Strona 3 z 3

Happy Birthday or something

: ndz wrz 06, 2026 8:40 am
autor: Damon Tae
Brew mu się uniosła na jej zakłopotanie.
Nie bardzo rozumiał dlaczego ją to zbiło z tropu. To była szczera, zwyczajna odpowiedź w jego mniemaniu. Robił dla niej wyjątki i nawet nie mógł temu zaprzeczyć, bo każda osoba z boku powiedziałaby, że to niezwykle oczywiste. A on nie zwykł kłamać. Oszukiwać, naginać rzeczywistość, nie mówić pełnej prawdy, ale nie kłamał.
Czy odwalał wszystko tylko dlatego, że była to jego praca? Też nie. Wiele nie musiał robić. Jeśli by jej w jakimś stopniu nie lubił, ich relacja oraz jego stosunek do niej wyglądałyby zupełnie inaczej. Bardziej roboczo. Nie rozmawiałby z nią luźno na głupie tematy, jak w tej chwili. Nie siedzieliby razem i na pewno by jej nie pomagał w rzeczach, za które normalnie nie miał płacone i które nie były jego obowiązkiem. Ochraniałby ją, pilnował, chodził za nią, ale na pewno nie wyglądałoby to tak… jak teraz.
Prychnął pod nosem i przekrzywił głowę, gdy się jej przyglądał.
Jakoś ci nie wierzę — stwierdził.
Przekomarzał się z nią. Na ten swój lekko upośledzony sposób, czego także nie musiał robić. Można to było częściowo zwalić na alkohol, który nieco poluzował jego dystans oraz przysłowiowego kija w dupie, ale z drugiej strony, nawet pijany miał swoje hamulce. Ostatecznie wszystko sprowadzało się do tego, że musiał ją chociaż trochę lubić.
A to nie było łatwe osiągnięcie.
Zwłaszcza, że w zasadzie nie bardzo wiedział za co ją lubił. Po prostu nie była irytująca.
Przywykł do tego, że jego ton głosu, zachowanie oraz mowa ciała były bardzo profesjonalne. Bez zbędnych odczuć, które mogłyby wiele namieszać. Był w pracy, to w większości przypadków zachowywał się jak robot. Wtedy każde zlecenie było o wiele łatwiejsze, bo nie mieszał w to niepotrzebnie prywatnych preferencji i odczuć.
Dzisiaj sobie popuścił. W wielu aspektach.
A może to po prostu alkohol.
Uniósł kącik ust w krzywym, rozbawionym smirku na jej pytania.
Żaden podstęp. Chcesz mieć podium, to mogę zrobić podium. Tylko musisz na nie zasłużyć — powiedział, wzruszając leniwie ramionami. — Nikt nie dostaje pierwszego miejsca za darmo. — Bo generalnie na wszystko należało sobie zapracować. Nie mogła mieć przywilejów tylko dlatego, że ją ochraniał. Nikt ich nie miał.
No, chyba, że bananowe dzieci. Ale on nie był tego typu człowiekiem, który daje ludziom wszystko, chociaż na to nie zapracowali. I nie zawsze chodziło o fizyczną pracę.
To jak chcesz mnie sprawdzić?
Nie wiem — odpowiedział szczerze, sięgając po szklankę z drinkiem. — Zaskocz mnie. To tobie na tym zależy — dodał, niemalże w szkło, zaraz upijając kolejne kilka łyków, które nieprzyjemnie paliły mu gardło.
Skrzywił się nieco i odłożył drinka na blat, wracając dłonią za zagłówek, tym razem zdecydowanie bliżej głowy Lennox niż poprzednio. Czuł jej jasne włosy na swoich palcach.
Alkohol zdecydowanie zbyt mocno już mu szumił w głowie, bo pojawiały się myśli, których nie powinno tam być. A jego wzrok zdecydowanie za bardzo wwiercał się w jej osobę. Oczy, usta.
Chyba nie powinien już pić.
Podpowiedź nie byłaby fair — dodał ciszej, chwytając małe pasmo jej blond włosów między palce. Dokładnie to, które było praktycznie obok, czując jak atmosfera z jakiegoś powodu była cięższa. Bardziej wyczuwalna.
Szkoda, że nie miała być wobec kogo nie fair, bo tylko Maelle chciała być w rankingu, który wcześniej nie istniał. A tak szczerze, to nie miała zbyt dużej konkurencji. W zasadzie to żadnej nie miała.


Maelle Lennox

Happy Birthday or something

: ndz wrz 06, 2026 10:12 am
autor: Maelle Lennox
  — A ja myślałam, że po tym, jak na początku rzucałeś mną najpierw o ścianę, a później o podłogę, dostanę chociaż jedną podpowiedź. W ramach należnej mi rekompensaty.
  Szczególnie że wtedy jego zamiary były znacznie łatwiejsze do odczytania; wtedy chciał ją po prostu obezwładnić więc wszystko, co robił, było gwałtowne, ale miało konkretny cel i było całkowicie czytelne. Na tyle, żeby nie doszukiwać się w tym żadnego podtekstu rodem z książek dark romance. Nie, żeby takie czytała.
  Teraz nie miała pojęcia, czego właściwie chciał.
  Damon pozostawał zagadką od dnia, w którym pojawił się w jej domu. Mówił wprost, nie owijał w bawełnę i zwykle nie zostawiał wiele miejsca na swobodną interpretację, a mimo to im dłużej go znała, tym więcej znajdowała w nim rzeczy, których nie potrafiła zrozumieć. Wiedziała, jak zachowywał się w pracy; znała jego przyzwyczajenia, potrafiła rozpoznać irytację po tym jego nieznacznym drgnięciu brwi i teraz potrafiła nawet przewidzieć, w którym momencie wywróci na nią oczami. Nie wiedziała jednak, co sprawiało mu przyjemność, czego oczekiwał od innych ludzi ani co mogłoby go naprawdę zaskoczyć. Ani co lubił.
  Otworzyła usta, chcąc zwrócić mu uwagę na wyjątkowo nieuczciwe zasady tej próby, ale nie zdążyła się odezwać. Poczuła jego palce we włosach. Jej serce uderzyło mocniej, a od miejsca, w którym dotknął jej głowy, rozszedł się nagły impuls, zbiegający przez kark wzdłuż kręgosłupa.
  Dotykał jej wcześniej. W pierwszych dniach zdecydowanie częściej, niżby sobie tego życzyła, później głównie wtedy, kiedy wymagała tego sytuacja. Tyle, że każdy z tych gestów dało się łatwo wytłumaczyć. Ten nie służył przesunięciu jej z drogi, przytrzymaniu ani sprawdzeniu, czy nic jej nie było. Był powolny, delikatny i całkowicie nieprofesjonalny.
  Nawet nie próbowała ukrywać tego, że jej policzki znowu zmieniły kolor, bo na tym etapie to po prostu mijałoby się z celem. Zapewne i tak odnotował to już za pierwszym razem.
  Spojrzenie jednak uciekło na chwilę na bok, już odruchowo. Wróciła do jego twarzy kilka chwil potem, kiedy zrozumiała, że jej serce nie planuje się uspokoić. Odległość pomiędzy nimi nagle wydawała się znacznie mniejsza niż przed chwilą, szczególnie kiedy jego wzrok przesunął się po jej twarzy i zatrzymał na ustach.
  W głowie Maelle natychmiast odezwało się pijane Lucy.
  Tylko tej tutaj brakowało.
  Jeszcze godzinę temu uznała je za bredzenie osoby, która utraciła kontrolę nad większością funkcji życiowych. Teraz pomysł nie wydawał się już aż tak całkowicie absurdalny, co stanowiło najlepszy dowód na to, że powinna przestać pić. Nie miała pewności, czy Damon wysyłał jej jakiś sygnał, czy zwyczajnie alkohol poluzował mu kilka kolejnych hamulców, a ona widziała to, co chciała zobaczyć. Gdyby źle go zrozumiała, nie mogłaby nawet przez kilka następnych dni unikać go ze wstydu, bo najprawdopodobniej unikałby jej razem z nią.
  Dotarło do niej, że alkohol, rozkazy pijanej koleżanki i coś jeszcze, czego nie mogła przypisać czemukolwiek lub komukolwiek innemu poza sobą, wygrało – w momencie, w którym jej dłoń spoczęła na jego klatce piersiowej.
  Serce ponownie przyspieszyło, kiedy pod palcami poczuła ciepło jego ciała i wibrującą z każdym uderzeniem jego serca klatkę piersiową. Zacisnęła je lekko na materiale jego koszulki, a następnie prześlizgnęła dłoń wyżej; przez obojczyk, bok szyi, aż na kark, naturalnie przechylając się w jego stronę.
  Palce wsunęły się pomiędzy krótkie włosy na jego karku, a kciuk przesunął po skórze tuż pod uchem. Jej kolano oparło się o jego udo, gdy zmniejszyła dzielącą ich odległość jeszcze trochę; na tyle, żeby poczuć na twarzy ciepło jego oddechu i zdecydowanie zbyt wyraźnie zdawać sobie sprawę z tego, gdzie znajdowały się jego usta.
  Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, szukając czegokolwiek, co potwierdziłoby, że nie popełniała właśnie ogromnego błędu, ale z bliska wcale nie był łatwiejszy do odczytania.
  Zacisnęła palce mocniej na jego karku.
  Rozchyliła nawet usta, chcąc coś powiedzieć – w końcu mówiła za dużo według niego i ta obserwacja pewnie nie wzięła się z niczego – ale zanim cokolwiek znalazła i zanim jej rozsądek zdążył ponownie podsunąć jej wszystkie powody, dla których był to fatalny pomysł, pokonała pozostałą odległość i przycisnęła usta do jego. Początkowo ostrożnie, z tą resztką zawahania, która zniknęła niemal natychmiast pod wpływem ciepła jego warg i smaku alkoholu.

Damon Tae

Happy Birthday or something

: ndz wrz 06, 2026 11:09 am
autor: Damon Tae
Nie miała taryfy ulgowej, a może po prostu nie była ona taka, o jakiej mogłaby pomyśleć.
Chociaż ich pierwsze spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych, to ostatecznie byli na siebie skazani. Damon nawet nie wiedział jakie szczęście miał, że tamtego wieczora nie zrobił czegoś głupiego. Nie zwykł zabijać ludzi ze względu na własne widzimisię, ale istniało takie prawdopodobieństwo, że w wyniku różnych wydarzeń, mogła mu się omsknąć ręka.
Teraz mógł jednak się cieszyć, że skończyło się na kilku siniakach.
Dzisiaj mogło też się tak skończyć.
Nie miał wobec niej żadnych oczekiwań, chociaż alkohol płynący w jego żyłach podpowiadał kilka kuszących scenariuszy. Musiał przyznać przed samym sobą, że była atrakcyjna. Ładna, drobna, całkowicie w jego typie. Nie miał w zwyczaju oglądać się za dziewczynami, bo jego życie to była praca. Nie mówiąc już o tym, że się do nikogo nie przywiązywał, bo też zwyczajnie nie miał na to okazji. I tego też nie chciał. Przy Maelle musiał siedzieć, czy tego chciał czy nie, a co za tym szło – znał ją lepiej. Mógł przez to złapać się na tym, że uważał ją za atrakcyjną, nawet gdy schodziła w tej swojej pidżamie po schodach, mając na głowie rozwalony kok po całej nocy.
Zawsze jednak trzymał ręce przy sobie. Nawet myśli.
Ale wcześniej też nie zwykł pić. A na pewno nie tyle.
Jej odwrócone spojrzenie oraz róż, który wpłynął na jej policzki był dziwnie satysfakcjonujący. Bawił się więc dalej dwoma palcami jej jasnymi włosami, czekając na jej ruch, który miał go przekonać, aby dać jej wysokie miejsce na podium, które i tak już zajmowała.
Wiedział, że była to tylko głupia wymówka.
Obserwował ją, ale samemu się nie ruszał. Starał się jej nie podpowiadać, ale jego dłoń nie mogła się już odsunąć, a spojrzenie automatycznie padało na jej twarz oraz wargi, nieświadomie dając pewne, czytelne znaki. Nawet on wyczuwał zmianę atmosfery pomiędzy, a cisza, która zapadła, była wymowna także dla niego.
Leniwie opuścił spojrzenie na jej dłoń, która znalazła się na jego klatce piersiowej. Na czarnej koszuli, którą założył, aby towarzyszyć jej na imprezie urodzinowej. Nie zatrzymywał jej. Nie pospieszał. Podniósł wzrok i utkwił go w jej twarzy, czując jak jej dłoń przesuwa się po jego ciele i wślizguje się na kark.
W dalszym ciągu nie drgnął nawet o centymetr.
Pozwalał jej działać tak jak chciała, w takim tempie jak chciała, ciekawy jak to się rozwinie. Czuł woń alkoholu przemieszaną z jej perfumami, gdy się zbliżyła. Czuł ciepło jej ciała i nerwowy oddech. Miał wrażenie, że słyszy nawet bicie jej serca.
Ostatkami własnej silnej woli nie zmniejszał odległości między nimi, gdy rozchyliła usta. Instynktownie spojrzał na jej wargi, zaraz ponosząc wzrok na jej oczy. Czekał, samemu nie wykonując żadnego ruchu, dając jej ostatnią chwilę na wycofanie się z tego, co planowała zrobić. Bo doskonale wiedział gdzie to prowadzi.
W końcu połączyła swoje usta z jego, a on był w stanie poczuć jak słodko smakuje. Pierwszy pocałunek był delikatny, zupełnie do niego nie pasujący. Drugi był już pewniejszy.
Przy trzecim sięgnął jedną dłońmi do jej bioder, praktycznie wciskając ją okrakiem na swoje nogi. Przycisnął ją do siebie, przy kolejnych pocałunkach stając się zdecydowanie pewniejszym, jakby wcale nie było to ich pierwsze takie spotkanie.
Nie dawał jej oddechu, w pewnym momencie wślizgując język pomiędzy jej wargi, aby odnaleźć ten jej. Smakowała jak słodki drink, który bardzo szybko uzależniał. I chociaż był pewny tego co robił, to miał baczenie na jej osobę. Chociaż alkohol i rosnąca chcica buzowały mu w żyłach, to był wyczulony na jej reakcje.
Przesunął jedną z dłoni z jej biodra po boku, skierował się na szyję, gdzie na moment, bardzo delikatnie zacisnął palce tylko po to, aby zaraz złapać za jej podbródek, zatrzymując tą wymianę pocałunków. Przynajmniej na chwilę.
Dobrze zaczynasz — powiedział cicho, zaledwie milimetry od jej wilgotnych warg, po których przejechał kciukiem. — Pociągniesz to dalej, a ciężko będzie mi się powstrzymać, aby cię nie wziąć tu na tym stole.
Jedno ostrzeżenie. Nie owijał w bawełnę. Nie był romantykiem. Ale przynajmniej wiedziała, że jeśli tego nie przerwie, to on także nie będzie przerywał.

Maelle Lennox