I Sent My Therapist to Therapy
: ndz lis 01, 2026 9:11 pm
Nie wierzył jej. Nic do cholery nie rozumiał! Wiedziała, że kiedyś ten temat wypłynie. Nie ruszali tego gówna, ignorując zapach zgnilizny. Tęskniła za tym, co kiedyś ich łączyło. To uczucie było prawdziwe. Kochała go. I to była jedna z niewielu emocji, które nie przeminęły. Miłość do niego była jak powiew świeżego powietrza. Endorfiny szalały, a jego obecność uspokajała każdą szaleńczą myśl, gdy gnała bez celu przed siebie. Był niczym promyczek słońca,który odganiał cały mrok. Równocześnie ta sama miłość odbierała każdą barwę z jej życia, gdy rozstanie wbijało się jak nóż prosto w serce. Otaczał ją mrok. Nigdy nie bała się ciemności. Trzymała głowę nad powierzchnią w tych pierdolonych Włoszech dla niego. A on ją posłał do samego diabła. Dziś robił to samo. Kiedyś bez wahania wybrałby ją, a ona jego. Teraz jego serce należało do innej. Bronił tamtej wywłoki przekreślając wszystko. Wiedział, co powiedzieć, żeby ją zranić.
Milczała.
Pozwalała mu złamać swoje serce. Roztrzaskać je na kawałki. Chciała zapamiętać ten ból. Następnym razem, gdy do niej napisze, miała przypomnieć sobie te łzy spływające teraz po policzkach. Chociaż ten jeden raz ciemność była po jej stronie.
- Jak na prawnika, to szybko wydajesz osądy. Zamiast trzymać się prawdy, to wolisz uznać, że to ja jestem winna wszystkiego. Chcesz zrobić mnie tą złą? Spoko. Wracaj do swojej cizi mizi i zakończmy to tu i teraz. To koniec. Nie ma już nas. – kiedyś myśleli, że ich dusze były sobie pisane. Że nic nie zdoła ich rozdzielić. Wyszarpał połowę jej duszy. Sprawił, że na moment straciła powietrze i zsunęła się na podłogę, opierając się plecami o ścianę.
Wszystko, co powiedziała mu w zaufaniu, obróciło się przeciwko niej.
Słuchała jak szukał drogi do wyjścia. Cisza miała być sugestią, żeby myślał, że już jej tam nie było. Dłonią wymacała mały przedmiot na podłodze. Zapalniczka. Jego zguba, która znaczyła dla niego tak wiele. Powinna znowu rzucić tym w cholerę. Tak, żeby raz na zawsze przepadło wszystko, co kiedyś ich łączyło. Dziś jednak płakała. Brzydziła się tej pierdolonej słabości do niego. W pewnym momencie zabrakło łez. Nie chciała już krzyczeć. Została tylko ta pierdolona pustka.
I wtedy obiecała sobie, że już nigdy więcej nie pozwoli mu zawładnąć swoim sercem. Nie będzie ostatnią myślą ani pierwszą. Zostanie jedynie przeszłością. A ta głupia zapalniczka miała rozpalać gniew, za każdym razem, gdy się zapomni.
Bolało ją całe ciało, gdy w końcu ruszyła się z ziemi. To koniec. Nigdy więcej. Gdy wyszła na zewnątrz, pierwsze promienie słońca zwiastowały nowy dzień. Wczoraj jej serce jeszcze należało do niego. Od dziś uczyła się tej nienawiści do niego. Bo bez niej będzie mu lepiej. Bez niego jej będzie lepiej. Oszukiwała się. Mimo to, tak miała teraz wyglądać ich codzienność. Bo ich bajka nie miała szczęśliwego zakończenia.
Nienawidziła go za to, że był kłamliwym sukinsynem. Nienawidziła za to, że wybrał inną. Nienawidziła za to, że zranił ją w sposób w jaki nikt inny nie zdołał. A przede wszystkim nienawidziła go za to, że dalej go kochała. I za to, że wina leżała pośrodku.
Zapalniczkę schowała w szufladzie szafki nocnej. A oni wkroczyli na wojenną ścieżkę, z której nie było już odwrotu.
KONIEC 
William N. Patel
Milczała.
Pozwalała mu złamać swoje serce. Roztrzaskać je na kawałki. Chciała zapamiętać ten ból. Następnym razem, gdy do niej napisze, miała przypomnieć sobie te łzy spływające teraz po policzkach. Chociaż ten jeden raz ciemność była po jej stronie.
- Jak na prawnika, to szybko wydajesz osądy. Zamiast trzymać się prawdy, to wolisz uznać, że to ja jestem winna wszystkiego. Chcesz zrobić mnie tą złą? Spoko. Wracaj do swojej cizi mizi i zakończmy to tu i teraz. To koniec. Nie ma już nas. – kiedyś myśleli, że ich dusze były sobie pisane. Że nic nie zdoła ich rozdzielić. Wyszarpał połowę jej duszy. Sprawił, że na moment straciła powietrze i zsunęła się na podłogę, opierając się plecami o ścianę.
Wszystko, co powiedziała mu w zaufaniu, obróciło się przeciwko niej.
Słuchała jak szukał drogi do wyjścia. Cisza miała być sugestią, żeby myślał, że już jej tam nie było. Dłonią wymacała mały przedmiot na podłodze. Zapalniczka. Jego zguba, która znaczyła dla niego tak wiele. Powinna znowu rzucić tym w cholerę. Tak, żeby raz na zawsze przepadło wszystko, co kiedyś ich łączyło. Dziś jednak płakała. Brzydziła się tej pierdolonej słabości do niego. W pewnym momencie zabrakło łez. Nie chciała już krzyczeć. Została tylko ta pierdolona pustka.
I wtedy obiecała sobie, że już nigdy więcej nie pozwoli mu zawładnąć swoim sercem. Nie będzie ostatnią myślą ani pierwszą. Zostanie jedynie przeszłością. A ta głupia zapalniczka miała rozpalać gniew, za każdym razem, gdy się zapomni.
Bolało ją całe ciało, gdy w końcu ruszyła się z ziemi. To koniec. Nigdy więcej. Gdy wyszła na zewnątrz, pierwsze promienie słońca zwiastowały nowy dzień. Wczoraj jej serce jeszcze należało do niego. Od dziś uczyła się tej nienawiści do niego. Bo bez niej będzie mu lepiej. Bez niego jej będzie lepiej. Oszukiwała się. Mimo to, tak miała teraz wyglądać ich codzienność. Bo ich bajka nie miała szczęśliwego zakończenia.
Nienawidziła go za to, że był kłamliwym sukinsynem. Nienawidziła za to, że wybrał inną. Nienawidziła za to, że zranił ją w sposób w jaki nikt inny nie zdołał. A przede wszystkim nienawidziła go za to, że dalej go kochała. I za to, że wina leżała pośrodku.
Zapalniczkę schowała w szufladzie szafki nocnej. A oni wkroczyli na wojenną ścieżkę, z której nie było już odwrotu.
William N. Patel