Strona 3 z 4

i'm a million bucks on a queen motel bed

: śr sie 26, 2026 12:39 pm
autor: zaylee miller
Oczywiście, że wygląd miał znaczenie. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie związałby się z kimś, kto nie był dla niego atrakcyjny. To tak nie działało. Można być najwspanialszym człowiekiem na świecie, ale jeśli wizualnie komuś się nie podobasz, to wiadomo, że nic z tego nie będzie. Dla Miller to było ważne. Czasami tylko to, jak pokazywało wiele jej poprzednich relacji.
No popatrz, ona najwyraźniej ma bardzo dobry gust — wskazała ruchem głowy na tancerkę. Zaylee naprawdę chciała wierzyć, że Empanada to jednak imię, bo jej stary wpierdalał hiszpańskie pierogi na potęgę.
Przeniosła spojrzenie na na żonę i uniosła brwi, zjeżdżając spojrzeniem coraz niżej, aż w końcu zatrzymała się na jej piersiach.
Twój jest w porządku. Poza tym, do czego ty chcesz mnie przekonywać? — zerknęła badawczo na Evinę. Miller raczej nieszczególnie trzeba było do niczego namawiać. No i sztuczne cycki to nie to samo, co naturalne, a już na pierwszy rzut oka było widać, że Empanada niczego sobie nie powiększała. Najlepiej byłoby to sprawdzić własnymi rękami, ale chyba Swanson była trochę innego zdania.
Jeśli striptizerka chciała czegoś więcej, to mogły w to iść. Po ślubie koronerka zrobiła się znacznie chętniejsza na spróbowanie czegoś nowego. Kiedyś skręcałoby ją z zazdrości, ale teraz? Ani trochę. Tym bardziej że ona też miała mieć z tego korzyści.
Ale poczekaj, mówiłyśmy przed chwilą o prywatnym pokazie — zauważyła, kiedy żona chciała spławić Empanadę, odsyłając ją do Ruby. Było mnóstwo innych tancerek, które mogły ją zabawić. Na przykład tamta rudowłosa z piegami. W sumie szkoda, że to akurat ona do nich nie podbiła, wtedy nie byłoby się nad czym zastanawiać.
Widząc, że Evina wciska tancerce banknot, westchnęła ciężko pod nosem i odprowadziła dziewczynę w stronę loży, gdzie przesiadywała panna młoda i jej koleżanki. To znaczy, inne dziewczyny, bo pewnie nawet w połowie nie kolegowała się z żadną z nich.
Laska proponuje, że pokręci dla nas tyłkiem, ale ty zaczynasz kręcić nosem? Wow — mruknęła i wrzuciła ostatni żeton do jednorękiego bandyty. Tym razem tak dla odmiany również nic nie wygrała. A to ci dopiero niespodzianka! Kto by się tego spodziewał? Na pewno nie Miller.
Kompletnie nie rozumiała decyzji żony. Miała wrażenie, że zaciągnęła Latynoskę do automatów właśnie po to, żeby usłyszeć zgodę Zaylee. A kiedy Zaylee już się zgodziła, odprawiła ją z kwitkiem.
Możemy zagrać w blackjacka, ale jeśli mam być szczera, to nie wróżę nam świetlanej przyszłości — stwierdziła i zsunęła się z hokera, zabierając lniany woreczek z resztką żetonów. Całe szczęście, że nie przepierdalały własnego hajsu, bo wyszłyby stąd gołe i wesołe.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: czw sie 27, 2026 7:38 am
autor: Evina J. Swanson
Dla nich wygląd odgrywał jakąś rolę. Może i byli ludzie, którzy mieli do tego inne podejście i zwyczajnie budowali swoje relacje inaczej niż one, ale w tym także nie było nic złego. Każdy powinien robić to, co mu najbardziej odpowiadało.
- No z tym się mogę zgodzić - potwierdziła, bo, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
Czuła to spojrzenie, które zjechało na jej wycięty dekolt. Być może to po części był powód, dla którego zdecydowała się na taką, a nie inną sukienkę. Bywało w końcu, że jej decyzje nawet w tak pozornie błahych kwestiach były nadzwyczaj przemyślane.
- Jestem pewna, że w końcu by się do czegoś przydały. Lubisz być uparta - odpowiedziała, gdy żona jednak niespecjalnie podłapała jej żart.
Czasami już i tak bywało. Upiła jeszcze jeden łyk drinka, który przyjemnie zaczął palić ją w gardło. Smak z kolei rozlewał się po języku, uderzając w nią mocnymi nutami. Właśnie tego jej było trzeba.
Zachowanie Zaylee z pewnością nieco ją zaskoczyło. Czyżby wpływ miała na nią ta dziwna atmosfera podobna do Vegas? Dotychczas zdawało jej się, że koronerka wyznacza jasne granice w tej relacji, a Swanson spodziewała się, że po komentarzu na temat złych wspomnień z Latynoskami i niechęcią Miller do dzielenia się z innymi, Empanada zostanie spławiona w wyjątkowo brutalny sposób. Tak się jednak nie stało, a Evina chciała uzyskać jeszcze chwilę na osobności z żoną, aby się upewnić czy na pewno właśnie tego chciała i wiedziała w co się pchają.
- Wrócimy do ciebie za chwilkę. Załatw kogoś dla panny młodej - zapewniła jeszcze striptizerkę nim odwróciła się do zaskoczonej koronerki.
Sama nie miała pojęcia czy ta sytuacja bardziej ją bawi czy jednak sprawia, że była zwyczajnie skołowana. Dotychczas wydawało jej się, że zna doskonale preferencje małżonki, ale jak widać może nie do końca albo coś zdążyło się u niej zmienić odkąd ostatni raz miały okazję rozmawiać o podobnych rzeczach.
- Wiesz, że ona liczyła na coś więcej niż sam pokaz? Odpowiada ci to? - zapytała, stając za hokerem żony i obejmując ją wolnym ramieniem. - Sądziłam, że chcesz mnie tylko dla siebie, ale chyba coś się zmieniło...
Czy narzekała? Nie. Po prostu wolała się upewnić czy faktycznie znajdowały się po tej samej stronie.
- Poza tym, to prezent od Ruby. Nie wiem czy nie wietrzę w tym podstępu - dodała już cichszym tonem tuż przy uchu małżonki.
Może jednak faktycznie coś kombinowała i miała im za złe to jak została potraktowana jakieś dwa lata temu. Kobiety jednak potrafił długo chować w sobie urazę.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: czw sie 27, 2026 10:02 am
autor: zaylee miller
Była uparta, ale nie wystarczyło udobruchać jej cyckami. To tak nie działało. Na początku ich relacji w podobny sposób działał również seks, ale z czasem nawet i to przestało wystarczać. Dawał upust emocjom, owszem, ale tylko na chwilę. Miller potrzebowała większego zaangażowania emocjonalnego, a pod tym względem nie do końca zgrywały się ze Swanson. Zaylee była gadułą, podczas gdy Evina wolała raczej słuchać. Nic dziwnego, że między nimi dochodziło do nieporozumień i sprzeczek. Taka bliskość przestała być jednak lekiem na całe zło.
Uniosła brwi, kiedy z ust żony padło takie, a nie inne pytanie. Nie widziała niczego niewłaściwego w swoim zachowaniu. Właściwie była przekonana, że Swanson ucieszy się z takiego obrotu sprawy. Zawsze narzekała na monogamię Miller, a teraz coś jej nie pasowało? Nie podobało jej się, że jej żona była taka chętna i rozwiązła?
Nie masz takiej pewności — stwierdziła, bo Latynoska równie dobrze mogła tylko tak pierdolić. Krowa, co dużo ryczy, mało mleka daje. — Mam cię tylko dla siebie. Jesteśmy małżeństwem. Seks to tylko seks — wzruszyła lekko ramionami. Kiedyś koronerka kipiałaby z zazdrości, ale z czasem nie było po niej ani śladu. — Och, po prostu przyznaj, że to ciebie skręcałoby, jakbym zabawiała się z kimś innym — parsknęła pod nosem, upijając kilka łyków drinka.
Odwróciła się w kierunku panny młodej, do której wróciła Empanada. Czy naprawdę Ruby miała w tym jakiś większy cel? Co niby chciała tym osiągnąć? Rozwalić ich związek? Chyba nie do końca miała świadomość, z czym się mierzyła. Te dwie przeszły ze sobą tak wiele, że nie poróżniłaby ich żadna striptizerka.
No tak, na pewno jest bardzo przebiegła — wróciła rozbawionym spojrzeniem do żony. — Tak naprawdę wszystko zaplanowała i w rzeczywistości wcale nie chce wyjść za mąż za Nolana Gallaghera, tylko próbuje w ten sposób zdobyć twoje serce — puściła do niej oko, ponownie mocząc usta w alkoholu.
W sumie, gdyby faktycznie Lewis wpadła na taki pomysł, Miller byłaby pod ogromnym wrażeniem. Serio, nie mogłaby wyjść z podziwu, że tak to wszystko rozegrała. Należałyby jej się za to oklaski na stojąco, order z ziemniaka i dyplom z drukarki.
Zostawmy to i zagrajmy w blackjacka. Albo po prostu chodźmy do baru i zamówmy coś mocniejszego — powiedziała i uniosła swoją szklankę, dając żonie do zrozumienia, że tym czymś na pewno się dzisiaj nie upiją. Zaylee nigdy nie potrzebowała wiele, żeby alkohol zaczął przyjemnie szumieć jej w głowie, ale tego wieczoru miała wyjątkowo dobry nastrój i zdecydowanie nie zamierzała sobie żałować. Dzisiaj mogła pozwolić sobie na trochę więcej niż zazwyczaj.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pt sie 28, 2026 8:23 am
autor: Evina J. Swanson
Oczywiście, że już jakiś czas temu seks przestał być dla nich rozwiązaniem dla każdego pojawiającego się w związku problemu. Obiecały też sobie, że będą próbowały je rozwiązywać w mniej fizyczny sposób, który na dobrą sprawę oferował im jedynie rozładowanie emocji oraz wytworzonego napięcia. Wszelkie rozmowy mogły być efektem swoistego rozleniwienia i wylewności po osiągniętym orgazmie. No, ale wraz ze stażem związku oraz wejściem w bardziej upierdliwy etap menopauzy Swanson, musiały się jakoś uspokoić.
Czasami miała wrażenie, że Miller naprawdę nie rozumie tych drobnych żartów, rzucanych mimochodem. Nigdy nie narzekała tak naprawdę na to jak monogamiczna była koronerka. Nie miała czasu, energii ani ochoty na romanse czy jakieś dziwne konfiguracje w sypialni. Wybrała już kobietę, z którą chciała spędzić resztę życia i niczego jej z nią nie brakowało. Może i byłaby skłonna rozpatrzyć pewne proppzycje, ale tylko przy uzyskaniu pewności, że małżonka także tego chce.
- Skoro jesteśmy w kasynie to... Chcesz się założyć? - zapytała, unosząc brwi w oczekiwaniu na jej odpowiedź. - Nie skręcałoby mnie. To tylko seks i jednorazowa rzecz, o której obie mamy pojęcie. O zazdrość też tu nie chodzi, bo nie sądzę, aby było ci tak dobrze z jakąś przypadkową striptizerką, że mnie przez nią zostawisz.
Wcześniej raczej tego nie rozważała, bo była przekonana, że taka opcja zdecydowanie nie wchodziła w rachubę. Jak jednak widać na załączonym obrazku: mogła naprawdę się przeliczyć.
Sama nie wiedziała, co o tym sądzić. Cała ta gadka na temat wdzięczności za to, że dostała kosza była dla niej zwyczajnie dziwna. No, ale co ona mogłaby wiedzieć na temat usposobienia Ruby? Może była faktycznie jakąś mistrzynią zbrodni i koneserką zemsty serwowanej na zimno. Pewnie wiedziałaby to, gdyby tylko nieco bardziej zainteresowała się dyspozytorką. Przecież taka śledcza jak Swanson powinna dobrze wiedzieć, że często te niedoceniane osoby mogły dopuszczać się ciężkich zbrodni. Właśnie przez to, że nikt się po nich tego nie spodziewał.
- Kto ją wie. Może na komendzie wiadomo, że to psychopatka, ale mnie ta wiedza ominęła, bo nie lubię plotek? - zapytała, spoglądając nadzwyczaj poważnie na swoją małżonkę.
Musiały rozważyć każdą opcję. Na razie jednak może faktycznie powinny odpuścić i skupić się na zabawie, które je czekała. W końcu po to tu przyszły. Miały się rozerwać jak nigdy wcześniej i zapomnieć o wszystkich troskach.
- No proszę. Jednak femme fatale, która chce się upić u roztrwonić cudze pieniądze - zaśmiała się, ale zaraz skorzystała z oferty i przeszła w kierunku stołu do blackjacka, gdzie hazardzistów obsługiwała młoda dziewczyna w standardowym uniformie pracowników kasyna.
- Dobry wieczór. Mam nadzieję, że szczęście wam sprzyja. Zapraszam do zajęcia miejsc i postawienia zakładów - przywitała się zachęcająco, a następnie w dosyć spektakularny sposób przetasowała trzymaną w dłoniach talię kart.
Może chociaż tutaj mogły liczyć na to, że coś ugrają zamiast zwyczajnie przetracić kolejne żetony. Miały ich coraz mniej i w tym tempie to zaraz będą na pewno musiały je dokupić jeśli chciały dalej bawić się w najlepsze przy stołach.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: sob sie 29, 2026 10:30 am
autor: zaylee miller
Miała swoje potrzeby, które musiała zaspokajać bez pomocy Swanson, ale w niczym jej to nie przeszkadzało. Chyba zdążyła już oswoić się nie tylko z myślą, że żona weszła w etap menopauzy, ale również z tym, że chemia, która na początku między nimi była, zaczynała powoli wygasać. Może po prostu za bardzo się pospieszyły - najpierw wchodząc w związek, a później decydując się na małżeństwo. Kiedy podejmowały te decyzje, właściwie niewiele o sobie wiedziały. Trudno było więc oczekiwać, że po takim początku nagle okaże się, że doskonale się rozumieją i mają identyczne potrzeby. Owszem, pod wieloma względami były do siebie podobne. Pod równie wieloma różniły się jednak diametralnie. I chyba właśnie te różnice zaczynały z czasem wychodzić na wierzch.
Nie mam zamiaru w niczym się z tobą zakładać, skoro i tak odprawiłyśmy ją z kwitkiem — wskazała ruchem głowy na striptizerkę, która chwilę wcześniej została spławiona również przez Ruby Lewis. Na jej miejscu pojawił się teraz tancerz w samych bokserkach, który najwyraźniej uznał, że najlepszym sposobem na zainteresowanie kobiet będzie energiczne wywijanie tyłkiem tuż przed ich twarzami.
Miller przez moment przyglądała mu się bez większego zainteresowania, ale po chwili musiała przyznać sama przed sobą, że pośladki miał całkiem niezłe. Nie na tyle, żeby zmienić jej zdanie o całym przedstawieniu, ale zdecydowanie na tyle, żeby nie odwracać wzroku od razu. Dopiero po chwili ponownie spojrzała na rozochoconą dyspozytorkę, która najwyraźniej bawiła się znacznie lepiej niż ona. Pozostałe kobiety zresztą również nie wyglądały na rozczarowane. Najwyraźniej Latynoska nie tylko nie była w typie Miller.
Dlatego tyle cię omija — odparła z rozbawieniem, kiedy Evina stwierdziła, że nie lubi plotek. Same kiedyś były ich tematem na komisariacie. Zaylee wychodziła z założenia, że nieważne, co o tobie gadają - ważne, żeby w ogóle gadali.
Chciała się upić, to prawda. A za cudze pieniądze, to już w ogóle. Wiadomo nie od dziś ani nawet nie od wczoraj, że za darmo, to bardzo uczciwa cena. Na razie jednak musiała zadowolić się niedopity drinkiem i myślą, że może faktycznie coś w końcu dzisiaj wygrają.
Krupierka wskazała dłonią miejsca przed nimi, czekając, aż zdecydują, ile ze swoich coraz bardziej kurczących się zapasów były gotowe zaryzykować. Żetony stuknęły o blat jeden po drugim, przesuwane na wybrane pola. Niby niewielkie kwoty, a jednak przy ich obecnym tempie przegrywania zaczynały wyglądać jak wyjątkowo głupi sposób na pozbywanie się pieniędzy. W blackjacku przynajmniej miały jeszcze szansę udawać, że podejmują przemyślane decyzje, zamiast po prostu patrzeć, jak kolejne żetony znikają z ich stosiku.
Zaylee sięgnęła po kilka żetonów i przez moment obracała je między palcami, zastanawiając się, ile właściwie powinna zaryzykować. Ostatecznie odłożyła je na wyznaczonym polu przed swoim miejscem. Nie zamierzała przesadzać. Miały już za sobą kilka mniej lub bardziej udanych prób szczęścia, a ich zapas żetonów nie wyglądał szczególnie imponująco. Blackjack przynajmniej dawał jej złudzenie, że tym razem będzie miała jakiś wpływ na wynik. Teraz pozostawało tylko liczyć na to, że pierwsze dwie karty nie okażą się początkiem kolejnej katastrofy.
Dwadzieścia — zdecydowała, odsuwając dłoń od żetonów.
Krupierka skinęła głową, przyjmując zakład, po czym zebrała żetony z pozostałych miejsc i przygotowała się do rozdania. Zaylee wyprostowała się nieznacznie, śledząc każdy jej ruch. Pierwsza karta wylądowała przed nią, zaraz po niej druga. Dopiero wtedy odwróciła je, sprawdzając swój wynik.
Dziesięć i dwanaście. Nie był to powód do świętowania, ale przynajmniej nie musiała już się martwić się o przekroczenie dwudziestu jeden punktów, bo już je przekroczyła. No i chuj, no i cześć.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: sob sie 29, 2026 3:03 pm
autor: Evina J. Swanson
Na pewno ich znajomość toczyła się zupełnie innym torem niż ta dziesiątek innych par. Co do tego nie było wątpliwości. Zdołały przejść ze sobą naprawdę wiele. Wspólne śledztwo oraz kolejne piętrzące się na ich drodze trudności jedynie je do siebie zbliżały. To właśnie dzięki nim zdołały się utwierdzić, że na pewno chciały być ze sobą na dobre i złe. Raczej niewiele rzeczy mogłoby przebić morderczych psychopatów czy chrześcijańskie sekty. W porównaniu z nimi rutyna czy drobne problemy wydawały się nieistotną błahostką.
- Powiedziałam, że do niej wrócimy. Nie musiałyśmy przecież od razu iść na ten jej prywatny pokaz - przypomniała, ale raczej nie było sensu się z nią sprzeczać.
Przyszły tu po to, aby przetracić pieniądze i napić się nieprzepisowej liczby drinków. Nic innego nie miało na tę chwilę większego znaczenia. To miał być ich wieczór. Znaczy, w teorii to należał do Ruby Lewis, ale ta właśnie oddawała się rozrywkom z umięśnionym striptizerem.
Również się przyglądała tej scenie przez krótką chwilę. Na razie nikt jeszcze nie wołał ich, aby dołączyły do reszty zbiegowiska. W zasadzie to sporo kobiet również oddawało się hazardowi, flirtowi przy barze czy innyn rozrywkom, a jedynie te najwierniejsze dalej trwały u boku Ruby, która jeszcze nie ogłosiła pełnej mobilizacji. Ta jednak na pewno nastąpi w pewnym momencie.
- No nie wiem. Nie widzę jakoś tego, aby informacja o tym, że Janet sypia z Bradem czy syn Toma wpadł z porcją amfy wzbogaciła moje życie - rzuciła, wzruszając ramionami.
Takie rzeczy ludzie zwykle mogli wciskać jej na siłę, starając się wejść w jakiś small talk, gdy tylko spotykali się w jakiejś części wspólnej budynku i nie byli zajęci badaniem jakiejś sprawy. Tylko, że Eviny kompletnie nie interesowało życie prywatne współpracowników. Zwłaszcza, jeśli nie utrzymywała z nimi jakiejś bliższej relacji. Mimo wszystko nie była szczególnie rozmowna, a w pracy już szczególnie stawała się zafiksowana na śledztwach, badaniach i liście zadań do odhaczenia.
Całe szczęście bar wyglądał na szczodrze zaopatrzony, więc zapewne do rana nie powinno zabraknąć im alkoholu. Nawet jeśli cały wieczór panieński będzie próbował do tego dopuścić. Przynajmniej był to jakiś plus.
W przeciwieństwie do poprzednich gier, blackjack dawał im pewien zakres kontroli. Mogły zdecydować w kwestii tego czy chciały dobrać kartę i jednak podjąć większe ryzyko czy jednak pozostać przy wylosowanych kartach. Mogły podejść strategicznie i mniej więcej wykalkulować, co miało najwięcej sensu. Może i nie był to poker, ale zawsze coś.
Usiadła na wyznaczonym miejscu i sięgnęła po żetony. Siłą rzeczy zostało jej ich nieco więcej, bo nie miała okazji przetracić ich na automatach. W razie potrzeby zawsze mogła udzielić pewnej pożyczki swojej małżonce. Rzecz jasna na wysoki procent, bo jakżeby inaczej. Z tym, że płatność była gotowa odebrać w naturze.
Weszła w zakład podobną kwotą. Kobieta rozdała karty, a Swanson przyjrzała się swoim dwóm dziewiątkom. Osiemnastka była całkiem dobrym wynikiem. Brakowało jej trójki do idealnego wyniku, ale nie chciała ryzykować. Na pewno uzyskała o wiele lepsze karty niż krupierka, która wyciągnęła niskie noty, a potem jedynie dobierała. Z pewnością jednak nie udało jej się pobić wyniku detektywki.
- Przynajmniej jedna z nas ma szczęście - rzuciła z rozbawieniem, uśmiechając się do koronerki, która przerżnęła tę partię.
Była gotowa do podjęcia się kolejnego zakładu, stawiając na niego swoją dotychczasową wygraną.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: sob sie 29, 2026 6:47 pm
autor: zaylee miller
Wzruszyła jedynie ramionami. Jasne, że nie musiały od razu iść na prywatny pokaz. Właściwie wcale nie musiały na niego iść. Latynoska i tak była już zajęta występem na scenie, ustępując miejsca w loży striptizerowi, więc problem rozwiązał się sam. Najważniejsze, że Ruby bawiła się świetnie. W końcu to był jej wieczór i to ona miała z niego wycisnąć tyle frajdy, ile tylko się dało. One mogły po prostu się upić i oddać hazardowi. I tak finalnie skończy się tak, że wrócą do pokoju nabzdryngolone, padną na łóżko i zasną, zanim którakolwiek zdąży się rozebrać. A to bardzo odpowiadało Miller. Łóżko na pewno było tam cholernie wygodne. Może nawet wygodniejsze niż w ich domu? Idealnie, żeby po całym tym wieczorze porządnie się wyspać. Zresztą po alkoholu Zaylee naprawdę niewiele potrzebowała do szczęścia.
Nic już nie mówię — parsknęła pod nosem śmiechem, unosząc ręce w obronnym geście. W pracy miała wystarczająco dużo osób, z którymi mogła wymieniać się plotkami. Naprawdę nie musiała jeszcze urządzać sobie z żoną pogaduszek o tym, kto z kim, gdzie i dlaczego. A jeśli wydarzy się faktycznie coś interesującego, Swanson i tak prędzej czy później się o tym dowie. Plotki rozchodziły się po komisariacie szybciej niż gorące bułeczki. Wystarczyło, że jedna osoba coś zobaczyła, druga coś usłyszała, a trzecia dopowiedziała sobie resztę i po piętnastu minutach cały komisariat znał już zupełnie inną wersję wydarzeń.
One zresztą też przez długi czas były na tapecie. Ich romans cieszył się naprawdę ogromną popularnością, mimo że wtedy między nimi właściwie nic poważnego jeszcze nie było. Przynajmniej oficjalnie. Na początku Zaylee brała to do siebie. Wkurwiało ją, że ludzie tak chętnie wtrącają się w jej życie i robią z niego tani serial obyczajowy. Później jednak zwyczajnie jej przeszło. Niech sobie gadają. Nie miała zamiaru tłumaczyć się każdemu z tego, co łączyło ją ze Swanson.
Evina była nie tylko mało rozmowna w pracy, ale również poza nią. Miller już dawno zdążyła się do tego przyzwyczaić. Same też nie rozmawiały ze sobą przesadnie dużo i to raczej Zaylee była tą, która częściej inicjowała rozmowę. Nie potrzebowały bez przerwy mielić jęzorem, żeby wiedzieć, co u drugiej. Tak to już między nimi wyglądało. I przecież żadna nie zamierzała na siłę zmieniać drugiej. Zaylee mogła gadać za dwie, Evina mogła milczeć za trzy i tyle.
Nie miała już większej ochoty dokładać żetonów do rozgrywki. I tak zdążyła już przepierdolić wystarczająco dużo na automatach, a teraz szczęście zdecydowanie jej nie sprzyjało. Zresztą tych żetonów wcale nie zostało im tak wiele, więc lepiej było rozsądnie je rozdysponować. Zwłaszcza że Swanson radziła sobie całkiem nieźle, o czym świadczyło osiemnaście zdobytych punktów. Krupierka pozostawała daleko w tyle i ostatecznie również spasowała, kończąc z o wiele niższym wynikiem. Będąc na miejscu żony, Miller pewnie brnęłaby w to dalej, aż wyciągnęłaby jakąś popierdolenie wysoką kartę i zrujnowała wszystko w ostatniej sekundzie.
Ja odpuszczam. Ale ty graj dalej. Masz dobrą passę — zachęciła Evinę kiwnięciem głowy. Skoro szło jej tak dobrze, to dlaczego miałaby rezygnować z dalszej gry? Mogła przecież postawić całą, albo chociaż część dotychczasowej wygranej i spróbować ją jeszcze pomnożyć. Miller nie zamierzała jej powstrzymywać. Wręcz przeciwnie - z przyjemnością popatrzy, jak Swanson stawia wszystko na jedną kartę, podczas gdy ona będzie mogła stać obok i w razie czego powiedzieć, że przecież ostrzegała, mimo że wcale tego nie zrobiła. A jeśli wygra? Cóż, wtedy Zaylee bezczelnie przypisze sobie połowę sukcesu. W końcu to ona pozwoliła jej grać dalej.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: ndz sie 30, 2026 11:11 am
autor: Evina J. Swanson
Miały na pewno sporo możliwości na to jak spędzić ten wieczór. Mogły śmiało zachwycać się pokazami w części klubu zapewniającej najlepszy widok na striptizerów, dołączyć do jednego ze stołów z tuzinem różnych gier hazardowych albo zwyczajnie się urżnąć zapasem alkoholu. W końcu zamienią tę imprezę w Kac Vegas w Toronto.
- Ależ mów. Lubię cię słuchać - odpowiedziała od razu, bo gdyby było inaczej to nie brałaby sobie takiej gaduły za żonę.Potrafiła się zaangażować w rozmowę, ale to Zaylee była tą, która lubiła mówić najwięcej. Swanson nie miała z tym żadnego problemu. Słuchała, dopytywała i dawała jej potrzebną przestrzeń, której pewnie nie miałaby z innym rozmówcą. To działało. Nie miały zatem powodów do tego, aby narzekać na taki układ.
Na pewno też zdołały się przekonać na własnej skórze o tym jak działały plotki na komisariacie. Zostały tam już ochrzczone parą na długo przed tym nim same to zrobiły. Może dlatego też po pewnym czasie Evina sama chciała zostać dziewczyną koronerki tak oficjalnie. No, ale trzeba przyznać, że same sporo dokładały do tych plotek swoimi kłótniami w pracy oraz obmacywaniem się w prosektorium. Także: były sobie same winne.
Mogła zrozumieć niechęć żony do poczynienia kolejnego zakładu. W końcu zdążyła już naprawdę sporo żetonów przetracić na automatach, a te nie oferowały zbyt wielkiej szansy na wygraną, ani nie dawały żadnej kontroli nad grą. Trzeba było od razu usiąść do blackjacka i wyczyścić kasyno. Tak to przecież powinno wyglądać.
- Dobra. Ostatni zakład i idziemy do baru - zdecydowała, bo to brzmiało jak sensowny plan.
Zamierzała postawić wszystko, bo chuj z tym. Jak przegra to przegra, a jak nie to wykorzysta odpowiednio dobrą passę.
Przesunęła żetony do krupierki i obserwowała jak kobieta tasuje karty. W końcu zaczęła je wykładać. As i dwójka. Było dobrze. Mogła swobodnie dobrać jeszcze dwie karty. Kolejny as i szóstka. Łącznie dwadzieścia. Mogła swobodnie spasować. Prawdopodobieństwo, że wyciągnie teraz jednego z dwóch asów, które pozostały w talii było znikome. Dwadzieścia. Całkiem niezły wynik. W dodatku taki, który zapewnił jej zwycięstwo ajd krupierką, która przedobrzyła i przebiła dwadzieścia jeden punktów.
Cała wygrana poszła do niej. Evina miała wrażenie, że w tym momencie zgarnęły cały bank. Mogły zabalować z tą sumą, którą udało im się zgarnąć. Połowa sukcesu rzecz jasna należała do Miller, która ją do tego zakładu zachęciła.
- No to teraz możemy śmiało sięgać po alkohol z najwyższej półki. Dom Perignon dla mojej damy? - zapytała, uśmiechając się z prawdziwym zadowoleniem.
Właśnie upolowała wielką wygraną. Mogły ją od razu wykorzystać i zrobić z tego wszystkiego noc życia. Co z tego, że to nawet nie był ich wieczór panieński? Zasługiwały na to w pełni.
Właśnie z takim nastawieniem objęła małżonkę i skierowała się do baru, gdzie mogła pozwolić sobie na zakup trunków, na które normalnie zdecydowanie żal byłoby pieniędzy.

zaylee miller

i'm a million bucks on a queen motel bed

: pn sie 31, 2026 3:20 pm
autor: zaylee miller
Wszyscy, z którymi rozmawiała, dawali jej przestrzeń, więc Swanson nie powinna sobie aż tak pochlebiać. Miller lubiła mówić bez względu na to, czy ktoś faktycznie miał ochotę jej słuchać. Zwykle oczywiście miał, bo przecież była wystarczająco intrygująca, żeby zainteresować innych swoją wspaniałą osobą, a do tego potrafiła zaciekawić rozmówców. Albo słuchaczy, zależnie od tego, czy prowadziła zwykłą, prywatną konwersację, czy właśnie została zaproszona na jakieś naukowe wydarzenie. Tam zresztą pytań nigdy nie brakowało.
Teraz nie miała jednak nic szczególnie sensownego do powiedzenia, więc wolała obserwować, jak jej żona roztrwania cudze pieniądze, grając w blackjacka. Tym bardziej że szło jej zdecydowanie lepiej niż samej Zaylee, która po wcześniejszych porażkach nie zamierzała po raz kolejny próbować swoich sił przy kartach. Trzeba przecież wiedzieć, kiedy zejść ze sceny, zanim człowiek jeszcze bardziej się pogrąży. Jak widać, Miller potrafiła zachować jakieś resztki trzeźwego rozsądku. Poza tym i tak nie miała już za co grać. A pożyczanie żetonów od własnej żony? W życiu. Jeszcze czego, Mogła przegrać własne, ale zapożyczać się u Swanson byłoby już ciosem w jej dumę. Nie po to miała doktorat i całą tę swoją wspaniałą karierę, żeby teraz stać przy stole z wyciągniętą ręką i prosić Evinę o kilka żetonów.
Mówiłam, że warto grać dalej — pokiwała głową z miną kogoś, kto właśnie udowodnił swoją nieomylność, oczywiście przypisując sobie całą zasługę, a nie tylko jej niewielką część. W końcu nie od dziś wiadomo, że za sukcesem mężczyzny stoi kobieta. Za sukcesem drugiej kobiety również. W tym przypadku konkretnie Miller, która przecież zaledwie kilka chwil wcześniej udzieliła żonie bezcennej rady, żeby nie kończyła rozgrywki, skoro miała tak dobrą passę. Gdyby Swanson przegrała, Zaylee zapewne nie przyznałaby się do autorstwa pomysłu. Ale skoro wygrała? Oczywiście, że mogła sobie dopisać ten sukces do listy własnych osiągnięć.
Nie przesadzaj z tą damą — posłała jej rozbawione spojrzenie. To nie tak, że Zaylee nawet obok damy nie stała. Owszem, potrafiła się wystroić, wyglądać jak milion dolarów i z gracją wejść do każdego pomieszczenia, ale wystarczyło, że otworzyła gębę, a cała ta dama momentalnie gdzieś znikała. Bezczelność, pyskata natura i zdecydowanie zbyt duża pewność siebie skutecznie odbierały jej szanse na miano prawdziwej elegantki. Strojnisia? Jak najbardziej. Dama? No, tutaj można było już długo dyskutować. — Dom Perignon i Espresso Martini — sprostowała, bo drink na bazie espresso i wódki miał zadziałać trochę pobudzająco. Nie chciała przecież poskładać się po jednej kolejce, nawet jeśli chwilę wcześniej wyżłopała prawie całą butelkę szampana, a bąbelki zazwyczaj dość szybko uderzały do głowy.
Pozwoliła objąć się ramieniem i poprowadzić do baru, gdzie zajęła miejsce na hokerze. Założyła nogę na nogę i przyjrzała się uważnie Evinie.
A ty co weźmiesz? Coś, żeby cię sponiewierało i żebym musiała prosić Empanadę o pomoc w doprowadzeniu cię do łóżka? — zapytała z zawadiackim uśmiechem, podpierając podbródek na dłoni. Już doskonale wiedziała, co zaraz usłyszy. Swanson przypomni jej, że ma mocną głowę i prawie nigdy się nie upija.

Evina J. Swanson

i'm a million bucks on a queen motel bed

: wt wrz 01, 2026 8:38 am
autor: Evina J. Swanson
Co człowiek to opinia. Część pewnie uznałaby Swanson za wyśmienitą słuchaczkę, a inni nazwaliby ją beznadziejną. Wszystko rozchodziło się o to czy ktoś miał detektywce coś interesującego do powiedzenia lub czy był istotną osobą w jej życiu. Nie dało się zaprzeczyć, że małżonka na pewno taką osobą była.
Ten moment, gdy karty powoli lądowały na stole z symbolami na wierzchu był pełen wyjątkowego napięcia. Nie dało się w żaden sposób oddać słowami tego uczucia. Zwłaszcza, gdy po szybkim przeliczeniu oczek następowała realizacja, że ich liczba oznacza słodką wygraną. Evina nie spodziewała się tego, że tak jej dobrze pójdzie, ale najwyraźniej szczęście jej sprzyjało, gdy tylko mogła w jakiś sposób zadecydować o losie przebiegu rozstrzygania zakładu. Mawiali, że podobno ten, kto nie miał szczęścia w kartach, ten miał szczęście w miłości. Ciekawe jak to świadczyło o ich dwójce skoro Zaylee była wyjątkowo pechowa i jedynie jej małżonka ratowała bilans strat oraz zysków tej nocy.
- Mówiłaś. Jak widać miałaś dobre przeczucie - przytaknęła, bo w końcu nie zrobiłaby tego zakładu, gdyby Miller uparła się na to, że powinny od razu przejść do baru i kompletnie porzucić swoje wszelkie starania hazardowe.
Nie kłóciłaby się z nią wtedy. Nie zależało jej znowu, aż tak mocno na wszystkich tych grach. Mogła też zawsze wrócić do nich bez problemu odrobinę później. W końcu sama chciała się napić, czegoś mocniejszego, aby uczcić nadchodzące zamążpójście Lewis. To nie tak, że zwyczajnie chciała sobie wypić i każda wymówka byłaby dobra. W sumie to nawet nie potrzebowała żadnej, aby po prostu to zrobić.
- Proszę cię. Chyba mogę tytułować w ten sposób moją kobietę, która wygląda wprost cudownie - zamruczała w komplemencie.
Zapewne mogłaby jeszcze dorzucić jakiś komentarz o damie swojego serca, ale na to była zdecydowanie zbyt trzeźwa. Dlatego właśnie zmierzały do baru. Potem będzie mogła zarzucać małżonkę tysiącem niezwykle cringe'owych tekstów, bo alkohol zacznie przemawiać za nią. Do tego stanu jednak zdecydowanie wiele jej brakowało.
- Espresso Martini? Serio chcesz kawą bezcześcić jakiś dobry trunek? - zapytała skonsternowana, ale rzecz jasna dla Miller coś  takiego mogłoby być smaczne.
Sama nigdy nie sięgnęłaby po coś podobnego. W zasadzie to raz praktycznie opluła Madoxa, gdy zaserwował jej swoją specjalność, w której skład wchodził likier kawowy. Nie była w stanie znieść jego smaku, ale nie wyglądało na to, aby w jakiś sposób ugodziła w ego Noriegi. Raczej go rozbawiła swoją reakcją i przypomniała o tym, że faktycznie lata wcześniej dała mu się poznać jako ktoś, kto nienawidził kawy z niesamowitą dedykacją.
- Zobaczysz. I zdecydowanie nie będziesz potrzebowała niczyjej pomocy, abyśmy trafiły do łóżka - odpowiedziała tajemniczo, uśmiechając się do barmana, który się nimi zainteresował. - Butelkę Dom Peri. Dla pani będzie Espresso Martini, a dla mnie szklaneczka czterdziestoletniej Bowmore.
Gdyby nie wygrana to nigdy nie zamówiłaby whisky, której butelka kosztowała kilka tysięcy dolarów. Teraz jednak z pewnością mogły sobie na to pozwolić. W końcu obiecały sobie, że zaszaleją i wydadzą swoją wygraną, aby przez ten jeden wieczór bawić się niczym królowe. Nic nie mogło ich odwieźć od tego zamiaru.
- No to za ten wieczór. Aby pozostał niezapomniany! - wzniosła toast, gdy tylko otrzymały już swoje zamówienie.
Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jak idealne miała wyczucie czasu. Nie zdążyła nawet unieść dobrze szklanki do ust, gdy nagle w lokalu zgasły wszystkie światła. Wokół nich rozległo się kilka krzyków. Najwyraźniej kilka osób przestraszyło się nagłej przerwy w dostawie prądu Tylko, że w całym tym gwarze i chaosie przebijał się wyraźnie jeden wyjątkowo ostry wrzask, który trwał o wiele dłużej niż jakikolwiek inny. Był to zwyczajny odgłos przerażenia, a gdy tylko klubowe światła rozbłysły na nowo, ujrzały Ruby Lewis, która siedziała na podłodze w ich loży. Jej rude włosy były rozczochrane, szarfa Bride to Be rozdarta, a ona sama płakała, zanosząc się głośnym szlochem.
- Moja tiara! - krzyczała. - Moja tiara! Ktoś mi ją ukradł!
Swanson jedynie spojrzała na siedzącą obok koronerkę. Wyglądało na to, że miały przed sobą ekscytującą sprawę kryminalną na wieczorze panieńskim. Kto mógłby porwać spektakularnie wyglądającą tiarę noszoną przez ich Bridezillę? Zdecydowanie były jednymi z nielicznych na tej sali, które mogły rozwiązać tę sprawę.

zaylee miller