somebody's watching me
: wt paź 06, 2026 1:48 pm
Już na pierwszy rzut oka było widać, że Sammy był dość wrażliwym dzieckiem. Dużo brał do siebie, nawet rzeczy, które dla innych mogły wydawać się kompletnie nieistotne. Potrafił przejąć się przegraną w grze albo jakimś innym niepowodzeniem na tyle mocno, że szybko się zniechęcał i potrzebował dodatkowej motywacji, żeby spróbować jeszcze raz. Poza tym zeszłoroczne Halloween dało im całkiem dobry obraz tego, jak reagował na straszne sceny. Oby tylko seria, którą teraz tak bardzo chciał obejrzeć, nie przypomniała mu o wydarzeniach sprzed szkoły. Dopóki po ekranie nie będzie szwendał się jakiś chłop, który przymierza się do uprowadzenia któregoś z bohaterów, wszystko powinno być w porządku. Zresztą i tak nie musiały specjalnie zgadywać, jak dziesięciolatek odbierze poszczególne sceny. Każda reakcja będzie wymalowana na jego twarzy. Wystarczyło tylko na niego spojrzeć, żeby wiedzieć, czy coś go bawiło, stresowało albo zwyczajnie przerażało.
— Dobrze — zgodziła się bez zbędnych dyskusji. W normalnych okolicznościach nie chciałaby, żeby chłopiec narobił sobie zaległości, ale w zaistniałej sytuacji myśl o tym, że nieznajomy znów mógł się pojawić i zacząć go zaczepiać nie dawała jej spokoju. — Tak, to brzmi sensownie. I rozsądnie. Jeśli masz taką możliwość, żeby z nim zostać, to nie wysyłajmy go do szkoły — zgodziła się. Sama Zaylee będzie wtedy o wiele spokojniejsza. W trakcie autopsji pewnie nie mogłaby się skupić na niczym innym i ciągle myślałaby o tym, czy syn jest bezpieczny. Co chwilę wydzwaniałaby do placówki, dopytując o jego samopoczucie.
Miller przechyliła głowę i przyjrzała się żonie. Poczekała, aż ta wytrze dłonie w ręcznik, po czym podeszła bliżej, zmniejszając dzielący je dystans.
— Evina — zaczęła, ujmując jej twarz w dłonie. — Zawsze jesteśmy po tej samej stronie — zapewniła, bo chociaż w niektórych sprawach zdarzało im się mieć odmienne zdania, to w tych najważniejszych zawsze potrafiły znaleźć wspólny język. A tutaj chodziło przecież o ich syna. — Porozmawiamy o tym jeszcze później, ale wiedz, że też wolałabym, żeby został z tobą — uśmiechnęła się i złożyła na jej ustach czuły pocałunek.
Była to zdecydowanie lepsza opcja niż pozostawienie Młodego pod opieką pracowników sierocińca. Zaylee nie miała żadnych zastrzeżeń do ich pracy. Wykonywali swoje obowiązki i przez cały ten czas zapewniali Samowi odpowiednią opiekę. Miller po prostu nie ufała im w takim stopniu, w jakim ufała Swanson.
Wróciły do salonu, gdzie chłopiec już wyczekiwał ich z wyraźnym zniecierpliwieniem, najwyraźniej gotowy natychmiast rozpocząć seans. Z jedzeniem jednak nie zamierzał na nie czekać. Miller przejęła od niego pilota i szybko znalazła całą serię Igrzysk Śmierci na jednej z dostępnych platform. Włączyła pierwszy film, a kiedy cała trójka rozwaliła się na kanapie w towarzystwie kotów, które natychmiast wyczuły żarcie.
— Jakieś wieści od dyrektorki? — zapytała odnośnie nagrań z monitoringu, które szkoła miała im niezwłocznie przesłać. Mówiła przyciszonym głosem, celowo nie chcąc zwracać uwagi Sama. Jeśli szkoła rzeczywiście uchwyciła moment, w którym mężczyzna podchodził do Młodego, chciały jak najszybciej zobaczyć, co dokładnie się wydarzyło. Niewykluczone, że później będą potrzebowały również potwierdzenia chłopca, czy widoczny na nagraniu człowiek był dokładnie tym samym, o którym opowiadał.
Evina J. Swanson
— Dobrze — zgodziła się bez zbędnych dyskusji. W normalnych okolicznościach nie chciałaby, żeby chłopiec narobił sobie zaległości, ale w zaistniałej sytuacji myśl o tym, że nieznajomy znów mógł się pojawić i zacząć go zaczepiać nie dawała jej spokoju. — Tak, to brzmi sensownie. I rozsądnie. Jeśli masz taką możliwość, żeby z nim zostać, to nie wysyłajmy go do szkoły — zgodziła się. Sama Zaylee będzie wtedy o wiele spokojniejsza. W trakcie autopsji pewnie nie mogłaby się skupić na niczym innym i ciągle myślałaby o tym, czy syn jest bezpieczny. Co chwilę wydzwaniałaby do placówki, dopytując o jego samopoczucie.
Miller przechyliła głowę i przyjrzała się żonie. Poczekała, aż ta wytrze dłonie w ręcznik, po czym podeszła bliżej, zmniejszając dzielący je dystans.
— Evina — zaczęła, ujmując jej twarz w dłonie. — Zawsze jesteśmy po tej samej stronie — zapewniła, bo chociaż w niektórych sprawach zdarzało im się mieć odmienne zdania, to w tych najważniejszych zawsze potrafiły znaleźć wspólny język. A tutaj chodziło przecież o ich syna. — Porozmawiamy o tym jeszcze później, ale wiedz, że też wolałabym, żeby został z tobą — uśmiechnęła się i złożyła na jej ustach czuły pocałunek.
Była to zdecydowanie lepsza opcja niż pozostawienie Młodego pod opieką pracowników sierocińca. Zaylee nie miała żadnych zastrzeżeń do ich pracy. Wykonywali swoje obowiązki i przez cały ten czas zapewniali Samowi odpowiednią opiekę. Miller po prostu nie ufała im w takim stopniu, w jakim ufała Swanson.
Wróciły do salonu, gdzie chłopiec już wyczekiwał ich z wyraźnym zniecierpliwieniem, najwyraźniej gotowy natychmiast rozpocząć seans. Z jedzeniem jednak nie zamierzał na nie czekać. Miller przejęła od niego pilota i szybko znalazła całą serię Igrzysk Śmierci na jednej z dostępnych platform. Włączyła pierwszy film, a kiedy cała trójka rozwaliła się na kanapie w towarzystwie kotów, które natychmiast wyczuły żarcie.
— Jakieś wieści od dyrektorki? — zapytała odnośnie nagrań z monitoringu, które szkoła miała im niezwłocznie przesłać. Mówiła przyciszonym głosem, celowo nie chcąc zwracać uwagi Sama. Jeśli szkoła rzeczywiście uchwyciła moment, w którym mężczyzna podchodził do Młodego, chciały jak najszybciej zobaczyć, co dokładnie się wydarzyło. Niewykluczone, że później będą potrzebowały również potwierdzenia chłopca, czy widoczny na nagraniu człowiek był dokładnie tym samym, o którym opowiadał.
Evina J. Swanson