see what is left of us, how we ended
: pt sie 28, 2026 6:35 pm
Ona była ostatnią osobą, którą mógłby o coś takiego posądzić.
Wpadająca na nią blondynka tamtego wieczoru była dla niego typowa w swojej subtelności, czy też jej braku. Wiedział dobrze, gdy ludzie czegoś od niego potrzebowali i znajdowali coraz to bardziej kreatywne sposoby by zdobyć jego uwagę.
Zachowanie Haze nie pasowało do tego schematu nieważne pod jakim kątem by na nie spoglądał. Wręcz przeciwnie - wydawało się wybitnie przemyślane by go odsunąć. Trzymać na dystans i nie pozwolić się zbliżyć nawet, jeśli coś głęboko w jej spojrzeniu czy w brzmieniu jej głosu zdawało się chcieć mu na to pozwolić.
Wiedział, że stały za tym powody, których nie potrafił wyczytać z jej twarzy. Najłatwiejszym było przyjęcie założenia, że zwyczajnie się go b a ł a. To nie tak, że nie miała żadnego powodu - wchodzenie w jakąkolwiek relację, nawet koleżeńską z mężczyzną jego pokroju prawdopodobnie nie należało do najmądrzejszych rzeczy, jakie mogła zrobić. A Violet nie wyglądała na głupią osobę.
I choć nie potrafił ją rozgryźć, tkwił w pełnym przekonaniu, że nic z tego, co robiła, nie mogło być c e l o w e i właśnie dlatego w reakcji na jej słowa parsknął śmiechem, naturalnym, odruchowym.
I być może właśnie to mogło być jego zgubą.
- Następnym razem postaraj się znaleźć wymówkę bliżej miasta - odrzucił z sarkazmem, wyprowadzając samochód na pierwszą drogę, która od dłuższego czasu przypominała c y w i l i z o w a n ą. - Może w lepszej pogodzie, skoro już planujesz takie działania.
Obrzeża miasta pogrążone były w ciemności. Sygnalizacja świetlna była wyłączona, mrugając żałośnie żółcią i nie oferując żadnego, realnego wsparcia w poruszaniu się po skrzyżowaniach. W oddali, na tle wspinających się ku niebu wieżowców Toronto wciąż gdzieniegdzie niebo wypełniały błyski, ale ich grom nie był w stanie przebić się przez szum silnika i pracującego radia.
Zmarszczył brwi na dźwięk jej słów, usiłując doszukać się w nich sensu, który z początku mu umykał.
- Talentu do znajdowania restauracji? - spytał z początku, bo właśnie w tym kierunku powędrował jego umysł gdy zaproponowała wspólne zjedzenie czegoś. Nie zważał na to, że oboje ociekali wodą i deszczem, i prawdopodobnie nie wyglądali wystarczająco reprezentacyjnie by wpuszczono ich do jakiegoś przybytku - ale z jego możliwościami wiedział, że wpuściliby go do każdego.
Restauracja była w końcu neutralnym gruntem. Czymś, co jak mu się wydawało, Haze by mocno preferowała.
- Potrafisz gotować? - dodał w kolejnym popisie własnej inteligencji, odwracając głowę od drogi na moment, by móc na nią spojrzeć. W półmroku panującym w aucie sporadyczne, mijane przez nich żółte światła awaryjne rozświetlały rysy jej twarzy. Mógłby przysiąc, że nawet w nich, widział blady ślad na jej policzku, od którego zalewała go fala gorąca skuteczniejsza w swoim działaniu niż włączone w samochodzie, podgrzewane fotele.
Wbrew pozorom, jego pytanie było ulokowane w czymś zasadnym - on, na przykład, nie potrafił i teraz, w dorosłym życiu, zdecydowanie częściej jadał w restauracjach bądź na zapleczu Rapture niż we własnym domu, w którym prawdopodobnie nie potrafiłby nawet włączyć płyty indukcyjnej, nie mówiąc o przyrządzeniu czegokolwiek zjadliwego.
Bądź przyrządzeniu czegokolwiek dla k o g o ś.
cook for me
Wpadająca na nią blondynka tamtego wieczoru była dla niego typowa w swojej subtelności, czy też jej braku. Wiedział dobrze, gdy ludzie czegoś od niego potrzebowali i znajdowali coraz to bardziej kreatywne sposoby by zdobyć jego uwagę.
Zachowanie Haze nie pasowało do tego schematu nieważne pod jakim kątem by na nie spoglądał. Wręcz przeciwnie - wydawało się wybitnie przemyślane by go odsunąć. Trzymać na dystans i nie pozwolić się zbliżyć nawet, jeśli coś głęboko w jej spojrzeniu czy w brzmieniu jej głosu zdawało się chcieć mu na to pozwolić.
Wiedział, że stały za tym powody, których nie potrafił wyczytać z jej twarzy. Najłatwiejszym było przyjęcie założenia, że zwyczajnie się go b a ł a. To nie tak, że nie miała żadnego powodu - wchodzenie w jakąkolwiek relację, nawet koleżeńską z mężczyzną jego pokroju prawdopodobnie nie należało do najmądrzejszych rzeczy, jakie mogła zrobić. A Violet nie wyglądała na głupią osobę.
I choć nie potrafił ją rozgryźć, tkwił w pełnym przekonaniu, że nic z tego, co robiła, nie mogło być c e l o w e i właśnie dlatego w reakcji na jej słowa parsknął śmiechem, naturalnym, odruchowym.
I być może właśnie to mogło być jego zgubą.
- Następnym razem postaraj się znaleźć wymówkę bliżej miasta - odrzucił z sarkazmem, wyprowadzając samochód na pierwszą drogę, która od dłuższego czasu przypominała c y w i l i z o w a n ą. - Może w lepszej pogodzie, skoro już planujesz takie działania.
Obrzeża miasta pogrążone były w ciemności. Sygnalizacja świetlna była wyłączona, mrugając żałośnie żółcią i nie oferując żadnego, realnego wsparcia w poruszaniu się po skrzyżowaniach. W oddali, na tle wspinających się ku niebu wieżowców Toronto wciąż gdzieniegdzie niebo wypełniały błyski, ale ich grom nie był w stanie przebić się przez szum silnika i pracującego radia.
Zmarszczył brwi na dźwięk jej słów, usiłując doszukać się w nich sensu, który z początku mu umykał.
- Talentu do znajdowania restauracji? - spytał z początku, bo właśnie w tym kierunku powędrował jego umysł gdy zaproponowała wspólne zjedzenie czegoś. Nie zważał na to, że oboje ociekali wodą i deszczem, i prawdopodobnie nie wyglądali wystarczająco reprezentacyjnie by wpuszczono ich do jakiegoś przybytku - ale z jego możliwościami wiedział, że wpuściliby go do każdego.
Restauracja była w końcu neutralnym gruntem. Czymś, co jak mu się wydawało, Haze by mocno preferowała.
- Potrafisz gotować? - dodał w kolejnym popisie własnej inteligencji, odwracając głowę od drogi na moment, by móc na nią spojrzeć. W półmroku panującym w aucie sporadyczne, mijane przez nich żółte światła awaryjne rozświetlały rysy jej twarzy. Mógłby przysiąc, że nawet w nich, widział blady ślad na jej policzku, od którego zalewała go fala gorąca skuteczniejsza w swoim działaniu niż włączone w samochodzie, podgrzewane fotele.
Wbrew pozorom, jego pytanie było ulokowane w czymś zasadnym - on, na przykład, nie potrafił i teraz, w dorosłym życiu, zdecydowanie częściej jadał w restauracjach bądź na zapleczu Rapture niż we własnym domu, w którym prawdopodobnie nie potrafiłby nawet włączyć płyty indukcyjnej, nie mówiąc o przyrządzeniu czegokolwiek zjadliwego.
Bądź przyrządzeniu czegokolwiek dla k o g o ś.
cook for me