Huntsville
: sob sie 15, 2026 2:25 pm
— Dobra przestrzeń — powtórzyła bez wahania. — No wiesz, świeże powietrze, duże podwórko, zwierzęta. Huntsville nie jest wielkim miastem, ale jednocześnie znajduje się tu wszystko, czego potrzeba — wyjaśniła pokrótce, licząc na to, że zrozumie, co miała na myśli.
Toronto było piękne, jednak momentami Zoya miała wrażenie, że się dusiła. Ludzie pędzili w niesłychanym tempie, a wszędzie panowały takie tłumy, że z czasem zaczęły irytować ją te wszechobecne kolejki oraz korki. W Hunstville miała łatwy dostęp do placówek oświatowych oraz szpitala.
Kariera. To było ostatnie, o czym myślała Zoya. Jeszcze w liceum, kiedy zdobywała szczyty olimpiad, była przekonana, że jako dorosła kobieta skupi się na pracy. Jednak wszystkie te rodzinne sploty sprawiły, że przestała postrzegać spełnienie zawodowe jako priorytet. Z czasem nauczyła się zmieniać swoje cele w zależności od potrzeb i sytuacji, w jakiej się znajdowała.
Teraz przede wszystkim potrzebowała stabilizacji. Dla dziecka, bo to właśnie ono wydawało się Zoi najważniejsze.
— Całe szczęście — szepnęła z ulgą i ponownie zacisnęła dłonie na kolanach. Naprawdę ucieszyła się, że w tej konkretnej kwestii byli jednomyślni.
Nie wyobrażała sobie siebie na ślubnym kobiercu z mężczyzną, którego nie kochała. Ba, nie wyobrażała sobie siebie nawet u boku mężczyzny, który skradłby jej serce. Po ostatniej relacji, Zoya była daleka od zawierania związków!
Kiedy Lucien otwarcie stwierdził, że zamierzał chronić ją i jej rodzinę przed prasą, Zoyę napełniła kolejna fala ulgi. Ta rozmowa z pewnością ją uspokoiła. W dodatku pomyślała, że to naprawdę zadziwiające i trochę intrygujące, że potrafili się dogadać, a przy tym tak gładko przejść do lżejszych tematów. Wszystko za sprawą zaczepnego podejścia Luciena, który wyjątkowo starał się przywrócić pomiędzy nimi atmosferę sprzed tej poważnej rozmowy.
Tak więc Zoya prychnęła na dźwięk jego słów i... bardzo lekkomyślnie przytaknęła. Odsunęła w kąt wszystkie troski, jakie jeszcze raptem chwilę temu kołatały się w jej głowie.
— Przed reporterami, Lucien — upomniała go, po czym wstała i zebrała talerze, aby włożyć je do zmywarki. — Idź się wykąp. Nie chcę cię wyganiać, ale nie jestem pewna, czy międzynarodowej gwieździe przystoi chodzić z takimi czarnymi napisami. — Skinęła głową w stronę jego torsu i ramienia. — Dam ci ubrania swojego brata.
Powędrowała w stronę schodów i na kilka mimnut zniknęła na piętrze. Nie była pewna, co do rozmiaru, więc wygrzebała z szafy Ronalda, który wizualnie pasował do sylwetki Luciena, nową parę skarpet, T-Shirt oraz dresowe spodnie. Przy okazji wstąpiła do swojej sypialni i również zabrała z walizki coś na przebranie.
— Łazienka jest na końcu korytarza po prawej stronie — poinstruowała, gdy zeszła na dół. Potem wręczyła mu ubrania i rzuciła, że zaraz doniesie recznik.
Znalezienie ręcznika zajęło jej jednak dłuższą chwilę, więc kiedy podeszła do drzwi łazienki, zza nich usłyszała szum wody. Zapukała, po czym krzyknęła ostrzegawczo, że wchodzi.
Pomieszczenie było stosunkowo ciasne i podobnie jak reszta domu, zatrzymało się w czasie jeszcze przed śmiercią Acacii. Charles nie zamierzał niczego zmieniać, więc armatura wyglądała na mocno wysłużoną, a pod prysznicem, zamiast przesuwnych drzwiczek, wisiała różowa zasłona.
Zoya pospiesznie podeszła do pralki i położyła na niej gruby, granatowy ręcznik.
— Idę się wykąpać do drugiej łazienki na górze — poinformowała. — Jak skończysz, to możesz iść do salonu — dodała zupełnie niezobowiązująco, jakby potrzebował sobie odpocząć, czy c o ś.
I właśnie zamierzała wyjść, kiedy niespodziewanie zasłona pod prysznicem niebezpiecznie załopotała.
Lucien Spencer
Toronto było piękne, jednak momentami Zoya miała wrażenie, że się dusiła. Ludzie pędzili w niesłychanym tempie, a wszędzie panowały takie tłumy, że z czasem zaczęły irytować ją te wszechobecne kolejki oraz korki. W Hunstville miała łatwy dostęp do placówek oświatowych oraz szpitala.
Kariera. To było ostatnie, o czym myślała Zoya. Jeszcze w liceum, kiedy zdobywała szczyty olimpiad, była przekonana, że jako dorosła kobieta skupi się na pracy. Jednak wszystkie te rodzinne sploty sprawiły, że przestała postrzegać spełnienie zawodowe jako priorytet. Z czasem nauczyła się zmieniać swoje cele w zależności od potrzeb i sytuacji, w jakiej się znajdowała.
Teraz przede wszystkim potrzebowała stabilizacji. Dla dziecka, bo to właśnie ono wydawało się Zoi najważniejsze.
— Całe szczęście — szepnęła z ulgą i ponownie zacisnęła dłonie na kolanach. Naprawdę ucieszyła się, że w tej konkretnej kwestii byli jednomyślni.
Nie wyobrażała sobie siebie na ślubnym kobiercu z mężczyzną, którego nie kochała. Ba, nie wyobrażała sobie siebie nawet u boku mężczyzny, który skradłby jej serce. Po ostatniej relacji, Zoya była daleka od zawierania związków!
Kiedy Lucien otwarcie stwierdził, że zamierzał chronić ją i jej rodzinę przed prasą, Zoyę napełniła kolejna fala ulgi. Ta rozmowa z pewnością ją uspokoiła. W dodatku pomyślała, że to naprawdę zadziwiające i trochę intrygujące, że potrafili się dogadać, a przy tym tak gładko przejść do lżejszych tematów. Wszystko za sprawą zaczepnego podejścia Luciena, który wyjątkowo starał się przywrócić pomiędzy nimi atmosferę sprzed tej poważnej rozmowy.
Tak więc Zoya prychnęła na dźwięk jego słów i... bardzo lekkomyślnie przytaknęła. Odsunęła w kąt wszystkie troski, jakie jeszcze raptem chwilę temu kołatały się w jej głowie.
— Przed reporterami, Lucien — upomniała go, po czym wstała i zebrała talerze, aby włożyć je do zmywarki. — Idź się wykąp. Nie chcę cię wyganiać, ale nie jestem pewna, czy międzynarodowej gwieździe przystoi chodzić z takimi czarnymi napisami. — Skinęła głową w stronę jego torsu i ramienia. — Dam ci ubrania swojego brata.
Powędrowała w stronę schodów i na kilka mimnut zniknęła na piętrze. Nie była pewna, co do rozmiaru, więc wygrzebała z szafy Ronalda, który wizualnie pasował do sylwetki Luciena, nową parę skarpet, T-Shirt oraz dresowe spodnie. Przy okazji wstąpiła do swojej sypialni i również zabrała z walizki coś na przebranie.
— Łazienka jest na końcu korytarza po prawej stronie — poinstruowała, gdy zeszła na dół. Potem wręczyła mu ubrania i rzuciła, że zaraz doniesie recznik.
Znalezienie ręcznika zajęło jej jednak dłuższą chwilę, więc kiedy podeszła do drzwi łazienki, zza nich usłyszała szum wody. Zapukała, po czym krzyknęła ostrzegawczo, że wchodzi.
Pomieszczenie było stosunkowo ciasne i podobnie jak reszta domu, zatrzymało się w czasie jeszcze przed śmiercią Acacii. Charles nie zamierzał niczego zmieniać, więc armatura wyglądała na mocno wysłużoną, a pod prysznicem, zamiast przesuwnych drzwiczek, wisiała różowa zasłona.
Zoya pospiesznie podeszła do pralki i położyła na niej gruby, granatowy ręcznik.
— Idę się wykąpać do drugiej łazienki na górze — poinformowała. — Jak skończysz, to możesz iść do salonu — dodała zupełnie niezobowiązująco, jakby potrzebował sobie odpocząć, czy c o ś.
I właśnie zamierzała wyjść, kiedy niespodziewanie zasłona pod prysznicem niebezpiecznie załopotała.
Lucien Spencer