into an otter dimension
: pn wrz 28, 2026 12:42 pm
Musicie wiedzieć, że słoneczko naprawdę przyjemnie grzało. Ciekawe, czy mrówki lubiły czuć słońce na swoich… yyy… pancerzykach? - Ech, a już myślałam, że kupię sobie ich dozgonną miłość - westchnęła Perry teatralnie, przykładając dłoń do klatki piersiowej. No oczywiście, że rozumiała, że mrówki to nie były ani pieski, ani kotki i nie machały ogonem na widok kogoś z przekąską. Hmm… ale w sumie, skoro już o tym pomyślała… - Może jak wprowadzę się do Nory to będę mogła przygarnąć pieska albo kotka, wiesz? A jakbyś mogła wybrać, to wolałabyś pieska, kotka czy zostałabyś przy mrówkach? - zagadnęła i przechyliła głowę na bok.
Na ostrzeżenie, żeby Pixie tak nie słodzić, bo zaraz obrośnie w piórka, rozbawiona Perry tylko wywróciła oczami. No jak miała jej nie słodzić, skoro Fontaine była po prostu… WHOLESOME?! Nie dało się inaczej! A teraz jeszcze opowiadała o swojej przyszłości jako sławnej entomolożce… No jak Perry miała jej nie podziwiać? - Kurde, w sumie jakby się tak zastanowić, to owady to niezłe świry, nie? - stwierdziła nagle Wallace, wymachując gofrem na prawo i lewo (cud, że nic z niego nie spadło). - Jedne świecą w ciemności, drugie udają liście, a trzecie zjadają partnerów po randce… Nic dziwnego, że się tym interesujesz! I pomyśleć, że do tej pory myślałam o owadach tylko w kategorii robali i pszczółek - parsknęła śmiechem i znowu wgryzła się w gofra. Był pyszny! Pixie podjęła najbardziej genialną decyzję ever. - Kocham truskawki, ale banany też kocham. I borówki. W sumie wszystkie owoce kocham, oprócz brzoskwiń. Mają dziwną konsystencję - wytrajkowała, rzucając szybkie spojrzenie na wybieg surykatek, bo maluchy właśnie zaczęły w popłochu uciekać do swoich norek. Pewnie jakieś nieznośne dziecko rzuciło w nie patykiem. ŻAL PE EL.
Podczas gdy surykatki na pewno nie przeżywały swojego Wonderland, Pixie opowiedziała o ostatniej wizycie w wesołym miasteczku i nawet zaproponowała wspólny wypad w trójkę - Pixie, Perry i Griffin. MEGA! - Nie musisz mnie dwa razy namawiać, świetny pomysł! - zawołała z entuzjazmem. Nagle zauważyła, że na samym czubku nosa Pixie znajdował się mały kleks bitej śmietany. Heh, uroczo wyglądała… - Aaa, masz tu bitą - mruknęła rozbawiona, odruchowo wyciągając rękę i czubkiem palca delikatnie zdejmując bitą śmietanę z nosa Pixie. Zaraz zamarła, bo przypomniała jej się noc spędzona u Fontaine’ów, kiedy to Perry miała umorusaną buzię serem, a Pixie tak samo automatycznie ściągnęła jej ten ser z ust. O nie, zaraz wrócą do niej buraczane policzki! Be cool. Act normal. Przecież nic się nie stało, no JEZU. Przyjacielska przysługa. Um, może zmiana tematu by pomogła? - Chcesz gryza mojego gofra? Wcale nie pytam dlatego, że chcę spróbować twojego! - zaśmiała się, podsuwając Pixie talerzyk z gofrem pod nos. Wszystko było w jak najlepszym porządku, prawda? Nic dziwnego się przecież nie wydarzyło, po prostu pomogła koleżance, żeby nie chodziła po całym zoo z bitą śmietaną na nosie, bo zaraz paparazzi zrobiłby jej zdjęcie i byłby klops. Albo śmietanowy kleks.
Zaraz jej się przypomniało, że zanim rozproszyła ją ta bita śmietana, to Pixie spytała, czy chciałaby zobaczyć hipcie. - Um, chciałam zobaczyć jeszcze czerwone pandy, ale przez tego kieszonkowca zboczyłyśmy z trasy… A ty chciałaś zobaczyć żółwie, prawda? - zapytała, zbierając myśli. - Żółwie są zaraz obok hipciów, a czerwone pandy zostawimy sobie na sam koniec, co ty na to? - spytała, tym razem pociągając łyka niebieskiej granity.
Ależ to było słodkie.
pixie
Na ostrzeżenie, żeby Pixie tak nie słodzić, bo zaraz obrośnie w piórka, rozbawiona Perry tylko wywróciła oczami. No jak miała jej nie słodzić, skoro Fontaine była po prostu… WHOLESOME?! Nie dało się inaczej! A teraz jeszcze opowiadała o swojej przyszłości jako sławnej entomolożce… No jak Perry miała jej nie podziwiać? - Kurde, w sumie jakby się tak zastanowić, to owady to niezłe świry, nie? - stwierdziła nagle Wallace, wymachując gofrem na prawo i lewo (cud, że nic z niego nie spadło). - Jedne świecą w ciemności, drugie udają liście, a trzecie zjadają partnerów po randce… Nic dziwnego, że się tym interesujesz! I pomyśleć, że do tej pory myślałam o owadach tylko w kategorii robali i pszczółek - parsknęła śmiechem i znowu wgryzła się w gofra. Był pyszny! Pixie podjęła najbardziej genialną decyzję ever. - Kocham truskawki, ale banany też kocham. I borówki. W sumie wszystkie owoce kocham, oprócz brzoskwiń. Mają dziwną konsystencję - wytrajkowała, rzucając szybkie spojrzenie na wybieg surykatek, bo maluchy właśnie zaczęły w popłochu uciekać do swoich norek. Pewnie jakieś nieznośne dziecko rzuciło w nie patykiem. ŻAL PE EL.
Podczas gdy surykatki na pewno nie przeżywały swojego Wonderland, Pixie opowiedziała o ostatniej wizycie w wesołym miasteczku i nawet zaproponowała wspólny wypad w trójkę - Pixie, Perry i Griffin. MEGA! - Nie musisz mnie dwa razy namawiać, świetny pomysł! - zawołała z entuzjazmem. Nagle zauważyła, że na samym czubku nosa Pixie znajdował się mały kleks bitej śmietany. Heh, uroczo wyglądała… - Aaa, masz tu bitą - mruknęła rozbawiona, odruchowo wyciągając rękę i czubkiem palca delikatnie zdejmując bitą śmietanę z nosa Pixie. Zaraz zamarła, bo przypomniała jej się noc spędzona u Fontaine’ów, kiedy to Perry miała umorusaną buzię serem, a Pixie tak samo automatycznie ściągnęła jej ten ser z ust. O nie, zaraz wrócą do niej buraczane policzki! Be cool. Act normal. Przecież nic się nie stało, no JEZU. Przyjacielska przysługa. Um, może zmiana tematu by pomogła? - Chcesz gryza mojego gofra? Wcale nie pytam dlatego, że chcę spróbować twojego! - zaśmiała się, podsuwając Pixie talerzyk z gofrem pod nos. Wszystko było w jak najlepszym porządku, prawda? Nic dziwnego się przecież nie wydarzyło, po prostu pomogła koleżance, żeby nie chodziła po całym zoo z bitą śmietaną na nosie, bo zaraz paparazzi zrobiłby jej zdjęcie i byłby klops. Albo śmietanowy kleks.
Zaraz jej się przypomniało, że zanim rozproszyła ją ta bita śmietana, to Pixie spytała, czy chciałaby zobaczyć hipcie. - Um, chciałam zobaczyć jeszcze czerwone pandy, ale przez tego kieszonkowca zboczyłyśmy z trasy… A ty chciałaś zobaczyć żółwie, prawda? - zapytała, zbierając myśli. - Żółwie są zaraz obok hipciów, a czerwone pandy zostawimy sobie na sam koniec, co ty na to? - spytała, tym razem pociągając łyka niebieskiej granity.
Ależ to było słodkie.
pixie