life's curveball
: sob paź 17, 2026 11:09 am
Noe przyjął jej krótkie potwierdzenie skinieniem głowy, nie zamierzając dalej rozwodzić się nad lekarzami czy terapią. Nie miał zresztą żadnego interesującego doświadczenia, którym mógłby się podzielić, a wymyślanie argumentów tylko po to, żeby podtrzymać rozmowę, zupełnie do niego nie pasowało.
Na jej kolejne słowa parsknął cicho, unosząc dłonie w geście kapitulacji.
- Spokojnie, nie zamierzam odbierać ci stanowiska. Jeszcze by się okazało, że lepiej radzisz sobie z prowadzeniem tego interesu niż ja - odparł z rozbawieniem.
Nie miał wątpliwości, że Ruelle zdecydowanie lepiej odnajdywała się w swojej pracowni niż w bezpośrednim kontakcie z klientami. I bardzo dobrze. Nie zatrudniał jej przecież po to, żeby zabawiała pogrążone w żałobie rodziny rozmową.
- Czyli jednak potrafimy się dogadać. Przynajmniej w kwestiach zawodowych - zauważył, posyłając jej krótki uśmiech. Nie zamierzał przekonywać jej, że łączyło ich coś więcej niż podobne podejście do obowiązków. Na takie wnioski było zdecydowanie za wcześnie.
Kiedy od razu oznajmiła, że nie pije kawy, przez moment przyglądał jej się z uniesioną brwią. Już miał uznać, że właśnie dostał wyjątkowo bezpośrednią odmowę, kiedy wspomniała o jedzeniu. Kącik jego ust drgnął.
- Dobra, wykreślam kawę. Jedzenie zostaje - podsumował. - Godzina czy półtorej mi pasuje, i tak mam jeszcze parę rzeczy do ogarnięcia, więc przynajmniej nie będę musiał udawać, że jestem zajęty.
Ostatnia uwaga Ruelle rozbawiła go nieco bardziej. Nie oczekiwał przecież, że nagle zamieni się w duszę towarzystwa. Zdążył już zauważyć, że nie należała do osób, które potrafiły przegadać całe popołudnie o niczym, ale akurat nie uważał tego za wadę.
- Ruelle, gdybym szukał kogoś, kto będzie gadał bez przerwy, zaprosiłbym Chrisa - odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Nie mam żadnego konkretnego planu. Chcę po prostu coś zjeść w normalnym towarzystwie, bez odbierania telefonów od klientów i rozmawiania o pogrzebach. Chyba nie stawiam poprzeczki zbyt wysoko?
Zerknął na zegarek, po czym odsunął się od ściany, przy której dotychczas stał. Nie zamierzał dłużej przeszkadzać jej w pracy, szczególnie że właśnie ustalili, ile mniej więcej czasu potrzebowała.
- To co, za półtorej godziny spotykamy się przy wyjściu? Możesz nawet wybrać miejsce, żebyś później nie miała pretensji, że próbuję cię otruć jedzeniem.
Ruelle I. Prescott
Na jej kolejne słowa parsknął cicho, unosząc dłonie w geście kapitulacji.
- Spokojnie, nie zamierzam odbierać ci stanowiska. Jeszcze by się okazało, że lepiej radzisz sobie z prowadzeniem tego interesu niż ja - odparł z rozbawieniem.
Nie miał wątpliwości, że Ruelle zdecydowanie lepiej odnajdywała się w swojej pracowni niż w bezpośrednim kontakcie z klientami. I bardzo dobrze. Nie zatrudniał jej przecież po to, żeby zabawiała pogrążone w żałobie rodziny rozmową.
- Czyli jednak potrafimy się dogadać. Przynajmniej w kwestiach zawodowych - zauważył, posyłając jej krótki uśmiech. Nie zamierzał przekonywać jej, że łączyło ich coś więcej niż podobne podejście do obowiązków. Na takie wnioski było zdecydowanie za wcześnie.
Kiedy od razu oznajmiła, że nie pije kawy, przez moment przyglądał jej się z uniesioną brwią. Już miał uznać, że właśnie dostał wyjątkowo bezpośrednią odmowę, kiedy wspomniała o jedzeniu. Kącik jego ust drgnął.
- Dobra, wykreślam kawę. Jedzenie zostaje - podsumował. - Godzina czy półtorej mi pasuje, i tak mam jeszcze parę rzeczy do ogarnięcia, więc przynajmniej nie będę musiał udawać, że jestem zajęty.
Ostatnia uwaga Ruelle rozbawiła go nieco bardziej. Nie oczekiwał przecież, że nagle zamieni się w duszę towarzystwa. Zdążył już zauważyć, że nie należała do osób, które potrafiły przegadać całe popołudnie o niczym, ale akurat nie uważał tego za wadę.
- Ruelle, gdybym szukał kogoś, kto będzie gadał bez przerwy, zaprosiłbym Chrisa - odpowiedział z lekkim uśmiechem. - Nie mam żadnego konkretnego planu. Chcę po prostu coś zjeść w normalnym towarzystwie, bez odbierania telefonów od klientów i rozmawiania o pogrzebach. Chyba nie stawiam poprzeczki zbyt wysoko?
Zerknął na zegarek, po czym odsunął się od ściany, przy której dotychczas stał. Nie zamierzał dłużej przeszkadzać jej w pracy, szczególnie że właśnie ustalili, ile mniej więcej czasu potrzebowała.
- To co, za półtorej godziny spotykamy się przy wyjściu? Możesz nawet wybrać miejsce, żebyś później nie miała pretensji, że próbuję cię otruć jedzeniem.
Ruelle I. Prescott