i'll be the day to your night
: ndz wrz 27, 2026 11:00 am
Prawidłowe odpowiedzi znów przemykały przez jego czaszkę, jedna bardziej wiarygodna od drugiej, lecz zaraz zostawiająca po sobie coraz mniejszy ślad.
Zaczynały się od dywersji. Też powinien sięgnąć po kubek z kawą, podchwytując jej gest i oferowany przez niego strzęp normalności. Może powinien postarać się, by spróbowała coś zjeść, odciąć od tej części konwersacji, od której nowe łzy mogłyby pojawić się na jej policzkach. Wyciągnąć ją z mieszkania, zabrać na s p a c e r bądź kupić krzyżówkę, stworzyć zasłonę dymną, przez którą jego złość i prawdziwe zamiary nie miały możliwości przeniknąć.
Mógł też odpowiedzieć oględnie.
Zapewnić ją, że nie zrobi nic bez jej zgody - zgody, której nigdy by nie dostał, wiedział to w tych sprzecznych emocjach odbijających się w jej oczach i sposobie, w jaki traktowała s i e b i e w tej całej sytuacji. Kłamstwo było jednak darmowe. Kłamstwo uspokoiłoby ją, może przywróciło cień uśmiechu na jej usta, może dzięki niemu udałoby jej się uspokoić. Może odpoczęłaby, odespała tę noc, odczuła odrobinę ciężaru opuszczającego jej barki i serce.
Może faktycznie mógłby wtedy być dla niej jakimkolwiek wsparciem, jakim zwykle nie potrafił być, dla nikogo.
Szczerość za szczerość.
- Jak myślisz? - odrzucił krótko, może wręcz sucho, gdy jego zwykły głos, pozbawiony miękkości, którą miał zarezerwowaną wyłącznie dla niej, nagle wybrzmiał w kontraście do tego jak zwracał się do niej sekundę wcześniej. - Dlaczego potrzebuję jego nazwiska?
Jego wzrok zsunął się na kubek kawy, na którym wzmocniła swój chwyt tak, jak wcześniej robiła to z bluza, bądź z jego palcami. Jego sylwetka zgarbiła się nieco, pomruk złości znów przetoczył przez jego tkanki, zostawiając w nich napięcie.
- Ten człowiek cię skrzywdził. To przez niego śpiewasz po barach zamiast spełniać swoje marzenia, żyjąc niosąc na sobie poczucie winy i wstyd, które nie należą do ciebie. Nigdy nie nie powinny - kontynuował, coraz mocniej cedząc słowa, coraz mniej wypowiadając je z łatwością. Pochylił się mocniej, jego łokcie oparły się o kolana, dłonie znów splotły ze sobą przyjmując pozycję, która najmocniej maskowała czyhający w nim gniew. - Znam ludzi takich jak on. Prowadzących swoje życie jakby nic się nie stało.
Jakby nie zniszczyli innych żyć, niekoniecznie tych zasługujących na zrujnowanie. Idących naprzód i niepatrzących w tył, bowiem za sobą zostawiali wyłącznie ruinę. Znał takich ludzi.
O n był takim człowiekiem.
- Nie musisz mi podawać jego nazwiska. - względne uspokojenie wreszcie wybrzmiało w powietrzu gdy odwrócił głowę w jej kierunku, tkwiący w nim haczyk unosił między nimi jak opary trucizny. - Znajdę go sam.
Szczerość za szczerość.
Może powinna mieć jakiś koniec. Może każde słowo wypowiadane przez niego było zarazem słowem za dużo. Ludzie nie lubili szczegółów. Lubili otrzymać oględne obietnice. Załatwię to. Naprawię to, co się zjebało. Sprawa zostanie załatwiona. Nie chcieli wiedzieć, co dokładnie wiązało się z każdym z tych neutralnych zdań, które przekształcały brutalność w coś proaktywnego, zadanie do wykonania na poziomie zrozumienia każdego funkcjonującego człowieka.
- Sprawię, że pożałuje chwili, w której odezwał się do ciebie po raz pierwszy. - zupełnie innego rodzaju obietnica wybrzmiała w powietrzu, daleka od neutralności. Włosy wymknęły się ułożeniu przez pochyloną sylwetkę i zgarbione plecy, do ciemnych oczu zakradł się głębszy mrok, tańczący na samej krawędzi ciemnobrązowych tęczówek. - Odbiorę mu wszystko - wyjaśniał, z nieznośną dokładnością, niezdolny do kłamstwa, niezdolny do ukrycia tego wszystkiego, co było zdolne schować się w jego wnętrzu wyłącznie wtedy, gdy miałoby być skierowane ku niej. - Kawałek po kawałku. - rodzina, praca, bliscy znajomi, reputacja, stan konta bankowego, zdolność chodzenia i porozumiewania się. Lista priorytetów w jego głowie układała się od chwili, w której Haze zaczęła mówić, jeszcze niepełna, jeszcze neutralna, wszak nie znał mężczyzny. Nie wiedział jakie rzeczy ten posiadał, które mógłby mu zabrać, musiał kierować się schematem, który później będzie musiał być do niego dopasowany. - Aż kawałki będą jedynym, co z niego zostanie.
you can tame the monster, but you can't change its nature
Zaczynały się od dywersji. Też powinien sięgnąć po kubek z kawą, podchwytując jej gest i oferowany przez niego strzęp normalności. Może powinien postarać się, by spróbowała coś zjeść, odciąć od tej części konwersacji, od której nowe łzy mogłyby pojawić się na jej policzkach. Wyciągnąć ją z mieszkania, zabrać na s p a c e r bądź kupić krzyżówkę, stworzyć zasłonę dymną, przez którą jego złość i prawdziwe zamiary nie miały możliwości przeniknąć.
Mógł też odpowiedzieć oględnie.
Zapewnić ją, że nie zrobi nic bez jej zgody - zgody, której nigdy by nie dostał, wiedział to w tych sprzecznych emocjach odbijających się w jej oczach i sposobie, w jaki traktowała s i e b i e w tej całej sytuacji. Kłamstwo było jednak darmowe. Kłamstwo uspokoiłoby ją, może przywróciło cień uśmiechu na jej usta, może dzięki niemu udałoby jej się uspokoić. Może odpoczęłaby, odespała tę noc, odczuła odrobinę ciężaru opuszczającego jej barki i serce.
Może faktycznie mógłby wtedy być dla niej jakimkolwiek wsparciem, jakim zwykle nie potrafił być, dla nikogo.
Szczerość za szczerość.
- Jak myślisz? - odrzucił krótko, może wręcz sucho, gdy jego zwykły głos, pozbawiony miękkości, którą miał zarezerwowaną wyłącznie dla niej, nagle wybrzmiał w kontraście do tego jak zwracał się do niej sekundę wcześniej. - Dlaczego potrzebuję jego nazwiska?
Jego wzrok zsunął się na kubek kawy, na którym wzmocniła swój chwyt tak, jak wcześniej robiła to z bluza, bądź z jego palcami. Jego sylwetka zgarbiła się nieco, pomruk złości znów przetoczył przez jego tkanki, zostawiając w nich napięcie.
- Ten człowiek cię skrzywdził. To przez niego śpiewasz po barach zamiast spełniać swoje marzenia, żyjąc niosąc na sobie poczucie winy i wstyd, które nie należą do ciebie. Nigdy nie nie powinny - kontynuował, coraz mocniej cedząc słowa, coraz mniej wypowiadając je z łatwością. Pochylił się mocniej, jego łokcie oparły się o kolana, dłonie znów splotły ze sobą przyjmując pozycję, która najmocniej maskowała czyhający w nim gniew. - Znam ludzi takich jak on. Prowadzących swoje życie jakby nic się nie stało.
Jakby nie zniszczyli innych żyć, niekoniecznie tych zasługujących na zrujnowanie. Idących naprzód i niepatrzących w tył, bowiem za sobą zostawiali wyłącznie ruinę. Znał takich ludzi.
O n był takim człowiekiem.
- Nie musisz mi podawać jego nazwiska. - względne uspokojenie wreszcie wybrzmiało w powietrzu gdy odwrócił głowę w jej kierunku, tkwiący w nim haczyk unosił między nimi jak opary trucizny. - Znajdę go sam.
Szczerość za szczerość.
Może powinna mieć jakiś koniec. Może każde słowo wypowiadane przez niego było zarazem słowem za dużo. Ludzie nie lubili szczegółów. Lubili otrzymać oględne obietnice. Załatwię to. Naprawię to, co się zjebało. Sprawa zostanie załatwiona. Nie chcieli wiedzieć, co dokładnie wiązało się z każdym z tych neutralnych zdań, które przekształcały brutalność w coś proaktywnego, zadanie do wykonania na poziomie zrozumienia każdego funkcjonującego człowieka.
- Sprawię, że pożałuje chwili, w której odezwał się do ciebie po raz pierwszy. - zupełnie innego rodzaju obietnica wybrzmiała w powietrzu, daleka od neutralności. Włosy wymknęły się ułożeniu przez pochyloną sylwetkę i zgarbione plecy, do ciemnych oczu zakradł się głębszy mrok, tańczący na samej krawędzi ciemnobrązowych tęczówek. - Odbiorę mu wszystko - wyjaśniał, z nieznośną dokładnością, niezdolny do kłamstwa, niezdolny do ukrycia tego wszystkiego, co było zdolne schować się w jego wnętrzu wyłącznie wtedy, gdy miałoby być skierowane ku niej. - Kawałek po kawałku. - rodzina, praca, bliscy znajomi, reputacja, stan konta bankowego, zdolność chodzenia i porozumiewania się. Lista priorytetów w jego głowie układała się od chwili, w której Haze zaczęła mówić, jeszcze niepełna, jeszcze neutralna, wszak nie znał mężczyzny. Nie wiedział jakie rzeczy ten posiadał, które mógłby mu zabrać, musiał kierować się schematem, który później będzie musiał być do niego dopasowany. - Aż kawałki będą jedynym, co z niego zostanie.
you can tame the monster, but you can't change its nature