Which is more important to your father? Money or You?
: czw wrz 10, 2026 1:44 am
– Tym już nie musisz się martwić. To raczej on powinien się martwić o to, co stanie się z jego jedynym synem, więc lepiej módl się, żeby coś wymyślił – odparł beznamiętnie, jakby mówił o czymś zupełnie błahym. Nie interesowało go, w jaki sposób Malone zdobędzie pieniądze. Dług był jego problemem. Oscar natomiast stał się problemem Mikhaila i zamierzał się nim odpowiednio zająć. Mógł zostać tutaj miesiąc, rok, a nawet całe życie. Iwanow nie zamierzał się spieszyć. Zwłaszcza że jego ojciec nie sprzedał ani jednej rzeczy, by choć minimalnie zmniejszyć swój dług. Tylko skąd brał pieniądze na dalsze, tak wystawne życie? Tego Misha zamierzał się dowiedzieć. Prędzej czy później.
– Bądź grzeczny, a cała posiadłość stanie przed tobą otworem. Może nawet zabiorę cię na wycieczkę. Ale musisz mnie słuchać – powiedział spokojnie, muskając kciukiem jego brodę. Nie potrzebował podnosić głosu, żeby pokazać, kto tutaj decydował. W jego głowie pojawiło się kilka myśli o tym, co mógłby zrobić z tym niewinnym chłopcem. Szczególnie intrygowało go, jak długo Oscar będzie próbował stawiać opór i kiedy w końcu zrozumie, że tutaj nie miał nic do powiedzenia. Był też ciekawy, czy miał już swój pierwszy raz za sobą.
– Coś słabo ci idzie dotrzymywanie słowa – roześmiał się, mrugając do niego. Urocze. Naprawdę urocze, że Oscar wciąż próbował mu się przeciwstawiać, jakby ta walka miała jakikolwiek sens. Misha wręcz lubił obserwować jego drobne próby odzyskania kontroli. Była to dodatkowa rozrywka po ciężkim dniu, w którym wiecznie robił to samo. Spotkania za spotkaniami, przypominanie ludziom o długach, odzyskiwanie pieniędzy, czasem w brutalny sposób, a na końcu tortury, gdy trafiał się ktoś wyjątkowo oporny. Oscar był jednak ciekawszy. Nie dość, że potrafił poprawić mu humor, to jeszcze mógł okazać się całkiem użyteczny.
Tak jak teraz, kiedy Misha zabierał go na spotkanie. Niech wyrwie się chociaż na chwilę z tego pokoju. Pozna nowych ludzi, zobaczy trochę świata poza czterema ścianami, może nawet się zabawi. A jeśli będzie grzeczny, dostanie nagrodę. Oczywiście nie zamierzał mu powiedzieć jaką. Misha lubił niespodzianki. Szczególnie te, w których tylko on znał zasady.
– Nawet o tym nie myśl. Ten jest tylko mój – mruknął, posyłając wspólnikowi lodowate spojrzenie i mocniej przyciągając Oscara do siebie.
Mógł mu grozić, straszyć go oddaniem na łaskę grupki napalonych mężczyzn, którzy zrobiliby z niego krwawą miazgę, ale nie zamierzał tego spełniać. Takie rzeczy były zarezerwowane dla wrogów. Oscar należał do niego. Był jego gościem, jego problemem i jego własnością – przynajmniej tak długo, jak Misha uznawał to za stosowne. Jeśli więc ktoś miałby przekroczyć granicę i go dotknąć, nie zamierzał tego tolerować. Nie dlatego, że Oscar potrzebował ochrony. Po prostu nikt nie dotykał tego, co należało do Iwanowa.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc zazdrość w oczach większości mężczyzn. Zwłaszcza jednego, którego będzie musiał mieć na oku. Nie znosił nieposłuszeństwa. Jeszcze bardziej nie znosił, kiedy ktoś próbował sięgać po rzeczy, które uważał za swoje. Oscar był wyjątkowy. Przypominał mu dawną miłość, o której mimo upływu lat nadal nie zapomniał. Może właśnie dlatego pozwalał mu na więcej niż komukolwiek innemu. Misha potrafił kochać. Problem polegał na tym, że jego miłość nigdy nie była czymś bezpiecznym. Zdarzyło mu się to tylko raz.
– Chcesz się czegoś napić? Albo zjeść? – zapytał cicho, jakby chwilę wcześniej wcale nie rozmawiał o tym, co mogłoby spotkać Oscara. Dalej przysłuchiwał się wszystkiemu, co jego ludzie mieli mu do powiedzenia, jednocześnie nie spuszczając z chłopaka wzroku.
Oscar Malone
– Bądź grzeczny, a cała posiadłość stanie przed tobą otworem. Może nawet zabiorę cię na wycieczkę. Ale musisz mnie słuchać – powiedział spokojnie, muskając kciukiem jego brodę. Nie potrzebował podnosić głosu, żeby pokazać, kto tutaj decydował. W jego głowie pojawiło się kilka myśli o tym, co mógłby zrobić z tym niewinnym chłopcem. Szczególnie intrygowało go, jak długo Oscar będzie próbował stawiać opór i kiedy w końcu zrozumie, że tutaj nie miał nic do powiedzenia. Był też ciekawy, czy miał już swój pierwszy raz za sobą.
– Coś słabo ci idzie dotrzymywanie słowa – roześmiał się, mrugając do niego. Urocze. Naprawdę urocze, że Oscar wciąż próbował mu się przeciwstawiać, jakby ta walka miała jakikolwiek sens. Misha wręcz lubił obserwować jego drobne próby odzyskania kontroli. Była to dodatkowa rozrywka po ciężkim dniu, w którym wiecznie robił to samo. Spotkania za spotkaniami, przypominanie ludziom o długach, odzyskiwanie pieniędzy, czasem w brutalny sposób, a na końcu tortury, gdy trafiał się ktoś wyjątkowo oporny. Oscar był jednak ciekawszy. Nie dość, że potrafił poprawić mu humor, to jeszcze mógł okazać się całkiem użyteczny.
Tak jak teraz, kiedy Misha zabierał go na spotkanie. Niech wyrwie się chociaż na chwilę z tego pokoju. Pozna nowych ludzi, zobaczy trochę świata poza czterema ścianami, może nawet się zabawi. A jeśli będzie grzeczny, dostanie nagrodę. Oczywiście nie zamierzał mu powiedzieć jaką. Misha lubił niespodzianki. Szczególnie te, w których tylko on znał zasady.
– Nawet o tym nie myśl. Ten jest tylko mój – mruknął, posyłając wspólnikowi lodowate spojrzenie i mocniej przyciągając Oscara do siebie.
Mógł mu grozić, straszyć go oddaniem na łaskę grupki napalonych mężczyzn, którzy zrobiliby z niego krwawą miazgę, ale nie zamierzał tego spełniać. Takie rzeczy były zarezerwowane dla wrogów. Oscar należał do niego. Był jego gościem, jego problemem i jego własnością – przynajmniej tak długo, jak Misha uznawał to za stosowne. Jeśli więc ktoś miałby przekroczyć granicę i go dotknąć, nie zamierzał tego tolerować. Nie dlatego, że Oscar potrzebował ochrony. Po prostu nikt nie dotykał tego, co należało do Iwanowa.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc zazdrość w oczach większości mężczyzn. Zwłaszcza jednego, którego będzie musiał mieć na oku. Nie znosił nieposłuszeństwa. Jeszcze bardziej nie znosił, kiedy ktoś próbował sięgać po rzeczy, które uważał za swoje. Oscar był wyjątkowy. Przypominał mu dawną miłość, o której mimo upływu lat nadal nie zapomniał. Może właśnie dlatego pozwalał mu na więcej niż komukolwiek innemu. Misha potrafił kochać. Problem polegał na tym, że jego miłość nigdy nie była czymś bezpiecznym. Zdarzyło mu się to tylko raz.
– Chcesz się czegoś napić? Albo zjeść? – zapytał cicho, jakby chwilę wcześniej wcale nie rozmawiał o tym, co mogłoby spotkać Oscara. Dalej przysłuchiwał się wszystkiemu, co jego ludzie mieli mu do powiedzenia, jednocześnie nie spuszczając z chłopaka wzroku.
Oscar Malone