Strona 3 z 3

Which is more important to your father? Money or You?

: czw wrz 10, 2026 1:44 am
autor: Mikhail Iwanow
– Tym już nie musisz się martwić. To raczej on powinien się martwić o to, co stanie się z jego jedynym synem, więc lepiej módl się, żeby coś wymyślił – odparł beznamiętnie, jakby mówił o czymś zupełnie błahym. Nie interesowało go, w jaki sposób Malone zdobędzie pieniądze. Dług był jego problemem. Oscar natomiast stał się problemem Mikhaila i zamierzał się nim odpowiednio zająć. Mógł zostać tutaj miesiąc, rok, a nawet całe życie. Iwanow nie zamierzał się spieszyć. Zwłaszcza że jego ojciec nie sprzedał ani jednej rzeczy, by choć minimalnie zmniejszyć swój dług. Tylko skąd brał pieniądze na dalsze, tak wystawne życie? Tego Misha zamierzał się dowiedzieć. Prędzej czy później.
– Bądź grzeczny, a cała posiadłość stanie przed tobą otworem. Może nawet zabiorę cię na wycieczkę. Ale musisz mnie słuchać – powiedział spokojnie, muskając kciukiem jego brodę. Nie potrzebował podnosić głosu, żeby pokazać, kto tutaj decydował. W jego głowie pojawiło się kilka myśli o tym, co mógłby zrobić z tym niewinnym chłopcem. Szczególnie intrygowało go, jak długo Oscar będzie próbował stawiać opór i kiedy w końcu zrozumie, że tutaj nie miał nic do powiedzenia. Był też ciekawy, czy miał już swój pierwszy raz za sobą.
– Coś słabo ci idzie dotrzymywanie słowa – roześmiał się, mrugając do niego. Urocze. Naprawdę urocze, że Oscar wciąż próbował mu się przeciwstawiać, jakby ta walka miała jakikolwiek sens. Misha wręcz lubił obserwować jego drobne próby odzyskania kontroli. Była to dodatkowa rozrywka po ciężkim dniu, w którym wiecznie robił to samo. Spotkania za spotkaniami, przypominanie ludziom o długach, odzyskiwanie pieniędzy, czasem w brutalny sposób, a na końcu tortury, gdy trafiał się ktoś wyjątkowo oporny. Oscar był jednak ciekawszy. Nie dość, że potrafił poprawić mu humor, to jeszcze mógł okazać się całkiem użyteczny.
Tak jak teraz, kiedy Misha zabierał go na spotkanie. Niech wyrwie się chociaż na chwilę z tego pokoju. Pozna nowych ludzi, zobaczy trochę świata poza czterema ścianami, może nawet się zabawi. A jeśli będzie grzeczny, dostanie nagrodę. Oczywiście nie zamierzał mu powiedzieć jaką. Misha lubił niespodzianki. Szczególnie te, w których tylko on znał zasady.
– Nawet o tym nie myśl. Ten jest tylko mój – mruknął, posyłając wspólnikowi lodowate spojrzenie i mocniej przyciągając Oscara do siebie.
Mógł mu grozić, straszyć go oddaniem na łaskę grupki napalonych mężczyzn, którzy zrobiliby z niego krwawą miazgę, ale nie zamierzał tego spełniać. Takie rzeczy były zarezerwowane dla wrogów. Oscar należał do niego. Był jego gościem, jego problemem i jego własnością – przynajmniej tak długo, jak Misha uznawał to za stosowne. Jeśli więc ktoś miałby przekroczyć granicę i go dotknąć, nie zamierzał tego tolerować. Nie dlatego, że Oscar potrzebował ochrony. Po prostu nikt nie dotykał tego, co należało do Iwanowa.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc zazdrość w oczach większości mężczyzn. Zwłaszcza jednego, którego będzie musiał mieć na oku. Nie znosił nieposłuszeństwa. Jeszcze bardziej nie znosił, kiedy ktoś próbował sięgać po rzeczy, które uważał za swoje. Oscar był wyjątkowy. Przypominał mu dawną miłość, o której mimo upływu lat nadal nie zapomniał. Może właśnie dlatego pozwalał mu na więcej niż komukolwiek innemu. Misha potrafił kochać. Problem polegał na tym, że jego miłość nigdy nie była czymś bezpiecznym. Zdarzyło mu się to tylko raz.
– Chcesz się czegoś napić? Albo zjeść? – zapytał cicho, jakby chwilę wcześniej wcale nie rozmawiał o tym, co mogłoby spotkać Oscara. Dalej przysłuchiwał się wszystkiemu, co jego ludzie mieli mu do powiedzenia, jednocześnie nie spuszczając z chłopaka wzroku.

Oscar Malone

Which is more important to your father? Money or You?

: czw wrz 10, 2026 2:49 am
autor: Oscar Malone
Oscar wpatrywał się w niego przez dłuższą chwile bez słowa, jakby chciał odczytać, czy żartował czy mówił poważnie. Za nic nie potrafił rozgryźć tego człowieka i nijak mu się to nie podobało, bo bardziej tylko rozwijało jego poczucie bezradności i całkowitej utraty kontroli. Na nic zdawało się buntowanie czy sprzeciwianie - Mikhail miał na niego własny pomysł, który wcale Oscarowi się nie podobał! Chciał stąd uciec, chciał odzyskać wolność, która tak brutalnie mu odebrano. Był pewien, ze gdyby tylko jego ojciec nie znalazł pieniędzy na wykupienie syna, tak ten znajdzie sposób, żeby stąd uciec. Jedyne, na co nie mógł sobie pozwolić to bezgraniczne uwierzenie w jakiekolwiek zapewnienia i słowa starszego mężczyzny, który raz próbował być dla niego miły, by zaraz pokazać się z demonicznej strony grożąc mu. I dziwić się, ze Malone zaczął mieć sieczkę w mózgu.
-Czyli na takiej zasadzie to działa, tak? Jak będę twoja posłuszna zabawka, to spotka mnie nagroda. Wprost zajebisty układ, nie ma co. Z tym, ze ja nie mam najmniejszego zamiaru słuchać i spełniać twoich fantazji! - skomentował, prychając. Zaczynał robić się zły bo ten usilnie próbował go sobie podporządkować. Owszem, Oscar nie był debilem i wiedział, ze jego sprzeciw nie na wiele się zda, ale nie było mowy, żeby tak łatwo się poddał! Siła nie grzeszył, ale uporem i owszem.
Wzdrygnął się, zaraz tężejącą, kiedy poczuł na brodzie kciuk mężczyzny. Jakim prawem ten zboczeniec w ogóle go dotykał? Czy w ten sposób próbował mu pokazać, że mógł z nim zrobić cokolwiek chciał? Na samą myśl chłopakowi zrobiło się niedobrze. Nie chciał nawet wyobrażać sobie jego dłoni na swoim ciele. Poza tym Malone był hetero i nie było możliwości,by pozwoli się dotknąć jakiemuś facetowi w ten intymny, seksualny sposób!
-Pierdol się! - warknął do niego. Miał go serdecznie dość. Dość niesprawiedliwości, złości, bezsilności. Totalnie wszystkiego! Jedyne, czego aktualnie pragnął to spokój. Nawet tego nie mógł otrzymać ze strony mężczyzny, bo w jego głowie pojawily się kolejne chore pomysły, do których najwidoczniej potrzebował biednego Oscara. Może powinien go teraz kopnąć w jaja i uciec? Brzmiało jak plan prawie idealny. Gdyby tylko wiedział, jak wielu ochroniarzy było za drzwiami być może nawet by się pokusił, aby wcielić go w życie.
Spotkanie, na które zostały zabrany, wcale mu się nie podobało. Nie podobały mu się te spojrzenia, pełne pożądania i łakomstwa, jakby chłopak był jakimś smakowitym kąskiem. A co, jeśli to był plan Mikhaila? Oddawać mu go kolejno każdej zebranej osobie? Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, kiedy wodził wzrokiem po twarzach mężczyzn, próbując rozszyfrować, co siedziało im w głowach. Nie trzeba było jednak być geniuszem, aby wywnioskować, ze wielu z nich miało fantazje tak niecenzuralne, ze nie były przeznaczone dla każdego.
Spiął się bardziej słysząc słowa mężczyzny, na kolanach którego siedział. Był jego. Wcale nie! Oscar nie należał do nikogo! Nie był własnością, nie był zabawka. Cholera jasna, był człowiekiem, prawda?! A jednak w tym momencie Mikhail starał się go uprzedmiotowić, co było uwłaczające.
-Nie jestem twój - powiedział cicho, z nuta buntu w głosie. Te słowa były przeznaczone jedynie dla Iwanowa; reszta zebranych nie musiała brać w tym udziału. Ba, on nawet nie chciał by zwracali na niego jakąkolwiek uwagę. Nie chciał widzieć tych obleśnych spojrzeń, które wodziły po jego drobnym ciele, jakby już teraz każdy z nich chciał go rozebrać. Zadrżał, kiedy ten sam starszy mężczyzna zatrzymał się wzrokiem na miejscach, na których miał nadzieję położyć swoje łapska. To nie było normalne; nie w świecie, w którym wychował się Malone.
-Nie chce. Chce stąd iść. Nie lubię ich - rzucił cicho, jakby błagalnie, mając nadzieję, ze te jedną prośbę Mikhail będzie w stanie spełnić. - Nie podobają mi się ich spojrzenia - dodał i głos mu się zatrząsł. I chociaż wcześniej pewnie nienawidziły siebie za taką słabość, tak teraz nie miało to większego znaczenia - miał na głowie poważniejsze problemy. - Proszę - dodał jeszcze ciszej, zaciskając dłonie na materiale spodni swojego porywacza.

Mikhail Iwanow