'Te amo, te amo', she said to me
: ndz wrz 06, 2026 3:00 am
Powinny kiedyś pomyśleć o tym, żeby wspólnie wybrać się do klubu. Chociaż przecież miały się trzymać spotkań tylko w jednym celu, prawda? Chyba znowu osąd Prescott został przyćmiony przez trwający moment. Rozkoszowała się przede wszystkim bliskością swojej rysowniczki, a umysł podsuwał jej coraz to nowsze pomysły na to jak mogłyby jeszcze spędzić wspólnie wieczory. Czemu w zasadzie wcześniej nie rozważały typowego wyjścia do klubu jako wstępu do wspólnej nocy? Nie miała pojęcia.
Zapewne nie powinna się trzymać tak kurczowo rysowniczki. Miały coraz mniejsze pole ruchu, a przecież chodziło o to, aby nasycić się tym tańcem, bliskością oraz sączącą się z głośnika muzyką. Tymczasem znowu wszystko poza River przestawało mieć znaczenie. Jak na kogoś kto cierpiał na przerost ego to naprawdę potrafiła przyćmić komuś innemu cały świat, stawiając się w jego centrum. Choćby na tę chwilę, którą spędzały razem.
Zapach alkoholu i cudzych perfum, który przylgnął do artystki nie przeszkadzał jej jakoś szczególnie mocno, ale na pewno dużo bardziej wolała, aby dziewczynę otaczała jej własna woń. Może wcale nie różniła się tak bardzo od Salema, który chętnie ocierał się o wszystko, aby pozostawić swój ślad na tym, co należało do niego. Ona robiła dokładnie to samo z rysowniczką.
Noc gdzieś im uciekała, ale to nie było istotne. Nie miały żadnego limitu czasowego, a Cross nie była dziwną wariacją Kopciuszka, który miałby uciec o świcie z balu zamiast o północy. Mogły pozwolić sobie na to, aby się nieco rozleniwić i po prostu zanurzyć w swojej obecności.
Nawet nie zauważyła, kiedy Salem wszedł do pokoju. Jedynym, co potwierdziło jego obecność było donośne mruczenie, które w pewnym momencie zaczęło się przebijać przez puszczaną z głośnika muzykę. Najwyraźniej miał dosyć samotnego siedzenia w jednym z pomieszczeń, które były dla niego dostępne.
Kocur wydawał się być niezwykle otwarty na propozycję miziania i śmiało się nastawiał do kolejnych głasków, które mógłby otrzymać od rysowniczki. Najwyraźniej brakowało mu jakiejś czułości, a River była tą, która była gotowa zagwarantować mu odrobinę zainteresowania. Prescott jedynie podziwiała to jak dziewczyna z coraz to większym zadowoleniem i radością drapie futrzaka. Miłość do kotów musiała nie ograniczać się tylko do tych widzianych na telefonie kociaków z TikToka.
- Myślałam, że ten uśmiech był dla Salema - powiedziała, drażniąc się z nią jeszcze odrobinę i sama spojrzała w kierunku zwierzaka.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że Salem przysiadł nad szufladą w biurku, gdzie trzymała ukryty jeden przedmiot, o którym całkowicie zapomniała jakiś czas temu. Dopiero teraz przejechała po raz ostatni paznokciami po karku artystki i zbliżyła się do biurka, aby sięgnąć do owej szuflady.
- Wcześniej całkowicie o tym zapomniałam, ale… - zaczęła, unosząc w dłoni niewielki kluczyk, który musiał idealnie pasować do kłódki wiszącej na szyi rysowniczki. - Żebyś mogła się ode mnie uwolnić.
Nie miała pojęcia czy ten gest jest w jakikolwiek sposób symboliczny czy po prostu praktyczny, bo w końcu wypadało, aby dziewczyna mogła raz na jakiś czas zdjąć ten cudaczny prezent.
River Cross
Zapewne nie powinna się trzymać tak kurczowo rysowniczki. Miały coraz mniejsze pole ruchu, a przecież chodziło o to, aby nasycić się tym tańcem, bliskością oraz sączącą się z głośnika muzyką. Tymczasem znowu wszystko poza River przestawało mieć znaczenie. Jak na kogoś kto cierpiał na przerost ego to naprawdę potrafiła przyćmić komuś innemu cały świat, stawiając się w jego centrum. Choćby na tę chwilę, którą spędzały razem.
Zapach alkoholu i cudzych perfum, który przylgnął do artystki nie przeszkadzał jej jakoś szczególnie mocno, ale na pewno dużo bardziej wolała, aby dziewczynę otaczała jej własna woń. Może wcale nie różniła się tak bardzo od Salema, który chętnie ocierał się o wszystko, aby pozostawić swój ślad na tym, co należało do niego. Ona robiła dokładnie to samo z rysowniczką.
Noc gdzieś im uciekała, ale to nie było istotne. Nie miały żadnego limitu czasowego, a Cross nie była dziwną wariacją Kopciuszka, który miałby uciec o świcie z balu zamiast o północy. Mogły pozwolić sobie na to, aby się nieco rozleniwić i po prostu zanurzyć w swojej obecności.
Nawet nie zauważyła, kiedy Salem wszedł do pokoju. Jedynym, co potwierdziło jego obecność było donośne mruczenie, które w pewnym momencie zaczęło się przebijać przez puszczaną z głośnika muzykę. Najwyraźniej miał dosyć samotnego siedzenia w jednym z pomieszczeń, które były dla niego dostępne.
Kocur wydawał się być niezwykle otwarty na propozycję miziania i śmiało się nastawiał do kolejnych głasków, które mógłby otrzymać od rysowniczki. Najwyraźniej brakowało mu jakiejś czułości, a River była tą, która była gotowa zagwarantować mu odrobinę zainteresowania. Prescott jedynie podziwiała to jak dziewczyna z coraz to większym zadowoleniem i radością drapie futrzaka. Miłość do kotów musiała nie ograniczać się tylko do tych widzianych na telefonie kociaków z TikToka.
- Myślałam, że ten uśmiech był dla Salema - powiedziała, drażniąc się z nią jeszcze odrobinę i sama spojrzała w kierunku zwierzaka.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że Salem przysiadł nad szufladą w biurku, gdzie trzymała ukryty jeden przedmiot, o którym całkowicie zapomniała jakiś czas temu. Dopiero teraz przejechała po raz ostatni paznokciami po karku artystki i zbliżyła się do biurka, aby sięgnąć do owej szuflady.
- Wcześniej całkowicie o tym zapomniałam, ale… - zaczęła, unosząc w dłoni niewielki kluczyk, który musiał idealnie pasować do kłódki wiszącej na szyi rysowniczki. - Żebyś mogła się ode mnie uwolnić.
Nie miała pojęcia czy ten gest jest w jakikolwiek sposób symboliczny czy po prostu praktyczny, bo w końcu wypadało, aby dziewczyna mogła raz na jakiś czas zdjąć ten cudaczny prezent.
River Cross