Strona 3 z 3

We're both in a crowd with people surrounding us

: pn wrz 28, 2026 9:27 am
autor: Ryouta Aso
— No właśnie — odparł i wzruszył ramionami. Nie miał zamiaru mówić o tym, że podobali mu się t y l k o mężczyźni, bo był pewien, że jakby Reon się o tym dowiedział, to nie dałby mu żyć. Poza tym nie uważał, żeby to była sprawa kogokolwiek. Wypuścił głośno powietrze ustami, kiedy chłopak zadał mu takie absurdalne pytanie. No, może nie aż tak absurdalne, biorąc pod uwagę to, że Aso rzeczywiście leciał na osoby tej samej płci. Przez chwilę po prostu na niego patrzył z miną, która nie wyrażała kompletnie niczego, ale w końcu skinął delikatnie głową. — Tak — powiedział w końcu. Nie miał zamiaru kłamać, bo rzeczywiście uważał Eona za bardzo atrakcyjnego chłopaka. Gdyby się nie znali albo gdyby tamten był inny, to może i nawet próbowałby swoich sił.
— Prawda — mruknął pod nosem. Nie musiał się pytać, żeby wiedzieć, że w taki wieczór jak Halloween Reon nie będzie siedział w domu. Dla niego każda okazja do tego, żeby imprezować, była dobra i nie inaczej będzie, jak już przyjdzie trzydziesty pierwszy października. — Nie jestem upierdliwy. Dbam o twoje bezpieczeństwo — stwierdził. Jasne, zdawał sobie sprawę z tego, że Moriya irytował się przez to, że na każdym kroku go kontrolował, ale robił to dla jego dobra i dlatego, że obiecał coś jego ojcu. Był honorowy, a co za tym szło, nie rzucał słów na wiatr, nawet jeśli osoba, której coś obiecał, już nie żyła. — Takie, że jak ubierzesz się zbyt wyzywająco, to ktoś może sobie to źle zrozumieć i będzie chciał zrobić ci krzywdę albo będzie natrętny — powiedział. Jak dla niego to było oczywiste, że ubierając się w Halloween jak zdzira, dawało się innym nieme przyzwolenie na podryw i nawet na więcej. To było proszenie się o kłopoty.
— To prosiłbym, żebyś to zrobił — wywrócił oczami. Byłby wniebowzięty, gdyby Reon go czasami posłuchał z własnej woli i gdyby nie marudził, kiedy o coś go prosił. Nie chciał wiele. Zależało mu tylko na jego dobru i bezpieczeństwie. Nie było to jednak takie proste, skoro chłopak za wszelką cenę chciał się wyrwać i żyć beztrosko. — Wcale nie ograniczam twojej wolności. Po prostu mam oczy dookoła głowy i myślę za ciebie — wzruszył ramionami. — Nie zliczę, ile razy było tak, że musiałem cię wyciągać z kłopotów. Dzisiaj pewnie też byłbyś tak pijany, że ostatecznie byś do mnie zadzwonił, bo nie byłbyś w stanie nawet samodzielne zamówić Ubera, nie wspominając o tym, że nie potrafiłbyś wstukać odpowiedniego adresu. Ewentualnie zadzwoniłbyś jutro rano, kiedy obudziłbyś się w domu tej kobiety, panikując, że nie masz pojęcia, w jakiej dzielnicy jesteś — spojrzał na niego z politowaniem. To nie byłby pierwszy raz, gdyby Reon odwaliłby coś tak niego. To nie były pojedyncze przypadki a coś, co się w miarę regularnie powtarzało. Był tym po prostu zmęczony. — Tak i patrząc na to, w jakim jesteś stanie, to dobrze zrobiłem — odparł i pokręcił lekko głową na boki.
— Dobrze, niech będzie, jestem sztywniakiem — mruknął pod nosem. Skoro Reon już sobie wyrobił zdanie na jego temat i nie miał zamiaru go zmieniać, to dalsze kłócenie się z nim o to było bez sensu i nie miał zamiaru marnować na to swojej energii. Wolał spożytkować ją na coś bardziej konstruktywnego, jak pilnowanie go. Ściągnął brwi, kiedy chłopak stwierdził, że był jego. Zaraz wypuścił głośno powietrze nosem. — Coś w tym jest — odparł tylko, po czym sięgnął po swoją szklankę, by upić z niej nieco coli. Oczywiście nie umknęło jego uwadze to, że tamten tak się zachwiał. Coś miał przeczucie, że ten drink będzie ostatnim i że będzie musiał go targać siłą do samochodu. Tyle dobrego, że był od niego większy i silniejszy.

Reon Moriya

We're both in a crowd with people surrounding us

: pn wrz 28, 2026 2:32 pm
autor: Reon Moriya
Zapytał, bo chciał się z nim podrażnić i szczerze powiedziawszy nie spodziewał się od niego odpowiedzi twierdzącej. Był pewien, że Ryo zaraz zacznie się wykręcać od odpowiedzi albo zaprzeczy, więc gdy mężczyzna odpowiedział mu w taki sposób, zamrugał kilkakrotnie wyraźnie zaskoczony.
— Awwwwwww, Ryo. To takie urocze — powiedział i uśmiechnął się delikatnie, wyraźnie rozczulony tym co właśnie usłyszał. — To naprawdę miłe. Gdyby mnie interesowali faceci, to też byś mi się podobał — powiedział i pokiwał głową. — Kto by nie leciał na takiego seksownego, przystojnego mięśniaka z tatuażami? — dodał i posłał mu zaczepny uśmiech. Aso nie wiedział, że mężczyźni również mu się podobali, ale zapewne gdyby nie fakt, że ich relacja wyglądała w taki sposób i gdyby poznał kogoś takiego jak Ryo w barze albo klubie, to na pewno by się nim zainteresował. Mężczyzna był w jego typie, bo lubił takich przypakowanych dryblasów.
— Ale dbasz o nie w upierdliwy sposób — stwierdził i wzruszył ramionami. Nie byłby sobą, gdyby nie chciał mieć ostatniego słowa. Nawet jeśli rozumiał, że mężczyzna chciał zadbać o to, aby nie stała mu się żadna krzywda, to robił to w naprawdę męczący i uporczywy sposób, co Reona drażniło i sprawiało, że czuł, jakby jego wolność i swoboda były ograniczane. Niby mógł sam gdzieś wyjść, ale ze wszystkiego musiał się spowiadać i musiał wracać o konkretnych godzinach, co w ogóle mu się nie podobało. — Jaaasne — przymrużył powieki, przez chwilę przyglądając mu się podejrzliwie. — Po prostu przyznaj, że skoro ci się podobam, to byłbyś zazdrosny jakbym pokazał trochę ciała — poruszył sugestywnie brwiami. To było bardziej niż oczywiste, że jeśli Ryo na głos potwierdzi, że by mu się podobał, to będzie tego potem używał przeciwko niemu. Nie trzeba było długo na to czekać.
— Pomyślę — rzucił i obojętnie wzruszył ramionami. Nie, nie pomyśli, tylko kompletnie nic się nie zmieni w tej kwestii, a Moriya dalej będzie zachowywał się dokładnie tak jak robił to do tej pory. Prawdopodobnie jutro po przebudzeniu nawet nie będzie pamiętał połowy z tego, o czym właśnie teraz rozmawiali. — Ograniczasz! — zarzucił mu oskarżycielsko, robiąc to zdecydowanie zbyt głośno. — Muszę ci się spowiadać z tego gdzie wychodzę i z kim, muszę wracać do domu o konkretnych godzinach… — zaczął wyliczać. Dla niego to jak najbardziej było ograniczanie jego wolności, bo nie mógł tak do końca robić wszystkiego tego na co miał ochotę, bez ciągłego nadzoru Ryouty. — Nie przesadzaj. Raz czy dwa się raptem zdarzyło, a ty już od razu wyolbrzymiasz — posłał mu nieprzychylne spojrzenie. Nie, zdecydowanie zdarzyło się więcej niż jeden czy dwa razy. Takie sytuacje miały miejsce często, ale Reon już taki był, że zawsze wszystko bagatelizował. — W jakim niby stanie? Raptem trochę się podpiłem, no rzeczywiście wielkie mi halo — wywrócił teatralnie oczami, znowu umniejszając temu w jakim stanie upojenia tak naprawdę był.
— Ha! Widzisz? Nawet sam zdajesz sobie z tego sprawę — najwyraźniej nie był świadom tego, że Ryo powiedział to dla świętego spokoju, nie chcąc z nim dłużej dyskutować na ten temat. Zdecydowanie wystarczy mu alkoholu na dzisiaj. To był bardzo dobry pomysł, żeby po tym drinku jednak wracać do domu, bo w innym wypadku Aso musiałby go chyba zbierać z podłogi.
Odwrócił się na stołku w stronę mężczyzny i wsparł się dłońmi o jego udo, żeby nachylić się w jego stronę, znacznie zmniejszając między nimi dystans. W ten sposób łatwiej było mu utrzymać równowagę. — I nikomu cię nie oddam. Nie możesz mnie nigdy zostawić samego, jasne? — powiedział. — Masz być moim sztywnikiem i ochroniarzem do końca mojego życia — odparł stanowczo, marszcząc nieco czoło.

Ryouta Aso

We're both in a crowd with people surrounding us

: wt wrz 29, 2026 8:13 am
autor: Ryouta Aso
Uniósł wyżej brew, kiedy Reon stwierdził, że to było urocze. Nie uważał, żeby rzeczywiście takie było. Po prostu stwierdził fakt i tyle. Skoro chłopak sam go o to pytał, to musiał mu jakoś odpowiedzieć. Ale czego się spodziewał? Tego, że jak powie mu, że istniała szansa, żeby mu się podobał, to chłopak da sobie siana i się tego nie uczepi? Niedoczekanie.
— To wcale nie jest urocze. Chciałeś wiedzieć, to ci po prostu odpowiedziałem — wzruszył lekko ramionami. Teraz trochę żałował, że nie powiedział mu nie, bo znając go, uczepi się tego zdecydowanie za bardzo i mu tak łatwo nie odpuści. Za dobrze go znał. Zdecydowanie nie przemyślał tej odpowiedzi. Z drugiej strony naprawdę nie lubił kłamać i kłamstwo ciężko przechodziło mu przez usta. Mimo wszystko musiał przyznać, że kiedy Reon powiedział, że również by na niego leciał, zrobiło mu się z tego powodu miło. Na jego twarzy pojawił się nawet delikatny uśmiech, ale nie można mu się było dziwić. Chyba każdy lubił słuchać takich rzeczy na swój temat. — Miło mi to słyszeć. Potraktuję to jako komplement — odparł. Na szczęście szansa na to, że im obu podobali się faceci, była mała. Był przekonany, że Reona interesowały tylko i wyłącznie kobiety, bo tylko w ich towarzystwie go widywał.
— Ważne, że skutecznie i że na szczęście nie stała ci się żadna krzywda, odkąd tutaj jesteśmy, mimo że sam nieraz aż się prosisz o kłopoty — stwierdził. Jego zachowanie czasami pozostawiało wiele do życzenia i nieraz to zakrawało na cud, że nikt nie skorzystał z okazji i go nie wykorzystał albo nie okradł. Widać przecież było już na pierwszy rzut oka, że Reon miał pieniądze, a gdy był bardzo pijany, to był łatwym celem. Nie wspominając o tym, że nadal się bał, że dorwą ich ludzie z yakuzy. — Zaraz, zaraz — zaczął. — Nie powiedziałem ci, że mi się podobasz. Powiedziałem, że jakbym leciał na facetów, to byś mi się pewnie podobał — poprawił go. Inna sprawa, że rzeczywiście był gejem. — Nie byłbym zazdrosny. Chodzi mi tylko i wyłącznie o twoje bezpieczeństwo — zrezygnowany pokręcił lekko głową na boki. Bardzo wkurzało go to, że chłopak tak to wszystko bagatelizował i nie rozumiał, że opiekuje się nim dla jego własnego dobra, a nie dlatego, że chciał mu truć tyłek.
— Ciszej — upomniał go, kiedy Moriya tak podniósł głos. Nawet jeśli byli w klubie, gdzie było głośno i ludzie nie zwrócili na nich uwagi z powodu tego, że Reon był taki głośny, to i tak wolałby, żeby ten nie odzywał się w taki sposób. — Wszystko to robię ze względu na twoje bezpieczeństwo — wyjaśnił. — No i spójrzmy prawdzie w oczy — kiedy rzeczywiście mnie posłuchałeś na tyle, żeby rzeczywiście być w domu o tej godzinie, o której cię proszę? — spojrzał na niego z politowaniem. Ostatnio się tak nie zdarzyło i parę razy z rzędu musiał sam po niego jechać i targać go niemal siłą do samochodu. Nie można było o nim powiedzieć, że był usłuchany. — Nie, to nie było raz czy dwa — westchnął ciężko. Nie miał jednak zamiaru wyliczać mu dokładnie każdego razu, kiedy coś takiego miało miejsce, bo by im nie starczyło wieczoru, a on nie mógł się doczekać, aż będzie mógł wrócić do domu i pójść w spokoju spać. — Nie powiedziałbym, że to trochę... — mruknął pod nosem. Wiedział, że w tej kwestii nie było sensu się z nim kłócić, bo do Reona dotrze to, jaki był pijany dopiero, kiedy wstanie ze stołka i ledwo będzie się trzymał na nogach.
Wypuścił głośno powietrze nosem. Nie chciał już z nim dyskutować na ten temat, więc po prostu darował sobie jakiekolwiek komentarze w tej kwestii. Poza tym wiedział doskonale, że Moriya zawsze musiał mieć ostatnie słowo, więc już wolał się zamknąć i nie kontynuować tego tematu. Miał dość tego, że chłopak ciągle go wyzywał od sztywniaków, ale to nie tak, że cokolwiek był w stanie na to poradzić.
Odruchowo odchylił się na moment lekko do tyłu, kiedy chłopak wsparł się o jego uda, bo nie do końca wiedział, jak powinien się zachować. Dopiero po chwili z powrotem się do niego przysunął, wpatrując się w jego twarzy. Jego słów nie spodziewał się bardziej, niż jego zachowania, więc w pierwszej chwili nie miał pojęcia, co miał na to odpowiedzieć. Nie wiedział, czy Reon się teraz z niego zgrywał, czy o co mu chodziło.
— Nie mam najmniejszego zamiaru cię zostawiać, niezależnie od tego, jak upierdliwy jesteś — odparł zgodnie z prawdą. Gdyby nie obietnica dana jego ojcu, to już dawno machnąłby ręką i po prostu dałby sobie z nim spokój. Szkoda by mu było nerwów. — Dobrze, niech będzie — odetchnął głęboko. Niepewnie wyciągnął rękę w jego stronę, żeby pogłaskać go po głowie. — To nie zachowuj się tak, że mam ochotę rzucić to wszystko w pizdu — skrzywił się delikatnie, cofając dłoń.

Reon Moriya

We're both in a crowd with people surrounding us

: wt wrz 29, 2026 4:57 pm
autor: Reon Moriya
Przewrócił oczami i westchnął ciężko na jego słowa. Owszem, nie stała mu się żadna krzywda, ale nie uważał, że to przez ochronę, którą zapewniał mu Ryouta, a po prostu dlatego, że nigdy nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo. Przynajmniej nie odkąd tutaj przyjechali. Wiadomo, że przecież Aso wyolbrzymiał. Dowodem na to był chociażby fakt, że do tej pory nic mu się nie stało, był cały i zdrowy oraz nie wyglądało na to, żeby jego życie rzeczywiście w jakiś sposób było zagrożone.
— Oj tam, oj tam. Najważniejsze, że uważasz, że jestem przystojny — powiedział i machnął od niechcenia ręką. Dla niego poniekąd było to jednoznaczne z tym, że rzeczywiście podobał się Ryoucie, ale już nie miał zamiaru drążyć tego tematu, bo wiedział, że mężczyzna uparcie by się tego wypierał. W końcu zakładali jedynie hipotetyczne scenariusze. — Ani trochę byś nie był? — zapytał i wydął dolną wargę, jakby wręcz prosił się o to, żeby Ryouta nie zaprzeczał. — Nawet jakby jakiś napakowany, wysoki i seksowny facet mnie podrywał, obłapiał i chciał zaprosić na noc do siebie? — dodał, jakby to w jakiś sposób miało zmienić zdanie mężczyzny. Znowuż, sam nie miał pojęcia dlaczego aż tak bardzo zależało mu na tym, żeby Aso przyznał, że byłby o niego zazdrosny. Skoro nie był, kiedy sypiał z losowymi laskami, to czemu miałby być, gdyby dotyczyło to jakiegoś faceta.
— Nie uciszaj mnie — burknął na niego i cmoknął. Czasami, a zwłaszcza jak sobie popił, zdarzało mu się nie panować nad tonem swojego głosu. To nie był jednak powód, żeby od razu go uciszać, bo tego oczywiście też nie lubił. — No… — urwał na chwilę i zaraz wypuścił głośno powietrze nosem. — Chyba się jeszcze nie zdarzyło — stwierdził zrezygnowany i westchnął cicho. Pomimo tego, że mężczyzna starał się mu wyznaczać jakieś zasady, których powinien przestrzegać, Reon niekoniecznie się do nich stosował. — Czepiasz się — skwitował. Nawet jeśli było częściej, to co z tego? To nie był koniec świata, przynajmniej dla niego. — Z tym też się czepiasz — stwierdził naburmuszony. Tak jak zwykle, nie uważał, że był aż tak pijany.
Słysząc odpowiedź Ryouty, uśmiechnął się od ucha do ucha. Prawda była taka, że nie poradziłby sobie bez niego. Zwłaszcza w obcym kraju. Nawet jeśli z łatwością przychodziło mu poznawanie nowych osób i zawieranie znajomości, gdyby przyjechał tutaj całkiem sam i nie miał u swojego boku kogoś komu ufał, na pewno nie byłby taki cwany i odważny jak był teraz. Pomimo tego, że ta chęć kontroli ze strony Aso była irytująca, wiedział o tym, że mógł na niego liczyć i ten nie pozwoli, żeby stała mu się jakakolwiek krzywda. Czuł się przy nim bezpiecznie. Nie spodziewał się tego, że Ryouta wykona wobec niego taki gest, dlatego gdy to zrobił, zamarł w bezruchu, a w żołądku poczuł dziwnie przyjemne motylki. Mimowolnie naparł nieco swoją głową na jego dłoń, zupełnie jakby się o nią łasił. — I tak nie rzucisz. Niezależnie od tego jakbym się zachowywał. Obiecałeś coś mojemu tacie — powiedział i zerknął na niego. Gdy mężczyzna cofnął rękę, spuścił głowę, nadstawiając ją. — Jeszcze — powiedział, mając ochotę na to, żeby znowu go tak pogłaskał.

Ryouta Aso

We're both in a crowd with people surrounding us

: śr wrz 30, 2026 9:17 am
autor: Ryouta Aso
— To naprawdę jest dla ciebie takie ważne? — zapytał, unosząc jedną z brwi. Mógł się spodziewać tego, że Reon uczepi się tego, że miał go za przystojnego i że nie da mu teraz żyć. Nawet jeśli rozważali tylko taki hipotetyczny scenariusz, to nie czuł się komfortowo, rozmawiając na ten temat. Zapewne wynikało to z tego, że był gejem i że naprawdę uważał chłopaka za atrakcyjnego. — Nie, nie byłbym. Dlaczego miałbym być? To nie tak, że chciałbym cię poderwać albo mieć tylko dla siebie — wzruszył ramionami. Tak naprawdę to Reon mógł się umawiać, z kim tylko chciał. Inną sprawą było to, że Ryouta niekoniecznie się na to godził, ale nie dlatego, że był o niego zazdrosny, a dlatego, że nie chciał, żeby ktoś go skrzywdził i tyczyło się to też jego życia uczuciowego. Wiedział, że jak ktoś złamałby mu serce, to Moriya albo by rozpaczał, albo rzuciłby się w jeszcze bardziej imprezowy wir. Obie te opcji nie nastrajały i obu wolałby uniknąć. — W takiej sytuacji nie byłbym zazdrosny, a wkurwiony, że ktoś najwyraźniej chce cię przelecieć, a potem olać — stwierdził. — Swoją drogą... — zaczął i przyjrzał mu się nieco uważniej. — Nie miałem pojęcia, że podobają ci się faceci — uśmiechnął się do niego łobuzersko. — Czy to znaczy, że uważasz mnie za przystojnego? W końcu ja też jestem wysoki, napakowany i seksowny — dodał. Nie mógł sobie darować, bo Reon aż się prosił o to, żeby podroczyć się z nim w taki sposób.
— Dobrze, już dobrze — odparł z głośnym westchnięciem. No tak, czasami zapominał o tym, że zwrócenie mu na cokolwiek uwagi było bez sensu, bo i tak nic nie brał do siebie i nic sobie z tego nie robił. A szkoda, bo trochę ogłady czasami by mu nie zaszkodziło. — Więc właśnie... — mruknął pod nosem. Życie ich obu byłoby naprawdę prostsze, gdyby Eon się go słuchał i rzeczywiście bardziej na siebie uważał. Niestety, nie zanosiło się na to, żeby w najbliższym czasie miał spuścić z tonu. Wypuścił głośno powietrze nosem, kiedy powiedział, że się czepiał. Być może trochę rzeczywiście się czepiał, ale nie zmieniało to faktu, że robił to z troski i chęci dbania o jego bezpieczeństwo. Nie bez powodu dał słowo jego ojcu, że się nim dobrze zajmie, kiedy już znajdą się w Kanadzie.
Ściągnął brwi, kiedy Reon tak otarł się o jego dłoń. Nie wiedział, jak powinien na to zareagować. Tak samo, jak nie wiedział, dlaczego w ogóle wykonał w jego kierunku taki gest. To przecież nie tak, że był pijany, bo był kompletnie trzeźwy. Może po prostu obudziły się w nim te instynkty opiekuńcze, których czasami miał wobec niego przebłyski?
— Nie mogę zaprzeczyć — mruknął pod nosem. To nie tak, że zostawi go samego sobie, bo za bardzo cenił sobie swój honor. Nawet jeśli jego ojciec już nie żył, to Aso nadal darzył go szacunkiem i nie miał zamiaru złamać danej mu na łożu śmierci obietnicy. Był skazany na chłopaka, a ten był skazany na niego. Nie zakładał scenariusza, w którym w bliższej albo dalszej przyszłości mieliby się rozstać. Zamrugał kilkukrotnie, kiedy Reon tak zaczął się domagać więcej pieszczot. Nawet nie wiedział, jak powinien zareagować i co zrobić. Przez chwilę po prostu się na niego patrzył, ale w końcu westchnął ciężko i sięgnął do jego głowy, żeby zacząć go po niej ostrożnie głaskać. — Jesteś nie do podrobienia, wiesz o tym? — zapytał i pokręcił lekko głową na boki. — Jeszcze nigdy nie poznałem nikogo takiego jak ty — dorzucił i odruchowo zaczesał mu włosy za ucho.

Reon Moriya

We're both in a crowd with people surrounding us

: pt paź 02, 2026 1:54 pm
autor: Reon Moriya
W odpowiedzi wzruszył ramionami, bo sam tak właściwie nie wiedział. Reon był pijany, a w takim stanie nie można było od niego oczekiwać racjonalnego myślenia. Po prostu uwziął się na tym temacie i najwyraźniej nie miał zamiaru spocząć, dopóki nie dostanie takiej odpowiedzi, która go usatysfakcjonuje. Na szczęście, nie musiał długo na to czekać. W sumie, dostał ją szybciej nie przypuszczał.
— Aha — skwitował krótko i ściągnął brwi. Z jego reakcji nietrudno było się domyślić, że odpowiedź mężczyzny tak niekoniecznie go usatysfakcjonowała, ale była też najbardziej sensowna. Nie było żadnych powodów, dla których Ryouta miałby być o niego zazdrosny. Nie łączyło ich nic więcej poza przyjaźnią łamane na relację czysto biznesową. — Ojej, aż tak bardzo ci zależy, żeby nikt nie zranił mojego kruchego serduszka? To takie kochane — powiedział i wydął dolną wargę, oczywiście i tym razem dopowiadając sobie swoje trzy grosze. Kolejne słowa Aso sprawiły, że momentalnie oprzytomniał. Zamrugał kilkakrotnie, wpatrując się przez chwilę w jego twarz, zanim się odezwał. — Nie podobają. Przecież rozmawiamy czysto hipotetycznie — przypomniał mu. Od tego zaczęła się ta cała rozmowa, więc uważał, że wciąż była utrzymana w tym samym klimacie co by było gdyby… Nie chciał się sprzedać. — Gdyby podobali mi się mężczyźni, to tak, uważałabym cię za takiego — odpowiedział trochę wymijająco i odchrząknął, uciekając wzrokiem na bok..
— No właśnie — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Doskonale wiedział, że Ryo go nie porzuci. Ani teraz, ani za kilka lat. Miał nadzieję, że nigdy tego nie zrobi i nie zostawi go samego na pastwę losu. Wiedział, że by się bez niego nie odnalazł. Tak bardzo przyzwyczaił się do obecności mężczyzny, że nie wyobrażał sobie scenariusza, w którym ten miałby zniknąć z jego życia. Na samą myśl, że mieliby mieszkać oddzielnie czuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i ta wzbudzała w nim dyskomfort. Przywykł do tego, że zawsze miał go przy sobie i wbrew pozorom – niezależnie od tego jak bardzo irytujący potrafił być dla niego Ryouta – po prostu lubił jego towarzystwo. Lubił się z nim przekomarzać i droczyć, wykłócać o byle pierdoły i działać mu na nerwy, bo sprawiało mu to frajdę. Bawiło go to, jaki ten zawsze był spokojny i opanowany oraz jak nie dawał się wyprowadzić z równowagi, nawet kiedy go denerwował do granic możliwości. Prawda była taka, że nikt inny nie wytrzymałby z Reonem, tylko Ryouta była w stanie go znieść na dłuższa metę. Mruknął cicho, gdy mężczyzna ponownie oparł swoją dłoń na jego głowie i zaczął go po niej głaskać. Przymknął na krótką chwilę powieki, napawając się tym czułym gestem z jego strony.
— Wiem. Jestem jedyny w swoim rodzaju — powiedział. Nie wziął pod uwagę tego, że Ryouta niekoniecznie miał to na myśli w pozytywnym sensie. Na jego kolejne słowa uniósł nieco głowę, żeby na niego spojrzeć. — To dobrze czy źle? Mam się czuć wyjątkowy? — zapytał. Gest, który Aso wobec niego wykonał sprawił, że poczuł przyjemne motylki w brzuchu. Nigdy nie spodziewał się tego, że mężczyzna będzie w nim wzbudzał tego typu reakcje. Chyba rzeczywiście za dużo sobie dzisiaj wypił, skoro czuł się w taki sposób. Cofnął głowę i odchrząknął cicho, po czym sięgnął po swojego drinka. Wypił kilka sporych łyków, przez co w szklance nie zostało już zbyt wiele alkoholu. W jego aktualnym stanie raczej nie był to dobry pomysł, aby pił w tak szybkim tempie, ale nie powinno to dziwić, skoro uważał, że wcale nie był aż tak pijany, jak w rzeczywistości miało to miejsce.

Ryouta Aso

We're both in a crowd with people surrounding us

: pt paź 02, 2026 8:01 pm
autor: Ryouta Aso
— Tak — powiedział wprost. — Bo wiem, że jak ktoś je złamie, to potem ja będę musiał się użerać z twoją depresją albo przesadnym balowaniem. Niezależnie od tego, kto ci to serce złamie i w jaki sposób to zrobi, będzie to miało na mnie bezpośredni wpływ — dodał i wzruszył ramionami. Prawda była taka, że nie byłby w stanie znieść widoku Reona w depresji. Byłoby mu po prostu przykro, że chłopak musi przechodzić przez jakieś nieprzyjemności. Nawet jeśli mógł sprawiać wrażenie oziębłego i takiego, który ma go czasami naprawdę dość, to mimo wszystko zależało mu na jego dobru. Skoro się nim zajmował i miał się nim opiekować, to nie chciał, żeby stała mu się żadna krzywda, w tym taka sercowa. — Hipotetycznie. No tak. Prawda — skinął lekko głową. Na szczęście Reon nie doszukiwał się w tym drugiego dna, bo bardzo by nie chciał, żeby wydało się to, że był gejem. Może kiedyś mu o tym powie, ale najpierw ten będzie musiał trochę dorosnąć, bo wiedział, że w obecnym stanie chłopak nie da mu żyć, jeśli będzie wiedział, że leciał na facetów. Mało tego, przecież sam przed chwilą przyznał, że uważał go za atrakcyjnego i że by na niego poleciał. Trochę sobie wykopał pod sobą dół. Jego usta drgnęły w triumfalnym uśmiechu na jego kolejne słowa. — No ja myślę — zaczął. — I lepiej dla ciebie by było, żeby żaden inny facet nie wpadł ci w oko — dodał, samemu nie wiedząc, po co tak właściwie powiedział coś takiego. To nie tak, że chciałby się za niego zabrać. W żadnej linii czasowej nie miałby ochoty wdawać się z nim w związek.
— Nie da się temu zaprzeczyć. Nigdy nie poznałem kogoś takiego jak ty, a miałem okazję poznać naprawdę odklejone osoby, kiedy jeszcze mieszkałem w Tokio — powiedział. Nie znał nikogo bardziej chaotycznego i niepoukładanego. Po cichu liczył na to, że z wiekiem mu to przejdzie i że teraz miał tylko taki etap, kiedy zachłysnął się dorosłością i wolnością. — Powiedzmy, że możesz czuć się wyjątkowo — wywrócił oczami. Jakby mu powiedział coś innego, to zaraz by się na niego pogniewał, więc wolał już powiedzieć to, co Reon chciał od niego usłyszeć. Znali się już od dłuższego czasu, więc nic dziwnego, że zdążył się nauczyć, co takiego należy mówić i kiedy, żeby go niepotrzebnie nie nakręcać. Czasami jak sobie pomyślał o tym, że chodził wokół takiego dzieciaka na palcach, to miał ochotę walić głową w ścianę.
Kiedy tylko Moriya cofnął głową, sam sięgnął do swojej szklanki, żeby dopić swoją colę do końca. Zerknął na niego kątem oka. W ogóle nie podobało mu się to, że pił w takim tempie, biorąc pod uwagę to, że już i tak był bardzo pijany, ale tego nie komentował. Jedyne, co zrobił, to wstał ze swojego stołka i chwycił go za przedramię, żeby ściągnąć go ze stołka.
— Dobra, wystarczy tego dobrego — powiedział. Sięgnął do kieszeni spodni, żeby wyjąć z niej kilka banknotów, które podał barmanowi, mówiąc, że reszty nie trzeba. Pociągnął Reona za sobą w stronę wyjścia, nie robiąc sobie nic z jego protestów. W końcu przecież umówili się, że jak dopije, to wracają do domu, tak? Odetchnął nieco głębiej, gdy już znaleźli się przed lokalem, a muzyka znacznie przycichał. Zdecydowanie miał dość na dzisiaj. Przez ten cały czas przytrzymywał chłopaka, bo bał się, że jak go puści, to ten po prostu wyląduje mu pod nogami. Zaraz dotarli do samochodu, do którego pomógł mu wsiąść. Sam po chwili znalazł się za kierownicą i ruszył spod klubu, kierując się w stronę ich mieszkania.
koniec
Reon Moriya