women want me, fish fear me
: czw sie 13, 2026 7:03 pm
Lepiej było dmuchać na zimne, bo raczej nie potrzebowały dramatów związanych z oskarżeniami o kantowanie i bójką o przynęty. Zdaniem Eviny wędkarze byli niezrównoważeni, więc nie wiadomo czego można byłoby się po nich spodziewać.
Trzeba było przyznać, że ich profesje zawsze wzbudzały zaintetesowanie. Zapewne byłoby tak nawet jeśli nie byłyby kobietami, bo ludzie zdawali się być zwyczajnie ciekawi osób, które zajmowały się rzeczami zwykle widywanymi w kryminałach. Niektórzy mieli przy tym multum pytań. Bardziej i mniej osobistych, a fakt, że pracowały w stereotypowo męskiej branży był dodatkowym zaskoczeniem i zależnie od rozmówcy mógł wzmagać odczuwany szacunek albo wzbudzać pewną konsternację, że jak mogły sobie radzić w takiej branży.
Utopienie się w jeziorze podczas zawodów rybackich byłoby z pewnością niezbyt ciekawą śmiercią. W dodatku żałosną, patrząc na to ile bardziej ekstremalnych sytuacji udało im się przeżyć. Dlatego też z pewnością dobrze, że nie dolegało jej nic poza lekkim zakrztuszeniem się wodą.
- Nie potopimy się, pacanie, o ile nie będziesz panikował - zapewniła go, ale chyba sama coraz bardziej w to wątpiła.
Jeszcze brakowało, żeby wystraszony dziad wciągnął ją pod wodę. Liczyła jednak na to, że w takim wypadku Miller zatłucze go wiosłem... O ile tylko do niego sięgnie. Na razie jednak warto było być dobrej myśli i zbytnio nie dramatyzować.
- Mój jesiotr! - krzyknęła jeszcze, gdy usłyszała, że Ralph zachwycił się rybą, która pływała, czy raczej tkwiła, w pojemniku wypełnionym odrobiną wody.
Ten wędkarski sukces z na pewno tracił na znaczeniu w zderzeniu z potencjalną śmiercią na tafli jeziora, ale przynajmniej ją zapamiętają jaką tą, która złowiła jesiotra. Teraz z kolei pomagała im wyjść z tej sytuacji zagrażającej życiu, bo co jakiś czas chwytała za kamizelkę Eugene'a, aby pomóc mu utrzymać się na powierzchni wody.
Plan z przewróceniem łodzi brzmiał całkiem prosto, ale jego realizacja już mogła nastręczyć nieco kłopotów. Musieli włożyć w to całkiem sporo siły oraz znaleźć odpowiedni punkt, aby wspólnie podnieść łódkę.
- Dobra! - odkrzyknęła, podpływając we wskazane przez małżonkę miejsce. - Powinno pójść! Na trzy!
Wydawało się, że wreszcie znaleźli odpowiedni punkt podparcia. Teraz należało jedynie się odpowiednio zgrać i po kilku usilnych próbach: łódka w końcu uderzyła dnem o taflę jeziora.
- Przysunę ją do naszej. Przydałoby się obniżyć nieco burtę dla Eugene'a - stwierdziłs, bo lekkie przechylenie łodzi mogło akurat pomóc mężczyźnie w dostaniu się na pokład.
Oby tylko się nie myliła...
zaylee miller
Trzeba było przyznać, że ich profesje zawsze wzbudzały zaintetesowanie. Zapewne byłoby tak nawet jeśli nie byłyby kobietami, bo ludzie zdawali się być zwyczajnie ciekawi osób, które zajmowały się rzeczami zwykle widywanymi w kryminałach. Niektórzy mieli przy tym multum pytań. Bardziej i mniej osobistych, a fakt, że pracowały w stereotypowo męskiej branży był dodatkowym zaskoczeniem i zależnie od rozmówcy mógł wzmagać odczuwany szacunek albo wzbudzać pewną konsternację, że jak mogły sobie radzić w takiej branży.
Utopienie się w jeziorze podczas zawodów rybackich byłoby z pewnością niezbyt ciekawą śmiercią. W dodatku żałosną, patrząc na to ile bardziej ekstremalnych sytuacji udało im się przeżyć. Dlatego też z pewnością dobrze, że nie dolegało jej nic poza lekkim zakrztuszeniem się wodą.
- Nie potopimy się, pacanie, o ile nie będziesz panikował - zapewniła go, ale chyba sama coraz bardziej w to wątpiła.
Jeszcze brakowało, żeby wystraszony dziad wciągnął ją pod wodę. Liczyła jednak na to, że w takim wypadku Miller zatłucze go wiosłem... O ile tylko do niego sięgnie. Na razie jednak warto było być dobrej myśli i zbytnio nie dramatyzować.
- Mój jesiotr! - krzyknęła jeszcze, gdy usłyszała, że Ralph zachwycił się rybą, która pływała, czy raczej tkwiła, w pojemniku wypełnionym odrobiną wody.
Ten wędkarski sukces z na pewno tracił na znaczeniu w zderzeniu z potencjalną śmiercią na tafli jeziora, ale przynajmniej ją zapamiętają jaką tą, która złowiła jesiotra. Teraz z kolei pomagała im wyjść z tej sytuacji zagrażającej życiu, bo co jakiś czas chwytała za kamizelkę Eugene'a, aby pomóc mu utrzymać się na powierzchni wody.
Plan z przewróceniem łodzi brzmiał całkiem prosto, ale jego realizacja już mogła nastręczyć nieco kłopotów. Musieli włożyć w to całkiem sporo siły oraz znaleźć odpowiedni punkt, aby wspólnie podnieść łódkę.
- Dobra! - odkrzyknęła, podpływając we wskazane przez małżonkę miejsce. - Powinno pójść! Na trzy!
Wydawało się, że wreszcie znaleźli odpowiedni punkt podparcia. Teraz należało jedynie się odpowiednio zgrać i po kilku usilnych próbach: łódka w końcu uderzyła dnem o taflę jeziora.
- Przysunę ją do naszej. Przydałoby się obniżyć nieco burtę dla Eugene'a - stwierdziłs, bo lekkie przechylenie łodzi mogło akurat pomóc mężczyźnie w dostaniu się na pokład.
Oby tylko się nie myliła...
zaylee miller