Case I - Act I - The Briefing
: śr wrz 23, 2026 6:08 pm
- Sí! - Takeda odpowiedziała z delikatnym, dumnym uśmiechem.
- Oczywiście, zrobimy, co w naszej mocy. - odparł Collins i ruszył w kierunku drzwi. - Bob, wezwij, proszę, do mojego gabinetu Harolda i Mayę.
Otworzył drzwi, przepuszczając przed sobą Cobie, a potem Renoira.
- Tam będzie państwu znacznie wygodniej. Czy przygotować coś do picia? - zapytał w ten swój wkurzająco spokojny sposób profesjonalisty, który widział już mnóstwo rzeczy i ciężko jest go wytrącić z równowagi.
Po krótkim spacerze po korytarzu wpuścił oboje policjantów do dość dużego i bogato wyposażonego gabinetu, w którym równie dobrze mógł przyjmować ważnych gości albo partnerów biznesowych hotelu. Niczego tutaj nie brakowało.
- Jak tylko przyjdzie konsjerż, to wpuszczę go do państwa, a póki co proszę się rozgościć. - uśmiechnął się przy tym nieznacznie i skinął głową na pożegnanie.
- Ja poproszę o kawę i pewnie przydałaby się karafka wody i kilka szklanek na czas przesłuchań. - Takeda poprosiła, powoli przechadzając się po pomieszczeniu i czytając je poprzez kolejne szczegóły.
A trochę tego było. Zdjęcia Collinsa z ważnymi osobistościami. Znani goście hotelu. Nagrody za obsługę konsjerża albo dbałość o prywatność gości. Naprawdę szczycili się tym!
Collins wskazał spojrzeniem stolik, na którym stała kryształowa karafka z wodą i szklanki, po czym zniknął za drzwiami na korytarz, zostawiając tę dwójkę na moment samych.
- Uch... Śliski typ, nie podoba mi się zupełnie. - powiedziała, upewniwszy się, że drzwi za menadżerem hotelu się zamknęły.
Wróciła do Renoira, wbijając w niego spojrzenie, jakby oczekiwała jakichś wyjaśnień.
Dziesięć minut później odezwało się pukanie do drzwi, a po chwili do środka wszedł szczupły mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat. Zadbana fryzura, zarost, wypielęgnowane dłonie i nieco źle dobrany garnitur - pewnie kupiony w drogiej sieciówce, a nie szyty na miarę.
- Harold Barker, jestem konsjerżem. W czym mogę państwu pomóc?
Renoir Delacroix
- Oczywiście, zrobimy, co w naszej mocy. - odparł Collins i ruszył w kierunku drzwi. - Bob, wezwij, proszę, do mojego gabinetu Harolda i Mayę.
Otworzył drzwi, przepuszczając przed sobą Cobie, a potem Renoira.
- Tam będzie państwu znacznie wygodniej. Czy przygotować coś do picia? - zapytał w ten swój wkurzająco spokojny sposób profesjonalisty, który widział już mnóstwo rzeczy i ciężko jest go wytrącić z równowagi.
Po krótkim spacerze po korytarzu wpuścił oboje policjantów do dość dużego i bogato wyposażonego gabinetu, w którym równie dobrze mógł przyjmować ważnych gości albo partnerów biznesowych hotelu. Niczego tutaj nie brakowało.
- Jak tylko przyjdzie konsjerż, to wpuszczę go do państwa, a póki co proszę się rozgościć. - uśmiechnął się przy tym nieznacznie i skinął głową na pożegnanie.
- Ja poproszę o kawę i pewnie przydałaby się karafka wody i kilka szklanek na czas przesłuchań. - Takeda poprosiła, powoli przechadzając się po pomieszczeniu i czytając je poprzez kolejne szczegóły.
A trochę tego było. Zdjęcia Collinsa z ważnymi osobistościami. Znani goście hotelu. Nagrody za obsługę konsjerża albo dbałość o prywatność gości. Naprawdę szczycili się tym!
Collins wskazał spojrzeniem stolik, na którym stała kryształowa karafka z wodą i szklanki, po czym zniknął za drzwiami na korytarz, zostawiając tę dwójkę na moment samych.
- Uch... Śliski typ, nie podoba mi się zupełnie. - powiedziała, upewniwszy się, że drzwi za menadżerem hotelu się zamknęły.
Wróciła do Renoira, wbijając w niego spojrzenie, jakby oczekiwała jakichś wyjaśnień.
Dziesięć minut później odezwało się pukanie do drzwi, a po chwili do środka wszedł szczupły mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat. Zadbana fryzura, zarost, wypielęgnowane dłonie i nieco źle dobrany garnitur - pewnie kupiony w drogiej sieciówce, a nie szyty na miarę.
- Harold Barker, jestem konsjerżem. W czym mogę państwu pomóc?
Renoir Delacroix