i crashed my car into the bridge
: pt sie 21, 2026 1:37 pm
Nie chciała sprawiać kłopotów swoim buntowniczym nastawienie,. April dobrze wiedziała, że Teddy nie znosiła siedzieć z założonymi rękami, ale minęły już czasy, kiedy myślała wyłącznie o sobie. Teraz musiała pamiętać, żeby nie zrobić czegoś, przez co narzeczona padłaby na zawał. Już i tak miała przez nią wystarczająco dużo stresu i nieprzespanych nocy, kiedy Darling dawała jej znać, że wyjeżdżają na akcję. A zdarzało się przecież, że strażaczkę wyrywano ze snu, bo brakowało ludzi. Jak Finch to wszystko wytrzymywała, chyba nikt nie wiedział. Nawet Teddy, która oszalałaby z niepokoju, gdyby sytuacja była odwrotna. A jednak odkąd były razem, zrobiła ogromne postępy. Nadal zdarzało jej się robić rzeczy, których rozsądniejsza część jej mózgu pewnie nie pochwaliłaby nawet po fakcie, ale przynajmniej zaczęła myśleć o tym, jak jej decyzje wpłyną na April. Nie zawsze tylko wiedziała, czy powinna mówić narzeczonej o wszystkim, czy może lepiej ograniczyć się do krótkiego: żyję, jestem cała i zdrowa, żeby nie fundować jej kolejnych powodów do stresu.
Nie zależało jej na niczym innym tak bardzo, jak na tym, żeby narzeczona zaczęła wierzyć w siebie. Darling stawała na rzęsach, żeby jej to ułatwić. Nigdy, przenigdy nie dawała jej odczuć, że jest niewystarczająca, że czegoś nie potrafi albo że sobie nie poradzi. Wierzyła w nią całym sercem i nawet jeśli oswojenie się z tym, czego były świadkami, nie przyjdzie April z dnia na dzień, to z czasem poczucie winy powinno zniknąć. Zostanie za to świadomość, że zrobiły wszystko, co mogły, i że więcej zwyczajnie nie dało się zrobić. A wraz z nią może przyjdzie też ta cicha, trochę niewygodna wdzięczność, że nie były jednymi z tych, których wyciągano z wraku autobusu. Że wyszły z tego całe i mogły wrócić do domu.
Było coś strasznie uroczego w tym, jak Finch rzuciła się na szyję Jettowi. Zbiła go tym gestem z pantałyku, ale odwzajemnił uśmiechem i objął ją swoim szerokim ramieniem. Teddy przyglądała się tej scenie z uśmiechem. I trochę ze wzruszeniem, ale szybko otarła nos wierzchem dłoni, nie dając niczego po sobie poznać.
— Aha, czyli dasz się zbadać tylko pod warunkiem, że zrobi to jakaś ładna lekarka? — posłała narzeczonej rozbawione spojrzenie. — Rozumiem twoje priorytety i totalnie się z nimi zgadzam, ale chyba musimy zadowolić się tamtym gościem — ruchem głowy wskazała na wysokiego mężczyznę ze szpakowatym nosem i kozią bródka, który miał na sobie strój ratownika medycznego i który właśnie przywoływał je skinieniem ręki. Darling od razu zaczęła się zastanawiać, czy nie mieli okazji już razem gdzieś współpracować, ale chyba nie.
— Będę znacznie spokojniejsza jak ktoś rzuci na ciebie okiem — dodała i nachyliła się, muskając ustami policzek narzeczonej. Czy to normalne, że bardziej dbała o zdrowie ukochanej niż o swoje własne? Jak najbardziej. Tak działała właśnie miłość. A jeśli dołożyć bezinteresowność strażaczki, to jej potrzeby całkowicie spadały na ostatnie miejsce.
— To która z pań pierwsza? — odezwał się i spojrzał po obu kobietach. Teddy natychmiast popchnęła lekko April, tym samym wystawiając ją przed szereg. Może i sama była oznaczona, ale przecież z nią zejdzie się trochę dłużej. Nie była też umierająca, więc naprawdę nie stanie się nic strasznego, jak poczekaj kilka minut dłużej. Medyk od razu wyciągnął z torby ciśnieniomierz i pulsoksymetr, żeby móc zmonitorować stan zdrowia pierwszej pacjentki.
April Finch
Nie zależało jej na niczym innym tak bardzo, jak na tym, żeby narzeczona zaczęła wierzyć w siebie. Darling stawała na rzęsach, żeby jej to ułatwić. Nigdy, przenigdy nie dawała jej odczuć, że jest niewystarczająca, że czegoś nie potrafi albo że sobie nie poradzi. Wierzyła w nią całym sercem i nawet jeśli oswojenie się z tym, czego były świadkami, nie przyjdzie April z dnia na dzień, to z czasem poczucie winy powinno zniknąć. Zostanie za to świadomość, że zrobiły wszystko, co mogły, i że więcej zwyczajnie nie dało się zrobić. A wraz z nią może przyjdzie też ta cicha, trochę niewygodna wdzięczność, że nie były jednymi z tych, których wyciągano z wraku autobusu. Że wyszły z tego całe i mogły wrócić do domu.
Było coś strasznie uroczego w tym, jak Finch rzuciła się na szyję Jettowi. Zbiła go tym gestem z pantałyku, ale odwzajemnił uśmiechem i objął ją swoim szerokim ramieniem. Teddy przyglądała się tej scenie z uśmiechem. I trochę ze wzruszeniem, ale szybko otarła nos wierzchem dłoni, nie dając niczego po sobie poznać.
— Aha, czyli dasz się zbadać tylko pod warunkiem, że zrobi to jakaś ładna lekarka? — posłała narzeczonej rozbawione spojrzenie. — Rozumiem twoje priorytety i totalnie się z nimi zgadzam, ale chyba musimy zadowolić się tamtym gościem — ruchem głowy wskazała na wysokiego mężczyznę ze szpakowatym nosem i kozią bródka, który miał na sobie strój ratownika medycznego i który właśnie przywoływał je skinieniem ręki. Darling od razu zaczęła się zastanawiać, czy nie mieli okazji już razem gdzieś współpracować, ale chyba nie.
— Będę znacznie spokojniejsza jak ktoś rzuci na ciebie okiem — dodała i nachyliła się, muskając ustami policzek narzeczonej. Czy to normalne, że bardziej dbała o zdrowie ukochanej niż o swoje własne? Jak najbardziej. Tak działała właśnie miłość. A jeśli dołożyć bezinteresowność strażaczki, to jej potrzeby całkowicie spadały na ostatnie miejsce.
— To która z pań pierwsza? — odezwał się i spojrzał po obu kobietach. Teddy natychmiast popchnęła lekko April, tym samym wystawiając ją przed szereg. Może i sama była oznaczona, ale przecież z nią zejdzie się trochę dłużej. Nie była też umierająca, więc naprawdę nie stanie się nic strasznego, jak poczekaj kilka minut dłużej. Medyk od razu wyciągnął z torby ciśnieniomierz i pulsoksymetr, żeby móc zmonitorować stan zdrowia pierwszej pacjentki.
April Finch