Strona 3 z 3

whatever works to put some joy in the engine

: czw wrz 03, 2026 12:25 pm
autor: lainey rosewood
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


coven bremers

whatever works to put some joy in the engine

: pt wrz 04, 2026 5:57 pm
autor: coven bremers
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


lainey rosewood

whatever works to put some joy in the engine

: wt wrz 08, 2026 7:57 pm
autor: lainey rosewood
Możesz. Nie obrażę się, jeśli będziesz przede mną często klękać — zadziorny uśmiech ponownie wstąpił na twarz Lane, kiedy wypowiedziała te słowa tak l e k k o, jakby doprawdy były obietnicą czegoś większego. Nie kłamała — Coven była dla niej na tyle dobra, że Rosewood czuła, iż zbyt szybko o tej nocy nie zapomni. Toteż dziewczęta mogłyby zapewne spotykać się r e g u l a r n i e, gdyby tylko ciemnowłosa robiła takie rzeczy. A nie robiła. Nie przeszkadzało jej to jednak w tym, aby mamić Bremers słodkimi słowami, jakoby nadejście kolejnego dnia nie miało być ich ostatnią, wspólną chwilą.
Dopóki jednak to trwało, Lainey czerpała garściami. Kobieta doprowadzała ją do stanów, do których nie sądziła, że k i e d y k o l w i e k może zostać doprowadzona, a zarazem była w tym wszystkim niezwykle wdzięczna, gdy równie mocno odwzajemniała wszelką przyjemność.
Każdy moment rozłąki bolał ją niemal fizycznie. Potrzebowała czuć na sobie dłonie i usta Bremers, bo choć człowiek nie uzależniał się tak szybko, wówczas w tych chwilach Rosewood naprawdę miała wrażenie, iż rozpłacze się bez kontaktu fizycznego.
Nie zrobiła tego.
Między moimi nogami? Jesteś diablicą, Coven. Wykończysz mnie — parsknęła, leniwie przewracając się na materacu. Ani trochę jej to nie przeszkadzało. Wizja palenia papierosa na balkonie, oglądania jeszcze śpiącej Kanady i pięknej kobiety między udami, była niezwykle kusząca. Jakby rzeczywiście była boginią. Nie zauważyła jednak krótkiego zawahania się Coven, toteż uniosła kąciki ust do góry w wdzięcznym uśmiechu na jej zgodę, marszcząc nos dopiero na wzmiankę o śniadaniu.
Lainey nie zostawała na żadne śniadania. Było to już zbyt wielkie spoufalanie się, szczególnie, że przy naleśnikach nie wypadało rozmawiać znowu o seksie. Ale jeden raz nie mógł być przecież tragiczny w skutkach.
Jeśli masz dżem malinowy, to zostanę — rzuciła z drobnym uśmiechem, łapiąc ją za dłoń i pozwalając się podnieść. Sądziła, że raczej nie będzie tego żałować. Było przecież miło. Tak samo w momencie, kiedy Bremers się do niej przytuliła, a Lainey odruchem bezwarunkowym przycisnęła ją do siebie. Wygładziła jej włosy i wcisnęła w nie nos, poddając się c h w i l i czułości, która była absolutnie niepotrzebna; finalnie, wsparta na balkonie, dzieliła papierosa z Coven, gładząc jej nagie nogi.
Być może przed snem jeszcze raz doprowadziła ją do szczytu. Niezaprzeczalnie, po pobudce w południe, wyszła spod prysznica pachnąc jej kosmetykami, odziana w jej bieliznę. Zjadła trzy naleśniki z dżemem, śmiała się z Bremers z idiotycznych odcinków oglądanego do śniadania reality show, a przy okazji dowiedziała się o niej nieco więcej, niż zakładały standardy one night standu.
Nie powinna była też jej żegnać pocałunkiem i numerem telefonu, ale uświadomiłą to sobie dopiero po powrocie do domu.

coven bremers

koniec <3