Strona 3 z 3

I don't like liars

: sob sie 15, 2026 1:10 pm
autor: Daisy Whitmore
Nie oczekiwała, że czegokolwiek się dowie.
Kira w ostatnim czasie bardzo sprytnie dawkowała jej wszelkie informacje związane z tym, co robiła po godzinach pracy. Z jednej strony czymś tam się z nią dzieliła, ale były to tak drobne strzępki, żeby gdyby nie przypadek w tym, że ludzie użyli tej ksywki, Daisy już pewnie smacznie spałaby w swoim pustym mieszkaniu. Rowan wracał dopiero jutro. Gdyby tylko wiedział, co robiła, po tym, jak napisała mu, że idzie się położyć, chyba zamknąłby ją w mieszkaniu na kolejny miesiąc i codziennie prawił o tym, ja kto było bezmyślne i co gdyby ludzie się dowiedzieli. Nawet nie chciała o tym myśleć.
Skupiła się wiec w pełni na Finch i opowieści, która o dziwo postanowiła się podzielić z Whitmore. Wiedziała, że był jakiś wypadek, w którym Kira pomogła Georgowi — to akurat słyszała jeszcze podczas ich wymiany zdań na terenie wyścigów, ale to, że to jej znajomi rozpoczęli cały odwet, który potem eskalował, kompletnie został pominięty przez Ravi, Sonica i Boosta. Cóż, teraz juz przynajmniej wiedziała dlaczego.
Słuchała tego wszystkie z szeroko otwartymi oczami, a gdy padł moment o tym, jak samochód zaczął się kopcić, Daisy momentalnie przycisnęła otwartą dłoń do ust. Może dla Kiry to wszystko było poniekąd normalne, ale dla managerka zdecydowanie nie. Dla niej już sam fakt, że ktoś chciał zepchnąć ją w drogi był mocnym nagięciem przestrzeni osobistej i skrajnie niebezpieczny, a co dopiero pościg, czy taka akcja ratunkowa?
Jezu, przecież to straszne — tyle była w stanie powiedzieć, wciąż jeszcze chłonąc te wszystkie nowe informacje, które zebrała. — Dobrze, że tam po nich przyjechałaś — dodała po chwili, wpatrując się w profil Finch, który znała już coraz lepiej. — Kto wie, co by się stało, gdyby ich dorwali. Ten gość wydaje się być kompletnie nieobliczalny — możne nie znała go za dobrze, może to było tylko takie pierwsze wrażenie, ale Whitmore zdecydowanie nie chciałaby mieć w nim wroga. Źle mu z oczu patrzyło. Trochę jak psychopacie, który nie cofnąłby się przed niczym, żeby dopiąć swego. Szczególnie kiedy jego ojciec był policjantem. Pewnie to jeszcze bardziej poobijało jego ego i sprawiało, że facet myślał, że był nietykalny.
Prychnęła na uwagę, że sportowo nie był też zawsze taki zły, bo Kira swoje również potrafiła przegrać. Daisy uśmiechnęła się zaczepnie, kręcąc głową.
Tak? A ja myślałam, że zawsze jesteś taka zajebista — powiedziała to na głos? Przyznała się? Wcześniej tak zdawkowo skomentowała jej występ w wyścigu, a tu proszę, jednak okazywało się, że Kira była z a j e b i s t a. Cóż, może faktycznie było coś pociągającego w takim łamaniu prędkości i umiejętności wchodzenia w ostre zakręty.
Nauczysz mnie kiedyś? — spytała po chwili, rozsiadając się wygodnie na fotelu i patrząc przed siebie, na ciągnąca się przed nimi prawie pustą drogę. — No wiesz, wyciągania takich prędkości. Nie wiem, czy pamiętasz, ale KOMPLETNIE NIEŚWIADOMIE wpisałam na swoją listę rzeczy do zrobienia wzięcie udziału w takim wyścigu — przypomniała jej, przekręcając głowę i próbując złapać spojrzenie jej przenikliwych, szarych oczu. Ten pomysł może i był odklejony, ale na pewno nie awykonalny.

kira °❀.ೃ࿔*

I don't like liars

: sob sie 15, 2026 1:56 pm
autor: kira finch
Nie bez powodu zatajała przez menadżerką to, czym się zajmowała. Największy wpływ miała na to ich zawodowa relacja. To nie tak, że Kira jej nie ufała. Ufała, ale to zaufanie było ograniczone. Nie były na takim etapie znajomości, żeby opowiadać o tych nielegalnych działaniach, o których i tak niewiele osób wiedziało. Nawet starzy nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, że ich córka bierze udział w undergroundowych wyścigach. Ojciec mógł coś podejrzewać, kiedy raz wyciągał ją z dołka, ale nawet wtedy nie dopytywał o szczegóły. Finch rozegrała to w taki sposób, żeby nie musieć się przed nim tłumaczyć. Najważniejsze, że zadziałało. A tak to wtajemniczyła w to wyłącznie kilkoro znajomych i i Lyric Hollis jedną siostrę. Inni dowiedzieli się z wydarzenia albo - tak jak Whitmore - z internetu.
Nie przejmuj się aż tak. G-Force jest nieobliczalny, ale też nie ma co przeżywać. Daję sobie z nim radę — zapewniła i nacisnęła na klakson, bo kierowca przed nią zamiast ruszyć na zielony, ciągle tkwił w miejscu. — Gdyby chciał mnie naprawdę dojechać, to zgłosiłby tamto zdarzenie na policję. Tylko wiedział, że jego brudy też wyjdą na wierzch i nawet tatuś mu nie pomoże — parsknęła pod nosem. To dopiero byłoby strasznie durne. Sam wykopałby pod sobą dołek.
Uniosła brwi i spojrzała z uśmiechem na Daisy, która nazwała ją zajebistą. To oczywiste, że taka była i dokładnie tak się czuła. Nic pomiędzy. No bo wystarczy tylko na nią spojrzeć - nie dość, że miała genialne poczucie stylu, wyglądała wykurwiście, to jeszcze miała zajawkę, na którą laski leciały jak dzikie.
Och, to miłe, że w końcu zauważyłaś — puściła do niej oko i zerknęła na drogę. — Lepiej późno niż wcale. Zajęło ci to strasznie dużo czasu — westchnęła z udawanym rozczarowaniem. Nigdy nie zależało jej na opinii innych ludzi. Ale na na Whitmore wyjątkowo tak. Nie starała jej się za wszelką cenę zaimponować, bo nie sądziła, żeby cokolwiek robiło na niej wrażenie, ale chyba dzisiejszy wyścig trochę jednak ją zachwycił.
Możemy kiedyś wyjechać na jakąś pustą przestrzeń, żebyś mogła się rozpędzić — odparła, ale druga część zdania sprawiła, że Finch spojrzała na menadżerkę ze ściągniętymi brwiami. — Absolutnie nie. Nie ma mowy. Co innego jest spróbować swoich sił w prędkości, a co innego brać udział w wyścigu. Możesz to wykreśli ze swoje listy — wykonała gest ręką, jakby chciała wyperswadować jej ten pomysł z głowy. Jeszcze chwilę wcześniej Daisy próbowała ją umoralniać i drżała z niepokoju, a teraz wymyślała takie rzeczy? To była jakaś kpina.
Skręciła w lewo i wjechała w tunel, który prowadził w dół opuszczonej linii metra. Zatrzymała się przed drzwiami garażowymi, jednocześnie naciskając na odpowiedni przycisk. Drzwi zaczęły podnosić się automatycznie, a ona wjechała do środka, ustawiając Ferrari w taki sposób, żeby obok znalazło się miejsce również dla samochodu Boosta.
Czuj się jak u siebie — powiedziała, a po tych słowach wysiadła na zewnątrz. Na przestrzeni ostatnich miesięcy niewiele się tutaj zmieniło. Dalej znajdowały się tutaj regały z narzędziami, kanapy, a ściany były oklejone planami miasta, ekranem, który monitorował ruch ruch uliczny z kamer z różnych części miasta, a półki były wypełnione modelami sportowych furek.

Daisy 𓍢ִ໋❀˚⋆

I don't like liars

: ndz sie 16, 2026 9:43 am
autor: Daisy Whitmore
Skinęła głową, przyjmując do wiadomości informacje, że miała nie przejmować się G-Forcem. Wciąż nie rozumiała, jakim cudem Kira mogła tak spokojnie podchodzić do człowieka, który chciał zrobić jej krzywdę, ale przecież Daisy i ta nie miała na to żadnego wpływu. Znała swoje miejsce i wiedziała, że ona mogła sobie gadać, a przecież Finch i tak w finalnym rozrachunku użyję własnej głowy.
Ona pewnie by go zgłosiła.
Za każdym, jednym razem, gdy tylko próbował coś jej zrobić, już składałaby pozew na policji. Ale przecież one żyły w nieco innych światach. Finch może i miała poważnych starych, może od dziecka obracała się w luksusie i kulturze, ale wystarczyło ją poznać trochę lepiej, żeby wiedzieć, że daleko jej było do ojca. Ba, nawet Whitmore śmiałaby rzec, że była jego przeciwieństwem. We wszystkim. No, może oprócz jednej, dość istotnej cechy charakteru: pewności siebie. Akurat tu w pełni wdała się w ojca.
Daisy zaśmiała się pod nosem, słysząc te słowne i udawane zaczepki Kiry. Pokręciła lekko głową, poprawiając się przy okazji na fotelu.
Słuchaj no — zaczęła z uśmiechem na ustach. — Musze ci dawkować komplementy, bo obrośniesz w piórka i co potem? Nie będę miałą czym cię już zaskakiwać — piękny argument. Szkoda tylko, ze tym samym ujawniała się z tym, że faktycznie lubiła i wciąż chciała robić na niej wrażenie. Co prawda mogła to wciąż obrócić w żart, ale na tamten moment… chyba obie wiedziały, że w każdej ich dwuznacznej rozmowie było pewne ziarnko prawdy. Nawet w żartach.
Nie było ich jednak za grosz w tym, jak Daisy chciała nauczyć się rozpędzać ssamochód do tak zawrotnych prędkości, a potem wziąć udział w nielegalnym wyścigu. I żeby było śmieszniej, Kira wiedziała o tym wcześniej, niż Whitmore odkrywał jej mały sekret z wyścigami. To zaś znaczyło tylko jedno. To było jedno, wielkie p r z e z na c z e n i e. Szkoda tylko, że Finch nie spojrzała na to w ten sposób.
Czemu nie? — ściągnęła brwi do siebie, patrząc intensywnie na jej profil. — Przecież nikt nie powiedział, że musze go wygrać nie? Na liście jest wziąć udział w wyścigu, a nie spychać jakiś dębili z drogi — trochę nie rozumiała, skąd u Kiry taka wielka niechęć do pomocy przy wykonaniu zadania z listy. Przecież sama kazałała Daisy ją zrobić i powiedziała, że będą razem wszystko ogarniać. Nagle się wykruszała? Nagle już się jej nie chciało? — Spokojnie, przecież ciebie i tak nie pokonam — wtrąciła zaczepnie, oczywiście sobie żartując, jednak po twarzy Finch widziała, że sam nastrój na śmieszki na moment jej przeszedł. Ona faktycznie nie chciała, żeby Daisy bawiła się w wyścigi. I chyba pierwszy raz ich znajomości, na moment zamieniły się rolami. To Whitmore chciała być ta rozrywkowa, podczas gdy Kira dzielnie przejęła przysłowiowego kija w dupie i postanowiła zabawić się w niszczyciela dobrej zabawy i uśmiechów dzieci.
Może nawet coś by jej jeszcze managerka powiedziała, ale już dojechały na miejsce. Daisy odpięła pasy i wyszła z samochodu prosto do wyjątkowo klimatycznego garażu. Rozejrzała się dookoła, krocząc zaraz za Finch, przyglądając tym wszystkim plakatom i mapą, które zdobiły ściany.
I pomyśleć, że ja w swoim garażu oprócz auta mam jedynie brud, starego mopa, rozklekotany rower — pokręciła głową z rozbawieniem. To wszystko było niesamowicie ciekawie zaaranżowane. Wyglądało mniej jak garaż, a bardziej jak przestrzeń do imprezowania. — Skąd pomysł na takie miejsce? — spytała, przechodząc pod półkę z figurkami i przesuwając opuszkami palców po każdej z nich. Proszę bardzo, już włączał się jej tryb dziennikarki i leciały kolejne pytania, chociaż z tyłu głowy wciąż miała ten cały temat wyścigów. Tak ją go gdzieś gryzło, tak godziło, że finalnie odwróciła się od półki i podeszła do Finch, zagradzając jej drogę do niewielkiej lodówki, do tego tak nagle, że blondynka prawie na nią wpadła i pewnie musiała zaprzeć się na ramionach Whitmore, żeby złapać równowagę.
Czemu nie chcesz mnie podszkolić do tego stopnia, żebym wzięła udział? — wróciła do tamtego tematu, póki jeszcze były same, nachylając się nieco bliżej jej twarzy. — Uważasz, że jestem aż taka słaba? Czy boisz się, że mogłoby mi się to spodobać? — a to akurat było bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że kiedy testowały maks Audi i gazowały, Whitmore cieszyła się przy tym jak małe dziecko, będąc przy okazji śmiertelnie przerażona.

kira ❀˖°

I don't like liars

: ndz sie 16, 2026 12:51 pm
autor: kira finch
Była łasa na komplementy i nie miałaby nic przeciwko, gdyby Daisy prawiła jej je codziennie. Najlepiej cały czas. Ale nie mogła ją do tego zmusić, więc nie pozostawało jej nic innego, jak po prostu zadowolić się głupim dozowaniem pochwał.
Już dawno obrosłam w piórka — stwierdziła, bo czasami wychodziła z niej nadmiar pewności siebie. Zdarzało się, że wyżej srała niż miała dupę, ale czy było w tym coś złego? Finch znała swoją wartość i taką świadomością nie robiła nikomu krzywdy. Można było ją za to kochać albo nienawidzić. Rzadko bywało coś pomiędzy. Ludzie z reguły nie podchodzili do jej obojętnie. Wzbudzała mieszane uczucia, ale na pewno lepiej było mieć w niej zwolenniczkę niż wroga.
Chciała zamknąć temat wyścigów, jednak Whitmore nie dawała za wygraną. To sprawiło, że Kira prychnęła pod nosem i popatrzyła na nią w taki sposób, jakby zobaczyły się pierwszy raz w życiu.
Dlatego, że to niebezpieczne — skwitowała krótko. — Nie o to chodzi, że ty będziesz spychać spychać jakichś debili z drogi, ale ci debile mogą chcieć zepchnąć ciebie. Łatwo wtedy się rozjebać. Nie patrz tak na mnie, ja jeżdżę od szesnastego roku życia — wymierzyła w nią ostrzegawczo palcem, tak na wszelki wypadek, gdyby Daisy chciała odwrócić kota ogonem i powołać się na jej udział w wyścigach. Tutaj w ogóle nie było czego porównywać.
Nie chodziło o to, czy pokona ją na torze. O to absolutnie się nie martwiła, chociaż nie uważała się za taką, której nie da się prześcignąć. G-Force'owi się udawało. Outlaw zresztą też, a i inni śmiałkowie wymijali ją tuż przed linią mety. Wygranie z Finch nie było niemożliwe, pomimo pychy, umiała mierzyć siły na zamiary, chociaż lubiła sobie stawiać wysoko poprzeczkę.
Garaż robił wrażenie na wszystkich, których tutaj przyprowadzała. Głównie były to różne dziewczyny. Kira zabierała je tutaj, kiedy wiedziała, że był to tylko jednorazowy numerek i nie chciała sprowadzać ich na chatę. Jeśli już miały ją później nachodzić, to lepiej tutaj, a nie w domu. Miejscówka nie była nielegalna, Finch miała na nie wszystkie papiery, choć trzeba przyznać, że musiała się trochę nakombinować, żeby faktycznie dostać ją na własność. Z pomocą przyszedł wtedy ojciec, które dopilnował i dopełnił formalności.
Potrzebowałam przestrzeni, żeby móc pogrzebać przy samochodzie. Mój garaż jest do tego zbyt mały. No i z czasem zrobiło się taką naszą siedzibą — obserwowała, jak Whitmore przygląda się figurką, a potem odwraca się staje przy niej bardzo blisko. Można było powiedzieć, że zbyt blisko.
Wypuściła powietrze przez nos i spojrzała niebieskie tęczówki. Co ona więcej chciała od niej usłyszeć? Kira powiedziała wszystko, co miała do powiedzenia w tej kwestii. Ale menadżerka była nieustępliwa.
Nie każ mi się powtarzać — powiedziała, nie spuszczając wzroku z jej oczu. — To nie jest zabawa dla amatorów. Gdyby twój mąż dowiedział się o tym, to na pewno by tak tego nie zostawił. Jak tak bardzo chcesz, to możemy ścigać się na gokartach, ale nie ma opcji, żebym szkoliła cię do udziału w undergroundowych wyścigów — wyjaśniła najdobitniej, jak tylko potrafiła, a potem wyciągnęła telefon, który zawibrował jej w kieszeni. Na ekranie pojawiło się powiadomienie od Boosta. — Wygląda na to, że będziemy same. Babcia Sonica chce, żeby pomogli jej przestawić kilka mebli. Chcesz piwo? — odrzuciła telefon na kanapę i zręcznie wyminęła Daisy, sięgając do drzwi od lodówki. — Mamy zwykłe, smakowe i bezalkoholowe. Są też energetyki, cola i sok jabłkowy — wymieniła całą dostępną zawartość, co przypomniało jej o tym, że wkrótce powinna uzupełnić zapasy.

Daisy ⚘.

I don't like liars

: ndz sie 16, 2026 9:53 pm
autor: Daisy Whitmore
Wiedziała, że Kira miała rację.
Człowiek mógł jeździć nienagannie, zawsze przestrzegać przepisów i trzymać się swojego pasa, a i tak jakiś debil mógł z powodzeniem spowodować wypadek. Zepchnąć ją z drogi mniej lub bardziej przypadkowo podczas takiego wyścigu i wtedy faktycznie mogło nie być kolorowo.
Może faktycznie powinna odpuścić.
Zamienić tą pozycje na liście na coś innego. Problem w tym, że odkąd dowiedziała się, że Kira dosłownie brała w tym udział, nie mogła przejść obojętnie obok przeczucia, że to praktcznie by znak od losu, że musiało się stać. Takie przypadki nie istniało, to przecież okrawało o p r z e z n a c z e n i e.
Szkoda tylko, że Finch czy zupełnie odmiennego zdania i tak jak skarciła ją za ten pomysł jeszcze w aucie, tak potem kiedy stały twarzą w twarz zrobiła to ponownie. Głos miałą stanowczy, trochę taki, z którym Whitmore nawet nie chciała dyskutować. A jednak stała przed nią w bezruchu i patrzyła w szare oczy Kiry, chyba łudząc się, że cokolwiek tym zdziała. Dopiero kiedy wspomniała o Rowanie, Daisy przewróciła oczami i wykonała taktyczny krok w tył. Zresztą jak za każdym razem, kiedy był wspominany jej mąż. Czy zawsze kiedy robiło się niewygodnie ona musiała wypominać jej tą cała formułkę co by na to powiedział twój mąż? Czy naprawdę nie dało się tego obejść w jakikolwiek sposób? Pozostawić między nimi, bez ingerowania w to jego osoby?
A możemy nie sprowadzać wszystkiego do mojego męża? — mruknęła niezadowolona, krzyżując ręce na piersi i od razu się dystansując. Jak za każdym, jednym razem. Daisy wykonywała kilka kroków do przodu, Kira wspominała Rowana i praktycznie wracały do punktu wyjścia. Rozumiała to, że byli związani na życie, ale przecież sama w sobie była osobnikiem indywidualnym, który potrafił i chciał podejmować decyzje za siebie. Nawet miała jej to wypomnieć, ale wtedy pomieszczenie wypełnił dźwięk wiadomości, gdzieś w okolicy tyłka Kiry. Nie patrzyła jej na wyświetlacz. Nawet nie musiała, co zaraz Finch sama powiedziała, o co chodziło.
O tej porze będą przestawiać meble? — zdziwiła się. Był środek nocy, ale z drugiej strony, nie jej oceniać. Może babka była nocnym markiem, a może jej znajomi po prostu nie chcieli z nimi tu siedzieć i rozmawiać. Może bali się, że faktycznie wprawią Kirę w kłopoty, ale powiedzą coś, czego zdecydowanie nie powinni. Któraś z tych opcji z pewnością była bliska prawdy, jednak nie będzie im dane raczej dowiedzieć się która. — A piwa chętnie się napije — odpowiedziała na kolejne pytanie blondynki. — Może być najzwyklejsze, jakie masz — nie powinna pić. Obiecała sobie, że juz nie będzie po swoich ostatnich wybrykach, ale w sumie samo marne piwo raczej nie było niczym złym. W końcu wtedy to drinki ją tak załatwiły. Zwykły browar nie powinien.
Podeszła do lodówki, w której Finch strzelała butelkami i oparła się o otworzone drzwiczki, zaglądając gospodyni przez ramię. Nie chciała patrzeć jej na ręce. Ba, nawet tego nie robiła, bo jej spojrzenie utkwione było w twarzy Kiry.
Okej to pójdziemy na gokarty — rzuciła w końcu, prostując się razem z nią i robiąc niewielki krok do tyłu. Odebrała piwo i od razu upiła kilka łyków, delektując się tym, jak przyjemnie zimne było. — Ale zróbmy zakład — chociaż skierowały się na kanapę, Daisy z każdym słowem odwracała się w stronę Finch, aż w końcu zaczęła iść tyłem do zamierzonego celu. — Słuchaj. Jak wygrasz, możesz mi wybrać do podmianki jakąkolwiek rzecz chcesz, którą umieszczę na liście. Wszystko. Co tylko sobie wymarzysz, żebym zrobiła — zaproponowała pierwszą część, czując w pewnym momencie, że jej łydki spotykają się z materiałem sofy. Wtedy przykucnęła i rzuciła się na poduchę. — Ale jak jakimś cudem ja będę pierwsza… przygotujesz mnie do wyścigu — wycelowała w jej kierunku dziubkiem z butelki, a oczy zawiesiła na niesamowicie szarych, czekając na jakąś reakcje. Układ wydawał się wyjątkowo uczciwy. W końcu prawie bardziej niż pewne było, że Kira zgarnie tytuł. Daisy miała może jakieś jeden, maks trzy procent szans na powodzenie. Na starcie była skreślona, ale i tak chciała zaryzykować. No tylko pytanie, czy Finch była słynna w ogóle spróbować.

kira °❀.ೃ࿔*

I don't like liars

: pn sie 17, 2026 10:56 am
autor: kira finch
Akurat w tym przypadku opinia Rowana Whitmore'a była ważna. Gdyby cokolwiek się stało, mąż Daisy ukręciłby Kirze głowę przy samej szyi. To nie była zabawa dla ludzi, którzy przychodzili , żeby popatrzeć na szybkie samochody i zrobić sobie kilka zdjęć. Tutaj naprawdę można było zrobić sobie krzywdę, a nawet stracić życie. Miała wrażenie, że tłumacząc to menadżerce, mówiła jak do ściany. Co właściwie próbowała osiągnąć swoją upartością? Naprawdę myślała, że Finch w końcu machnie ręką i zgodzi się na przeszkolenie jej do wzięcia udziału w nielegalnych wyścigach? Jej niedoczekanie.
Nie możemy. Pomyślałaś w ogóle o nim? — zapytała, bo chyba Daisy nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej mąż naprawdę się o nią martwił i prawdopodobnie umarłby ze strachu, gdyby przytrafiło jej się jakieś nieszczęście. A kto byłby za to odpowiedzialny? Kira. I Rowan na pewno nie miałby wtedy żadnych skrupułów, żeby ją udusić gołymi rękami.
Przestawianie mebli o tej porze ani trochę nie wydało jej się dziwne. Mogłaby co prawda snuć jakieś domysły, że znajomi celowo zostawili ją samą z Whitmore, ale nic z tych rzeczy. Kira nie doszukiwała się drugiego dna tam, gdzie go nie było.
Babka Sonica jest nieobliczalna. Ale w tym pozytywnym sensie. Gra w pokera, jara zioło z ziomalkami i jak każe wnukowi przyjechać przestawić meble, to faktycznie chce o tej porze zmienić wystrój wnętrza — parsknęła pod nosem. — Kiedyś chciała, żebym zagrała z nią w rozbieranego pokera. Zgodziłam się i przegrałam z takim kretesem, że zostałam tylko w jednej skarpetce — uśmiechnęła się lekko na samo wspomnienie. Ta kobieta zdecydowanie powinna zajmować się pokerem zawodowo.
Wyciągnęła z lodówki dwa piwa. Dla siebie bezalkoholowe, bo musiała nie tylko wrócić jakoś do domu, ale również odwieźć menadżerkę. No dobra, nie musiała jej odwozić, ale chciała. Zwycięstwo można zwieńczyć też bez procentów. Odkapslowała butelki przy pomocy zapalniczki i podała jedną Daisy, której pomysł z gokartami chyba jej się spodobał. Patrzyła, jak Whitmore opada na kanapę, wysłuchując jej niedorzecznej propozycji. Nie trzeba chyba wspominać, że Finch zareagowała na nią wywróceniem oczu, prawda?
Nie ma takiej opcji — powiedziała stanowczo. Nie była aż tak[ głupia. Wiedziała, że wygraną miała w kieszeni, ale różnie to może być. Wystarczy, że trafi jej się niesprawny samochód albo będzie mieć gorszy dzień. Albo zadecyduje o tym rzut kostkami, na co w ogóle nie miało się wpływu.Dlaczego ci na tym tak zależy, co? Tylko dlatego, że wpisałaś to na swoją listę? Jest tylko innych rzeczy do zrobienia. Nie wiem, skocz sobie na bungee albo ze spadochronem — rzuciła, upijając łyk piwa zero. — Komu ty próbujesz coś udowodnić? Sobie? A może mi? — podeszła bliżej kanapy i przykucnęła przed menadżerką, opierając łokcie na jej udach. — Nie musisz niczego udowadniać, Daisy. Rozumiesz, że nie zrobię tego, bo to niebezpieczne? Nie chcę kusić losu. I nie chcę, żeby coś ci się stało — powiedziała dalej stanowczym, ale o wiele spokojniejszym tonem, w którym dało się wyczuć coś na wzór troski. Wiedziała, co teraz się stanie. Whitmore zacznie jej tłumaczyć, że może wcale nic się nie wydarzy i że będzie ostrożna. Ale Kira nie chciała tego słuchać. Była wystarczająco zdeterminowana, żeby przedstawiać jej swoje argumenty choćby do świtu.

Daisy ⋆.ೃ࿔*:・