Strona 3 z 3

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: pt lip 24, 2026 5:32 pm
autor: River Cross
Trudno było zgadnąć, czy Azjatka uwierzyła w słowa Ruelle. Spojrzała na nią, ale jej mina wyrażała dokładnie tyle samo, co pół minuty temu, czyli względnie... nic. A przynajmniej dla kogoś, kto poznał ją kilka minut temu. Uczenie się o emocjach tych, którzy okazują je w bardzo ograniczony sposób zabierało chwilę czasu. Cross miała w tym ze dwadzieścia lat doświadczenia, a i tak nijak nie przekładało się to na relację z Prescott, która również nie należała do otwartych ksiąg. Najwyraźniej metody dobrze działające na jedną osobę, mogły nawet nie otrzeć się o działanie w przypadku kogoś innego. Matka skinęła tylko głową na znak, że przyjęła tłumaczenie do wiadomości. Sama River nie miała ochoty przedstawiać matce dalszych planów na ten wieczór, byle tylko ją uspokoić. Przede wszystkim powinno ją to gówno obchodzić. Niby nie należała do wścibskich, ale i tak udało jej się przekroczyć granicę córki, nawet o jej drugiej dziewczynie nie mówiąc. Zdolna bestia.
Improwizowanie w towarzystwie matek było strasznie skomplikowane. Przy Casparze poszło nieco łatwiej, a rozmowa z Maeve kompletnie wymknęła jej się spod kontroli. Bilans był więc chyba na niekorzyść River? Trochę to przykre! Ona też nie była mistrzynią relacji międzyludzkich, choć jej problemy objawiały się inaczej niż te tanatopraktorki. Może gdyby były niezręczne w taki sam sposób, to byłoby im prościej? Nie, na pewno nie. Dwie Ruelle pewnie nie zamieniłyby ze sobą nawet słowa i tyle byłoby z relacji, a dwie River skończyłyby w więzieniu albo grobie.
Tanatopraktorka nie ciągnęła na siłę rozmowy ze swoimi teściowymi z matkami River. One również uznały, że najwyższa pora się zmywać i nie będą uciekać się do żadnych podstępnych sztuczek, by jednak dostać jeszcze kilka minut na podglądanie córki w jej naturalnym środowisku. Bogom niech będą dzięki za Georgię, bo ta druga wariatka na pewno by sama na to nie wpadła i sterczałyby w takiej niezręczności jeszcze bardzo długo. Cross usiadła na ławce i wyciągnęła ramię na oparcie, licząc, że wygodna pozycja nieco rozluźni jej mięśnie. Pozornie może wyglądała na spokojną, ale paznokcie stukające miarowo o deskę jasno dawały do zrozumienia, że koło spokoju to ona nawet nie stała. Oblizała nerwowo wargi bardzo niezadowolona z faktu, że jak raz postanowiła nie brać ze sobą papierosów, żeby było kulturalniej. Teraz bardzo by się przydały do ukojenia irytacji. Przez moment obserwowała losowych ludzi przechodzących po chodniku, ale robiła to tylko po to, by mieć na czym zawiesić wzrok. Na swoją modelkę spojrzała dopiero wtedy, gdy się odezwała. Milczała przez moment, przez cały czas się jej przyglądając. W myślach przeleciała przez wszystkie zdania, które miała ochotę wypowiedzieć, ale zdawała sobie sprawę, że nie powinna i odezwała się dopiero, gdy skończyła.
— Zdaję sobie sprawę — zgodziła się, bo akurat w tej jednej kwestii w ogóle nie czuła potrzeby wykłócania się. Te dwie były naprawdę nie z tej planety. Nie była pewna, czy istnieje jakiekolwiek pytanie, które mogłaby teraz zadać i którego Ruelle nie odebrałaby jako atak. Żadne nie przychodziło jej do głowy.
— Chodźmy dalej — zakomenderowała, podnosząc się z miejsca. Tyle dobrego, że następny cel ich podróży znajdował się w kompletnie innym kierunku niż ten obrany przez jej matki. Wsunęła ręce do kieszeni, uznając, że na ten moment tak będzie najmniej niezręcznie. Dobrze się złożyło, bo przynajmniej nie zrobi się przypadkiem romantycznie. Słońce zachodziło, niebo przybrało ciepłej, pomarańczowej barwy i wokół zrobiło się naprawdę urokliwo, mimo faktu w jak nieciekawej dzielnicy się znajdowały. Milczała przed dłuższą chwilę, po prostu prąc przed siebie.
— Nie martw się, ojca nie widziałam od ponad dwudziestu lat. Szansa na to, że na niego trafimy... — Zatrzymała się gwałtownie w półsłowa i spojrzała absolutnie zszokowana na jakiegoś mężczyznę, który stał na przystanku kilka metrów dalej. Koreańczyk patrzył na zegarek i rozglądał się nerwowo, pewnie nie mogąc doczekać się spóźnionego transportu. Artystka sprawiała wrażenie nieco przerażonej.
— Nie no, żartuję — dodała i ruszyła dalej przed siebie, wywracając oczami. To zdecydowanie nie był jej ojciec – na szczęście. Uznała, że może to nieco rozładuje atmosferę i unikną dzięki temu jakiejkolwiek rozmowy na temat minionego spotkania. W ogóle nie poczuła się po tym luźniej, ale liczyła, że z Ruelle się udało i ona zadba o radosną atmosferę dalszej części wieczoru. No na bank, kurwa.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: pt lip 24, 2026 7:03 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Wyglądało na to, że Minju była kimś z kim Prescott mogłaby rywalizować o tytuł Królowej Poker Face'a, gdyby tylko nie to, że w tej chwili była zbytnio zestresowana, a dodatkowo jeszcze starała się usilnie wyjść na dobrze wychowaną i uprzejmą dziewczynę. Czegoś takiego pewnie jeszcze nigdy River nie widziała w jej wykonaniu, ale była zbyt pochłonięta dyskusją z Azjatką na temat swojej twórczości i tego na co poświęca czas, że jednak nie potrafiła odpowiednio docenić tego faktu.
Trudno było im nawigować w tej rozmowie, bo zdecydowanie żadna z nich nie czuła się zbyt pewnie w tym niespodziewanym spotkaniu. Całe szczęście, że przynajmniej Ruelle nie będzie tą, która mogłaby być ewentualnie dręczona pytaniami o całą tę relację oraz propozycjami wspólnego obiadu w dogodnym dla nich terminie. Przynajmniej po tym spotkaniu dla niej kontakt z matkami Cross mógłby się urwać i nie byłoby w tym nic dziwnego. Ich córka z kolei pewnie za jakiś czas będzie musiała im opowiedzieć o tej randce. Georgia nie wydawała się taką, która łatwo by odpuściła.
Całe szczęście w kwestii wspólnej kolacji podział głosów wyglądał 3:1, więc całe szczęście nie groziła im jeszcze przynajmniej godzina obcowania z dwiema kobietami, które mogły okazywać im zdecydowanie zbyt dużo zainteresowania niż tego sobie obie życzyły.
Musiały poświęcić chwilę, aby się z tego otrząsnąć. Zupełnie jakby były urządzeniem przywracanym do ustawień fabrycznych. Tylko, że nie dało się tak zwyczajnie zapomnieć o tym, co się wydarzyło i wyzbyć uczuć, które pozostały po tej krótkiej i niewygodnej rozmowie.
Przytaknęła, bo kto miałby sobie lepiej zdawać sprawę z tego jaki duet stanowiły te dwie kobiety niż ich córka? W dodatku to ona musiała je znosić przez tak wiele lat swojego życia i zdawała sobie na pewno sprawę z tego w jaki sposób najlepiej było z nimi postępować.
Przytaknęła na jej słowa i postanowiła, że najlepszym, co mogły zrobić było zwyczajnie ruszenie dalej i kontynuowanie tej randki. Sama nie wiedziała czy brak kontaktu fizycznego między nią a River pomagał czy może bardziej budził dalszą niezręczność. Jeszcze niedawno nie miała większych obiekcji przed trzymaniem się za ręce, gdy Cross ją ciągnęła w kolejne miejsca, ale teraz zrobiło się... dziwnie, a fakt, że unikały takich gestów jedynie to wydawał się podkreślać.
- Weź się... - mruknęła i uderzyła ją w ramię, gdy tylko River zdobyła się na ten świetny żart. - To dokąd teraz chcesz mnie zabrać?
O wiele lepiej było skupić się teraz na tym, co właściwie miała dla nich zaplanowane Cross niż na jej rodzicach i niespodziewanych spotkaniach.

River Cross

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: pt lip 24, 2026 8:16 pm
autor: River Cross
Dyskusja z matkami na temat Ruelle – która na pewno ją czekała – sprawiała, że znowu robiło jej się niedobrze. To na pewno nie będzie dla niej przyjemna rozmowa. Nie miała ochoty przekonywać Minju, że wie, co robi i nie miała ochoty opowiadać rozanielonej Georgii o swoich emocjach względem Prescott. Aż trudno było jej zdecydować, która z tych opcji brzmiała gorzej. Wspólna kolacja nawet po przygotowaniu psychicznym też nie brzmiała za dobrze. To spotkanie poszło wyjątkowo niezręcznie, a jej modelka sprawiała wrażenie bardzo z niego niezadowolonej. Nie chciała robić jej tego ponownie. Czemu miałaby ją od siebie celowo odstraszać? I tak już bywało im bardzo trudno, a rzucanie sobie dodatkowych kłód pod nogi byłoby jakimś absurdem.
Może jak odejdą kawałek od miejsca tego spotkania, to zrobi się lepiej? Samo się to wymaże z pamięci i jakoś to będzie? Pewnie nie. Cross miała zbyt dużą tendencję do roztrząsania wszystkiego, co ich dotyczy, więc teraz pewnie nie będzie inaczej. Ale musiała się ruszyć, bo inaczej ją popierdoli. Miała ochotę wyciągnąć rękę w stronę swojej modelki i jednak ją objąć albo chociaż spleść ich palce, ale coraz więcej myśli podpowiadało jej, że to teraz najgłupszy pomysł świata, za który zostanie znowu zbesztana, a naprawdę miała tego na dzisiaj dosyć. Odetchnęła nieco z ulgą, gdy okazało się, że Rue też bardzo nie chce ciągnąć tego tematu. Mogły ruszyć dalej, ignorując, że coś takiego się wydarzyło. Nie rzucała w jej stronę żadnych pretensji po tym, jak River się zachowała, a to już coś. Nie zdawała też żadnych pytań, ani o jej relację z matkami, ani nawet o obraz, który bez wątpienia miały okazję oglądać. To chyba dobrze? Przynajmniej dzięki temu unikną potencjalnej kłótni. A może jednak wolałby, żeby Ruelle się zainteresowała i zaczęła jej wiercić dziurę w brzuchu? To przynajmniej świadczyłoby o tym, że spotkanie wywołało w niej coś więcej niż poczucie niezręczności i konsternację. Cholera, nie znosiła tych dylematów, które jej się przy niej odpalały.
— Możemy zrobimy jakąś jedną tandetną i romantyczną rzecz? Tylko jedną! — Zaproponowała i uśmiechnęła się ciepło, co miało pewnie być jednym z argumentów do przekonania Prescott. Przeszła przez ulicę i skierowała się przez parking niewielkiego, starego centrum handlowego, idąc w stronę jego wejścia.
— Proponuję fotobudkę. Ale jak bardzo nie chcesz, to mogą być też kłódki na moście, wydrapanie inicjałów na drzewie albo powolny taniec nad brzegiem Ontario z dala od muzyki. — Wymieniała kolejne niesamowite atrakcje, starając się, by każda następna brzmiała jeszcze gorzej niż poprzednia. Zatrzymała się wreszcie przed wejściem do centrum i stanęła na przeciwko tanatopraktorki. W centrum na pewno znajdą wszystkie potrzebne rzeczy do każdej decyzji, którą podejmie. Cross uśmiechnęła się ponownie, tym razem już w dużo bliższym własnemu sercu, cwaniackim stylu.
— Więc? — szepnęła, nachylając się do swojej randki jak do pocałunku, by ostatecznie zatrzymać się na kilka centymetrów przed jej ustami. Formalnie rzecz biorąc nadal się nie dotykały, więc trudno powiedzieć, czy przeszła jej potrzeba zachowywania dystansu.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: pt lip 24, 2026 11:32 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Z pewnością nie znała matek Ruelle na tyle, aby móc przewidzieć jak mocno mogłyby ją naciskać w kwestii kolacji w czwórkę. Mogła się domyślać, że byłoby to nieprzyjemne i uporczywe, ale nie przypuszczała, aby zaszła potrzeba skorzystania z zaproszenia wystosowanego przez Georgię. Może i ona nie mówiła tego wszystkiego wyłącznie z powodów kurtuazyjnych, ale Ruelle już tak. Nie sądziła, aby istniał powód, dla którego miałaby się zjawiać w domu matek rysowniczki... lub na mieście w wybranym lokalu, bo przecież pamiętała o tym, że obie kiepsko gotowały, więc same nie przygotowałyby dla nich posiłku.
Zapomnieć pewnie nie mogła żadna z nich, ale na pewno mogły obie spróbować zignorować to spotkanie i zachowywać się tak jak wcześniej. Tylko, że wyraźnie zostały już wybite z rytmu. Nie mogły łatwo odzyskać dawnej lekkości, ale chyba z czasem przychodziło im to już coraz lepiej.
Starała się niczego nie mówić. Nie dopytywała ani nie komentowała, bo czuła, że to skończyłoby się jedynie kolejną kłótnią. Tak to już było, gdy tylko zaczynały rozmawiać o czymś istotnym. Nie mogły się tak po prostu rozmówić, a zamiast tego łatwiej było dostrzec w każdej wypowiadanej uwadze coś, co przypominało osobisty atak. Zależało jej jednak na tym, aby ten dzień był miły, więc mogła przynajmniej na chwilę wstrzymać się od niepotrzebnych tekstów.
- Naprawdę? - jęknęła zbolałym głosem, ale ten jeden uśmiech, który posłała jej River wydawał się być na tyle ciepły, że mógł stopić jej wszelki opór. - Jesteś tak ogromną romantyczką, że nie potrafisz sobie odmówić?
Podążała za nią wiernie w stronę centrum handlowego, gdzie na pewno mogłyby zrealizować jedną z tych niepoważnych i zdecydowanie tandetnych fantazji rysowniczki. Dotychczas Ruelle sądziła, że takowe będzie spełniać jedynie w łóżku, ale jak widać życie bywało przewrotne.
Patrzyła prosto w oczy swojej randki, która pochylała się nad nią, prosząc o jeden romantyczny gest, a Prescott nawet jeśli nie była tym zachwycona to mimo wszystko postanowiła jej ulec. Artystka naprawdę wyprawiała z nią niestworzone rzeczy.
- Może być ta budka - odpowiedziała, unosząc na moment twarz ku River, ale zamiast skrócić dystans między nimi i ją pocałować to jedynie wyminęła ją. - Vamos.
Na potwierdzenie swoje komendy, sięgnęła jeszcze na ślepo do dłoni swojej dziewczyny i pociągnęła ją w kierunku, gdzie znajdowała się stara fotobudka. Tanatopraktorka nie sądziła, że takie jeszcze istniały gdzieś w miejskim habitacie, ale najwyraźniej niektórzy mieli do nich słabość. Całe szczęście nikt nie zamierzał poza nimi jej okupować.
Wciągnęła River za sobą do środka tej ciasnej klitki, która odgrodziła ją od reszty centrum ciężką zasłoną. W środku otoczył je od razu ciężki, nieprzyjemny zapach, ale Rue nie zwracała na niego kompletnie uwagi. Zamiast tego przycisnęła Cross do ściany budki, która zadudniła głośno, a konstrukcja nieco się zatrzęsła, po czym wpiła się zachłannie w jej usta.
Stęskniła się za nimi. Uwielbiała ten moment, gdy przylegały do siebie ciasno, a ich wargi dopasowywały się do siebie w leniwych lecz namiętnych pocałunkach. Potrzebowała teraz tego kontaktu. Zwłaszcza, ze miały za sobą niespodziewaną konfrontację z rodzicami River, a to był najlepszy sposób na radzenie sobie z niepotrzebnym napięciem jaki posiadały. Co prawda nie wywołały go one dwie, ale wciąż musiała je jakoś rozładować.

River Cross

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: sob lip 25, 2026 2:46 pm
autor: River Cross
Na całe szczęście obie potrafiły chować w sobie urazę dość długo i na pewno znajdą jeszcze dziesiątki okazji, by wytknąć sobie wszystko, co w ich ocenie ta druga zrobiła nie tak w trakcie spotkania z matkami River. A zdecydowanie żadna z nich nie zachowała się idealnie, choć chyba obu wydawało się, że robią wszystko, byle nie zrobić tej drugiej przykrości. To też dość niesamowita zdolność, że przy takich staraniach, narobiły dokładnie na odwrót.
— Tylko przy tobie. Zawsze wprowadzasz mnie w takie błogie rozanielenie — zażartowała z niej, uśmiechając się jeszcze szerzej, kiedy dostrzegła, że wola jej towarzyszki powoli kruszeje. Kto by pomyślał, że poza łóżkiem będzie jeszcze bardziej uległa niż w nim? Nadal wymagało to sporo pracy ze strony River, ale jak się szybko okazało – to było do zrobienia. A dla niej przecież była w stanie się bardzo postarać.
Wybór budki był idealny. W Ruelle naprawdę odezwały się jakieś niespotykane do tej pory uczucia, skoro nie dość, że się zgodziła, to jeszcze wybrała to, na czym River ewidentnie najbardziej zależało, a nie zrobiła jej na złość, wybierając chociażby to wydrapywanie inicjałów. Artystka czuła narastającą ekscytację na zbliżający się pocałunek, a gdy tanatopraktorka jej go odmówiła, wydała z siebie pomruk pełen niezadowolenia. Obróciła głowę, podążając za nią wzrokiem, zanim się wyprostowała i dała pociągnąć w stronę fotobudki. Nie potrafiła się na nią złościć, gdy pogrywała z nią akurat w taki sposób. Zazwyczaj bardzo dobrze wyczuwała granicę, po której może balansować, by rozbudzić wszystkie zmysły swojej rysowniczki, a przy okazji nie doprowadzić jej do ciężkiej kurwicy.
Weszła za nią do budki i od razu chciała spojrzeć na znajdujący się tam ekran, żeby upewnić się, że urządzenie w ogóle działa, ale nie było jej dane. Jęknęła wprost w rozchylone wargi swojej muzy, zaskoczona tą nagłą dawką rozkoszy. To było zdecydowanie lepsze niż dystansowanie się od siebie. Osunęła się na siedzisko i wciągnęła Ruelle na kolana, nie przerywając pocałunków. Zacisnęła palce na jej tali, przyciągając ją jeszcze bliżej do własnego ciała. Wdzierający się między wargi język tanatopraktorka dokonywał absolutnego spustoszenia we wnętrzu artystki, zamykając istnienie świata do klaustrofobicznej przestrzeni, w której się znajdowały. Zagotowało się w niej błyskawicznie. Potrafiła wywołać w niej potężną burzę najprostszym gestem. Działała skuteczniej niż przyspieszenie w Maździe. Cross kompletnie zapomniała, po co w ogóle tu weszły. Jedna z jej dłoni przesunęła się po udzie dziewczyny z brutalną zachłannością i protestem, że znowu zdecydowała się na spodnie.
— Ja pierdolę, jak ty to robisz? — wychrypiała tonem całkowicie przejętym przez palące pożądanie. Zsunęła pocałunki na jej żuchwę, aż wreszcie zassała skórę na jej szyi, najwyraźniej kompletnie zapominając o postanowieniu nieoznaczania jej. Mogła się teraz tylko przeklinać za tę kretyńską zasadę, którą wymyśliła odnośnie do braku seksu.
— Rozbudzasz we mnie każdą emocję, jaka istnieje. Wszystkie, kurwa, jednocześnie. — Przygryzła płatek jej ucha i przycisnęła dłoń do jej lędźwi, chcąc jeszcze mocniej naprzeć biodrami na swoje i poczuć jej ciepłą skórę, co było oczywiście możliwe przez te wyjątkowo nieudane stroje. Warknęła z frustracji i wtuliła twarz w szyję dziewczyny, licząc, że pozwoli jej się to uspokoić. Każdy kolejny pocałunek co najwyżej przybliżałby ją do kompletnego szaleństwa.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: sob lip 25, 2026 4:16 pm
autor: Ruelle I. Prescott
To całe spotkanie z matkami River pewnie posłuży im do kolejnej kłótni, gdy już do niej dojdzie, a w ich przypadku była to jedynie kwestia czasu. Zawsze bowiem mogło się znaleźć coś, co wyzwoli w nich chęć wyrzucenia sobie tych najbardziej uporczywych myśli oraz frustracji. Na razie jednak warto było udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku. Mogły zwyczajnie udawać, że nic się nie stało, a żadna z nich nie wykonała ruchu, który byłby w jakikolwiek sposób niemiły tej drugiej. To nie było coś, czym powinny się teraz przejmować.
- A pomyślałabym, że działam na ciebie nie tylko w ten sposób - odpowiedziała, chcąc się jeszcze nieco podrażnić ze swoją rysowniczką.
Przynajmniej żarty się ich trzymały, a Prescott może zwyczajnie chciała tym zgadzaniem się na wszystko w jakiś sposób odpokutować za te wszystkie razy, gdy zachowywała się wobec niej niczym skończona suka... Lub też nie uznawała fotobudki za coś szczególnie romantycznego i ze względu na to nie miała większych obiekcji... Ewentualnie postanowiła w to iść z jakiegoś kompletnie innego powodu.
Czuła prawdziwą satysfakcję, gdy tylko udało jej się wyrwać ten pomruk niezadowolenia z River, gdy tylko odmówiła jej pocałunku choć znajdowała się tak blisko. Właśnie na tym jej zależało. Zresztą zaraz będą miały możliwość do tego, aby nadrobić te zaległości.
Potrzebowała tego pocałunku, a cichy jęk, który wydała z siebie River sprawił, że zapragnęła jeszcze więcej. Była bardziej niż łasa na podobne reakcje ze strony Cross. Zwykle rysowniczka starała się usilnie nad sobą panować, więc jak najbardziej schlebiał jej każdy sygnał rozkoszy ulatujący z jej ciała.
Dała się bez problemu wciągnąć na kolana artystki, gdy tylko ta przysiadła na siedzisku. Czuła jej ciepły język na własnym, gdy dziewczyna odpowiadała na każdy pocałunek tak jakby jutro nie miało nigdy nadejść. Smukłe palce zacisnęły się na jej talii, a Prescott poczuła się jakby w przeciągu sekundy rozpędziły się od zera do setki i nie zamierzały zwalniać.
Kręciło jej się w głowie. W budce było cholernie duszno, a namiętne pocałunki nie pozwalały jej na to, aby nabrała swobodnie powietrza. Dotyk wydawał się ją parzyć przez ubranie, które nagle wydawało się nieprzyjemnie przylegać do skóry. Tylko River potrafiła ją tak skutecznie rozpalić w ciągu jednej chwili.
- Antyczna brujería - odpowiedziała zdyszana, bo jeśli naprawdę River chciała ją oskarżać o bycie wiedźmą to mogła równie dobrze obwinić czary za to jak cholernie dobrze się razem czuły.
Zdyszana odchyliła głowę, dając jej więcej przestrzeni do składania kolejnych pocałunków na wyjątkowo czystej szyi, która już po chwili mogła powoli zacząć zabarwiać się od poczynań rysowniczki. Ruelle objęła ją wokół ramion i jęknęła cicho, napierając na nią jeszcze mocniej biodrami, gdy dłoń rysowniczki przesunęła się z jej uda na lędźwie.
- River... - zaczęła, ale trudno było jej pozbierać myśli, gdy dziewczyna atakowała wszystkie jej zmysły w tak zmasowany sposób. - Dzisiaj miałyśmy bez seksu...
Jakimś cudem udało jej się wyartykułować to przypomnienie, ale na pewno nie było to łatwe. Nie w momencie, gdy dalej siedziała na jej kolanach i zrobiłaby niemal wszystko, aby wtopić się w jej ciało. Chciała poczuć ją bliżej. Poczuć ją w sobie, ale dalej miały tę cholerną randkę do dokończenia.
Naprawdę nie powinny wcześniej stawiać sobie takich warunków, bo przecież były one niemożliwe do spełnienia. Może jednak mogłyby sobie pozwolić na krótką wizytę w mieszkaniu Cross, gdy już skończą ze wszystkim? O ile dalej będą miały ochotę po tym chwilowym celibacie.

River Cross

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: sob lip 25, 2026 5:45 pm
autor: River Cross
Odnosiła wrażenie, że powinny zaczynać spotkania całkowicie na odwrót. Pierwszą godzinę zawsze powinny poświęcać na dopieszczenia własnych ciał, a potem ewentualnie zajmować się rozmową lub czymkolwiek innym, co wpadnie im do głowy. Może dzięki temu potrafiłyby trzymać ręce przy sobie? Im dłużej Cross pozostawała nienasycona, tym bardziej robiła się sfrustrowana i tym szybciej pękały jej wszelkie hamulce, które panowały nad jej odruchami. A dzisiaj znowu była bardzo grzeczna. Jak na siebie. Tylko czy miałyby w sobie na tyle samozaparcia, by przerwać obdarowywanie się rozkoszą w takim momencie, by mieć jeszcze energię na cokolwiek innego? Niby jak miały się od siebie oderwać, jak już zaczną? Nie, ten plan miał jednak sporo dziur.
Koniecznie chciała ją mieć. Natychmiast. Budka faktycznie nie należała do najbardziej romantycznych miejsc, ale jakie to w ogóle miało znaczenie? Liczyła się wyłącznie dziewczyna siedząca na jej kolanach. Potrafiła z nią przecież zrobić coś takiego, że River nie dostrzegała ani milimetra świata poza nią, więc czemu miałaby się przejmować, że znajdowały się w obskurnej fotobudce na środku miasta? Czy to aż tak skrajnie różniło się od szkolnego boiska? Chyba nie.
— A tak się zarzekałaś, że nie stosujesz na mnie żadnych uroków — prychnęła z rozbawieniem, bo faktycznie tak było. Nie pamiętam szczegółów i nie mogę tego znaleźć, ale na bank było coś takiego. River na szczęście ma lepszą pamięć niż jej stwórczyni, więc mówiąc to brzmiała na pewną swojej racji. Czyli w sumie jak zwykle? Dobra, nieważne.
Obie miały wytrzymałość i samozapracie na podobnym poziomie, choć pewnie w życiu nie zgodziłyby się z tym stwierdzeniem, a kłótnia o to, która jest lepsza, zajęłaby im długie godziny. W tle myśli jednej i drugiej kołatała się ta nieszczęsna zasada, którą przyjęły na ten wieczór, ale u żadnej nie wysuwała się na przód z wystarczającą intensywnością, by je od siebie odsunąć.
— Kto wpadł na ten kretyński pomysł? — mruknęła niezadowolona, jeszcze przez moment nie odrywając się od jej skóry. Cross dawno nie miała aż tak złego pomysłu. Jak raz naprawdę mogła winić tylko siebie. Zdawała sobie sprawę, że musi wytrzymać, jeśli chce się wreszcie czegoś dowiedzieć, a naprawdę bardzo chciała. Uczucia powinny być choć raz ważniejsze niż libido. Odsunęła się od niej i z głośnym westchnieniem oparła się plecami o ścianę za sobą. Wpatrywała się w dziewczynę, siedzącą na jej kolanach, starając się znaleźć w głowie chociaż jedną myśl, która nie byłaby na temat jej ciała albo jej jako takiej. Nic z tego.
— Po prostu zróbmy sobie to zdjęcie — zaproponowała. Nie chciała jednak odsuwać jej od siebie za daleko. Ledwo pozwoliła jej wstać i od razu posadziła z powrotem, tym razem bokiem, dzięki czemu mogła wyciągnąć się w stronę pękniętego ekranu. Nie wyglądał za dobrze, ale działał. Przeklikała się przez kilka opcji, wybierając w końcu ramkę w kolorowe gwiazdki, bo była zdecydowanie najbardziej krindżowa. Spojrzała na siebie krytycznie, gdy pojawiły się na ekranie. Obie zbyt mocno zaangażowały się w te pocałunki i mimo że jeszcze niewiele zrobiły, to wprawne oko i tak uznałoby ich fryzury za typowy przykład sex hair. Dobrze, że przynajmniej maszyna dawała im czas na przygotowanie, dzięki czemu mogły się ogarnąć, zanim klikną gotowość. Cross nadusiła wreszcie przycisk, a ekran zaczął odliczać do pierwszego zdjęcia, do którego Cross po prostu spojrzała w stronę obiektywu. Obie sprawiały wrażenie na tyle fotogenicznych, że nie będą musiały się nawet starać. Rozległo się głośne pstryknięcie, a maszyna zaczęła odliczać znowu. River obróciła głowę w stronę swojej randki i... zapomniała zaproponować nowej pozycji. Zapatrzyła się na nią, wciąż otumaniona emocjami, a do świadomości przywołało ją kolejne pstryknięcie.
— Miało być romantycznie — przypomniała i złapała ją za kark, by przyciągnąć do kolejnego pocałunku. Początkowo delikatna pieszczota z każdą chwilą przybierała na intensywności, a artystka nawet nie wiedziała, w którym momencie zrobiło się ostatnie zdjęcie, ani w której chwili jej dłoń zawędrowała między uda Ruelle i zacisnęła się na pachwinie.
— To nie ja — usprawiedliwiła się i odsunęła się szybko, uderzając plecami o ścianę za sobą. Uniosła dłonie tak, żeby Rue mogła je zobaczyć i uśmiechnęła się niewinnie. Powinna teraz zdjąć z siebie tanatopraktorkę i wyjść na zewnątrz, żeby obejrzeć fotki, ale nie mogła się zmusić, żeby się ruszyć i popsuć sobie iluzję zamknięcia się z nią w jakimś odosobnionym wymiarze.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: sob lip 25, 2026 8:37 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Może wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby jednak nie wpadły na matki River. Dotychczas bowiem wydawało się, że całkowicie odpowiada im dosyć ograniczona ilość kontaktu fizycznego. Tylko, że Minju i Georgia przyniosły ze sobą nerwowe napięcie, które owinęło się wokół dziewczyn niczym przedziwny kokon, a to był najlepszy sposób na poradzenie sobie z tym stanem rzeczy. Bliskość zdawała się zawsze pomagać im w zredukowaniu jakiegokolwiek stresu czy wyładowaniu frustracji. Nic dziwnego, że teraz również Ruelle po nią sięgała.
Wystarczyło tylko kilka pocałunków, aby niemal całkowicie wyzbyły się swoich ograniczeń i zatraciły się w sobie. Pojedynczy dotyk budził palącą potrzebę, sprawiając, że wszystko inne traciło na znaczeniu. A miejsce? To też nie było istotne tak długo jak nikt nie mógł im przeszkodzić. Choć akcja na boisku w czasie konwentu pokazała dobitnie, że nawet to nie było dla nich szczególnym zmartwieniem.
- Może blefowałam? Sprawdź mnie - mruknęła tuż przy jej ustach, chcąc raz jeszcze ich zakosztować w pełni.
Na pewno umyślnie nie rzucała żadnego zaklęcia, a już na pewno nie używała w tym celu ich krwi. W końcu po raz pierwszy Cross oskarżyła ją o czary, gdy tanatopraktorka zaproponowała, że może użyczyć jej swojej krwi do namalowania obrazu. Może i nigdy tego nie zrobiła, ale możliwe, że rzuciła jakiś inny urok. Świadomie lub nie.
Od samego początku wiedziały, że wypełnienie tego warunku randki będzie cholernie trudne, ale jak do tej pory szło im całkiem nieźle. Nie kusiło ich tak mocno, aby wykroczyć poza kilka pocałunków, ale obecnie wszystko robiło się wyłącznie trudniejsze. Pomyśleć tylko, że winą za to wszystko mogły obarczyć matki River. Gdyby nie one to lepiej trwałyby przy swoim postanowieniu.
- To był twój kretyński pomysł, tonta - przypomniała jej, bo to rysowniczka właśnie po niedawnej kłótni zaproponowała, aby ich pierwsza randka z prawdziwego zdarzenia nie kończyła się w łóżku.
Wpierw wprowadzała zasady, które miały udowodnić, że nie sprowadzały siebie wyłącznie do seksu, a teraz miała problem z tym, aby utrzymać ręce przy sobie i oderwać usta od skóry Ruelle, która miała ochotę zadomowić się na jej kolanach. Kobiety były naprawdę zmienne. Tyle dobrego, że faktycznie pamiętały o tym wszystkim i potrafiły się opanować zamiast ruszyć za instynktem niczym zwierzęta.
Pozwoliła sobie na moment ciszy. Wpatrywała się w swoją rysowniczkę, przesuwając leniwie palcami po jej karku. Czekała na to, aż jej serce zwolni i uspokoi się w jej piersi. Zdecydowanie za dużo się działo.
- Jasne. Foto - przytaknęła, a jej głos na ostatnim słowie ponownie przeszedł w bardziej hiszpański akcent.
Obie poświęciły chwilę na to, aby doprowadzić się do porządku. Musiała poprawić włosy po tym jak River pozostawiła je w nieładzie po tym jak bezwiednie wplotła w nie swoje palce oraz wytrzeć ślad po roztartej szmince pod dolną wargą. Była wytrzymała, ale nawet ona uległa namiętnym pocałunkom artystki. Dopiero po tych poprawkach mogła wygodniej rozsiąść się na kolanach dziewczyny i spojrzeć w kierunku ledwie widocznego obiektywu.
Pierwsze zdjęcie było całkiem zwyczajne. Po prostu siedziały blisko siebie, a wokół szalały jakieś dziwne wizualne efekty dobrane przez River w sposób mogący świadczyć o zamiłowaniu do kiczu.
Odwróciła głowę w kierunku artystki, gdy tylko poczuła na sobie jej spojrzenie. Nie miały zbyt wiele czasu nim maszyna rozpoczęła odliczanie zakończone kliknięciem aparatu. Kadr idealnie objął je dwie wpatrujące się sobie w oczy, gotowe do tego, aby pochylić się ku sobie i gotowe do wyeliminowania odległości dzielącej ich wargi.
Nie zdążyła nawet nic odpowiedzieć na jej słowa nim River złapała ją za kark i przyciągnęła do siebie. Ich usta się odnalazły, a Ruelle instynktownie rozchyliła wargi, pozwalając na artystce na pogłębienie pocałunku. Nie musiała na to czekać. Obie były wciąż mocno rozochocone. Drobny jęk opuścił jej gardło, gdy tylko dłoń River zacisnęła się na jej pachwinie znalazłszy się pomiędzy udami tanatopraktorki. Naparła na nią biodrami, pragnąc wyraźniejszego dotyku, ale wtedy River się od niej odsunęła po czym uniosła ręce w obronnym geście.
- Zatem kto? Duch? - odmruknęła, zsuwając dłonie z jej ramion i podniosła się powoli z kolan rysowniczki. - Przez ciebie będę musiała dokończyć randkę w mokrych majtkach.
Niech to da jej nieco do myślenia. Mogła przynajmniej torturować ją tym jednym obrazem. Dopiero wtedy mogła wyjść przed budkę i oprzeć się o ramię Cross, żeby spojrzeć na wykonane zdjęcia. Musiała przyznać, że pomimo kiczowatej ramki prezentowały się całkiem nieźle.
- Uroczo - skwitowała, podnosząc wzrok na swoją randkę. - Może zrobisz odbitkę dla swoich matek skoro Georgia tak uwielbia nasz widok?
Musiała. Nie mogła sobie odpuścić tej jednej uwagi, która może i była wypowiedziana lekko, ale miała potencjał do tego, aby wywołać między nimi kolejną wojnę.

River Cross

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: sob lip 25, 2026 9:06 pm
autor: River Cross
Fakt, że spotkanie z matkami Cross wywołało w nich aż takie emocje chyba nie świadczy za dobrze o stanie ich psychiki. Kto to widział, żeby się tak nakręcać po miłej rozmowie? Ale nikt też nie mówił, że ta dwójka jest normalna.
— Wykonaj na mnie każdy rytuał, jaki przyjdzie ci do głowy — zgodziła się bez wahania. Mogła położyć się na środku pentagramu choćby zaraz, choćby na parkingu centrum handlowego. W sklepach na pewno znajdą jakąś kredę i świece. Ufała, że kolejny urok, jaki Prescott będzie chciała na nią rzucić, będzie wart tego całego cierpienia, które przysparza przy okazji.
Wywróciła oczami, niezadowolona z tego bezczelnego calloutu. Pytanie mogło pozostać w sferze retorycznej, a wytykanie Cross jej błędów naprawdę nie było niezbędne do życia. A może Ruelle właśnie było? Poskręcałoby ją, gdyby choć raz sobie darowała, na bank! Ale oczywiście tym razem miała rację. To był pomysł River i musiała się z nim jakoś zmierzyć, a wcale nie było się z czego cieszyć. Jeżeli po wszystkim bogowie jej nie wynagrodzą faktycznym polepszeniem relacji z jej modelką, to prawdopodobnie strzeli ją jasny chuj.
Przynajmniej kooperowała posłusznie w trakcie krótkiej sesji fotograficznej. Nie próbowała unikać obiektywu, a tym bardziej ust swojej artystki. Zdjęcia powinny oddawać dokładnie to, jakie są naprawdę. Przecież bez przerwy nie potrafiły oderwać od siebie ani wzroku, ani ust. A te kolorowe gwiazdki? Nie potrafiły też traktować się zbyt poważnie i nie irytować się ciągle z pełną premedytacją. A poza tym Prescott robiła artystce w bani taki kosmos, że niech nie narzeka na ten dodatek, bo sobie na niego zapracowała. Każdy kolejny pocałunek utwierdzał River w przekonaniu, że dziewczyna siedząca na jej kolanach była nie z tej planety i że była gotowa polecieć za nią do innej galaktyki, jeżeli będzie taka potrzeba. Wystarczyłoby jedno spojrzenie spod ciężkich powiek albo krótki jęk, jaki zadrżał teraz przy jej ustach po nacisku na pachwinę, by wpakowała się do rakiety na ślepo i pomknęła w nieznane, byle tylko ją dogonić.
— Powiedziałbym, że możesz je zdjąć, ale... może jednak tego nie rób? Niech twoją pierwszą myślą po powrocie do domu będzie to, czego ci nie zrobiłam. — Podniosła się z miejsca i zanim jeszcze dziewczyna zdążyła uciec z budki, nachyliła się, by przejechał językiem po jej dolnej wardze. Sama po ich ostatnim spotkaniu nie była w stanie przecież powstrzymać się od zapewnienia sobie dodatkowej dawki rozkoszy, mimo że wcale nie były wtedy grzeczne. Nie mogła wręcz doczekać się relacji z nocy Ruelle, jeżeli tym razem zostawi ją taką wyposzczoną.
Zdjęcia wyszły naprawdę w porządku jak na fakt, że zostały zrobione w starej fotobudce. Skupiła się na drugim, na którym naprawdę wyglądały na kompletnie w siebie zapatrzone, jak ujęła to wcześniej Georgia. Przez głowę Prescott musiała przemknąć podobna myśl, ale ostatecznie wylądowała na całkiem innym gruncie. Cross kliknęła przycisk odpowiedzialny za ponowne drukowanie i opłaciła drugą kopię.
— Jasne, mogę dać to Georgii — burknęła wyraźnie niezadowolona z tej propozycji. Najwyraźniej podzielnie się odbitką z kobietą, która również była na tym zdjęciu, nie wchodziło w tym momencie w grę. Wsunęła obie odbitki zdjęć do kieszeni i przygryzła dolną wargę, by powstrzymać się od jakichkolwiek dodatkowych uwag. Jak tak dalej pójdzie, to będzie dzisiaj więcej przemyśleń zachowywać dla siebie niż się nimi dzielić, a to dla niej skrajnie nietypowe. Ruszyła dalej w wybranym przez siebie kierunku, znów zatapiając się w chwilowej ciszy.

Ruelle I. Prescott

Poison on the inside, I could be your antidote tonight

: sob lip 25, 2026 11:47 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Niby nie było to nic poważnego. Zapewne, gdyby tylko były prawdziwą zakochaną parą to całe to spotkanie byłoby o wiele przyjemniejsze lub po prostu niezręczne z nieco innych powodów. Rue mogłaby się zwyczajnie stresować z powodu tego czy na pewno zostanie uznana za dobry materiał na dziewczynę, a może i przyszłą żonę ich córki, ale zamiast tego stresowała się jedynie czy nie zostanie wzięta za bezduszną sukę, której jedynym celem jest przelecieć River i złamać jej serce... oraz przy okazji odciągnąć ją od obowiązków wobec wydawcy.
- Aż tak jesteś na to chętna? - zapytała z rozbawieniem, bo nie sądziła, że River będzie tak chętna do tego, aby zostać ofiarą w jakimś krwawym rytuale.
Chociaż czy na pewno powinno ją to tak dziwić? Od samego początku Cross wydawała się być wyjątkowo chętna do tego, aby poddawać się jej fantazjom. Nawet jeśli udawała, że jest inaczej i chce być jedyną rozdającą karty przy stole ich relacji. Ostatnio jednak coraz bardziej ulegało to zmianie.
Musiała jej to przypomnieć. To nie ona była pomysłodawczynią tego wszystkiego. Podobno rysowniczka chciała się upewnić, że żadna z nich nie sprowadza tej drugiej jedynie do roli seksualnej zabawki, bo same zapewnienia nie wystarczały. A jak to się kończyło? Jedynie na frustracji, która rosła z każdym momentem. Oby faktycznie to wszystko na coś się zdało. Naprawdę polubiła spędzać czas z River także poza łóżkiem. Wydawała jej się naprawę fascynująca. Może nie wszystko wydawało jej się rozrywką, na którą sama by się zdecydowała, ale ciekawiło ją to dokąd to wszystko mogło prowadzić.
Trudno było pewnie to nazwać faktyczną kooperacją. Zwyczajnie oporządziła się po tym niespodziewanym wybuchu namiętności i wysiliła na tyle, aby spojrzeć na chwilę w aparat. Reszta stała się samoistnie. Nie panowały po raz kolejny nad tym, co się działo. Pozwalały za to, aby ciała prowadziły je same w tym nagłym przypływie namiętności. Prescott musiała nawet przyznać przed samą sobą, że było coś zdecydowanie podniecającego w myśli, że nie mogą siebie teraz mieć. Napięcie rosło nieustannie, wypełniając jej ciało w niezwykle przyjemny sposób. Może i była nieco nerwowa, ale nie miała nic przeciwko temu.
- Czyli wolisz, żebym je zachowała zamiast wcisnąć ci je w dłoń? - zapytała, chcąc jeszcze przez moment się poznęcać nad swoją rysowniczką.
Naprawdę obie były siebie warte. Westchnęła tuż przy jej ustach, gdy tylko dziewczyna stanęła nad nią i przejechała językiem po jej dolnej wardze. Była gotowa raz jeszcze przyjąć go w gorącym pocałunku, ale tym razem River jej tego poskąpiła. Naprawdę brały się teraz na wyniszczenie.
Musiała przyznać, że zdjęcia wyszły całkiem dobrze. Przede wszystkim naturalnie. Głównie ze względu na to, że zdążyły się w ich czasie nieźle rozproszyć. W drugim kadrze były w siebie naprawdę zapatrzone i stanowiły istne centrum wszechświata wśród migoczących gwiazdek ramki.
Mogła się spodziewać tej reakcji po River. Powinna ugryźć się w język. Zwłaszcza, że po raz kolejny miały przed sobą chwilę wyjątkowo niezręcznej ciszy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Ruelle nie potrafiła przepraszać... Umiała jedynie odpokutować za wszelkie swoje przewiny poprzez rozchylanie ud przed rysowniczką. Teraz jednak pewnie wypadało coś powiedzieć, aby jakoś załagodzić tę sytuację.
- Hej - powiedziała lekko, zrównując się z rysowniczką i wyciągając do niej dłoń. - Żartowałam. Daj tę odbitkę...
Tak wyglądała próba przeproszenia i pogodzenia się w jej przypadku. Niby nie było to wiele, ale zawsze coś. Przepraszam w żadnym języku najwyraźniej nie chciało jej jeszcze przejść przez gardło.

River Cross