I feel your presence amongst us, you cannot hide in the darkness
: pt wrz 25, 2026 2:00 am
Głośne syknięcia, przeplatane odgłosem chrupania szkła, przyprawiały Yonakę o mdłości. Mimo ukrytego zainteresowania — obserwowała ruchy narzędzi chirurgicznych przy stopie zza ciemnych okularów — w gardle wzbierała żółć. Nie lubiła widoku wnętrzności.
— Głęboko ugrzęzło? — spytała pielęgniarza.
— Ciężko orzec. — Pomimo niepewności, zachował spokojny ton. — Nie zrobimy rentgenu, bo szkło się na nim nie zacieniuje. Możemy jedynie… — Nachylił się bardziej nad stopą częściowo oczyszczoną stopą. W manierze znanej myślicielom, inżynierom i kucharzom — wyśćiubił koniuszek języka przy prawym kąciku i przekręcił pęsetę.
Effie przeklęła.
— Zgadywać? — dokończyła Yonaka.
— Chciałem powiedzieć: „wyciągnąć i ocenić”, ale z grubsza się zgadza. — Nagle wyprostował się i odetchnął. — Paskudne szkło. Wygląda na kieliszek Jagermeistera.
— Skąd wiadomo?
— Po odsłonięciu, o, tutaj o — wskazał palcem w rękawiczce nacięcie zrobione skalpelem — widzę poroże i krzyż.
— Błagam — jęknęła Effie — egzorcyzmujmy szybciej jebanego rogacza z mojej jebanej stopy…
— Mówiłaś, że poradziłabyś sobie sama. — Stanowczy uścisk i „kurwa”, i „jego jebana”, i „maciorska mać” przemawiały za czymś innym. — Panno Granger — zaczęła, ale w odpowiedzi drobna, szorstka na opuszka dłoń zacisnęła się mocniej na śródręczu. — Rękę mi połamiesz!
— Miałaś mnie wspierać! — Pisk i łkanie musieli usłyszeć zza stalowych drzwi odgraniczających gabinet zabiegowy od głównego traktu oddziału. — Przysięgam, to gorsze od wyciągania kuli spod żeber!
— Postrzelili cię?
— Nie, ale moja znajoma, co była w Miami...
— Uwaga, będę teraz ciągnął — oznajmił pielęgniarz i posłał Yonace porozumiewawcze skinienie. — Zaboli.
— Chwila! Chwiiiiiluteńka! A nie mogę czegoś na znieczulenie!? Nie wiem. Rolkę? Ketę? Spirytus medyczny?!
— Nie możesz — wtrąciła Yonaka z wyraźną obojętnością i zwróciła się do rudego: — Nie może.
— Jezu! To w łeb mnie chociaż pierdolnijcie!
— Pod żadnym pozorem.
Pielęgniarz zdawał się kompletnie nie oponować. Potaknął energicznie, jakby się obawiał, że jeżeli wejdzie w kompetencje pacjentki towarzyszącej innej pacjentce, to wyleci z roboty. Wymienił pęsetę na kleszczyki Peana, rozszerzył nieznacznie przestrzeń między szkłem a tkanką podskórną i drugą ręką wyposażoną w kleszcze ząbkowane zaczepił głębiej na kieliszku.
— Proszę nabrać powietrza — oznajmił. — Wyciągnę na trzy.
— Ja pierdolę, Yonaka…
— Jeden…
— Ja.. AAAAAAAAAA!!!
Trzy nie nadeszło.
Dłoń demonolożki nabawiła się siniaków, ale to — zdaniem niektórych — była drobna cena za oczyszczenie stopy Granger. Przezroczysty kawałek szkła stuknął w metalowej misce. Kiedy pielęgniarz pokazał zawartość Yonace, ta zbladła momentalnie. Na gardle zacisnęła się pętla. Chwyciła jedną dłoń w drugą i rozmasowała knykcie. Nerwowo zerknęła na Effie — padniętą na kozetce, oddychającą głęboko i z rozmazanym od łez makijażem.
— Pójdę po świeże opatrunki, bo chyba nam właśnie wyszły. Niech nie wstaje, dobrze? — Zwrócił się do Yonaki, na co kobieta potaknęła krótko. — Przyniosę wam po kawie. Przyda się.
— Nie trzeba. — Nie miała ochoty na lurę.
— Nalegam — odparł rudy z szerokim uśmiechem. — Jestem wielkim fanem Killer Kittens i nie odważyłbym się zaoferować gwieździe korytarzowych pomyjców. A pani niech oszczędza oczy.
Zdumienie Yonaki urosło tym bardziej, gdy zgasił górne światło. Sala pogrążyła się w mroku i tylko lampka przy biurku oraz światło monitorów przecinały przestrzeń. Niebieska poświata nadawała sali chirurgicznej ambientowej atmosfery. Gdyby nie to, że pewnie na tej samej kozetce umarło tysiące osób, demonolożka nie uznałaby okoliczności za łudząco podobne do filmowych zaświatów tanich horrorów klasy B o Naznaczonym.
Skorzystała z rady. Ściągnęła okulary i przetarła knykciem lewe oko.
— Masz chodne — zauważyła, odwracając się w krześle przodem do Effie. Zmarszczyła groźne brwi a jej zaczerwienione oczy błysnęły. — I cholerne szczęście. Po co w ogóle za nim biegłaś? To Phil miał się nim zająć. Nie ty.
Effie Granger
— Głęboko ugrzęzło? — spytała pielęgniarza.
— Ciężko orzec. — Pomimo niepewności, zachował spokojny ton. — Nie zrobimy rentgenu, bo szkło się na nim nie zacieniuje. Możemy jedynie… — Nachylił się bardziej nad stopą częściowo oczyszczoną stopą. W manierze znanej myślicielom, inżynierom i kucharzom — wyśćiubił koniuszek języka przy prawym kąciku i przekręcił pęsetę.
Effie przeklęła.
— Zgadywać? — dokończyła Yonaka.
— Chciałem powiedzieć: „wyciągnąć i ocenić”, ale z grubsza się zgadza. — Nagle wyprostował się i odetchnął. — Paskudne szkło. Wygląda na kieliszek Jagermeistera.
— Skąd wiadomo?
— Po odsłonięciu, o, tutaj o — wskazał palcem w rękawiczce nacięcie zrobione skalpelem — widzę poroże i krzyż.
— Błagam — jęknęła Effie — egzorcyzmujmy szybciej jebanego rogacza z mojej jebanej stopy…
— Mówiłaś, że poradziłabyś sobie sama. — Stanowczy uścisk i „kurwa”, i „jego jebana”, i „maciorska mać” przemawiały za czymś innym. — Panno Granger — zaczęła, ale w odpowiedzi drobna, szorstka na opuszka dłoń zacisnęła się mocniej na śródręczu. — Rękę mi połamiesz!
— Miałaś mnie wspierać! — Pisk i łkanie musieli usłyszeć zza stalowych drzwi odgraniczających gabinet zabiegowy od głównego traktu oddziału. — Przysięgam, to gorsze od wyciągania kuli spod żeber!
— Postrzelili cię?
— Nie, ale moja znajoma, co była w Miami...
— Uwaga, będę teraz ciągnął — oznajmił pielęgniarz i posłał Yonace porozumiewawcze skinienie. — Zaboli.
— Chwila! Chwiiiiiluteńka! A nie mogę czegoś na znieczulenie!? Nie wiem. Rolkę? Ketę? Spirytus medyczny?!
— Nie możesz — wtrąciła Yonaka z wyraźną obojętnością i zwróciła się do rudego: — Nie może.
— Jezu! To w łeb mnie chociaż pierdolnijcie!
— Pod żadnym pozorem.
Pielęgniarz zdawał się kompletnie nie oponować. Potaknął energicznie, jakby się obawiał, że jeżeli wejdzie w kompetencje pacjentki towarzyszącej innej pacjentce, to wyleci z roboty. Wymienił pęsetę na kleszczyki Peana, rozszerzył nieznacznie przestrzeń między szkłem a tkanką podskórną i drugą ręką wyposażoną w kleszcze ząbkowane zaczepił głębiej na kieliszku.
— Proszę nabrać powietrza — oznajmił. — Wyciągnę na trzy.
— Ja pierdolę, Yonaka…
— Jeden…
— Ja.. AAAAAAAAAA!!!
Trzy nie nadeszło.
Dłoń demonolożki nabawiła się siniaków, ale to — zdaniem niektórych — była drobna cena za oczyszczenie stopy Granger. Przezroczysty kawałek szkła stuknął w metalowej misce. Kiedy pielęgniarz pokazał zawartość Yonace, ta zbladła momentalnie. Na gardle zacisnęła się pętla. Chwyciła jedną dłoń w drugą i rozmasowała knykcie. Nerwowo zerknęła na Effie — padniętą na kozetce, oddychającą głęboko i z rozmazanym od łez makijażem.
— Pójdę po świeże opatrunki, bo chyba nam właśnie wyszły. Niech nie wstaje, dobrze? — Zwrócił się do Yonaki, na co kobieta potaknęła krótko. — Przyniosę wam po kawie. Przyda się.
— Nie trzeba. — Nie miała ochoty na lurę.
— Nalegam — odparł rudy z szerokim uśmiechem. — Jestem wielkim fanem Killer Kittens i nie odważyłbym się zaoferować gwieździe korytarzowych pomyjców. A pani niech oszczędza oczy.
Zdumienie Yonaki urosło tym bardziej, gdy zgasił górne światło. Sala pogrążyła się w mroku i tylko lampka przy biurku oraz światło monitorów przecinały przestrzeń. Niebieska poświata nadawała sali chirurgicznej ambientowej atmosfery. Gdyby nie to, że pewnie na tej samej kozetce umarło tysiące osób, demonolożka nie uznałaby okoliczności za łudząco podobne do filmowych zaświatów tanich horrorów klasy B o Naznaczonym.
Skorzystała z rady. Ściągnęła okulary i przetarła knykciem lewe oko.
— Masz chodne — zauważyła, odwracając się w krześle przodem do Effie. Zmarszczyła groźne brwi a jej zaczerwienione oczy błysnęły. — I cholerne szczęście. Po co w ogóle za nim biegłaś? To Phil miał się nim zająć. Nie ty.