Strona 3 z 3

Case I - Act I - The Briefing

: śr wrz 23, 2026 6:08 pm
autor: Cobie Takeda
- Sí! - Takeda odpowiedziała z delikatnym, dumnym uśmiechem.
- Oczywiście, zrobimy, co w naszej mocy. - odparł Collins i ruszył w kierunku drzwi. - Bob, wezwij, proszę, do mojego gabinetu Harolda i Mayę.
Otworzył drzwi, przepuszczając przed sobą Cobie, a potem Renoira.
- Tam będzie państwu znacznie wygodniej. Czy przygotować coś do picia? - zapytał w ten swój wkurzająco spokojny sposób profesjonalisty, który widział już mnóstwo rzeczy i ciężko jest go wytrącić z równowagi.
Po krótkim spacerze po korytarzu wpuścił oboje policjantów do dość dużego i bogato wyposażonego gabinetu, w którym równie dobrze mógł przyjmować ważnych gości albo partnerów biznesowych hotelu. Niczego tutaj nie brakowało.
- Jak tylko przyjdzie konsjerż, to wpuszczę go do państwa, a póki co proszę się rozgościć. - uśmiechnął się przy tym nieznacznie i skinął głową na pożegnanie.
- Ja poproszę o kawę i pewnie przydałaby się karafka wody i kilka szklanek na czas przesłuchań. - Takeda poprosiła, powoli przechadzając się po pomieszczeniu i czytając je poprzez kolejne szczegóły.
A trochę tego było. Zdjęcia Collinsa z ważnymi osobistościami. Znani goście hotelu. Nagrody za obsługę konsjerża albo dbałość o prywatność gości. Naprawdę szczycili się tym!
Collins wskazał spojrzeniem stolik, na którym stała kryształowa karafka z wodą i szklanki, po czym zniknął za drzwiami na korytarz, zostawiając tę dwójkę na moment samych.
- Uch... Śliski typ, nie podoba mi się zupełnie. - powiedziała, upewniwszy się, że drzwi za menadżerem hotelu się zamknęły.
Wróciła do Renoira, wbijając w niego spojrzenie, jakby oczekiwała jakichś wyjaśnień.
Dziesięć minut później odezwało się pukanie do drzwi, a po chwili do środka wszedł szczupły mężczyzna w wieku około trzydziestu pięciu lat. Zadbana fryzura, zarost, wypielęgnowane dłonie i nieco źle dobrany garnitur - pewnie kupiony w drogiej sieciówce, a nie szyty na miarę.
- Harold Barker, jestem konsjerżem. W czym mogę państwu pomóc?
Renoir Delacroix

Case I - Act I - The Briefing

: ndz wrz 27, 2026 9:10 am
autor: Renoir Delacroix
Renoir wszedł do gabinetu razem z Cobie, od razu omiatając wzrokiem eleganckie wnętrze. Zdjęcia, nagrody, dyplomy i cała ta wystawiona na pokaz dbałość o prestiż hotelu nie robiły na nim większego wrażenia. Na pytanie Collinsa o coś do picia poprosił jedynie o wodę, po czym zajął miejsce przy stole. Kiedy zostali z Cobie sami, rzucił jej krótkie spojrzenie po komentarzu o menedżerze.
- Śliski czy nie, na razie jest użyteczny. Bardziej interesują mnie ludzie, którzy byli wtedy na miejscu.
Mruknął w jej stronę. Myślał o całym zachowaniu ludzi w hotelu i tym co powie pierwsza osoba na przesłuchaniu w gabinecie.
- Obstawiam, że ma podsłuch tutaj. Sam bym go zamontował gdybym był szefem... Będzie wiedział o czym gadamy, ale nie róbmy z tego problemu. Na razie.
Kiedy po kilku minutach pojawił się Harold Barker, Renoir wskazał mu krzesło i zaczął bez zbędnego wstępu. Ustalił, że mężczyzna od prawie sześciu lat pracuje w Hazelton i tamtej nocy miał ostatnią zmianę. Kojarzył Daniela Brooksa z rezerwacji, ale nie miał z nim kontaktu przy recepcji. Kartę do pokoju 819 rzeczywiście przekazywał osobiście - otrzymał taką dyspozycję przy rezerwacji i wyszedł z kopertą przez tylne wyjście.
- Komu ją pan przekazał?
- Mężczyźnie, który tam na mnie czekał. Podał nazwisko Brooks.
Harold opisał go jako wysokiego, szczupłego mężczyznę po trzydziestce, z ciemnymi włosami i w ciemnym płaszczu. Czarnoskórego. Twarzy nie zapamiętał na tyle dobrze, żeby zagwarantować rozpoznanie, ale przyznał, że widział ją wyraźnie. Nie zauważył samochodu ani niczego szczególnego poza tym, że mężczyzna był sam.
- O której to było? — zapytał Renoir.
- Około dziewiętnastej. Może kilka minut wcześniej.
Delacroix tylko skinął głową. Dziewiętnasta. 19:27 pojawienie się mężczyzny na ósmym piętrze, 19:29 użycie karty. Coraz mniej podobała mu się ta zbieżność. Czekał też aż Cobie zada jakieś pytanie i będzie brać czynny udział w rozmowie. W końcu byli tutaj we dwójkę i jej zdanie liczyło się tak samo jak Renoira. Byli partnerami. Renoir przez chwilę milczał, po czym wyjął z teczki wydruk dotyczący Brooksa.
- Proszę spojrzeć. Czy to nazwisko i dane zgadzają się z tym, co miał pan przy przekazaniu karty?
Harold zerknął na dokument i po chwili skinął głową.
- Tak... chyba tak.
To krótkie zawahanie Renoir oczywiście zauważył, ale nie ciągnął go za język. Na razie ważniejsze było coś innego.
- Dlaczego przekazano mu kartę osobiście, skoro miał skorzystać z self-check-in? Co dokładnie miało się wydarzyć według instrukcji rezerwacji? Szczegóły.
Spojrzał na Cobie, a potem wrócił wzrokiem do Bakera.

Cobie Takeda

Case I - Act I - The Briefing

: wt wrz 29, 2026 11:20 am
autor: Cobie Takeda
Takeda trzymała się trochę z boku, bardziej w tle Renoira, robiąc to, co robiła najlepiej, czyli obserwując i czytając człowieka. Wydawał się spokojny, jakby w przekazaniu karty nie było niczego nadzwyczajnego.
- Nie sprawdzał pan żadnych dokumentów? - zapytała, podchodząc bliżej, z telefonem w ręku.
- Nie... Hotele nie mają takiego obowiązku, a my bardzo dbamy o dyskrecję naszych gości.
- Dlaczego? - zapytała, uśmiechając się delikatnie pod nosem.
- Pani detektyw, zdziwiłaby się pani, jacy goście do nas przyjeżdżają na "jedną noc". Często mają towarzystwo, z którym nie powinni być widziani. To dla nas zaszczyt, że mają do nas zaufanie.
Takeda uniosła lekko brwi, po czym pokazała na telefonie Setha.
- Kojarzy pan tego człowieka? Mógł wcześniej bywać w hotelu.
Harold zmarszczył brwi, przyglądając się zdjęciu, po czym wyciągnął z wewnętrznej kieszeni eleganckie etui z okularami i założył je, by przyjrzeć się uważniej.
- Nie... Niestety nie miałem z nim do czynienia.
Tutaj Takeda wycofała się znowu, oddając przestrzeń Renoirowi.
- Czasem goście nie chcą być widziani na recepcji, szczególnie jeśli są znani. - zaczął odpowiadać. - Inni goście nawet u nas potrafią zaczepiać i po prostu być namolni. Moim zadaniem jest dbać o takich gości w najlepszy możliwy sposób. Dyskretnie. Czasem proszą o przekazanie klucza poza hotelem. W biurach albo przez okno limuzyny. Po prostu, żeby nie musieć czekać przy recepcji. Tutaj zaskakujące było to, że wręczyłem kopertę w parku. No i pan Brooks nie wyglądał jak typowy klient korzystający z opcji VIP. Wtedy pobyt w hotelu jest znacznie droższy.
Sięgnął po dzbanek, nalał sobie trochę wody i upił łyk.
- Self check-in robi się przez internet, a potem odbiera kartę w recepcji, to przyspiesza proces. Miałem tylko przekazać kopertę z kartą. Brooks podał nazwisko i numer rezerwacji. Zapytałem, czy ma jakieś szczególne oczekiwania albo potrzeby, ale w odpowiedzi tylko pokręcił głową. Jak się rozchodziliśmy, to ruszył przez park w kierunku parkingu. Stał tam czarny Lincoln Town Car.
Takeda uśmiechnęła się znów pod nosem.
- "Taksówka" dla wymagających... Pewnie był kierowcą, a prawdziwy gość czekał w samochodzie.
Spojrzała pytająco na Renoira, mieli jeszcze jakieś pytania, czy mogli przejść do następnej osoby?
Renoir Delacroix

Case I - Act I - The Briefing

: śr wrz 30, 2026 8:40 pm
autor: Renoir Delacroix
Renoir zerknął na Cobie, wychwytując jej spojrzenie. Czarny Lincoln Town Car sam w sobie nie był niczym niezwykłym, bo w Kanadzie było ich dużo, a zwłaszcza pod takim hotelem, ale w tej historii kolejny szczegół zaczynał dokładać się do obrazu, którego Delacroix coraz mniej lubił.
- Taksówka czy nie, warto ją znaleźć - powiedział spokojnie. - Pamięta pan, kto siedział za kierownicą?
- Nie przyglądałem się. Samochód stał kawałek dalej, w cieniu.
- A Brooks? Wsiadł sam?
- Tak. Otworzył drzwi i wsiadł. Nikt po niego nie wysiadał.
- Samochód ruszył od razu?
- Nie. Stał jeszcze kilka minut.
Renoir lekko zmrużył oczy, ale nie skomentował tego. Wykonał telefon albo rozmawiał z kimś w środku. To było prawie pewne. Tak też zakładał czarnoskóry konny, ale mógł się mylić. Zamiast tego pozwolił Cobie dopytać o kierunek odjazdu, oznaczenia samochodu i ewentualne tablice. Harold nie potrafił powiedzieć nic więcej. Żadnej firmy, numeru, kierowcy. Tylko czarny Lincoln z przyciemnionymi szybami. Delacroix przeniósł wzrok na detektyw, po czym znowu spojrzał na Harolda.
- Dobrze. I jeszcze jedno. Czy ktoś poza panem wiedział, że ma pan przekazać Brooksowi kartę właśnie przy tylnym wyjściu?
Tym razem odpowiedź nie padła od razu. Harold zastygł na moment ze szklanką w dłoni. Nie bardzo wiedział co powiedzieć, ale widać było jego wahanie i próbę uniknięcia dalszej rozmowy. Spojrzał na Renoira, potem gdzieś w bok, jakby próbował sobie przypomnieć konkretną sytuację lub skłamać. W końcu odstawił naczynie i poprawił okulary.
- Collins - odpowiedział ciszej. - To on przekazał mi instrukcję.
Renoir nie drgnął, ale jego spojrzenie zrobiło się wyraźnie uważniejsze. Nie odwrócił też głowy w stronę drzwi ani nie skomentował tego na głos. Jeśli w tym gabinecie rzeczywiście było coś, czego nie powinni mówić przy gospodarzu, nie zamierzał ułatwiać nikomu roboty. Tak, Delacroix nadal sądził, że w pomieszczeniu jest podsłuch.
- Tylko Collins?
Harold zawahał się ponownie, ale szedł w zaparte.
- W systemie była jeszcze adnotacja. Nie wiem, kto ją wpisał.
- Co dokładnie było napisane?
- Nie pamiętam słowo w słowo. Coś o dyskretnym przekazaniu karty i unikaniu recepcji. Wtedy... - wzruszył lekko ramionami. - Nie zwróciłem na to większej uwagi.
Renoir przez chwilę patrzył na niego bez słowa. Potem krótkim spojrzeniem sprawdził reakcję Cobie. Nie potrzebował teraz żadnego komentarza. Wystarczyło, że oboje usłyszeli dokładnie to samo.
- Rozumiem - mruknął w końcu. - Jest pan wolny.
Nie brzmiało to jednak tak, jakby rzeczywiście uważał temat za zamknięty. Śmierdziało to coraz bardziej, a doświadczenie i intuicja nie myliła go co do tego Collinsa. Jednakże to temat na później, chociaż jest szansa, że uprzedzi kogoś, że policja wypytuje o Brooksa i Setha. Mogło też być tak, że Harold celowo zrzuca odpowiedzialność na swojego szefa by uniknąć konsekwencji. Mógł też zostać przygotowany do tej rozmowy wcześniej, chociaż Renoir wątpił w to. Robiło się coraz ciekawiej.
Delacroix poczekał aż Harold wyjdzie. Trwało to szybko, bo konjerż natychmiastowo odłożył szklankę i wyszedł gwałtownie jakby coś go ugryzło. Konny wyjął z kieszeni paczkę fajek, potem papierosa i odpalił. Miał gdzieś, że jest w pomieszczeniu. Musiał pomyśleć, a nic tak dobrze nie wychodziło jak myślenie podczas zaciągania się tytoniem. Ze szklanki Harolda zrobił sobie popielniczkę.
- Jakieś wnioski, pani detektyw? - zapytał, ale nie spojrzał na Takede, a jedynie na przedmioty w pomieszczeniu. Przyglądał się zdjęciom, próbując znaleźć cokolwiek wspólnego z tym co dzisiaj usłyszał i widział. W sumie wyjście przesłuchiwanego dało jednoznaczny znak, że może przyjść kolejna osoba.

Cobie Takeda

Case I - Act I - The Briefing

: sob paź 03, 2026 11:02 pm
autor: Cobie Takeda
Nazwanie Cobie detektywem miło połechtało jej ego. Trochę jej brakowało do takiego poziomu, bo była po prostu oficerem, ale mimo wszystko. Z ust policjanta federalnego i to takiego, który już raz wpłynął na jej karierę, było to niemałe wyróżnienie. Uśmiechnęła się pod nosem, ale zaraz spoważniała, marszcząc brwi. Omiotła gabinet spojrzeniem, jakby szukała tego sugerowanego podsłuchu. Chociaż dla niej to jednak zakrawało odrobinę o paranoję. Podejrzewała jednak, że Renoir nie powiedział im wszystkiego i może rzeczywiście być na tropie czegoś większego niż porwania trzech dziewcząt.
- Jeszcze jedno pytanie, zanim pan wyjdzie. - w progu zatrzymała Barkera. - Pamięta pan, na które miejsce wsiadł Brooks?
Harold odwrócił się do nich i uśmiechnął.
- Tak... Na siedzenie kierowcy.
Takeda kiwnęła głową, pozwalając Barkerowi wyjść. Odczekała chwilę, wyraźnie ważąc swoje słowa i zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie Delacroix.
- Wiesz... Collins zdecydowanie coś ukrywa, pewnie traktuje dyskrecję i dochowywanie tajemnic gości jako osobistą misję. Ale nie wiem, czy jest powiązany z porwaniami. Szczerze... Zdziwiłabym się. - znów się na chwilę zamyśliła. - Barker z kolei wydaje się po prostu robić swoje. Zdaje się, że to nic nadzwyczajnego w tym hotelu... Takie przekazywanie kart poza recepcją.
Do drzwi ktoś zastukał i po chwili weszła do pomieszczenia Latynoska o podobnej posturze do policjantki, tylko nieco młodsza. Wydawała się być przestraszona i od progu zaczęła zasypywać ich po hiszpańsku słowami. Cobie powstrzymała ją gestem i uśmiechem.
- Buenos días, Maya. Siéntate, por favor, y no te pongas nerviosa. Solo queremos hacerte unas preguntas.
Dziewczyna zareagowała zaskoczeniem, ale posłusznie usiadła w miejscu, które niedawno zajmował konsjerż. Takeda zbliżyła się do niej i usiadła obok, prosząc w jej języku, żeby opowiedziała o pokoju. Chwilę rozmawiały. Na twarzy policjantki pojawiło się przez moment zaskoczenie, ale zaraz je ukryła.
- Maya mówi, że mają w systemie pokoje, które są do posprzątania. Priorytetem są te pokoje, które mają zająć inni goście tego samego dnia. Ósme piętro generalnie sprzątają w pierwszej kolejności, ale 819 był już oznaczony jako pilny, kiedy przyszła do pracy o szóstej. Więc razem z koleżanką zabrały wózek i poszły go przygotować. Był w nieładzie, lampy poprzewracane, pościel skotłowana, barek dość mocno opróżniony. Na prześcieradle były ślady krwi, ale niedużo... - tutaj zawahała się na chwilę. - To moja interpretacja, ale przy tym, co wiemy od Jill, część tej krwi mogła pochodzić ze stosunku, a część ze skaleczeń pasujących do pobicia. Przynajmniej z opowieści. Mówiła też, że niestety takie widoki nie są w hotelach nadzwyczajne. Poza tym to ona znalazła Jill w schowku na bieliznę, kilka minut później, kiedy poszła uzupełnić wózek i wrzucić do prania zakrwawioną pościel. Jest całkiem gadatliwa...
Uśmiechnęła się, słysząc jakieś kolejne, nieistotne anegdoty o sprzątaniu pokojów.
- Chcesz, żebym zadała jej jakieś pytania od siebie?
Renoir Delacroix