Strona 3 z 3

Hasta el Amanecer

: ndz lis 08, 2026 3:21 pm
autor: Carmen Torres
Carmen zaśmiała się pod nosem na ten łagodny pocałunek, złożony w kąciku jej ust.
Najpierw prowokowały się jak głupie, by później obdarować siebie nawzajem wieloma pieszczotliwymi przezwiskami i słodkimi buziakami; classic. Jak były pijane, to sprawy zwykle jeszcze szybciej wymykały się spod kontroli, ale obie całkiem dobrze odnajdywały się w tym chaosie. Tak długo jak były w tym razem, tak samo zawsze znajdą wyjście z każdej, nawet potencjalnie najgorszej sytuacji. Jezu, nawet nie mogła jej powiedzieć, że była zbyt pewna siebie, bo mogła odbić jej tę pałeczkę. Tego akurat Torres też nie brakowało — tylko czasem rozumu, ale każdemu mogło się zdarzyć, no nie? No i przede wszystkim, naprawdę cieszyła się, że wyciągnęła swoją przyjaciółkę z domu. Dlaczego częściej nie widywały się na mieście? Takie szaleństwo na pewno dobrze im zrobi, podobnie jak ten wyjazd na domki, o ile wrócą do tego tematu na trzeźwo. Dorosłe, zabiegane życie i problemy związkowo-romantyczne stanowiły główny punkt codzienności człowieka, ale warto też od czasu do czasu, pomyśleć o bliskich; tych, którzy nie odejdą, gdy zrobi się ciężej. I tych, którzy w trudnych chwilach, najskuteczniej oczyszczą umysł.

Gdy Ruelle podała jej swoją dłoń, Torres zaczęła się śmiać. Miała na myśli zapalniczkę, ale teraz nie miało to już dla niej tak dużego znaczenia. I w jakiś sposób rozbawiło ją to tak bardzo — prawdopodobnie przez alkohol i zioło w organizmie — że nie mogła przestać się śmiać jeszcze przez dłuższą chwilę. Pomachała ich splecionymi dłońmi na boki, uśmiechając się od ucha do ucha. Dlaczego w ogóle przez myśl przeszło jej bawienie się i szlajanie po barach w pojedynkę, jeśli od razu mogła do niej zadzwonić? Ech, to uporczywe poczucie, że nie chce obarczać swoich bliskich swoimi problemami lub potrzebami... Powinna z tym skończyć.

— Ja wiem czemu — powiedziała, a na jej ustach po raz kolejny, pojawił się zbłąkany uśmiech. Nachyliła się w jej stronę z wyraźnym rozbawieniem. — Nie znalazłabyś drugiej takiej jak ja — wyjaśniła. — A to byłaby okrutna strata, co nie? — zażartowała, choć może wcale nie było to nierealne? Znalezienie drugiej latina, która sprosta wszystkim dziwactwom, nie było tak łatwym zadaniem jak mogłoby się wydawać. — Dobrze. Zrobię, co tylko rozkażesz — rzuciła, robiąc miniukłon, jakby była gotowa spełnić jej każde życzenie i to tylko dlatego, żeby posłuchała o jej podbojach miłosnych na aplikacji randkowej.

— Jestem zbyt ładna i niewinna, żeby odwiedzać cię potem w więzieniu — powiedziała, ciągnąc ją za rękę do taksówki. — A tak serio to nie wybaczę sobie, jak wpadniesz przeze mnie w tarapaty. Mówię poważnie — zarządziła twardo. Złapały podwózkę, więc Carmen od razu wciągnęła ją ze sobą do środka i gdy tylko ruszyły, oparła głowę na jej ramieniu. — Nie wiem, czy to twój temperament, ale przy tobie czuję się znacznie bezpieczniej — zaśmiała się, unosząc na nią spojrzenie. Nie chciała zbyt szybko kończyć tej nocy, ale nie miała zamiaru przejmować się tym mężczyzną; wolała spędzić wtedy resztę czasu razem w jej mieszkaniu.

Ruelle