Strona 3 z 3

Tell me are you feelin me feelin you?

: czw paź 01, 2026 11:11 am
autor: April Finch
Pokręciła głową, znowu dając matce do zrozumienia, że nie ma zamiaru nikogo przepraszać. A przynajmniej nie ojca. Nie była z siebie dumna, że zdecydowała się na użycie wulgaryzmu wobec niego. Nie czuła się z tym bardziej dorosła, ani nie zakładała, że w ten sposób dobitniej pokaże swoją rację. Puściły jej jednak nerwy, a w takich momentach używała sporo tego typu sformułowań. Poza tym, zdawała sobie sprawę, że tym wreszcie zwróci ich uwagę. Zagotowali się na to jedno słowo jak mało kto. Skoro potrafili zauważyć ją dopiero wtedy, gdy odpierdalała taki szajs, to musiała przy tym zostać. Jakiś czas temu w nerwach cisnęła kieliszkiem z winem w ścianę, teraz użyła brzydkiego słowa, co będzie następne? Trudno powiedzieć! Wolałaby żeby nie było już niczego w tym stylu. Rodzice przecież nie powinni wywoływać we własnych dzieciach takich skrajnych emocji. April przecież nie zachowywała się aż na co dzień. No dobra, wiadomo, że była nieco pierdolnięta i emocje często przejmowały nad nią kontrolę, ale odeszła już od bycia tą wariatką, która ciska przedmiotami... a przynajmniej tak jej się wydawało. Nie miała też zbyt wiele okazji do kłótni z kimkolwiek od dłuższe czasu. Narzeczona nie prowokowała takich sytuacji, a nawet gdyby to robiła, to nie dałaby się wciągać w kłótnie. W pracy takie rzeczy też nie wchodziły w grę, bo przecież trzeba zachować profesjonalizm.
Zacisnęła pięści, słysząc odpowiedź ojca. Mówił wszystko wprost, bez cienia skruchy. W ogóle nie przejmował się tym, co mogła przez to poczuć. Lubiła bezpośredniość, ale nie pojmowała, czemu jednak nie stara się jakkolwiek jej udobruchać. Egoistycznie zakładała, że jako ta najstarsza córka mogłaby mieć jakieś fory. Co jak co, ale przecież była pierwsza. Zawsze wymagali od niej najwięcej, ale powinni też najlepiej ją rozumieć. Mieli przecież największą ilość czasu, by się jej nauczyć. Niestety nic z tego. Ojciec kompletnie nie pojmował niczego, co związanego z April i co było jakkolwiek istotne. Wzięła głębszy wdech i już chciała odpowiedzieć, kiedy głos zabrała Teddy. Spojrzała na narzeczoną, pozwalając jej mówić. Nie spodziewała się, że strażaczka zaangażuje się w dyskusje w taki sposób. Nie było łatwo stanąć przed kimś, kto ewidentnie ma do ciebie problem, a przecież Paul nie był jakąś tam obojętną wszystkim i obcą osobą z ulicy. To mimo wszystko ojciec, którego April nie potrafiła ot tak wyrzucić ze swojej głowy. Sięgnęła po dłoń ukochanej i uniosła, by ucałować jej wierzch.
— Nie jesteś żadnym błędem. To wyłącznie jego bezsensowna narracja — zapewniła ją, przez moment nie zwracając uwagi na rodziców. Nie miała jej niczego za złe. Była zadowolona, że Darling znalazła w sobie odwagę, by się postawić. Mogła mieć jedynie nadzieję, że nie zacznie się tym przesadnie stresować.
— Nie masz żadnego powodu, żeby nie lubić Teddy. Żadnego. Nigdy w życiu nie zrobiła mi żadnej krzywdy. Wręcz przeciwnie. Była przy mnie w każdym najgorszym i najlepszym momencie, zawsze gotowa mnie wspierać. Jeżeli twoim argumentem naprawdę są pieniądze, to nie mamy o czym rozmawiać. Od dawna czekam, aż uzasadnisz to w sensowny sposób, ale po prostu nie jesteś w stanie. — Pokręciła głową, wyraźnie tym zawiedziona. Zaznaczyła mu już wielokrotnie, że status materialny niczego nie zmienia i powinien przestań wokół tego krążyć. A zresztą, nie lubił Teddy od lat, a przecież nie zawsze była strażaczką, no i kiedy była wyłącznie przyjaciółką, nie powinien dawać nawet milimetra jebania o jej zawód.
— Nie oczekuję, że będziecie się przyjaźnić, ale wymagam żebyś zaczął ją szanować. Jeżeli nie docierają do ciebie moje słowa, to może mama ci to wytłumaczy, ale póki co, szkoda mi nerwów — oświadczyła. Sięgnęła po kieliszek i dokończyła winem jednym haustem. Podniosła się z miejsca i spojrzała na ukochaną, ewidentnie gotowa do wyjścia.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: czw paź 01, 2026 12:18 pm
autor: teddy darling
Trudno było jej odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Nigdy wcześniej nie doświadczyła czegoś podobnego. Jej rodzice byli życzliwi i po ludzku dobrzy. Nigdy nie wyrządzili ani jej, ani nikomu innemu żadnej krzywdy. Teddy nie zawsze się z nimi zgadzała, ale nawet wtedy potrafili przełożyć różnice zdań na spokojną, merytoryczną rozmowę, w której każdy mógł wyrazić własną opinię bez obaw, że za chwilę zostanie za nią wdeptany w ziemię. Nie było podniesionych głosów, złośliwych przytyków ani tej dziwnej znieczulicy, którą coraz częściej wyczuwała u Finchów. Było za to dużo miłości, wzajemnego szacunku i zrozumienia. Nawet jeśli któreś z rodziców uważało, że Teddy właśnie podejmuje wyjątkowo głupią decyzję, najpierw próbowali jej wytłumaczyć, dlaczego tak sądzą, a nie sprawić, żeby poczuła się jak kompletna idiotka. Kiedy przychodziło do spotkań z Finchami, Darling miała wrażenie, że nagle trafia do jakiegoś zupełnie innego uniwersum. Czuła się oceniana praktycznie na każdym kroku. Paul prawdopodobnie brał pod lupę nawet sposób, w jaki siedziała na krześle. Teddy wcale nie zdziwiłaby się, gdyby oznajmił jej z całkowitą powagą, że robi to źle.
Nie wiedziała, skąd znalazła w sobie aż tyle odwagi, żeby wygarnąć Paulowi, co naprawdę o nim myśli. Jeszcze chwilę wcześniej była przekonana, że prędzej połknie własny język, niż powie mu coś prosto w twarz. Miała ochotę dodać, że był okropnym ojcem. Takim naprawdę najgorszym na świecie. Ale to nie była prawda. Paul miał wiele wad i potrafił zachowywać się jak kompletny dupek, ale Teddy nie zamierzała przypisywać mu rzeczy, których nie mogła uczciwie o nim powiedzieć. Poza tym April go kochała. A Darling nie przywykła do tego, żeby obrażać ludzi tylko po to, żeby jak najdotkliwiej dopiec im podczas kłótni. Nie chciała celowo uderzać w miejsca, które bolały najbardziej, tylko dlatego, że miała taką możliwość. Zresztą podejrzewała, że to i tak bardziej dotknęłoby narzeczoną, a nie jej ojca.
Uśmiechnęła się słabo, kiedy April stwierdziła, że nie była żadnym błędem. Teddy wiedziała, że nim nie jest. To znaczy miała nadzieję. Nie chciała, żeby ukochana w przyszłości żałowała swoich decyzji, które poróżniłby ją z rodziną.
Paul zacisnął palce na swojej szklance tak mocno, że aż zbielały mu knykcie. Trudno było stwierdzić, która z nich bardziej podnosiła mu ciśnienie. Najpewniej obie.
— Nie muszę mieć konkretnych powodów, żeby kogoś nie lubić — oznajmił lodowatym tonem. Tak zimno nie było nawet w styczniowej Moskwie. — Theodora od lat miesza ci w głowie, a teraz chcecie się pobrać, chociaż nie będzie potrafiła zapewnić ci godnego życia — prychnął pod nosem. Trochę jak Kira, kiedy próbowała udowodnić komuś, że ma rację. — Wychodzisz? Jak zwykle po prostu uciekniesz? — dopytał, dostrzegając, że córka podnosi się z miejsca.
— Nie, Paul. — wtrąciła Abigail, która również odsunęła swoje krzesło. — To ty wychodzisz. Chciałabym spędzić z córką trochę czasu. A jeśli nie podoba ci się towarzystwo jej partnerki, to prosiłabym, żebyś zostawił nas same — wyjaśniła spokojnie. O dziwo, zadziałało.
Pan Finch posłusznie wstał od stołu, zgarnął ze sobą butelkę whisky i bez słowa wyszedł z jadalni. Teddy zamrugała kilkakrotnie, próbując nadążyć za rozwojem wydarzeń. Spojrzała niepewnie na narzeczoną. Miały sobie stąd pójść? Czy może jednak zostać?

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: czw paź 01, 2026 3:08 pm
autor: April Finch
To ciągłe przegrywanie z ojcem strasznie ją irytowało. Nie była w stanie patrzeć na to w inny sposób. Miała wrażenie, że po tych sytuacjach wyłącznie ona wychodzi zmęczona i obolała psychicznie. Paul sprawiał wrażenie nieugiętego i kompletnie niezranionego. Nie chciała zrobić mu żadnej krzywdy, ale fakt, że tak bardzo spływały po nim emocje córki, był po prostu bolesny. Zakładała, że akurat rodzice powinni skupiać się na takich sprawach jak uczucia swoich dzieci, ale może miała za duże wymagania? Nie, na pewno nie. Znała przecież chociażby Darlingów, którzy pod tym względem byli fenomenalnie. Pokazywali jej, jak to mogłoby wyglądać. Poznanie ich rodziny uświadomiło April, że to ona żyła w dziwnym domu. Przed poznaniem Teddy nie zbliżyła się do niczyjego domu aż tak w sensie mentalnym. Rodziny jej znajomych były jakimś tłem, który ich kształtuje, ale funkcjonuje raczej w formie bardzo nienamacalnej. Z Darlingami było inaczej. Od razu przyjęli ją do siebie jak swoją. Otoczyli opieką i dali całą masę ciepła, choć wcale nie musieli, bo przecież nie była ich córką. Na całe szczęście okazało się też, że w podobny sposób traktują swoje dziecko. Nie byli życzliwi tylko na pokaz, to po prostu wynikało z tego, jakimi byli ludźmi. U Finchów to wyglądało inaczej. Co im po tej niezwykłej kulturze osobistej, skoro potrafili jednocześnie być tacy zgorzkniali?
— Nie jestem dzieckiem. Potrafię zapewnić sobie bardzo dobre życie. Nie o to chodzi w małżeństwie — rzuciła, zirytowana wałkowaniem tego samego po raz kolejny. Nie była w stanie zrozumieć, czemu jej ojciec zakładał, że jedyne, do czego potrzebowała partnerki, to zwiększenie liczby na koncie bankowym. Może w takim razie powinna znaleźć sobie sponsora? Na pewno znalazłby się ktoś chętny do dawania jej pieniędzy i drogich prezentów za bardzo konkretne usługi. Nie musiałaby za tego kogoś wychodzić, a czerpałaby korzyści. Czy z tego Paul wreszcie byłby zadowolony? Cholera go wie, może tak. Nie chciała dopytywać. Miała ochotę uciec, czyli zrobić to, o co ją oskarżył. Chciała schować się jak najdalej stąd. Jak dobrze byłoby wyteleportować się z tej sytuacji i przy okazji wykasować ją z pamięci! Ucieczką starała się zrobić jak najlepiej. Zostawanie w tej sytuacji doprowadziłoby tylko do większego konfliktu. Była gotowa wracać do domu, ale to nie okazało się konieczne.
Drgnęła niepewnie, gdy Abigail wreszcie się odezwała. W pewnym sensie stanęła po jej stronie. W jakiś sposób ją obroniła. Pozbyła się stąd Paula, który posłusznie posłuchał polecenia i wyszedł. April jeszcze przez moment wpatrywała się w puste miejsce przy stole, zanim opadła z powrotem na swoje krzesło. Z nerwów miała cały ściśnięty żołądek, zaczynały ją boleć mięśnie. Emocje dawały jej popalić.
— Przepraszam, mamo — odezwała się, spoglądając na Abigail. Pani Finch bardzo się starała i nie powinna zebrać w tej sytuacji aż tylu batów. April czuła, jak zaczynają szklić jej się oczy, ale strasznie nie chciała się rozpłakać. To byłoby teraz zbędne.
— Nie chciałam wywołać tej kłótni, ale po prostu... nie mogę ciągle tylko siedzieć i słuchać tych przytyków. Nie mogę pozwolić, żeby w ten sposób korzystał ze swojej pozycji, ale naprawdę nie chciałam ci sprawić przykrości — dodała już dużo spokojniej, ale też dużo smutniej. Dziś miał być przecież miły dzień, skupiony wokół przyjemności Abigail.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: czw paź 01, 2026 4:01 pm
autor: teddy darling
Coraz bardziej zaczynała podejrzewać, że Paul Finch był po prostu emocjonalnie upośledzony. Z łatwością potrafił zachować niewzruszony wyraz twarzy, jednocześnie mówiąc rzeczy, które raniły wszystkich dookoła. Jakby cudze uczucia były jakimś nieistotnym szumem w tle, który należało po prostu ignorować. Teddy naprawdę zaczynała się zastanawiać, jak Abigail wytrzymała z nim przez tyle lat. Czy byli do siebie aż tak podobni? W końcu każda potwora znajdzie swego amatora. Rodzice Teddy różnili się pod wieloma względami, ale na każdym kroku okazywali sobie uczucia drobnymi gestami. Dotykiem, spojrzeniem, głupim uśmiechem rzuconym w odpowiednim momencie. Nawet po tylu latach było po nich widać, że po prostu lubią ze sobą przebywać. Nie potrzebowali wielkich deklaracji, żeby było jasne, że są sobie bliscy. A Finchowie? Chyba się kochali, skoro nadal byli razem. Albo to była kwestia wygody i przyzwyczajenia. Ale czy oni się w ogóle lubili? Bo przecież związek nie polegał wyłącznie na miłości. Można było kochać kogoś z całych sił, a mimo to nie umieć z nim żyć. Sama miłość nie załatwiała wszystkiego. Trzeba było po prostu się lubić. Teddy lubiła April. Bardzo. Właściwie była jej ulubioną osobą we wszechświecie. Ich związek od początku wyrastał z przyjaźni. Zanim zrozumiały, że się kochają, najpierw po prostu chciały być obok siebie. Dopiero później doszła cała reszta.
Strażaczka przycisnęła palce do nasady nosa, próbując zebrać myśli i nie dać po sobie poznać, jak bardzo miała już tego wszystkiego dość. Dlaczego za każdym razem, kiedy przyjeżdżały do rodzinnego domu narzeczonej, spotkanie wyglądało identycznie, a ostatecznie wszystko i tak sprowadzało się do Darling? W takich momentach naprawdę niełatwo było jej uwierzyć, że to nie ona stanowiła problem. Może pozwolić April samej pojechać na urodzinową kolację. Albo najlepiej namówić ją, żeby zostały w domu. Z Abigail mogły przecież spotkać się każdego innego dnia.
Paul mruknął coś jeszcze pod nosem, kiedy córka oznajmiła, że nie jest dzieckiem. Zapewne miał w tej kwestii odmienne zdanie, ale tym razem nie zatrzymał się, żeby wygłosić kolejnego wykładu. Ruszył korytarzem i po chwili zniknął za drzwiami swojego gabinetu.
— Nic się nie stało, April — zapewniła pani Finch, uśmiechając się ciepło do córki. — Obie wiemy, że ojciec jest... — urwała, szukając odpowiedniego określenia. Zjebany? To jedyne, co przychodziło na myśl siedzącej przy stole strażaczce, ale tego jej przecież nie podsunie. — Trudny. Ale bardzo cię kocha. Tylko nie potrafi tego pokazać. Jestem pewna, że w końcu zaakceptuje wasz związek. Nie mówię, że to stanie się jutro, ale z czasem zrozumie, że jesteście dla siebie odpowiednie — przeniosła spojrzenie na Teddy, która uśmiechnęła się słabo.
— Może do tego czasu nie powinna pojawiać się na rodzinnych spotkaniach? — zasugerowała nieśmiało, spuszczając wzrok na talerz z zupą. — Może wtedy łatwiej będzie mu się z tym pogodzić. Zauważyłam, że moja obecność w niczym nie pomaga. I wcale nie chciałam tak naskoczyć na pana Fincha — dodała ze szczerą skruchą w głosie. — Wydaje mi się jednak, że mam do zaoferowania dużo więcej, niż on twierdzi — odnalazła dłoń narzeczonej i splotła palce z jej palcami. Czuła, że April jest nabuzowana okropnymi emocjami. Miała nadzieję, że teraz, kiedy zostały już tylko we trzy, zdoła się odrobinę uspokoić.

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: sob paź 03, 2026 2:31 pm
autor: April Finch
Nie miała wielu okazji, by wynieść z domu właściwie wzorce odnośnie do związków romantycznych. Nigdy nie zaliczała rodziców w poczet idealnych par, nie marzyło jej się dokładnie takie życie, jakie prowadzili. Właściwie prędzej można byłoby powiedzieć, że dzięki rodzicom wiedziała, do czego nie ma ochoty dążyć. To właściwie też jakaś korzyść. Między Finchami nie było tego rodzaju ciepła, które było chociażby między Darlingami. Zakładała, że z jakiegoś powodu jej rodzice faktycznie byli razem, ale z jakiego konkretnie? Cholera wie. Musieli się kochać, ale po prostu robili to w dziwny sposób. Trudno powiedzieć, czy zdrowy. O ile mogła mieć jeszcze jakieś wątpliwości, kiedy wszystkie córki mieszkały w domu, ale teraz? Każda dawno wyfrunęła z gniazda, Finchowie byli wolni. Oboje mieli dobrze płatne prace, byli bardzo ogarniętymi ludźmi, którzy poradziliby sobie po rozwodzie bez żadnego problemu. Nie zostawali ze sobą ze względu na dzieci, ani przez jakieś obawy albo przemoc ekonomiczną. Skoro te wszystkie kwestie odpadały, to musiała być przecież miłość, bo co innego? Samo przyzwyczajenie? April zakładała, że oboje chcieli od życia czegoś więcej i nie opieraliby się wyłącznie na przyzwyczajeniu. Może jednak nie miała racji? Nie siedziała w głowie żadnego z nich, mogła co najwyżej domniemywać. A na takim strzelaniu to przecież daleko się nie zajedzie. Nie pozostało jednak nic innego, jak im wierzyć. Może Paul był po prostu zazdrosny, że najstarszej córce trafiła się taka wyjątkowa i cudowna kobieta? Na pewno! Nie był w stanie samodzielnie ogarnąć tego, na jaką udaną żonę trafił on i wściekał się, że ta najmniej rozgarnięta z córek radziła sobie z tym najlepiej. To by wiele wyjaśniało.
— Ale to też przecież nie jest żadne rozwiązanie... Jesteś częścią mojej rodziny. Czemu mam udawać, że jest inaczej i cię w to wszystko nie angażować? Ale nie chcę też, żeby za każdym razem wyglądało to w ten sposób. — Westchnęła ciężko, unosząc wzrok w stronę sufitu. Nie wymalowano tam jednak gotowego rozwiązania na jej problemy. A szkoda! Chętnie skorzystałaby z takiego oszustwa. Wyglądało na to, że muszą poradzić sobie z tym samodzielnie. Na ten moment nie była nawet pewna, czy ojciec zachowywałby się normalnie, gdyby przyszła tu sama. Może gryzłoby go tak czy siak? Potrafił przecież czepiać się April na długo przed tym, jak zaręczyła się z Teddy. Wprawdzie robił to rzadziej, ale to nie tak, że był jakimś świętoszkiem.
— Nie wiem. Chyba żadna z nas nie ma na to gotowego rozwiązania. — Wzruszyła ramionami i spojrzała ponownie na matkę i narzeczoną. Mogły tak dumać pewnie do nocy, a i tak nie wpadną na nic, co byłoby perfekcyjnym rozwiązaniem w kwestii Paula Fincha. I pomyśleć, że były babami, a to on stanowił tutaj problem!
— Ostatnio szukałam sposobów na zmodernizowanie kilku lokalnych jednostek straży. Chciałam z tym walczyć co najmniej na szczeblu miastowym. Myślisz, że jak ojciec się o tym dowie, to zwariuje już do reszty? — Spojrzała na Abigail, tym razem już bardziej wyluzowana i rozbawiona. Nie ma co teraz płakać, trzeba zająć się czymś przyjemnym.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: sob paź 03, 2026 3:48 pm
autor: teddy darling
To by wiele wyjaśniało, dlaczego Paul zachowywał się w taki sposób. Był po prostu zazdrosny, że Teddy była taka wspaniała, piękna i mądra! Oczywiście Abigail również niczego nie brakowało - w końcu April musiała po kimś odziedziczyć urodę - ale łatwiej było jej myśleć właśnie w ten sposób, niż dopuścić do siebie, że przyszły teść po prostu jej nie lubił. Mogła więc spokojnie założyć, że problem leżał po jego stronie. Ach, gdyby to było takie proste! Może wtedy Darling nie siedziałaby teraz przy stole z nosem spuszczonym na kwintę, zastanawiając się, co właściwie zrobiła nie tak. Chociaż, znając ją, pewnie nawet wtedy znalazłaby jakiś sposób, żeby obrócić to przeciwko sobie. Teddy miała zdecydowanie zbyt dużą skłonność do brania odpowiedzialności za rzeczy, na które nie miała żadnego wpływu. Mogła usłyszeć od kogoś coś niemiłego, wiedzieć doskonale, że to nie jej wina, a i tak po chwili zaczęłaby się zastanawiać, czy może jednak nie powinna była powiedzieć czegoś inaczej.
— April ma rację — pani Finch natychmiast wzięła stronę córki. — Jesteś częścią rodziny. Robienie uników nie jest żadnym złotym środkiem — wyjaśniła, uśmiechając się ciepło do strażaczki.
Darling westchnęła pod nosem. Co w takim razie miała zrobić? Siedzieć i dzielnie znosić kolejne nieprzychylne komentarze? Była w stanie to zrobić, choć zdecydowanie bardziej odpowiadała jej wersja, w której Paul po prostu ją ignorował i traktował jak powietrze. Mogli przecież funkcjonować obok siebie bez ciągłego wchodzenia sobie w drogę. Ona nie potrzebowała jego aprobaty, a on najwyraźniej nie potrzebował jej obecności. Wystarczyłoby więc, żeby podczas rodzinnych spotkań oboje zachowywali się tak, jakby drugiego właściwie nie było. Mogli w ten sposób przetrwać wszystkie okazje, które przyszło im spędzać w swoim towarzystwie. Teddy naprawdę nie potrzebowała wiele. Wystarczyło jej, żeby Paul przestał ją atakować, a ona z przyjemnością mogła udawać, że jego również nie ma. Ale przyszły teść nie ograniczał swoich uwag wyłącznie do niej. April również obrywała. Darling mogła znieść naprawdę dużo, jeśli chodziło o nią samą, jednak kiedy jednak Paul zaczynał wbijać szpilki swojej córce, cała misterny plan z zachowaniem cierpliwości szedł w pizdu.
— Nie miałam pojęcia, że w straży pożarnej dzieje się aż tak źle, że potrzebna jest zewnętrzna pomoc — odparła kobieta, nie kryjąc swojego zaskoczenia.
— Nie jest aż tak źle — wtrąciła od razu Teddy, ale kiedy napotkała spojrzenie narzeczonej, wzruszyła lekko ramionami. — Ale dobrze też nie jest — dodała, bo podczas rozmowy na gali April trochę rozszerzyła jej nogi horyzonty i dzięki temu Darling zaczęła dostrzegać nieco więcej problemów, których wcześniej zwyczajnie nie zauważała.
— Od czego chcesz zacząć? — Abigail przyjrzała się uważnie córce znad kieliszka wina. — I chyba będzie lepiej, jak na razie nie wspomnisz o tym ojcu — dodała, a w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie.
Chyba wszystkie doskonale wiedziały, jak Paul zareagowałby na ten pomysł. Sam fakt, że jego córka chciała mieszać się w sprawy straży pożarnej, pewnie wystarczyłby, żeby zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nie próbuje właśnie wyrzucić pieniędzy w błoto. Zwłaszcza jeśli dowiedziałby się, że April zamierza robić to z własnej inicjatywy.

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: ndz paź 04, 2026 4:30 pm
autor: April Finch
Uśmiechnęła się szeroko, gdy tylko jej matka przyznała, że Teddy jest częścią rodziny. Potrzebowała to usłyszeć. Podniosło ją na duchu, że matka naprawdę zaczęła tak uważać, choć sama z początku była sceptyczna. Dla April było to oczywiste od piętnastu lat. Traktowała Darling jako część swojego jestestwa odkąd tylko zaczęły się przyjaźnić, a związek tylko to wzmocnił. Oczywiście teraz patrzyła na nią nieco inaczej niż chociażby dekadę temu, ale wciąż wychodziła z założenia, że funkcjonowanie bez Teddy było niemożliwe. Była z pewnością najbliższą członkinią jej rodziny. Formalnie rzecz biorąc to jeszcze nie była prawda, ale przecież za jakiś czas będzie! Nikt nie znał jej tak dobrze jak narzeczona, nikomu tak nie ufała i nikomu innemu nie poświęciłaby każdego milimetra swojej uwag i i codzienności. Rodzina, z którą łączyła ją krew, była dla niej ważna i naprawdę była gotowa dla nich na wiele, ale to jednak nie było to samo. Wcale nie miała pewności, że zaprzyjaźniłaby się z kimkolwiek z nich, gdyby nie łączyło ich całe życie i miliony wspólnych przeżyć. Relacja z Teddy powstała z kolei właśnie na tym i pewnie właśnie z tego powodu w oczach April była więcej niż prawdziwa i najważniejsza na świecie. Nachyliła się więc w stronę strażaczki i cmoknęła ją w policzek, by jeszcze mocniej przypieczętować jej przynależność do rodziny. Chciała, by ukochana czuła się swobodnie... a raczej tak swobodnie, jak było to możliwe w tej pokręconej sytuacji.
— Są po prostu niedofinansowani i wcale nie chodzi mi o wypłaty. Jednostkom przydałyby się remonty, finanse mogłyby zostać rozdzielone nieco mądrzej, a może nawet pozyskiwane w inny sposób. Spora część z tego opiera się przecież na wizerunku, a wizerunek zawsze można mieć lepszy — wyjaśniła matce pokrótce swój sposób myślenia. Nie chciała w tym momencie robić z tego tematu o pieniądzach, jakie wpływały na konto narzeczonej, bo naprawdę nie o to chodziło. Straż miała przecież miliony drobnych problemów, które osobno może i nie stanowiły niczego istotnego, ale skumulowane tworzyły potężną kulę śnieżną, która była w stanie przygnieść nawet przyzwyczajonych do śniegu Kanadyjczyków.
— W każdym razie, nie przebranżawiam się. A przynajmniej jeszcze nie. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Obawiam się, że polityka może okazać się zbyt uciążliwa, ale może nie będzie tak źle. — Wzruszyła ramionami. Nie chciała poddawać się na starcie, bo to przecież było bez sensu. Na gali wymyśliła zarys planu, któremu miała się poświęcić i przecież się teraz z tego nie wycofa. Postanowiła, że podejdzie do sprawy poważnie i taki był plan. Nie była pewna, czy ją to wszystko nie przerośnie, ale na taką ewentualność też musiała psychicznie sie przygotować. Nie miała też żadnych wątpliwości, że u Paula nie ma co szukać pomocy.
— Próbujemy szukać rzeczy, które nam obu przyniosą korzyści i przy tym nie zaszkodzą — dodała, spoglądając z czułością na narzeczoną. Nie miała przecież zamiaru jej denerwować swoim zaangażowaniem. Teddy była dla niej ważniejsza niż zastęp straży pożarnej z całego kraju.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: ndz paź 04, 2026 5:30 pm
autor: teddy darling
Była niezmiernie wdzięczna pani Finch za to, że ta zaczynała się do niej przekonywać. Trochę jej to zajęło - jakieś piętnaście lat - ale warto było tyle czekać na kilka ciepłych słów. Teddy nie czuła się jeszcze częścią rodziny swojej narzeczonej i chyba długo nie będzie potrafiła tak o sobie myśleć, ale najważniejsze było przecież to, że z April były rodziną dla siebie nawzajem. Wsparcie Abigail było jednak naprawdę miłe. Dobrze było wiedzieć, że przynajmniej jedna z osób w tym domu nie pałała do niej nienawiścią. No dobrze, może trochę wyolbrzymiała. Paul prawdopodobnie nie żywił do niej aż tak okropnych uczuć. Nie lubił jej, owszem. Miał do niej mnóstwo zastrzeżeń i najwyraźniej bardzo chętnie przypominał jej o nich przy każdej możliwej okazji, ale to jeszcze nie oznaczało, że planował zakopać ją gdzieś w ogródku. Chociaż cholera wie, co właściwie siedziało w tym jego prawniczym czerepie.
Uśmiechnęła się całą sobą, kiedy April musnęła ustami jej policzek. Mając jej wsparcie, praktycznie zapominała, że nie była w tym domu zbyt mile widziana. Przynajmniej przez połowę jego mieszkańców. Abigail coraz częściej dawała jej do zrozumienia, że nie miała nic przeciwko jej obecności, a to dla narzeczonych naprawdę wiele znaczyło. Z Paulem ciągle było pod górkę, ale skoro Abigail była po ich stronie, to chyba mogły uznać, że bilans wychodził na zero.
— To akurat ma sens — kobieta pokiwała z aprobatą głową. — Wizerunek rzeczywiście ma znaczenie. Zwłaszcza jeżeli mówimy o służbie, która w dużej mierze opiera się na zaufaniu ludzi. Jeżeli społeczeństwo ma chętniej przeznaczać na nią pieniądze, to dobrze byłoby najpierw pokazać, na co właściwie są one wydawane — stwierdziła, a Darling uniosła brwi, trochę zaskoczona tym, jak szybko przyszła teściowa zgodziła się z własną córką. — Jeżeli strażacy mają działać szybko i sprawnie, muszą mieć do tego odpowiednie warunki. Można wymagać od nich większej wydajności, lepszej organizacji i jeszcze większego zaangażowania, ale trudno oczekiwać cudów, jeśli połowę problemów stanowią rzeczy, na które sami nie mają wpływu — dodała, przenosząc łagodne spojrzenie na Teddy, jakby chciała dodatkowo dać jej do zrozumienia, że April naprawdę miała dobre intencje. I strażaczka doskonale o tym wiedziała! Początkowo sama nie była przekonana do tego całego pomysłu. Im dłużej jednak patrzyła na narzeczoną, tym bardziej wierzyła, że naprawdę może się udać. April nie robiła tego przecież po to, żeby popisać się przed Darling ani udowodnić jej, że potrafi naprawić cały kulejący system. A nawet jeśli chciała przy okazji dobrze wypaść w oczach strażaczki, to trzeba przyznać, że jej determinacja była strasznie podniecająca.
— Całkowicie zdaję się na twoją inwencję twórczą — zapewniła Teddy i sięgnęła pod dłoń narzeczonej, którą przycisnęła sobie do ust. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że ukochana będzie potrzebowała jej pomocy, ale nie od dziś wiadomo, że stanowiły bardzo zgrany duet. Tym razem nie mogło być inaczej.
— Jesteście przeurocze, kiedy tak się we wszystkim wspieracie — stwierdziła pani Finch, podnosząc się z miejsca. — Przyniosę ciasto i zrobię kawę. April, skarbie, dolej sobie wina — zachęcająco kiwnęła głową na stojącą butelkę. A potem przypominając sobie, że jej mąż zabrał ze sobą whisky, podeszła do barku i wyciągnęła taki sam trunek. Darling podejrzewała, że tam niekończącą się kolekcję alkoholi. — Częstuj się, Teddy — uśmiechnęła się i wyszła z jadalni, kierując się do sąsiedniego pomieszczenia.

April Finch

Tell me are you feelin me feelin you?

: ndz paź 04, 2026 9:53 pm
autor: April Finch
Słuchała bardzo uważnie tego, co miała do powiedzenia jej matka. Była pod wrażeniem, że od razu zaangażowała się w temat, a przynajmniej w rozmowę na temat tych spraw. Mogła przecież po prostu pokiwać głową, uznając, że nowe pomysły jej córki są doprawdy urocze i przejść do innych kwestii. To przecież nie pierwszy i nie ostatni odpał, który pochodził z głowy April. Państwo Finch byli do tego już przyzwyczajeni, a przynajmniej powinni być. Wiadomo jednak, że bardzo miło jest nie być ignorowaną. Abigail sprawiała wrażenie szczerze zainteresowanej. Popierała pomysł córki, ale nie tylko z grzeczności, a przynajmniej nie sprawiała takiego wrażenia. Może perfekcyjnie udawała, cholera ją wie, ale jeżeli nawet, to April nie miala zamiaru się tym przejmować. Potrzebowała takiego dopingu po tym, jak potraktował je Paul. Abigail stanowiła w tym momencie idealną przeciwwagę do swojego męża. Uspokajała wciąż rozdygotane serce April, pokazując jej, że wciąż ma chociaż jednego rodzica, który naprawdę jest gotowy zrobić dla niej wiele i darzy ją prawdziwym szacunkiem. Kto by tego nie chciał? Podkopanie samooceny April było bardzo proste. Jeżeli tylko wiedziało się jak, można było wrzucić ją w stan nerwowych myśli bardzo szybko, psując jej nastrój na długi czas. Na całe szczęście równie łatwo było ją zadowolić i sprawić, że była radosna. Skakała ze skrajności w skrajność, co zdecydowanie miało swoje zady i walety.
— Dokładnie to samo mówiłam, ale mniej elokwentnymi słowami! — przyznała, uśmiechając się do matki. Najwyraźniej coś je łączyło oprócz urody! Może umysł Abigail nie działał tak samo, jak ten jej najstarszej córki, ale jakieś połączenia neuronów musiały się tam zgadzać, skoro potrafił byc do siebie podobne.
— Widzisz, jestem po mamie nie tylko śliczna, ale i inteligentna — zwróciła się do narzeczonej, ciągle uśmiechnięta od ucha do ucha. Pocieszającym był fakt, że faktycznie odziedziczyła też jakieś dobre cechy po rodzicach. Przecież nie byli okropni w każdej dziedzinie swojego życia. Uroda i inteligencja to kwestie, które można wykorzystywać w wyjątkowo marny sposób, ale nikt raczej nie będzie się kłócić, że to są zalety. Potrzebowała wypełnić teraz myśli świadomością tego, że z tej pokręconej rodziny jednak wynika też coś przyjemnego. Inaczej przecież można oszaleć, a April do tego akurat nie daleko, więc nie ma co ryzykować.
Skinęła głową, gdy Abigail zaproponowała, by dolała sobie wina i sięgnęła po butelkę. Teraz mogła się napić, rozkoszując się smakiem, a nie próbując zagłuszyć nerwowe myśli. Odstawiła alkohol z powrotem na stół i obróciła się na krześle w stronę narzeczonej, gdy pani Finch wyszła z pomieszczenia. Nie chciało jej się już płakać, czuła się dużo lepiej niż piętnaście minut temu. Położyła dłoń na karku strażaczki i pogłaskała go z czułością. Przysunęła ją bliżej, jednocześnie nachylając się w jej stronę.
— Uważam, że nie idzie tragicznie. Nie rzuciłam w niego butelką ani nic. No i mama mówi do ciebie Teddy — powiedziała konspiracyjnym szeptem i znów musnęła wargami jej policzek. Zejście z pełnego imienia na pseudonim, z którego korzystali wszyscy normalni ludzie na świecie, to było coś.

teddy darling

Tell me are you feelin me feelin you?

: ndz paź 04, 2026 10:35 pm
autor: teddy darling
Gdyby w tej rozmowie dalej uczestniczył Paul, na pewno nie byłoby tak entuzjastycznie. Teddy oczami wyobraźni już widziała, jak mężczyzna mruczy coś pod nosem, a potem funduje córce całą litanię o tym, że jest kompletnie niepoważna, skoro angażuje się w coś, co bezpośrednio dotyczy strażaczki. I znowu zrobiłoby się nieprzyjemnie. Na bank nawiązałby też do słabo płatnej pracy Darling i tego, że cała ta inicjatywa była kompletną stratą czasu.
Na szczęście tym razem miały tylko Abigail. I ta zareagowała znacznie lepiej, niż którakolwiek z nich mogła przypuszczać. Faktycznie chciała dać April wsparcie i nie skreślała jej pomysłu już na starcie. Ba, nie tylko wyraziła własne zdanie, ale nawet poparła pomysł modernizacji jednostek strażackich. Miały więc swój mały sukces, dzięki któremu wszystkim zrobiło się trochę lżej. Teddy na pewno. Naprawdę nie miała pewności, czy zdołałaby po raz kolejny wysłuchiwać, jak jej narzeczona porywa się z motyką na słońce, ma słomiany zapał albo, co gorsza, próbuje poświęcić się czemuś, co w opinii Paula nie było tego warte. Tym razem przynajmniej mogły spokojnie porozmawiać o tym, co chciały zrobić. Bez poczucia, że za chwilę ktoś zacznie im tłumaczyć, dlaczego ich pomysł jest idiotyczny.
Odwzajemniła uśmiech, widząc na twarzy ukochanej tę szczerą radość. Chciała, żeby April zawsze była taka szczęśliwa podczas rodzinnych spotkań, chociaż doskonale wiedziała, że nie było to możliwe. Przynajmniej nie w pełni. I nie wtedy, kiedy przy stole siedział jej ojciec. Może Abigail następnym razem nie będzie naciskać na spotkanie w tak szerokim gronie i zaproponuje, żeby zobaczyły się tylko we trzy?
— Jesteś śliczna i bardzo mądra. A po kim jesteś taka zabawna? — zainteresowała się, kiedy zostały same, bo trudno było jej ocenić, czy pani Finch miała również poczucie humoru. Paula nawet nie było sensu brać pod uwagę. Teddy nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek szczerze uśmiechnął się w jej obecności, ale niewykluczone, że na co dzień był zupełnie innym człowiekiem i wśród znajomych uchodził za duszę towarzystwa. Nie. Niemożliwe. April sama nazwała go bucem. To raczej zamykało temat.
Nalała sobie whisky, nie myśląc już nawet o tym, żeby się najebać tylko po to, żeby jakoś wytrzymać resztę wieczoru. Teraz nie musiała wychylać szklanki duszkiem, udając, że alkohol wcale nie wypala jej gardła. Mogła spokojnie delektować się drinkiem niczym prawdziwa koneserka alkoholu, a nie menelica spod monopolowego. W końcu sytuacja chwilowo się uspokoiła, więc nie musiała już przygotowywać się psychicznie na kolejną rundę rodzinnej wojny.
— O matko, chciałaś rzucić w niego butelką? — wyrwało jej się, kiedy dotarło do niej, że w którymś momencie taki pomysł mógł przemknąć narzeczonej przez głowę. Istniało spore prawdopodobieństwo, że po takim numerze obie dostałyby kategoryczny zakaz przekraczania progu tej posiadłości.
— Tak, teraz jest już całkiem miło. Ale nie wydaje ci się, że twoja mama dziwnie zaintonowała moje imię? Nie było to zbyt wymowne? — zapytała szeptem, jakby ściany w domu Finchów rzeczywiście miały uszy. Nie zdziwiłaby się nawet, gdyby Paul zmontował gdzieś jakiś podsłuch. Po tym człowieku można było spodziewać się wszystkiego. Darling najpewniej trochę teraz wyolbrzymiała i doszukiwała się w słowach przyszłej teściowej jakichś ukrytych, niezbyt przyjemnych intencji, mimo że Abigail była dla niej po prostu miła. Strażaczka nie była przyzwyczajona do takiego stanu rzeczy.

April Finch