Strona 3 z 3

Losing track of time, losing track of people...

: wt paź 27, 2026 11:25 pm
autor: Bryce Livingston
Znał to uczucie – to jak spojrzała na niego Jennifer idealnie oddawało jak sam się czuł. Tak głośno wszystko w nim krzyczało, że nie chce tej wspinaczki. Ciało jak i umysł chciał w końcu doznać trochę komfortu, trochę spokoju. Nie było im to jednak pisane.
Z jednej skrajności w drugą, pomyślał do siebie w ramach pocieszenia stwierdzając, że zastałe stawy dostaną teraz dużą dawkę ruchu. Relatywnie nawet zdrowego ruchu i na pozór nieszczególnie wymagającego. Oprócz tego, że musieli wykonać go wiele razy.
Dopiero zaskoczenie Jennifer uświadomiło Bryce’owi, że niebezpośrednio zaprosił ją do swojego mieszkania. W normalnych warunkach nawet nie przeszłoby mu to przez myśl, ale działał praktycznie – potrzebowali informacji, potrzebowali sprzętu do tych informacji. Jego mózg w tym wszystkim bycie w jego mieszkaniu uznał za wręcz drugorzędne.
Zmieszanie wyraźnie wymalowało się na twarzy Livingstona i ten uniósł ręce w geście niewinności. - Nie... um... Tylko jeśli ci to nie przeszkadza. Po prostu... wiem, że mam potrzebny sprzęt i uh... założyłem, że ty nie... - Wyjaśnił, gestykulując w jej kierunku. Czy jego propozycja była... nie ma miejscu? Gdyby nie zmęczenie i warunki wyjątkowe zapewne już zacząłby sobie wyobrażać, że kobieta musiała go mieć za jakiegoś narwańca. - I że będziesz chciała wiedzieć coś więcej. - Była w końcu kimś kto poświęcił wiele czasu na lepsze rozumienie świata owadów i ich samych, po byciu zamkniętym przez tyle czasu musiała chcieć zdobyć więcej informacji na to co się działo poza murami budynku.
Dosłyszał się jej mruknięcie, ale pozostawił je bez komentarza. Uznał, że kobieta poczuje się bezpieczniej, jeśli sąsiad nie będzie jednak wiedział pod którym numerem i na którym piętrze dokładnie mieszka. Tak czy owak, mieli ich jednak kilka do pokonania. Myślał sobie, że winda mogła przecież zatrzymać się trochę wyżej, bo ułatwiłoby im to sprawę teraz. Z drugiej jednak strony strażacy dłużej by się do nich wspinali. Los dał im więc kompromis.
-Wiesz… – Ruszył za nią. Mimo dzielonego braku entuzjazmu Bryce był gotowy szybko pokonać co najmniej pierwsze dwa piętra. Zaraz skakałby po co drugim schodku, gdyby nie to, że nie chciał przepychać się obok Jennifer i zostawić ją w tyle. Stwierdził, że w gruncie rzeczy nic by mu to nie dało. -zawsze mogę argumentować w drugą stronę w ramach wypełnienia czasu. – Mimo tego, pozostał cicho. Nawet jego myśli trochę przycichły jakby musiał konserwować swoje siły, aby dotrzeć do celu.
Kiedy Wheeler się do niego odwróciła spotkał jej spojrzenie i wręcz teatralnie odzwierciedlił jej poważny wyraz, starając się powstrzymać od nawet cienia uśmiechu. Jeszcze nie wiedział co go czekało, ale dostrzegł ten błysk w oku kobiety. I to co usłyszał, było zdecydowanie nieoczekiwane.
Zacisnął teatralnie usta nadal pracując ciężko nad utrzymaniem powagi, chociaż kąciki ust drgały mu z napierającego rozbawienia. W pewnym sensie ze zbudowanego napięcia, ale i tego jak absurdalnym wydało mu się, że on miałaby biegać po mieście i zabijać ludzi.
- Teraz to już człowieka o wszystko oskarżą. - Pokręcił głową w wielkim rozczarowaniu.- Nie można mieć kolekcji noży, ani chodzić po lasach z łopatą. Do czego to doszło? – Urwany śmiech wyrwał mu się z ust, jeszcze nim jego słowa miały czas dla efektu osiąść w ich przestrzeni.
W końcu posłał jej łagodniejsze spojrzenie z rozwijającym się na twarzy uśmiechem. -Chyba nawet jakbym był, to nie miałbym siły na morderstwa. – Przyznał i pozwolił sobie przejść obok niej i wyprzedzić ją na schodach. Uznał, że jeśli w jej pytaniu było ździebko prawdziwej obawy, to może poczuje się lepiej nie mając go za swoimi plecami. -Jak kogoś nie zastrzelisz to jest z tym strasznie dużo roboty, nie myślisz? Targać kogoś, albo organizować chemię, albo sprzątanie, czy właśnie kopanie. – Machnął ręką i zaraz chwycił się mocniej poręczy, żeby podciągnąć się na kolejny stopień. -Kto ma na to czas? – Podsumował swoje zdroworozsądkowe rozmyślania absurdalnych scenariuszy.
-Statystycznie… to ty mogłabyś być seryjnym mordercą… – Tym razem to on zatrzymał się na chwilę i odwrócił przez ramię. -Ale tak tylko chce wspomnieć, kompletnie bez powodu … – Zaczął znowu się wspinać. -Potrafię być przydatny… w naprawach, mogę kopać doły też… potrafię zacząć ognisko bez zapałek, zbudować fort z poduszek… tak tylko mówię, że jestem bardziej przydatny żywy, niż martwy.

Ginny Wheeler