money, money, money it realy is so funny
: śr sie 05, 2026 5:29 pm
– Może jedno i drugie? – mruknął, odkładając oblizany nóż na ubrudzony talerz. Nie był osobą, która była zdolna do postawienia jakichkolwiek diagnoz. Potrafił jednak dobrze obserwować i przewidywać, co zrobią ludzie, z którymi wchodził w relacje. Wykorzystywał to jednak po to, y łatwiej się do nich zbliżyć i grać na nich. Nie było to łatwe zadanie i umiejętności tej trzeba się było uczyć długo, jednak Alfie miał już prawie ośmioletnie doświadczenie w tym. I trzeba było przyznać, że chociaż brakowało mu inteligencji i sprytu, to na pewno znał się na ludziach.
– Dobrze panie stanowczy – zaśmiał się, słysząc jego polecenie. No, wiedział, że nie miało ono większego efektu, bo bez względu na to, jak bardzo spieszyłoby się Edwardowi to i tak czekałby na niego. Nie wiedział, dlaczego mężczyzna był taki potulny, być może było to wynikiem jego angielskiego wychowania i ogłady. Edward czekał jednak na niego, podczas gdy on odłożył na bok resztki jajek i dopił swoja herbatę, którą to – w przeciwieństwie do mężczyzny, wolał pić na zimno. Nie był Brytyjczykiem, więc nie czuł się z tym źle.
– Chodźmy, chodźmy – powiedział wstając od stołu. Zgarnął ze sobą jeszcze jednego rogalika, którego bez łamania czy krojenia na pół, zamoczył lekko w konfiturach. – Dziękuję bardzo, jedzenie pyszne – powiedział do Marty, na którą spojrzał przelotnie, po czym pobiegł w kierunku sypialni Edwarda, z której wziął swoje rzeczy i przebrał buty z klapek na jakieś trampki, które znalazł.
– Jakoś sobie z tym poradzę – rzucił w jego stronę, przeglądając się jeszcze w lustrze, które było przy wyjściu. Nie prezentował się najlepiej, a przynajmniej nie tak, jak chciałby wyglądać wychodząc do ludzi, no ale był z Edwardem, więc w sumie nie musiał się już dla nikogo stroić. Uśmiechnął się szeroko, zanim wyszli z posiadłości.
Niemal od razu uderzył go gorąc rozgrzanego muru i podjazdu. W takich chwilach żałował, że nie mieszkał w jakiejś wsi, żeby jedyne co widział, po wyjściu z domu była zieleń trawy i jakaś wyjeżdżona dróżka, która robiła za podjazd. Taka, niemalże idylliczna sceneria bardzo mu odpowiadała.
Przywitał się z Richardem lekkim skinięciem głowy. Nie odezwał się jednak, bo wydawało mu się, że takie small talki nikomu nie był potrzebne i że chyba lepiej będzie, jeśli to Edward zacznie jakąś rozmowę. Czuł się tutaj pewnie, ale nie chciał by ktokolwiek poza Edwardem, uznał go za aroganckiego.
Edward Wentworth
– Dobrze panie stanowczy – zaśmiał się, słysząc jego polecenie. No, wiedział, że nie miało ono większego efektu, bo bez względu na to, jak bardzo spieszyłoby się Edwardowi to i tak czekałby na niego. Nie wiedział, dlaczego mężczyzna był taki potulny, być może było to wynikiem jego angielskiego wychowania i ogłady. Edward czekał jednak na niego, podczas gdy on odłożył na bok resztki jajek i dopił swoja herbatę, którą to – w przeciwieństwie do mężczyzny, wolał pić na zimno. Nie był Brytyjczykiem, więc nie czuł się z tym źle.
– Chodźmy, chodźmy – powiedział wstając od stołu. Zgarnął ze sobą jeszcze jednego rogalika, którego bez łamania czy krojenia na pół, zamoczył lekko w konfiturach. – Dziękuję bardzo, jedzenie pyszne – powiedział do Marty, na którą spojrzał przelotnie, po czym pobiegł w kierunku sypialni Edwarda, z której wziął swoje rzeczy i przebrał buty z klapek na jakieś trampki, które znalazł.
– Jakoś sobie z tym poradzę – rzucił w jego stronę, przeglądając się jeszcze w lustrze, które było przy wyjściu. Nie prezentował się najlepiej, a przynajmniej nie tak, jak chciałby wyglądać wychodząc do ludzi, no ale był z Edwardem, więc w sumie nie musiał się już dla nikogo stroić. Uśmiechnął się szeroko, zanim wyszli z posiadłości.
Niemal od razu uderzył go gorąc rozgrzanego muru i podjazdu. W takich chwilach żałował, że nie mieszkał w jakiejś wsi, żeby jedyne co widział, po wyjściu z domu była zieleń trawy i jakaś wyjeżdżona dróżka, która robiła za podjazd. Taka, niemalże idylliczna sceneria bardzo mu odpowiadała.
Przywitał się z Richardem lekkim skinięciem głowy. Nie odezwał się jednak, bo wydawało mu się, że takie small talki nikomu nie był potrzebne i że chyba lepiej będzie, jeśli to Edward zacznie jakąś rozmowę. Czuł się tutaj pewnie, ale nie chciał by ktokolwiek poza Edwardem, uznał go za aroganckiego.
Edward Wentworth