sobie i o swojej własnej traumie. A nie był pępkiem świata i nie tylko on mierzył się z własnymi demonami.
I will not give you up this time
But, darlin', just kiss me slow
I to nie tak, że jej teraz nie wierzył. Ufał jej całym swoim sercem, a jednocześnie miał pełno obaw dotyczących tego, że w końcu ściągnie na nią jakąś cholerną klątwę; że nagle okaże się, że był jakiś przeklęty i kobiety przy jego boku były skazane na coś złego. Skąd w ogóle mu się to wzięło? Był tylko jeden obiekt badawczy, który rzeczywiście poległ w tej próbie, aczkolwiek to nie definiowało go jako przeklętego bożka. W końcu przypadki chodziły po ludziach.
Jej delikatny dotyk na jego plecach, czułe obejmowanie i zapewnienia, które słyszał z każdą kolejną minutą sprawiały, że ten emocjonalny ciężar coraz bardziej opadał z jego ramion. Nie był sam. Nie musiał tłumić w sobie uczuć, którymi nie chciał zasypywać swoich bliskich, a jednak… jednak znalazła się osoba, odpowiednia osoba, która dowiedziała się o tym wszystkim i która była w ogóle chętna, aby podjąć próbę pracy nad tymi wszystkimi nieprzyjemnymi ewentualnościami.
Stanowczy ton nieco go zadziwił, przez co uniósł brwi i uważnie spojrzał się w jej oczy. W tęczówki niebieskie jak spokojny ocena, które kochał tak mocno i w które mógłby wpatrywać się godzinami, a nadal nie byłby znudzony. Nie mógł powstrzymać się od krótkiego parsknięcia śmiechem, gdy usłyszał tę wizję — i to nie dlatego, że wydawała mu się być ona żenująca czy coś w tym rodzaju. Wydawała się być niewyobrażalnie niemożliwa i nigdy nie przypisywał sobie tak pięknego scenariusza, jak posiadanie przez większość życia tej jednej, ukochanej osoby, aby finalnie umrzeć z tęsknoty za nią. — Nigdy nie przewidywałem dla siebie tak romantycznego scenariusza, wiesz? — odpowiedział cicho w jej ramię. — Chyba wolałbym, żebyś umarła pierwsza albo w ogóle żebyśmy byli nieśmiertelni i już od pewnego wieku po prostu zwiedzali świat — rzucił z uśmiechem, bo skoro wspominała o europejskim miasteczku, to znaczyło, że chciała jechać gdzieś dalej. A on pojechałby za nią nawet i na drugi koniec świata, w najbardziej niebezpieczną puszczę, byle być z nią, dopilnować jej bezpieczeństwa i… widzieć te wszystkie piękne widoki razem z Vitą. Całować ją podczas każdej ulewy, przytulać przy najpiękniejszych zachodach słońca i obiecać, że będzie z nią już na zawsze w każdym nowym miejscu, które będą mieli możliwość zwiedzić.
Darlin', just hold my hand
Be my girl, I'll be your man
I see my future in your eyes
Spojrzał na to przewrócenie oczami i głośne westchnięcie. Już myślałam, że jestem twoja. Pokiwał głową z niedowierzaniem, uśmiechając się rozczulony, bo taka właśnie była jego Vita. Czy mógłby spodziewać się innej odpowiedzi? — Jesteś moja — przytaknął. — Ale nigdy nie zapytałem, czy będziesz moją dziewczyną. I to nie taką do końca dnia, bo szczerze to średnio mnie interesuje taka propozycja. Okres trwania do byłoby jakieś nie wiem… plus minus pewnie sześćdziesiąt lat, chociaż to i tak może być optymistyczna wersja — rzucił z rozbawieniem, przysuwając się do jej ust, ale nie pocałował ich. — Ale zaokrąglijmy to do na zawsze, żebyś jako osiemdziesięciosiedmiolatka nagle nie stwierdziła, że chcesz ze mną rozwodu. A poza tym, nie pozbędziesz się mnie nawet jak umrzemy, wiesz? — Ciężar z serca powoli spadał i był w stanie nawet nieco zażartować; jednak było w tym nieco prawdy. Nie chciał się z nią rozstawać — już nigdy nie chciał jej zostawiać na pastwę losu czy rozłączać się, nawet po śmierci, kiedy może przyjmą swoją postać z tej chwili i będą psocić jako duszki kacperki.
Chcę być twoją dziewczyną.
Zdanie, przez które odetchnął z ulgą, po czym złączył ich usta w pocałunku, celebrując tę chwilę, w której była jego. No może nie tylko i wyłącznie jego, bo według prawa, takie przywileje, aby nazywać ją w ten sposób, nabędzie dopiero za kilka godzin, jak uporają się z rozprawą. — Dobrze. Będziemy stawiać czoła ze swoimi wzajemnymi obawami. Tylko ty też musisz mi o tym mówić i nie dusić swoich lęków w sobie — przypomniał jej, bo wspominała o tym. Wspominała, jak z wieloma lękami się mierzyła, a on — jako jej pełnoprawny chłopak — chciał mieć możliwość, aby na każdym kroku wspierać ją i pokazywać, jaka jest wartościowa i cudowna. Zasługiwała na wszystko co najlepsze, a on… nie wiedział, czy jej to da, ale przynajmniej postara się, aby ściągnąć dla niej każdą gwiazdkę z nieba.
Nie miał zamiaru popełnić największego w życiu błędu i kiedykolwiek przestać wierzyć, że kobieta, którą właśnie tulił w swoich ramionach do snu i która właśnie życzyła mu dobranoc, nie była tą jedyną. Nie, jeśli po całym emocjonalnym wieczorze czuł spokój i pewność, że to właśnie z nią będzie w stanie przeciwstawić się każdej kłodzie, która zostanie rzucona pod ich nogi.
Przebudził się w nocy i spojrzał kątem oka na leżącą obok dziewczynę. Uśmiechnął się półsennie, kiedy do jego zaspanego mózgu dotarło, że była jego dziewczyną. Podniósł się z łóżka, żeby iść do toalety — trzeba było pić wczoraj tyle wody? W połowie drogi wrócił się po telefon, sprawdzając, czy Eleanor nie wpakowała się w żadne kłopoty podczas jego nieobecności i ustawił budzik, o którym obydwoje wczoraj zapomnieli w natłoku emocji, które nagle w nich uderzyły. Odłożył telefon na komodę, poszedł się wysikać, w łazience nie słysząc, że jego dziewczyna się przebudziła. Dopiero gdy wyszedł z pomieszczenia i w ciemności dostrzegł jej zgrabną sylwetkę zwiniętą w kulkę i obejmującą własne nogi. — Vita? — zapytał cicho, ale nie zareagowała, a jedynie usłyszał zduszony szloch. W trybie natychmiastowym podszedł do łóżka, rozbudzając się gwałtownie, gdy zobaczył przyspieszony oddech i jawną panikę. Nie mógł pomylić tego z niczym innym, spotykał się już z atakami paniki u swojej siostry, więc dobrze wiedział, jak to wyglądało.
Aiden poczuł przejmujący strach, który zawładnął jego sercem. Usiadł na łóżku przed nią, delikatnie ujmując jej buzię w swoje dłonie, aby złapała z nim kontakt wzrokowy. — Hej, jestem przy tobie — powiedział cicho, zaraz równie delikatnie siadając obok i przysuwając ją do siebie. Z każdym swoim dotykiem i gestem był absolutnie uważny, żeby czasami nie wystraszyć jej bardziej albo dać jej możliwość odsunięcia się. W końcu nie wiedział, co sprawiło, że wpadła w atak, zwłaszcza teraz, gdzie dwie minuty wcześniej był przekonany, że była w naprawdę głębokim śnie. — Viciunia, jesteś bezpieczna. To zaraz minie — mówił, nie gładząc jej, tylko trzymając w ramionach, aby nie wywoływać dodatkowych bodźców. — Oddychaj ze mną powoli, dobrze? Wdech — powiedział, biorąc sam wdech i nieco ją odsuwając, żeby upewnić się, że brała z niego przykład. — I wydech — odpowiedział po czterech sekundach, wydychając dłużej powietrze z płuc i powtarzając jeszcze kilka razy ten schemat, do momentu, w którym dziewczyna zaczęła brać z niego przykład i już samodzielnie mogła zaczerpnąć głębiej powietrza. — Jest wszystko w porządku, jesteśmy w hotelu, nic nam nie grozi. Jestem tu przy tobie — mówił jej cichutko, dopiero po chwili decydując się, aby delikatnie pogłaskać ją po plecach i ukołysać lekko w swoich ramionach. Póki co, jego jedyną myślą było to, że musiało jej się coś przyśnić — po emocjonalnym dniu, również przed kolejnymi, wielkimi emocjami. Miała dużo stresu i poczuł ścisk w sercu na myśl, że być może już jej się to zdarzyło wcześniej, a on nie mógł jej pomóc. Będzie musiał z nią porozmawiać, chociaż póki co skupił się na tym, aby w tej chwili doprowadzić ją do porządku i okazać jej maksymalne wsparcie w tej trudnej chwili. Nie spodziewał się w końcu, że to on był czynnikiem, który wywołał w niej tę silną reakcję; że to chwila jego nieobecności przyprawiła ją o tak silne poczucie samotności i niepewności.
I have faith in what I see, now I know I have met
An angel in person
Oh, I never knew you were the someone waitin' for me
Już dawno przysiągł sobie kawalerstwo do końca swoich dni, a zasady odnośnie ich relacji były głównie dla niej, ale w późniejszym czasie, z kolejnym powtórzeniem słów o nie zakochaniu się, zaczynał przypominać sobie samemu, że nie powinien. Przecież już dawno zorientował się, że nie nadawał się do miłości. Wolał wmawiać sobie nieprawdziwe informacje jak fakt, że szybko się nudził, nie był czuły, tylko po to, aby zacząć w to wierzyć. Tutaj ta cała udręka budowana latami zaczynała się kruszyć — mur, który tak szczelnie wokół siebie zbudował rozsypał się, kiedy zauważył, jak dobrze czuł się w jej towarzystwie, jak Vita uśmiechała się do niego rano i jak szczelnie go obejmowała, jakby bała się… że ucieknie. Może gdzieś podświadomie czuła, że tak to może się skończyć? Że wyglądał na niestabilnie emocjonalnego, na cholernego tchórza, który torował sobie drogę do ucieczki, gdy tylko sytuacja robiła się napięta? Nie chciał, żeby miała jego taki wizerunek, a przez ostatnie tygodnie odczuwał to aż za bardzo. Wiedziała, że ma mu za złe i nie mógł jej się dziwić — postanowiła się przed nim otworzyć, a on postawił ją a najbardziej niekomfortowej sytuacji, kompletnie zdezorientowaną, jeszcze w momencie, gdzie kilka godzin wcześniej, pod osłoną nocy, zdzierała z siebie największe obawy dotyczące samotności i poczucia odrzucenia.
Dlatego uważał się za cholernego potwora, ponieważ wykazał się kompletną ignorancją na jej problemy, w tamtym momencie egoistycznie myśląc o sobie i o swojej własnej traumie. A nie był pępkiem świata i nie tylko on mierzył się z własnymi demonami.
But, darlin', just kiss me slow
I to nie tak, że jej teraz nie wierzył. Ufał jej całym swoim sercem, a jednocześnie miał pełno obaw dotyczących tego, że w końcu ściągnie na nią jakąś cholerną klątwę; że nagle okaże się, że był jakiś przeklęty i kobiety przy jego boku były skazane na coś złego. Skąd w ogóle mu się to wzięło? Był tylko jeden obiekt badawczy, który rzeczywiście poległ w tej próbie, aczkolwiek to nie definiowało go jako przeklętego bożka. W końcu przypadki chodziły po ludziach.
Jej delikatny dotyk na jego plecach, czułe obejmowanie i zapewnienia, które słyszał z każdą kolejną minutą sprawiały, że ten emocjonalny ciężar coraz bardziej opadał z jego ramion. Nie był sam. Nie musiał tłumić w sobie uczuć, którymi nie chciał zasypywać swoich bliskich, a jednak… jednak znalazła się osoba, odpowiednia osoba, która dowiedziała się o tym wszystkim i która była w ogóle chętna, aby podjąć próbę pracy nad tymi wszystkimi nieprzyjemnymi ewentualnościami.
Stanowczy ton nieco go zadziwił, przez co uniósł brwi i uważnie spojrzał się w jej oczy. W tęczówki niebieskie jak spokojny ocena, które kochał tak mocno i w które mógłby wpatrywać się godzinami, a nadal nie byłby znudzony. Nie mógł powstrzymać się od krótkiego parsknięcia śmiechem, gdy usłyszał tę wizję — i to nie dlatego, że wydawała mu się być ona żenująca czy coś w tym rodzaju. Wydawała się być niewyobrażalnie niemożliwa i nigdy nie przypisywał sobie tak pięknego scenariusza, jak posiadanie przez większość życia tej jednej, ukochanej osoby, aby finalnie umrzeć z tęsknoty za nią. — Nigdy nie przewidywałem dla siebie tak romantycznego scenariusza, wiesz? — odpowiedział cicho w jej ramię. — Chyba wolałbym, żebyś umarła pierwsza albo w ogóle żebyśmy byli nieśmiertelni i już od pewnego wieku po prostu zwiedzali świat — rzucił z uśmiechem, bo skoro wspominała o europejskim miasteczku, to znaczyło, że chciała jechać gdzieś dalej. A on pojechałby za nią nawet i na drugi koniec świata, w najbardziej niebezpieczną puszczę, byle być z nią, dopilnować jej bezpieczeństwa i… widzieć te wszystkie piękne widoki razem z Vitą. Całować ją podczas każdej ulewy, przytulać przy najpiękniejszych zachodach słońca i obiecać, że będzie z nią już na zawsze w każdym nowym miejscu, które będą mieli możliwość zwiedzić.
Be my girl, I'll be your man
I see my future in your eyes
Spojrzał na to przewrócenie oczami i głośne westchnięcie. Już myślałam, że jestem twoja. Pokiwał głową z niedowierzaniem, uśmiechając się rozczulony, bo taka właśnie była jego Vita. Czy mógłby spodziewać się innej odpowiedzi? — Jesteś moja — przytaknął. — Ale nigdy nie zapytałem, czy będziesz moją dziewczyną. I to nie taką do końca dnia, bo szczerze to średnio mnie interesuje taka propozycja. Okres trwania do byłoby jakieś nie wiem… plus minus pewnie sześćdziesiąt lat, chociaż to i tak może być optymistyczna wersja — rzucił z rozbawieniem, przysuwając się do jej ust, ale nie pocałował ich. — Ale zaokrąglijmy to do na zawsze, żebyś jako osiemdziesięciosiedmiolatka nagle nie stwierdziła, że chcesz ze mną rozwodu. A poza tym, nie pozbędziesz się mnie nawet jak umrzemy, wiesz? — Ciężar z serca powoli spadał i był w stanie nawet nieco zażartować; jednak było w tym nieco prawdy. Nie chciał się z nią rozstawać — już nigdy nie chciał jej zostawiać na pastwę losu czy rozłączać się, nawet po śmierci, kiedy może przyjmą swoją postać z tej chwili i będą psocić jako duszki kacperki.
Chcę być twoją dziewczyną.
Zdanie, przez które odetchnął z ulgą, po czym złączył ich usta w pocałunku, celebrując tę chwilę, w której była jego. No może nie tylko i wyłącznie jego, bo według prawa, takie przywileje, aby nazywać ją w ten sposób, nabędzie dopiero za kilka godzin, jak uporają się z rozprawą. — Dobrze. Będziemy stawiać czoła ze swoimi wzajemnymi obawami. Tylko ty też musisz mi o tym mówić i nie dusić swoich lęków w sobie — przypomniał jej, bo wspominała o tym. Wspominała, jak z wieloma lękami się mierzyła, a on — jako jej pełnoprawny chłopak — chciał mieć możliwość, aby na każdym kroku wspierać ją i pokazywać, jaka jest wartościowa i cudowna. Zasługiwała na wszystko co najlepsze, a on… nie wiedział, czy jej to da, ale przynajmniej postara się, aby ściągnąć dla niej każdą gwiazdkę z nieba.
Nie miał zamiaru popełnić największego w życiu błędu i kiedykolwiek przestać wierzyć, że kobieta, którą właśnie tulił w swoich ramionach do snu i która właśnie życzyła mu dobranoc, nie była tą jedyną. Nie, jeśli po całym emocjonalnym wieczorze czuł spokój i pewność, że to właśnie z nią będzie w stanie przeciwstawić się każdej kłodzie, która zostanie rzucona pod ich nogi.
Przebudził się w nocy i spojrzał kątem oka na leżącą obok dziewczynę. Uśmiechnął się półsennie, kiedy do jego zaspanego mózgu dotarło, że była jego dziewczyną. Podniósł się z łóżka, żeby iść do toalety — trzeba było pić wczoraj tyle wody? W połowie drogi wrócił się po telefon, sprawdzając, czy Eleanor nie wpakowała się w żadne kłopoty podczas jego nieobecności i ustawił budzik, o którym obydwoje wczoraj zapomnieli w natłoku emocji, które nagle w nich uderzyły. Odłożył telefon na komodę, poszedł się wysikać, w łazience nie słysząc, że jego dziewczyna się przebudziła. Dopiero gdy wyszedł z pomieszczenia i w ciemności dostrzegł jej zgrabną sylwetkę zwiniętą w kulkę i obejmującą własne nogi. — Vita? — zapytał cicho, ale nie zareagowała, a jedynie usłyszał zduszony szloch. W trybie natychmiastowym podszedł do łóżka, rozbudzając się gwałtownie, gdy zobaczył przyspieszony oddech i jawną panikę. Nie mógł pomylić tego z niczym innym, spotykał się już z atakami paniki u swojej siostry, więc dobrze wiedział, jak to wyglądało.
Aiden poczuł przejmujący strach, który zawładnął jego sercem. Usiadł na łóżku przed nią, delikatnie ujmując jej buzię w swoje dłonie, aby złapała z nim kontakt wzrokowy. — Hej, jestem przy tobie — powiedział cicho, zaraz równie delikatnie siadając obok i przysuwając ją do siebie. Z każdym swoim dotykiem i gestem był absolutnie uważny, żeby czasami nie wystraszyć jej bardziej albo dać jej możliwość odsunięcia się. W końcu nie wiedział, co sprawiło, że wpadła w atak, zwłaszcza teraz, gdzie dwie minuty wcześniej był przekonany, że była w naprawdę głębokim śnie. — Viciunia, jesteś bezpieczna. To zaraz minie — mówił, nie gładząc jej, tylko trzymając w ramionach, aby nie wywoływać dodatkowych bodźców. — Oddychaj ze mną powoli, dobrze? Wdech — powiedział, biorąc sam wdech i nieco ją odsuwając, żeby upewnić się, że brała z niego przykład. — I wydech — odpowiedział po czterech sekundach, wydychając dłużej powietrze z płuc i powtarzając jeszcze kilka razy ten schemat, do momentu, w którym dziewczyna zaczęła brać z niego przykład i już samodzielnie mogła zaczerpnąć głębiej powietrza. — Jest wszystko w porządku, jesteśmy w hotelu, nic nam nie grozi. Jestem tu przy tobie — mówił jej cichutko, dopiero po chwili decydując się, aby delikatnie pogłaskać ją po plecach i ukołysać lekko w swoich ramionach. Póki co, jego jedyną myślą było to, że musiało jej się coś przyśnić — po emocjonalnym dniu, również przed kolejnymi, wielkimi emocjami. Miała dużo stresu i poczuł ścisk w sercu na myśl, że być może już jej się to zdarzyło wcześniej, a on nie mógł jej pomóc. Będzie musiał z nią porozmawiać, chociaż póki co skupił się na tym, aby w tej chwili doprowadzić ją do porządku i okazać jej maksymalne wsparcie w tej trudnej chwili. Nie spodziewał się w końcu, że to on był czynnikiem, który wywołał w niej tę silną reakcję; że to chwila jego nieobecności przyprawiła ją o tak silne poczucie samotności i niepewności.
I have faith in what I see, now I know I have met
An angel in person