Strona 3 z 4

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 9:49 pm
autor: Dean Vanberg
-Fajna jesteś, kiedy się tak wkurwiasz. No gdybym tylko był bardziej normalny to bym cie za te polisie wytarmosił niczym dobra ciotka - skomentował, nieprzerwanie się szczerząc. No jak nic wkurwianie Effie będzie jego nowym hobby bo tak fajnie sią dawała. A skoro nie chciała się dawać w inny sposób, musiał improwizować. - Pomiziaj to urośnie - stwierdził, odbijając pałeczkę. Para chorych pojebów, aż dziwne, że jeszcze sobie go gardeł lub łóżek nie skoczyli, oddając się przyjemnościom cielesnym. Effi jednak była wyjątkowo wytrzymała w postanowieniach i na początku znajomości dała do zrozumienia, że no sorry, przyjaciół się nie rucha. Dean to szanował i chociaż dogryzał jej w tym względzie, insynuując, że prędzej czy później mu ulegnie, tak nie przekraczał granic mając resztki przyzwoitości!
Na jego twarzy pojawiło się lekkie zdziwienie, kiedy przyjęła wyzwanie. No tak, przecież znał ją nie od dzisiej - niezależnie od tego, czego zadanie dotyczyło, Effie się go podejmowała, byleby tylko udowodnić, że nie ma da niej rzeczy niemożliwych i nie jest tchórzem. Well, musiał jej potowarzyszyć, dlatego ostatecznie zrobił obrót i popędził za nią w stronę chaszczy. Czy to nie było romantyczne?
Przyspieszył i szło mu całkiem dobrze, gdyby niespodziewanie nie złapał go skurcz i to tak kurewsko nieprzyjemny, że niemal całą nogę mu sparaliżowało, a on poszedł na dno szybciej, niż ten pancernik jakby nim rzucili. Zaczął masować nogę, chcąc doprowadzić się do porządku, a kiedy ostatecznie wynurzył ten głupi łeb, zaczął kaszleć i prychać niczym rozwścieczona bestia.
-No kurwa i co jeszcze - mruknął do siebie, wracając do płynięcia w stronę krzaczorów.
O dziwo okazało się, że to faktycznie była niewielka wysepka, tylko tak gęsto porośnięta, że nie było możliwości, aby trochę na niej odpoczęli.
-Trochę jak ta wyspa węży. Jak nam zaraz coś na morde skoczy to będzie. Ty, ale Granger, patrz. Łódka. Może z trupem - rzucił, dostrzegając pomiędzy zaroślami zaplatany środek transportu. Podpłynął do niego, nawet ostrożność zachowując i zajrzał do środka. - Bez trupa, ale z dziurą. Szkoda, że nie wzięłaś Żelusia, zatkałby ją idealnie i może nawet byśmy nią popływali - skomentował, zerkając na dziewczynę, która zaraz znalazła się obok niego.

Erefere kuku

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 10:30 pm
autor: Effie Granger
Żeluś to by się przydał, żeby tobie jadaczkę zatkać — odbiła odruchowo Effie, ale też zajrzała z ciekawością do łódki. — Ewentualnie inny otwór, jeśli dzięki temu byś się zamknął chociaż na sekundę.
Łódka musiała znajdować się w zaroślach od dłuższego czasu; była porośnięta z zewnątrz jakimiś glonami, zresztą w środku — tam, gdzie dostała się woda — również była zielono-brązowa i oślizgła. Deski gdzieniegdzie zbutwiały, więc to stwierdzenie, że mogliby sobie nią popływać było bardzo mocno podkoloryzowane, ale i tak nie było tu o czym mówić.
Ciekawe, skąd się tu wzięła… i czemu w sumie jest tutaj przy wysepce, a nie tam przy brzegu? — rzuciła Granger, w myślach układając już historię o tym, jak ktoś wypadł z łódki na środku jeziorka i się utopił, a to wcale nie było takie niemożliwe, bo woda była tam w sumie dosyć głęboka. — Może przydryfowała po jakiejś ulewie albo chuj wie…
Wolała nie myśleć o tym, że tuż pod ich gołymi tyłkami mogła aktualnie znajdować się trupiarnia. Dopiero co wyleczyła się z wiary w to, że jej chata jest nawiedzona i jakaś demoniczna siła próbuje ją posiąść prawie tak samo zaciekle, jak Dean próbował jej wskoczyć do łóżka, niepotrzebne jej były jeszcze fantazje o tym, że jakieś tajemnicze jeziorko w głębi lasu jest pełne napuchniętych, martwych ciał kochanków, którzy też postanowili sobie tutaj kiedyś popływać…
Zaraz, zaraz… napuchniętych?
Odetchnęła z ulgą, kiedy wrócił jej rozsądek. Gdyby w wodzie było jakiekolwiek ciało, to już dawno by napuchło i wypłynęło na powierzchnię przez nagromadzone gazy. Chociaż tyle zapamiętała z tych swoich programów true crime, które tak namiętnie oglądała.
…no chyba że ciała były czymś obciążone.
Wiesz co? W chuj mi się nie podoba ta wyspa. Wiesz co, jest na niej jakaś taka… zła energia — stwierdziła, odpychając się gwałtownie od burty łódki. Ta zakołysała się niebezpiecznie w szuwarach, skrzypnęła rozpaczliwie, jakby drewno miało ochotę rozpaść się tu i teraz (czy raczej — tam i wtedy). — Ooo, kurwa, ja to pierdolę, zobacz, tutaj są jakieś… niespokojne dusze… spierdalam stąd! — oświadczyła Effie i równie szybko, jak przypłynęła do wysepki, ruszyła w stronę ich pancernego podopiecznego.

blue da ba dee ba

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 10:45 pm
autor: Dean Vanberg
-Pewnie ktoś na niej kipnął i ją przywiało. Słuchaj tu są tak gęste zarośla, że bym się nie zdziwił, gdyby pływały tam jakieś trupy. Może dlatego nikogo tutaj nie ma, bo jakby tak zadbać, to zajebisty punkt by był na jeziorze - stwierdził, spoglądając na zarośla. Wystarczyłoby ogarnąć kilka łódek i był pewien, że niejedna parka by się tutaj zapuściła, żeby pobaraszkować na łonie natury. Pomysł na biznes wprost wykurwisty, ale po pierwsze weź tu człowieku kosiarkę przetransportuj, a po drugie chuj tam było wiadomo, co się właściwie skrywało pod chaszczami. Już on to by wolał, żeby nic go w piękną dupkę nie ugryzło.
-Ja jebie, co ty tak dramatyzujesz kobieto. Podobno wy laski lubicie horrory, to teraz masz możliwość takiego na żywo. Tylko jeśli ktoś zażąda ofiary, to idziesz pierwsza na skazanie - zaznaczył, bo co prawda w duchy i demony nie wierzył, ale mimo wszystko wolał być z nią szczery. Siebie nie poświęci, no bo przecież ta połowa miasta, która ruchał z pewnością by ubolewała. Nie mógł rozczarować swoich fanów.
Westchnął jedynie, płynąc za nią. Kto by pomyślał, że ją tak strach obleci. Wkręciła sobie jakieś upiory i proszę, teraz musieli zrezygnować z odkrywania wysepki. A może tam skarb był jakiś, co?
-Ty… a gdzie jest Chuck? - spytał, kiedy wyszedł na brzeg, nigdzie nie dostrzegając pancernika, który przecież miał na nich czekać. No co za kurwa zwierz! - Spierdoliła menda. Jak on tu zginie, jełop jeden. Dobra, mordo, idziemy go szukać. Tylko Granger? Weź i ty się nie zgub - zawyrokował, narzucając na swoje piękne nagie ciało ubrania. Effie będzie musiała obejść się smakiem przed podziwianiem tego i owego. Zresztą on też, bo młoda sucz również postanowiła się ubrać. no i po co?
Wlazł pomiędzy drzewa, rozglądając się za stworzeniem. szukał i szukał, ale go nie znalazł.
-A jak u ciebie? - spytał i w tym momencie wpierdolił się stopą w jakąś dziurę, której nie powinno tam być. Pociągnęło go do przodu i zaliczył wspaniałą glebę czując, jak coś nieprzyjemnie rwie go w kostce. - Te… Efferson, znasz się na pierwszej pomocy? - rzucił do niej mając wrażenie, że coś mu się skręciło.

efi tefi puff

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 11:18 pm
autor: Effie Granger
Effie miała stanowczo dosyć jakichkolwiek horrorów — a wtedy jeszcze nawet nie mogła podejrzewać, że taka prawdziwa Canadian Horror Story to dopiero ją czeka — zwłaszcza tych ze sobą w roli głównej, dlatego wolała szybko się wycofać z tego ich pływackiego challenge’u.
Okazało się, że kolejny horror czeka na nich na brzegu — Chuck gdzieś przepadł.
Effie chyba nigdy w życiu tak szybko się nie ubierała; no chyba że po jakimś wyjątkowo nieudanym one night standzie, kiedy to za punkt honoru obierała sobie, by jej chwilowy partner nie mógł napawać się widokiem jej kształtów nawet o sekundę dłużej, niż było to konieczne. Poczuła się już odpowiedzialna za pancernika, którego w końcu wywieźli cholera wie jak daleko od Toronto, zamiast po prostu wezwać eko patrol, no i na dodatek był taki słodziutki i malutki… swoje ważył, skubaniec, ale szkoda by było, gdyby gdzieś tu się zagubił i został już na zawsze (czyli raczej na niezbyt długo, sądząc po tym, jak szybko miały nadejść jesienne chłody).
Chuckuś! — nawoływała Effie, pokładając ogromną wiarę w dopiero co nadanym zwierzęciu imieniu. — Gdzie ty się schowałeś, ty mała kulko gnoju?!
Niestety, nawoływanie nie przyniosło najmniejszego nawet skutku.
Effie wytężała mocno wzrok w cieniu, który panował między drzewami i krzaczorami, ale brązowawy pancerz w razie czego doskonale maskował się na warstwie uschniętych liści. W pewnym momencie zaczęło jej się wydawać, że widzi pancernika, kryjącego się na kępie mchu (czy jest w ogóle coś takiego, jak „kępa mchu”?!), ale okazało się, że to tylko duży, bardzo okrągły kamień.
Chociaż poszli w różnych kierunkach, to trochę nieświadomie spotkali się z Deanem w jednym miejscu. Effie już miała poskarżyć się, że nigdzie nie widzi tej mendy niewdzięcznej, ale wtedy jej towarzysz zaliczył spektakularną glebę.
Czy ty się, kurwa, zawsze musisz uszkodzić? — spytała tak, jakby co najmniej co drugie spotkanie musiała go składać do kupy, chociaż bilans był raczej fifty-fifty, bo oboje dosyć często robili sobie zupełnie niezamierzoną krzywdę. — Przecież ja cię nie zaciągnę z powrotem do miasta… no i co z naszym dzieckiem?! To znaczy, kurwa, z Chuckiem? Nie mogę być samotną matką pancernika…

debilson

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 11:32 pm
autor: Dean Vanberg
Same problemy przez tego pancernika - nie dość, że najpierw omal się nie wygrzmocili na jego pięknej maszynie, tak teraz Dean cierpiał przez to cholerstwo tylko dlatego, że postanowiło dać nogę. No co jeszcze kurwa, hę? Może niech mu drzewo na łeb spadnie, to już w ogóle zaliczy piękny komplet.
-No tak kurwa, bo planowałem. Moje nowe hobby to spektakularne upadki - skrzywił się. Jak dobrze, że przynajmniej twarzą w jakimś łajnie nie wylądował, bo jeszcze gnoju mu na ryju trzeba. Zamiast tego jedynie bolała go kostka, co stanowiło poważny problem - to ob był kierowcą, a z taką stopą to oni daleko nie zajadą. Ostatnią rzeczą bowiem, na którą miał ochotę, było pozwolenie, by Effie prowadziła jego maszynę. Lubił ją i normalnie powiedziałby, że ufa, ale miała tak najebane w głowie, że jednak motoru wolał jej nie dawać. Wystarczyło jak widział jej prowadzenie swojego samochodu.
-Nie panikuj matko, tylko mnie napraw. Użyj tej swojej magii i wylecz mi kostkę, a nie będziesz musiała się o nic martwić - stwierdził. w tej chwili usłyszał jakiś cichy szelest z prawej strony. - Ej, słyszałaś? - zerknął na nią, bo może jednak przyjebał w coś łbem i tylko mu się przesłyszało? W jej oczach widział jednak, że mieli te same omamy, więc albo dźwięk był prawdziwy, albo już teraz oboje powinni się zgłosić do psychiatryka na leczenie.
-Zobaczy czy to nasze pancerne dziecko - rzucił do niej. zabrzmiało trochę jakby mówił o X-menie, ale co tam! Wiadomo przecież, że z dwójki tak zajebistych ludzi musiało powstać prawdziwe arcydzieło.
Usiadł na trawie czując, jak coś go łaskocze po łydce, a chwilę później po dupsku.
-No kurwa to już jest jakaś przesada! - aż się poderwał, kiedy okazało się, że wylądował na mrowisko, a czarne mendy postanowiły poharcować po jego wspaniałym ciele. Pieszczoty pieszczotami, ale nie chciał później mrówkami srać. - Popierdoli mnie dzisiaj. To to jakaś przeklęta jesteś, Granger! Jesteś pewna, że nic się tam nie opętało ani nie nawiedza? - westchnął starając się strzepać te małe ustrojstwa. Teraz to by się im przydał mrówkojad, a nie pancernik uciekinier.

nawiedzona wieża Eiffla

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: śr wrz 16, 2026 11:47 pm
autor: Effie Granger
Magia czy nie magia, Effie jakoś nie podejrzewała, by jej ukochana bransoletka z turmalinu miała cokolwiek poradzić na kostkę Deana, która ewidentnie była skręcona — zdawała się dosłownie puchnąć w oczach, a to niestety nie był dobry znak. Zdarzało jej się siedzieć na motocyklu jako kierowca, ale… nie miała wcale na niego uprawnień, więc gdyby zatrzymał ich patrol, to byłaby w dupie. Pomijając już to, że Dean pewnie nawet nie dałby jej kluczyków do swojej bestyjki, nie mówiąc nawet o wsiadaniu z nią na jednoślad. Na tyle go znała i wiedziała, że na to nie ma szans.
Ciekawe, jak zamierzał w takim razie wrócić do domu.
No mega, kurwa, romantycznie wyszła ta cała wycieczka — mruczała do siebie Effie, wbijając spojrzenie w miejsce, z którego dochodziły szelesty. Wątpiła, by mieli aż takie szczęście, żeby ich sprawcą okazał się być zaginiony pancernik. W ich przypadku to raczej jakiś niedźwiedź grizzly zaraz na nich wyskoczy i ich opierdoli razem ze skarpetkami i sznurówkami butów, ale o dziwo sekundy mijały, a żadne monstrum na nich nie wyskoczyło.
Kobieta była rozdarta — z jednej strony chciała zająć się Deanem i w miarę możliwości zabezpieczyć mu kostkę, by jej mocniej nie naruszał, a z drugiej chciała zbadać sprawę szelestów i zniknięcia Chucka. Ostatecznie stanęła jak ostatnia pinda na środku niewielkiej polanki, na której się znajdowali, i rozłożyła ręce w geście bezradności. Miała cholerną nadzieję, że nie jest opętana — nie tylko dla samej siebie, ale i dla dobra Deana. Gdyby opętał ją jakiś demon, mogłaby być jeszcze gorsza, niż zwykle, a tego mógłby nie przetrwać w jednym kawałku.
Dajcie mi, kurwa, cierpliwość, bogowie… bo jak dacie mi siłę, to kogoś rozpierdolę! Siedź na tej chudej dupie, Dean, ja idę szukać naszego dziecka!
Nie wiedziała, co ją czeka po wejściu w szeleszczące krzaczory, ale nauczona doświadczeniem z ostatnich poszukiwań w jej piwnicy starała się nastroić raczej pozytywnie niż na najgorszy możliwy scenariusz. I podczas gdy Vanberg miotał się i kurwił na mrówki, które go oblazły, Effie wlazła w najgęstsze chaszcze, jakie były w tym lesie. Po prawej znowu coś zaszeleściło, coś zapiszczało, i wtedy…
Mam go! Mam go tutaj!

duduś

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: czw wrz 17, 2026 12:08 am
autor: Dean Vanberg
Przecież jak jemu przyjdzie opowiadać w przyszłości komuś, pewnie Benjaminowi, co tu się odkurwiało, to sam nie będzie wierzył, że jedna osoba podczas pozornie normalnego wypadku będzie miała takiego pecha. Może ten silikonowy fallus jednak był opętany? Trzeba było im tak nie machać, to by nie rozsiał tej cholernej klątwy, która teraz nad nim ciążyła. Aż skrzywił się wewnętrznie na myśl co jeszcze mogłoby mu się teraz przytrafić. Całe szczęście, że nie wpadł w mrowisko czerwonych mrówek, bo jakby go tak kąsać zaczęły, to kaplica. Pewnie musiałby na nowo zanurzyć się w wodzie, żeby zrzucić jej ze skóry.
-Jak będę siedział na dupie, to mi ją mrówki opanują. Nie takiej przyjemności oczekuję, wiesz? - skrzywił się, ale ta pinda już zdążyła zniknąć. Boże, jaka szkoda, że nie zabrał tego dildosa, bo teraz to chętnie by ją nim wychłostał, żeby się trochę ogarnęła.
Oczywiście zamiast siedzieć, Vanberg postanowił wstać, bo dość miał wszelkiego robactwa. Normalnie mu nie przeszkadzało, ale serio, to nie było przyjemne jak ci łaziło po ciele, a ty nawet tego nie widziałeś, tylko wiłeś się niczym macki tentakli dopadające dziewicę.
-No kurwa, w końcu się na coś przydałaś - rzucił i nawet się ucieszył, że jeden problem mają z głowy. Wystarczyło tych ekscesów, bo adrenalina adrenaliną, ale przestawało mu się podobać.. - Teraz możesz się zająć mną, skoro dziecko całe, bo chociaż z tobą zawsze mi kurewsko romantycznie, tak trochę mnie ta noga nawala - skomentował. Niespodziewanie poczuł jak coś na niego spada. Nie, nie było to żadne zwierzę, raczej drobne kropelki wody, które były subtelnym sygnałem, że czeka ich wspaniałe załamanie pogody. Witamy w Kanadzie.
-Ja pierdolę, Granger. Ja nie wiem, zatańcz ty kurwa do tych niebios, bo to jest aż niemożliwe. Jesteś wyjątkowo pechowym człowiekiem dzisiaj. Jak to jakaś twoja pojebana zemsta, to daruj sobie, bo nie wrócimy do domu - westchnął. Teraz to im deszczu jeszcze brakowało w tym całym bałaganie.
Jak na zawołanie serio lunęło i Dean poczuł się tak, jakby do jeziora wlazł w ubraniu. Włosy zaczęły mu się kleić do twarzy, ale przynajmniej nie musiał się martwić więcej o mrówki. O taki plus.

srutututu

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: czw wrz 17, 2026 12:21 am
autor: Effie Granger
Pancernik Chuck, kiedy tylko Effie go zlokalizowała, postanowił transmutować w jebanego Chucka Norrisa, dla którego nic nie jest niemożliwe — i po prostu zaczął spierdalać ile sił w nóżkach. Effie była niemalże gotowa na to, by jej adoptowane dziecko zwinęło się w idealną kulę i potoczyło, ale o dziwo wcale do tego nie doszło! Zamiast tego okazało się, że pancerniki to skubańce podobne do krasnoludów; może i mają malutkie nóżki, ale są zabójcze na krótkich dystansach.
Kurwotrzepcu, wracaj tutaj! — wydyszała Eff, która chociaż regularnie biegała, to raczej nie była zbyt dobrą sprinterką. Już, już prawie zgubiła Chucka z oczu w gęstych zaroślach, gdy ten też wyraźnie się zmęczył na tyle, by mogła go dogonić i bezpardonowo porwać; zresztą prosto do plecaka zabranego z brzegu jeziora.
Cięższa o trzy kilogramy pancernika i lżejsza o jakieś pół litra potu wróciła po stratowanych przez siebie zaroślach do Deana idealnie w momencie, w którym lunął deszcz.
Zaraz będę tańczyła na twojej mogile, jak nie przestaniesz oskarżać mnie o wszystko, co najgorsze! — oświadczyła Effie, celując w niego palcem. Żeby wiadomość dotarła, to dźgnęła go jeszcze tym palcem w pierś, żeby sobie nie myślał. — Wszystko to moja wina? Że Chuck Norris się zgubił, że ty skręciłeś kostkę, że ci mrówki w dupę wlazły i teraz jeszcze, że pada? A żeby cię chuj, Dean, i żeby cię chuj, Chucku Norrisie!
Już przy ostatnich słowach brzmiała dziwnie płaczliwie, ale nikt chyba nie podejrzewał, że Effie z tych nerwów, złości i stresu — o siebie, o Deana i o biednego pancernika — naprawdę się rozklei. A właśnie to się stało; z plecakiem w ramionach, w niedopiętych dżinsach i kompletnie wyczerpana pływaniem w zimnej wodzie, a następnie pogonią za dzikim zwierzakiem po prostu siadła tam gdzie stała i zaczęła chlipać. Wyglądało to naprawdę dramatycznie, bo oszczędny makijaż, składający się głównie z czarnego cienia do powiek i maskary, zaczął spływać jej artystycznymi strugami po twarzy, mieszając się ze łzami i kroplami deszczu, który z każdą chwilą nabierał na sile.
Ja to wszystko pierdolę, naprawdę, najpierw Udon zeżarł szopa, teraz mój dildos okazał się pechowy, co będzie następne?!


majtki z drutu

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: czw wrz 17, 2026 12:33 am
autor: Dean Vanberg
Marzyło mu się piwo. Ewentualnie dwa. Lub dziesięć, zależy czy byłby w stanie tyle w siebie wlać będąc nad wyraz wymęczonym psychicznie. proszę, jeszcze trochę i wpadnie w depresję z tego wszystkiego!
-Granger, po tym wszystkim idziemy chlać. Ale shoty, chcę się szybko napierdolić i uznać, że to był tylko sen - powiedział iście melodramatycznie. Zaraz faktycznie przemieni się w jakiegoś romantyka od siedmiu boleści. Uważał jednak, że w pełni zasłużyli na chwilę prawdziwego relaksu, bo ten aktualny to był niczym jakaś szkoła przetrwania.
-Jezu, kobieto! Nie rycz mi tutaj, bo jestem ostatnią osobą, która nadaje się do pocieszania, ok? Prędzej jeszcze bardziej się poryczysz - aż się skrzywił, bo to przerastała go psychicznie znacznie bardziej, niż wszystkie dzisiejsze przygody. Był chujem, wiedział to każdy, ale kobiece łzy na niego działały i nawet poruszyły coś w tym zjebanym sercu, które tylko z nazwy sercem było. - Podałbym ci chusteczkę, ale jest pewnie tak mokra, jak twoja twarz - skomentował. Prosze, jakby był miły!
Pokuśtykał do iej, nie mając pojęcia co jeszcze powinien zrobić. No przytulać to on jej nie będzie, nie miała co na to liczyć.
-Dobra, koniec tego dobrego. Podeprzyj mnie i chodźmy do mojej Bestii. Jakoś się do tego domu dotaszczymy. I nie, nie dam ci prowadzić, bo zabijesz nas prędzej niż ja ze skręconą kostką - rzucił i korzystając z jej pomocy, dotaszczył się do motocykla.
-I jaki kurwa Udon zjadł szopa? - zainteresował się, jakby dopiero teraz uświadomił sobie co takiego gadała. Jeśli tak wyglądał szok, to faza lepsza niż po dobrych dragach. - Dobra, dupa na Bestyjkę i próbujemy się wydostać - zarządził, bo ktoś musiał tutaj wykazać się trzeźwością umysłu, a póki co na Granger liczyć nie można było.
Sam zajął miejsca na maszynie i wiecie co? Noga bolała go kurewsko niesamowicie, ale zacisnął z tego wszystkiego zęby, byleby tylko udowodnić, że wcale nie było tak źle. - Zabezpiecz Chucka, żeby znowu nam nie spierdolił, bo w tym deszczu to jednak pozwoliłbym mu zdechnąć - skrzywił się. Winił pancernika za wszystko, bo czemu nie? Chciał go czym prędzej do ZOO oddać.

płaczek

Cool kids do not use drugs, only weed 'cause it's not that strong

: czw wrz 17, 2026 12:44 am
autor: Effie Granger
Deana nazywała przyjacielem chyba tylko w chwilach nieświadomości, ale w sumie był właśnie nim. Ostatecznie mogła liczyć na to, że odwróci jej uwagę, kiedy chujowo się czuła, zawsze mówił jej wprost, kiedy wyglądała w czymś źle, nie bawił się też w owijanie w bawełnę i walił prosto z mostu, nawet jeśli prawda miała zaboleć. Ceniła sobie tę znajomość, bo drugiego takiego świrusa jak ona to ze świecą szukać, ale…
…ale żeby nie pamiętać imienia jej ukochanego węża?
Przysięgam, Dean, że ty będziesz następnym daniem Udona. To mój boa dusiciel, debilu! Demencję już masz? W takim wieku? Za dużo chujów w dupę przyjąłeś i ci się szare komórki chyba zresetowały, przysięgam! — jęczała i marudziła Effie, bo to było doprawdy nie do pomyślenia, żeby jedna z najbliższych jej osób (naprawdę miała tragiczny gust!) nie kojarzyła imienia jej pupilka. Ciekawe, czy kojarzył chociaż Ramena i Sobę, ale szczerze w to teraz wątpiła. Jak Dean to bez wątpienia był typem, co nawet imiona swoich panienek mylił i zapominał!
Pociągnęła noskiem raz czy dwa razy i już bez marudzenia pociągnęła go w stronę motocykla. Nie miała najmniejszej ochoty, by jechać z kontuzjowanym wariatem i to jeszcze z żywą kulą do kręgli w plecaku, ale chyba nie bardzo miała wyjście. Mogliby zadzwonić po lawetę, ale wątpiła, żeby nawet Dean wiedział, jak tu kogoś pokierować. Ostatecznie jechali trochę na oślep, trafiając do tej jakże romantycznej lokalizacji.
No bardzo romantycznej, jeszcze trochę pecha, a ta polanka w lesie stałaby się ich grobem!
Bez słowa założyła kask na ociekające już wodą włosy, zapięła kurtkę, która nieprzyjemnie ocierała się o mokre ciało, upewniła się też, że Chuck jest bezpieczny w plecaku. Jeszcze chwila zwłoki i plecak z wodoodpornym dnem zamieni się w mikro basen i biedny pancernik się utopi!
Jedźmy już, bo zaraz będzie tylko gorzej. Może w stronę miasta będzie już trochę lepiej z tym oberwaniem chmury...
Jak to się mówi, nadzieja matką głupich. Im bardziej zbliżali się do Toronto, tym gorsza nawałnica się rozpętywała. To była chyba jedna z tych ostatnich letnich burz, które czasami zdarzały się we wrześniu. Nic dziwnego, że bez humoru i nie zamieniając ze sobą żadnego słowa w końcu wjechali do miasta.

dureń Vanberg