get you off my mind
: czw paź 22, 2026 2:41 pm
erotyka
Nie przestanę.
Lance naprawdę chciał, by to wszystko się nie kończyło, bo świat w tym momencie wydawał się prosty. Zrzucił z siebie cały ciężar. Zapomniał o przeoczonym terminie apelacji, za który zresztą winił Logana i młodszej aplikantce, która tylko szukała sposobu, by go udupić. Napięcie zniknęło, bo to wszystko było nieważne, skoro mógł być tutaj i jednocześnie bliżej szczęścia niż kiedykolwiek. Zacisnął mocniej ramiona wokół jego karku, dochodząc w ciepłą dłoni i wpuszczając głęboko język. Próbował być cicho, ale nie potrafił. Nie wiedział nawet, w którym momencie ugryzł miękką wargę, ale gdy Logan się od niego odsunął, jeszcze przed tym, jak sięgnął do jego męskości, wychylił się, by dać mu przepraszającego całusa.
Trzymał twardego kutasa w dłoni, rozchylając lekko wargi w niemym zachwycie. Zahipnotyzowany nie mógł odwrócić spojrzenia od Logana, który zapamiętale wbijał się w ciasny, wilgotny splot jego palców. Żałował, że musi mu wystarczyć światło księżyca ledwie rozświetlające mrok, w którym Callahan przypominał mityczną i bezlitosną bestię. Laurent nie wiedział, czy w życiu widział coś lepszego. Wolną dłonią przesuwał zachłannie po jego ciele, rozcierając pot po ramionach, karku i torsie. Nie mógł oderwać spojrzenia od imponującego, lśniącego od wilgoci fiuta, ale też zaostrzonych przez żądzę rysów twarzy. Nie było szans, by oparł się temu pierwotnemu, dzikiemu urokowi, w którym nie było miejsca na fałsz.
Logan szczytując, był po prostu doskonały, a jego warknięcie sprawiło, że Laurent zadrżał, wyciskając ostatnie krople z jego fiuta. Ciepła sperma płynęła po jego brzuchu i wrażliwej męskości sprawiając mu jakąś brudną satysfakcję. Pokonany kochanek wyglądał jeszcze lepiej. Odliczał jego oddechy. Podziwiał z zadowoleniem spustoszenie, jakie wyrządził gwałtowny, mocny orgazm.
Chciał ukraść mu każdy pierwszy raz. Wgryźć się w duszę i zostawić w niej ślad. Być jedyną gorącą fantazją. Sprawić, by nie śnił już o nikim innym. By w końcu nie miał wyboru i przyznał, że chce z nim być, że chce jego miłości.
Nie zadowolił się krótkim całusem, złapał go i pocałował głębiej, jakby nie miał dość.
— Nie zaprzeczyłeś — pociągnął żart dalej, spoglądając na niego wyzywająco spod lekko uniesionych brwi, chociaż jego tors nadal unosił się w szybkim, płytkim oddechu. Uniósł się na przedramieniu, uważając, by niczego nie ubrudzić i sięgnął po koszulę. Wycierał się w nią, kiedy poczuł na sobie ciężkie spojrzenie Logana. Przygryzł kącik ust. — Coś nie tak? — zapytał odrobinę niepewnie, oddając mu ubranie i poprawiając bieliznę.
Spojrzał na niego ponownie, słysząc swoje pełne imię, a potem uniósł wysoko brwi w odpowiedzi na ten poważny ton. Nie spodobał mu się sposób, w jaki Logan do niego mówił. Podobnie pouczał go ojciec. Był jeszcze otumaniony orgazmem, a jego ciało przyjemnie rozluźnione więc znaczenie wypowiadanych przez mężczyznę słów docierało do niego z pewnym opóźnieniem.
Jeszcze przez sekundę przyglądał się perfekcyjnej sylwetce z cielęcym zachwytem, nie mogąc się doczekać, aż Logan położy się obok, a zaraz potem parskał z oburzeniem. Na początku myślał, że facet żartuje, ale wcale na to nie wyglądało. Callahan był bezczelny i może Laurent uznałby to za seksowne, gdy jednocześnie kowboj go nie obrażał.
Nie zastanawiał się nad tym, jakie intencje i sekrety mogły stać za słowami Logana, pozwalając ponieść się emocjom.
— Pojebało cię? — wysyczał, bo Logan znowu mu to robił. Wspomnienie wieczoru, który spędził w przesyconej ich zapachem pościeli, bezsilnie walcząc o oddech, wróciło do niego z ogromną siłą i zmieniło krew w lód. Zimna obręcz zacisnęła się wokół żołądka, ale sekundę później pękła, a w żyłach zawrzał gorący gniew. Laurent poderwał się gwałtownie z łóżka, stając naprzeciw mężczyzny z zadartą głową. Nie miał pojęcia, dlaczego Logan znowu mu to robił, ale tym razem nie zamierzał mu na to pozwolić. — Co ty sobie wyobrażasz? Co ty w ogóle mi insynuujesz, co? Że się puszczam na prawo i lewo? Że każdemu facetowi wskakuje do łóżka? Myślisz, że z każdym pieprzę się, a potem wyznaję mu miłość! Dupek z ciebie, Callahan — mówił wściekły, ostrym szeptem i gwałtownie gestykulował, chociaż miał ochotę drzeć się ile sił w płucach. Gromił Logana wzrokiem, wbijając palec w jego pierś.
Dotarło do niego, że przyjechał tu dzisiaj sprzedać to pieprzone ranczo, a nim się obejrzał, oddał je Loganowi za jeden numerek. Naiwny i głupi. Znowu to samo. Przyzwyczaił się do tego, że faceci nie chcieli nigdy być z nim naprawdę. Zaakceptował swoją rolę, ale żaden z tych fiutów nie pogrywał z nim jeszcze tak okrutnie, jak Callahan. Nie wysyłał mu tak wielu sprzecznych sygnałów. Nie sprawiał, że miotał się jak skończony idiota.
— Niewiele o tym myślałeś, jak pakowałeś dzisiaj we mnie kutasa. Lepiej leć się przebadaj, bo nie wiadomo, czy się czymś nie zraziłeś — wysyczał jadowicie w jego usta, a potem oparł obie dłonie na jego torsie i lekko pchnął, próbując zwiększyć między nimi dystans. — Myślałem, że jesteś inni niż ci wszyscy kolesie — dodał ze złością, chociaż o to mógł mieć pretensje jedynie do samego siebie. — Ale jesteś dokładnie taki sam. Albo nawet kurwa gorszy — znów wymierzył w niego palcem i nie zamierzał dopuścić go do głosu, dopóki nie wyrzuci z siebie wszystkiego. — Wiesz, kto mógłby mi stawiać takie wymagania? Mój facet. Człowiek, który się mnie nie wstydzi. Ale ty przecież tego nie chcesz. Ty chcesz mieć swój święty spokój, to cholerne ranczo i wyruchać mnie od czasu do czasu.
Zaprzecz. Proszę, zaprzecz.
W głowie Laurenta tłukła się tylko ta jedna, desperacka myśl. Serce biło mu w piersi tak szybko, jakby miało zaraz z niej wyskoczyć. Zamilkł na moment. Potarł dłonią kark, mierzwiąc ciemne loki i kręcąc głową.
— Już zaczynam rozumieć, dlaczego się nie odzywasz, jak masz pierdolnąć coś takiego, to może lepiej w ogóle się zamknąć. Bo wiesz, jak wyglądają układy między NAMI? Normalnie, zupełnie, kurwa, normalnie — dyszał ciężko. Gdyby nie to, że był środek nocy, prawdopodobnie cisnąłby czymś w Logana, żeby wyładować całą tę złość, ale w obecnej sytuacji nie mógł nawet podnieść głosu.
Lance naprawdę chciał, by to wszystko się nie kończyło, bo świat w tym momencie wydawał się prosty. Zrzucił z siebie cały ciężar. Zapomniał o przeoczonym terminie apelacji, za który zresztą winił Logana i młodszej aplikantce, która tylko szukała sposobu, by go udupić. Napięcie zniknęło, bo to wszystko było nieważne, skoro mógł być tutaj i jednocześnie bliżej szczęścia niż kiedykolwiek. Zacisnął mocniej ramiona wokół jego karku, dochodząc w ciepłą dłoni i wpuszczając głęboko język. Próbował być cicho, ale nie potrafił. Nie wiedział nawet, w którym momencie ugryzł miękką wargę, ale gdy Logan się od niego odsunął, jeszcze przed tym, jak sięgnął do jego męskości, wychylił się, by dać mu przepraszającego całusa.
Trzymał twardego kutasa w dłoni, rozchylając lekko wargi w niemym zachwycie. Zahipnotyzowany nie mógł odwrócić spojrzenia od Logana, który zapamiętale wbijał się w ciasny, wilgotny splot jego palców. Żałował, że musi mu wystarczyć światło księżyca ledwie rozświetlające mrok, w którym Callahan przypominał mityczną i bezlitosną bestię. Laurent nie wiedział, czy w życiu widział coś lepszego. Wolną dłonią przesuwał zachłannie po jego ciele, rozcierając pot po ramionach, karku i torsie. Nie mógł oderwać spojrzenia od imponującego, lśniącego od wilgoci fiuta, ale też zaostrzonych przez żądzę rysów twarzy. Nie było szans, by oparł się temu pierwotnemu, dzikiemu urokowi, w którym nie było miejsca na fałsz.
Logan szczytując, był po prostu doskonały, a jego warknięcie sprawiło, że Laurent zadrżał, wyciskając ostatnie krople z jego fiuta. Ciepła sperma płynęła po jego brzuchu i wrażliwej męskości sprawiając mu jakąś brudną satysfakcję. Pokonany kochanek wyglądał jeszcze lepiej. Odliczał jego oddechy. Podziwiał z zadowoleniem spustoszenie, jakie wyrządził gwałtowny, mocny orgazm.
Chciał ukraść mu każdy pierwszy raz. Wgryźć się w duszę i zostawić w niej ślad. Być jedyną gorącą fantazją. Sprawić, by nie śnił już o nikim innym. By w końcu nie miał wyboru i przyznał, że chce z nim być, że chce jego miłości.
Nie zadowolił się krótkim całusem, złapał go i pocałował głębiej, jakby nie miał dość.
— Nie zaprzeczyłeś — pociągnął żart dalej, spoglądając na niego wyzywająco spod lekko uniesionych brwi, chociaż jego tors nadal unosił się w szybkim, płytkim oddechu. Uniósł się na przedramieniu, uważając, by niczego nie ubrudzić i sięgnął po koszulę. Wycierał się w nią, kiedy poczuł na sobie ciężkie spojrzenie Logana. Przygryzł kącik ust. — Coś nie tak? — zapytał odrobinę niepewnie, oddając mu ubranie i poprawiając bieliznę.
Spojrzał na niego ponownie, słysząc swoje pełne imię, a potem uniósł wysoko brwi w odpowiedzi na ten poważny ton. Nie spodobał mu się sposób, w jaki Logan do niego mówił. Podobnie pouczał go ojciec. Był jeszcze otumaniony orgazmem, a jego ciało przyjemnie rozluźnione więc znaczenie wypowiadanych przez mężczyznę słów docierało do niego z pewnym opóźnieniem.
Jeszcze przez sekundę przyglądał się perfekcyjnej sylwetce z cielęcym zachwytem, nie mogąc się doczekać, aż Logan położy się obok, a zaraz potem parskał z oburzeniem. Na początku myślał, że facet żartuje, ale wcale na to nie wyglądało. Callahan był bezczelny i może Laurent uznałby to za seksowne, gdy jednocześnie kowboj go nie obrażał.
Nie zastanawiał się nad tym, jakie intencje i sekrety mogły stać za słowami Logana, pozwalając ponieść się emocjom.
— Pojebało cię? — wysyczał, bo Logan znowu mu to robił. Wspomnienie wieczoru, który spędził w przesyconej ich zapachem pościeli, bezsilnie walcząc o oddech, wróciło do niego z ogromną siłą i zmieniło krew w lód. Zimna obręcz zacisnęła się wokół żołądka, ale sekundę później pękła, a w żyłach zawrzał gorący gniew. Laurent poderwał się gwałtownie z łóżka, stając naprzeciw mężczyzny z zadartą głową. Nie miał pojęcia, dlaczego Logan znowu mu to robił, ale tym razem nie zamierzał mu na to pozwolić. — Co ty sobie wyobrażasz? Co ty w ogóle mi insynuujesz, co? Że się puszczam na prawo i lewo? Że każdemu facetowi wskakuje do łóżka? Myślisz, że z każdym pieprzę się, a potem wyznaję mu miłość! Dupek z ciebie, Callahan — mówił wściekły, ostrym szeptem i gwałtownie gestykulował, chociaż miał ochotę drzeć się ile sił w płucach. Gromił Logana wzrokiem, wbijając palec w jego pierś.
Dotarło do niego, że przyjechał tu dzisiaj sprzedać to pieprzone ranczo, a nim się obejrzał, oddał je Loganowi za jeden numerek. Naiwny i głupi. Znowu to samo. Przyzwyczaił się do tego, że faceci nie chcieli nigdy być z nim naprawdę. Zaakceptował swoją rolę, ale żaden z tych fiutów nie pogrywał z nim jeszcze tak okrutnie, jak Callahan. Nie wysyłał mu tak wielu sprzecznych sygnałów. Nie sprawiał, że miotał się jak skończony idiota.
— Niewiele o tym myślałeś, jak pakowałeś dzisiaj we mnie kutasa. Lepiej leć się przebadaj, bo nie wiadomo, czy się czymś nie zraziłeś — wysyczał jadowicie w jego usta, a potem oparł obie dłonie na jego torsie i lekko pchnął, próbując zwiększyć między nimi dystans. — Myślałem, że jesteś inni niż ci wszyscy kolesie — dodał ze złością, chociaż o to mógł mieć pretensje jedynie do samego siebie. — Ale jesteś dokładnie taki sam. Albo nawet kurwa gorszy — znów wymierzył w niego palcem i nie zamierzał dopuścić go do głosu, dopóki nie wyrzuci z siebie wszystkiego. — Wiesz, kto mógłby mi stawiać takie wymagania? Mój facet. Człowiek, który się mnie nie wstydzi. Ale ty przecież tego nie chcesz. Ty chcesz mieć swój święty spokój, to cholerne ranczo i wyruchać mnie od czasu do czasu.
Zaprzecz. Proszę, zaprzecz.
W głowie Laurenta tłukła się tylko ta jedna, desperacka myśl. Serce biło mu w piersi tak szybko, jakby miało zaraz z niej wyskoczyć. Zamilkł na moment. Potarł dłonią kark, mierzwiąc ciemne loki i kręcąc głową.
— Już zaczynam rozumieć, dlaczego się nie odzywasz, jak masz pierdolnąć coś takiego, to może lepiej w ogóle się zamknąć. Bo wiesz, jak wyglądają układy między NAMI? Normalnie, zupełnie, kurwa, normalnie — dyszał ciężko. Gdyby nie to, że był środek nocy, prawdopodobnie cisnąłby czymś w Logana, żeby wyładować całą tę złość, ale w obecnej sytuacji nie mógł nawet podnieść głosu.