Strona 3 z 3

medieval times

: ndz sie 30, 2026 3:13 am
autor: yubi wang
- Halo! Jakie utopiłam?! - oburzyła się czym prędzej. - To ty zdecydowałeś się mnie prawie dźgnąć swoim przyrodzeniem, a później zostałeś wessany pod powierzchnię wody niczym złota rybka spływająca w wychodku! - odparła zdenerwowana i machnęła ręką. - Ale dobrze, powiedzmy, że zaufam ci w tej gestii i mam nadzieję, że nie będę tego żałować! - Uniosła wskazujący palec prawie grożąco, chociaż na jej ustach pojawił się nawet nikły uśmiech. Spojrzała na niego przez moment, słuchając go uważnie, ale za cholerkę nie potrafiła zrozumieć, jak niby jego rola miała być gorsza niż ta jej. W końcu nie żył tak jak ona w ubóstwie! - I powiedz mi, co niby takiego ciężkiego jest w twojej roli... życiu? - uniosła brew niezadowolona. - Na razie twoje życie dla mnie brzmi jak jedna z tych baśni, które opowiadają po zmroku przy palącym się ogniu. - Westchnęła cicho, marząc, żeby kiedyś i ją dotknęło coś tak cudownego.

Ahhh... dreams, eh?

Wpatrywała się w jego tęczówki przez dłuższą chwilę, czując niespotykane jej wcześniej ciepło przechodzące przez policzki. - Tak, proszę. Byłabym bardzo wdzięczna i bede twoją dłużniczką - uśmiechnęła się niemal czule w jego kierunku i ściskając jego dłoń, wypuściła z ust jego imię. - Lysander... - Uśmiechnęła się trochę szerzej. - Lys. Tak będę do ciebie mówiła - zaśmiała się pod nosem, zanim z całego zachwytu wiadomością, że jednak wybiorą się na tę wycieczkę, wylądowała prosto na jego klatce piersiowej. - Nie chcę! - mruknęła niezadowolona, unosząc buzię, żeby spojrzeć prosto w jego twarz, ale po chwili po komnacie rozniósł się pisk słodkiego konika morskiego, który... CO?! Podniosła się szybko, poprawiając sukienkę i wsuwając włosy za ucho, po czym czym prędzej ruszyła za nim. Nie będą się rozmnażać! W żadnym wypadku!

Dech zaparł jej w piersiach, kiedy tylko zobaczyła tyle cudownego jedzenia. Yubi wręcz rzuciła się do stołu i zaczęła kosztować różnych owoców, glonów i całej reszty tych dziwactw, których w życiu na oczy nie widziała. Po chwili podniosła coś, co przypominało grejpfruta, ugryzła skórkę i... Fu. Jakie gorzkie. Skrzywiła się okropnie, odkładając owoc czym prędzej, ale zaraz dorwała się do truskawek i wtedy już oczy jej się zaświeciły. - Lys, spróbuj! Jest mega pycha! - rzuciła uradowana, przystawiając truskawkę prosto do jego ust. Hmmm... Czy on właśnie naprawdę zaczynał być jej kompanem?

Lys