Strona 3 z 3

They have the authority to kill a minority

: czw paź 15, 2026 2:27 pm
autor: April Finch
Dobrze, że pozostali pracownicy manufaktury byli nieco bardziej przytomni niż ochroniarz. Sprzedawczyni była chętna do pomocy, ale też niespecjalnie miała ochotę angażować się w ten cały konflikt. Pewnie za mało jej płacą, żeby marnowała energię na coś takiego. April była w stanie to bez problemu zrozumieć. Uznała raz, że ona to niczego nie widziała i sumie na tym skończyła się dyskusja. Dobrze chociaż, że miała przy sobie aspirynę, która miała pomóc ochroniarzowi. Dobrze też, że nie zaczęła mdleć na widok jego problemów sercowych, bo jakby mieli ogarniać więcej niż jedną osobę to zrobiłaby się skomplikowana akcja. Ostatnio, gdy zawalił się most, dały sobie radę całkiem nieźle i okazało się, że są nie tylko świetną parę, ale też stanowią dobry zespół w przypadku kryzysu. Nie oznaczało to jednak, że April ma jakąś wielką ochotę to powtarzać.
Obserwowała uważnie ochroniarza, któremu aktualnie pomagali policjanci. Mężczyźni sprawiali wrażenie równie zmęczonych, co wierny pracownik manufaktury. Zapewne nie spodziewali się tego typu wezwania, gdy wychodzili z posterunku. Kto wie, moze nawet zbliżają się już do fajrantu i po prostu chcieliby mieć całą tę sprawe z głowy? Cóż, poszłoby najszybciej, gdyby facet teraz po prostu umarł! Chociaż może jednak niekoniecznie. To pewnie oznaczałoby całą masę procedur do dopilnowania i wypełnienie sporej liczby papierów. Finch zdawała sobie sprawę, że papierologii w służbach jest niestety bardzo dużo.
— Nie musisz mnie aż tak pocieszać. Zaczynam przyzwyczajać się myślami do roli kryminalistki — przyznała cicho, rzucając nerwowe spojrzenia w stronę ochroniarza, który zdążył się uspokoić. Jednak nie padł z miejsca trupem, co było dobrym sygnałem. Nie wyglądał też na kogoś, kto nie poradziłby sobie z dojściem do domu, ale wiadomo, że przezorny zawsze ubezpieczony. Przed momentem wyglądał tak, jakby miał wyzionąć ducha, więc lepiej było po prostu poczekać na pracowników medycznych i pozwolić im podjąć decyzje. Na pewno będą mądrzejsi od nich wszystkich razem wziętych, nawet od Teddy, która w tej sytuacji okazała się niezwykle ogarnięta.
Pokiwała głową, zgadzając się z narzeczoną, gdy do akcji wkroczyli wreszcie sanitariusze. Faktycznie wszystkie wyglądało tak, jakby miało się dobrze skończyć. Facet stracił zainteresowanie angażowaniem się w ich konflikt. Kompletnie skupiał się na pracownikach medycznych, wyraźnie martwią się o swój stan zdrowia. Dobrze, że to było dla niego ważniejsze od pracy! Nie wszyscy tak podchodzili do własnych objawów.
— W porządku. Wygląda na to, że pan Kowalsky ma się już lepiej. Tylko co w takim razie mamy zrobić z panią? — Dobry policjant spojrzał uważne na Finch, kiedy obaj znów podeszli do narzeczonych. Przeniósł wzrok na swojego kolegę po fachu, który przygryzł nerwowo dolną wargę, wyraźnie bijąc się z myślami.
— Skoro nie ma żadnych konkretnych podstaw, żeby uznać, że jestem winna, to wszyscy możemy się chyba rozejść? Panowie mają na pewno całą masę bardzo ważnych spraw do ogarnięcia, a ja grzecznie dam się narzeczonej odprowadzić do domu i nawet mi do głowy nie przyjdzie, żeby coś kombinować — zapewniła, uśmiechając się niewinnie. Coś w środku podpowiadało jej, że mogłaby jednak spróbować popełnić jakieś przestępstwo, skoro z tego niepopełnionego udało jej się tak szybko wyłgać, ale szybko skarciła się za to w myślach.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: czw paź 15, 2026 4:25 pm
autor: teddy darling
Niejednokrotnie udowodniły, że potrafią sobie radzić nawet w podbramkowych sytuacjach. Oczywiście, nie licząc zawalenia w tunelu, dochodziło do tego jeszcze ratowanie kota. Gdyby nie szybka interwencja April i działania Teddy, prawdopodobnie nie miałyby teraz w lofcie rozkosznej Liary. Może kiedyś dorobiłyby się jeszcze jakiegoś zwierzaka, ale strażaczka nie zamieniłaby kotki na nic innego. Nawet na psa, a przecież kochała psy! To już chyba wystarczająco dużo mówiło o tym, jak bardzo przywiązała się do tego małego futrzaka. Zresztą za każdym razem, kiedy w ich życiu działo się coś strasznego, potrafiły sobie z tym poradzić wspólnymi siłami. Może to Teddy była tą odważniejszą i częściej brała na siebie ciężar działania, ale April zawsze dotrzymywała jej kroku. Nie wpadała w panikę i nie dramatyzowała bez potrzeby, co stanowiło większą połowę sukcesu. Chociaż zaraz, połowy były przecież równe, więc to raczej po prostu połowa sukcesu. Nieważne. Najważniejsze, że mogły na siebie liczyć!
Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli ochroniarz pozostanie przy życiu. Gdyby tak umarł znienacka, czekałoby je szlajanie się po sądach i składanie zeznań. A potem ława przysięgłych zgodnie uznałaby, że to one bezpośrednio przyczyniły się do jego zgonu. I po co im to było? Na co komu dodatkowe problemy? Już teraz miały wystarczająco dużo spraw na głowie, choćby to, skąd wziąć pieniądze na wesele. Ostatnie, czego im brakowało, to ciąganie się po rozprawach i perspektywa odsiadki. Naprawdę mogły sobie darować takie atrakcje.
— Będę przychodzić na cotygodniowe widzenia — oznajmiła i puściła do narzeczonej oczko. Skoro April tak się zamartwiała, nie pozostawało nic innego, jak spróbować nieco rozładować atmosferę. Nie zamierzała przecież pozwolić, żeby jej ukochana spędziła resztę wieczoru, wyobrażając sobie najgorsze scenariusze! — Albo ukradnę tego drągala z premedytacją, tylko po to, żeby znaleźć się blisko ciebie. Właśnie tak cię kocham — dodała z rozbrajającym uśmiechem, bo jeśli to nie była prawdziwa miłość, to Darling nie miała pojęcia, co nią było. Była gotowa popełnić przestępstwo, żeby być bliżej narzeczonej. Czy można było wyobrazić sobie bardziej romantyczny gest?
Ochroniarza przeniesiono na krzesełko transportowe i przewieziono do ambulansu, a ratownicy poprosili policjantów, żeby spotkali się z nimi w szpitalu, gdzie mieli wypełnić odpowiednie protokoły. Teddy odprowadziła ich wzrokiem, a potem przeniosła uwagę na dwóch funkcjonariuszy, którzy wciąż nie potrafili dojść do porozumienia w kwestii tego, co zrobić z April.
— Naprawdę chcesz ją puścić? — zły policjant uniósł wysoko brwi i spojrzał na kolegę, wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw.
— Nie zrobiła niczego złego — przypomniała im strażaczka. Poza tym April miała rację. Brak dowodów tylko potwierdzał jej niewinność! — Może się puścić? To znaczy, ze mną. Chodzi mi o to, czy możemy już iść? — popatrzyła najpierw na jednego, potem na drugiego funkcjonariusza.
Policjanci znów wymienili spojrzenia, po czym obaj utkwili wzrok w Finch.
— Jest pani wolna, pani Sparrow. Proszę zabrać narzeczoną do domu — zadecydował dobry glina. No w końcu! Darling miała ochotę go wyściskać, ale ostatecznie stwierdziła, że lepiej nie prowokować losu, bo oskarżą ją o napaść na funkcjonariusza. Zły glina miał natomiast kwaśną minę. Pewnie najchętniej powaliłby April na glebę i przycisnął lufę do skroni, zanim zdążyłyby zrobić krok w stronę wyjścia. Wyglądał właśnie na takiego, co przydusza człowieka kolanem, ale najpierw wyłącza kamerkę przypiętą do munduru, żeby nikt nie mógł później zweryfikować jego wersji wydarzeń.
— Poczekaj, zaraz wrócę — poinformowała ukochaną i podeszła do lady, żeby kupić kilka pralinek. Skoro April tak bardzo smakowały, Teddy uznała, że to całkiem niezły sposób na poprawienie jej humoru po tych wszystkich nieporozumieniach. Zgarnęła zakupy z lady i ruszyła do wyjścia. Zanim jednak April zdążyła się odezwać, chwyciła ją za rękaw kurtki i pociągnęła w uliczkę obok manufaktury. Rozejrzała się na boki, jakby właśnie planowała przekazać narzeczonej tajne dokumenty.
— Nie wiem, czemu to zrobiłam, ale... — zaczęła, rozpinając kurtkę. Sięgnęła za pazuchę i wyciągnęła rzeźbę, o którą rozpętało się całe to zamieszanie. Przez chwilę wpatrywała się w nią tępo, próbując zrozumieć, co właściwie strzeliło jej do głowy. — Chyba właśnie ukradłam dowód twojej niewinności — oznajmiła i podniosła wzrok na Finch, próbując dostrzec w na jej twarzy uznanie. Albo rozczarowanie. Albo cokolwiek innego, co tylko potwierdzi, że strażaczka zdurniała do reszty.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: pt paź 16, 2026 2:52 pm
autor: April Finch
Uśmiechnęła się do niej ciepło, gdy obiecała, że będzie do niej przychodzić na widzenia. To by w zupełności wystarczyło. Fakt, że była gotowa zamknąć się razem z April był z kolei wyjątkowo rozczulający. To się nazywa zarówno świetna przyjaciółka, jak i narzeczona. Perfekcyjny zestaw.
— Miałybyśmy dla siebie mnóstwo czasu! — zauważyła radośnie. Nie musiałyby się martwić, że ich grafiki w pracy się rozmijają albo że któraś z nich wraca wyjątkowo zmęczona z pracy i nie ma energii do tego, by spędzić z tą drugą czas w sposób jakościowy. W takim więzieniu czasu to akurat miałyby pod dostatkiem. Spędzałyby go ze sobą tyle, co za czasów szkolnych, gdzie widywały się przecież nie dość, że na lekcjach, to jeszcze po nich. Jeżeli dostałyby osobne cele, to miałyby jakikolwiek czas, żeby od siebie odsapnąć, a jakby trafiły do jednego miejsca, to być może by się po jakimś czasie pozabijały, ale to nic. Przynajmniej odeszłyby z tego świata razem, bardzo romantycznie.
W rozmowie z funkcjonariuszami starała się wyglądać tak niewinnie jak to tylko możliwe. Bardzo ułatwiał wszystko fakt, że faktycznie była niewinna! Wystarczyło być sobą, a zazwyczaj to lubiła. Oczywiście były sytuacje, w których absolutnie tego nie znosiła, ale to na szczęście przytrafiało jej się coraz rzadziej. Tym razem sumienie miała czyste. Ktoś ją wrobił i tyle. Pewnie ten durny dzieciak, który wcześniej zawracał jej gitarę. Uznał, że to będzie jakiś super prank 67 i do pieca, a ona teraz miała przez to trudne przeżycia wewnętrzne. Dzieciaki potrafiły być przecież okrutne. Ich wyobraźnia krążyła po sferach, z których nie wynikało nic konkretnego. Znaczy jasne, rozwijały swoją kreatywność, ale mogłyby być też trochę, no nie wiem... mądre? Jakby świat składał się z samych takich dzieciaków, co wkopują innych w problemy z policją albo takich jak Youngowie, to w sumie można byłoby już się położyć i umrzeć.
Okazało się, że wyglądanie na niewinną się opłaciło! Czemu wszyscy przestępcy tego regularnie nie robili? Cholera wie! Gdy tylko oświadczyli, że jest wolna, zasalutowała im uprzejmie, uśmiechając się szeroko. Nie była pewna, czy zrobiła ten gest poprawnie, ale kto by się tym przejmował? Chciała zachować się jakoś solidarnie z chłopakami za to, że okazali się tacy sympatyczni. Teraz trzeba było jak najszybciej oddalić się z miejsca zdarzenia, żeby przez przypadek nie zmienili zdania. Na szczęście Teddy miała podobny pomysł. Pokiwała tylko głową, gdy narzeczona oświadczyła, że musi wrócić na moment do środka i postanowiła grzecznie na nią poczekać. Na świeżym powietrzu odetchnęła pełną piersią, rozkoszując się zapachem wolności.
Spojrzała na strażaczkę zaskoczona, gdy ta wróciła i zaczęła ją wciągać w jakąś ciemną uliczkę. To dopiero wyglądałoby podejrzanie, gdyby j ktoś przyuważył! Zakładała, że po prostu pójdą do samochodu i pojadą do domu, a nie będą szlajać się teraz po mieście. Jakież wielkie było jej zdziwienie, gdy odkryła, po co narzeczona zaciągnęła ją w ciemność.
— Teddy! Jesteś kryminalistką — szepnęła konspiracyjnie i rozejrzała się we wszystkie strony, by upewnić się, że gdzieś za rogiem nie czai się policjant albo ochroniarz. Uśmiechnęła się wreszcie do narzeczonej, zadowolona, że są w tej sytuacji same.
— Ja naprawdę nie próbowałam wtedy tego wynieść.... ale teraz, jak już to mamy, to musimy coś z tym zrobić. Wysadzić w powietrze albo przykleić im do dachu albo coś — zasugerowała, przyglądając się uważnie drągowi. Nie mogą przecież tak po prostu przejść z przestępstwem do porządku dziennego.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: pt paź 16, 2026 4:35 pm
autor: teddy darling
Skoczyłaby za nią w ogień, ale akurat w przypadku Teddy nie było to zbyt romantyczne wyznanie, skoro robiła to zawodowo. Musiała wymyślić coś lepszego. Na przykład oddać April ostatni kawałek pizzy, nawet jeśli sama miała na niego ochotę. To dopiero był dowód miłości! Albo zamieniać się z nią jedzeniem, kiedy narzeczona wybrała dla siebie coś, co ostatecznie jej nie smakowało. Darling była gotowa na wiele poświęceń, więc przeskrobanie czegoś tylko po to, żeby trafić z Finch do jednej celi, stanowiło naprawdę mały pikuś. W najgorszym wypadku wylądowałyby w oddzielnych, ale i to miało swoje zalety. Mogłyby przecież obściskiwać się na spacerniaku, ku rozpaczy wszystkich strażników, którzy mieliby nieszczęście pilnować ich podczas wspólnych spacerów. Gorzej, gdyby trafiły do różnych więzień. Wtedy cały misterny plan poszedłby w pizdu, a strażaczka musiałaby kombinować, jak zorganizować randkę przez na odległość. Zawsze można byłoby odwalić coś, co zapewniłoby jej przeniesienie.
Szansa na to, że w którymś momencie jedna powiesiłaby drugą na własnych sznurówkach, była niezerowa. Nie miały w zwyczaju spędzać ze sobą dwudziestu czterech godzin na dobę ze względu na ruchome zmiany w jednostce, co akurat całkiem zdrowo wpływało na ich relację. W końcu nawet największa miłość potrzebowała czasem odrobiny przestrzeni. A jednak uśmiechnęła się szeroko, kiedy narzeczona tak entuzjastycznie zareagowała na jej pomysły. Najwyraźniej wizja wspólnej odsiadki wcale jej nie odstraszała! To znaczy, nie żeby rzeczywiście miały trafić za kratki. Ostatecznie policjanci odpuścili Finch Sparrow winy i April była wolna jak ptak. Szkoda to, że w tej całej historii to właśnie Teddy mogła przysporzyć im dodatkowych kłopotów.
— Co? Wcale nie — wysyczała przez zaciśnięte zęby i w popłochu obejrzała się przez ramię, sprawdzając, czy nikt ich nie śledzi. — A może jednak jestem? — dodała, ściągając brwi i przenosząc wzrok na rzeźbę. Patrzyła na nią przez chwilę i dopiero wtedy stwierdziła, że narzeczona mogła mieć rację. Co ona sobie wyobrażała? Za takie coś na bank trafi do kryminału!
— Nie wiem, co mi strzeliło do głowy. Powinnam to odnieść? Odniosę to — oznajmiła z determinacją, ale nie ruszyła się z miejsca. Jak miała to zrobić? Wrócić do manufaktury, postawi rzeźbę na ladzie i wyjść, machając wszystkim na pożegnanie? To tylko utwierdziłoby policjantów w przekonaniu, że od początku planowały kradzież, a całe zamieszanie z April było tylko wstępem do przestępstwa.
— Jak spalić, gdzie spalić? Do jakiego dachu? O czym ty mówisz? Wyrzucę to po prostu do śmieci — stwierdziła i przeszła kawałek dalej. Uchyliła klapę kontenera i już miała umieścić tam drągala, kiedy dostrzegła nad swoją głową migoczącą, czerwoną lampkę. Kamery! Wszędzie były kamery!
Teddy odwróciła się do narzeczonej, robiąc wielkie oczy. To koniec. Już po nich. Teraz na pewno zostaną rozdzielone, a Darling trafi za kratki na długie, dłuuugie lata. W tym czasie Finch zdąży się znudzić czekaniem, pogodzi się z utratą swojej ukochanej i znajdzie sobie kogoś nowego. Kogoś, kto nie będzie przebrzydłą kryminalistką!
— Czemu ja to zrobiłam? Po co ja to zrobiłam? — mruknęła pod nosem, przyciskając rzeźbę do piersi. Zaczęła chodzić w tę i z powrotem, jak zawsze, kiedy coś ją stresowało. Próbowała znaleźć jakiekolwiek sensowne wytłumaczenie swojego zachowania, ale im dłużej nad tym myślała, tym mniej rozumiała samą siebie. Przecież nie chciała popisywać się przed narzeczoną. Nie w taki durny sposób. Może chodziło o to, że April została potraktowana jak pospolita złodziejka, chociaż nie zrobiła nic złego? A Teddy chciała jakkolwiek zareagować i pokazać, że nie zgadza się na takie traktowanie narzeczonej! Tylko że, na litość boską, mogła pomyśleć o czymś innym. Albo w ogóle pomyśleć.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: sob paź 17, 2026 1:51 pm
autor: April Finch
Biorąc pod uwagę, jak łatwo były w stanie ulegać wpływom, to aż dziwne, że do tej pory udało im się uniknąć kryminału. To pewnie przez to, że przy okazji bywały też strasznymi cipami. A przynajmniej April, bo Teddy miała chociaż odpowiedzialną pracę, która wymagała masy odwagi i determinacji. Jak to zazwyczaj bywało, miały więcej szczęścia niż rozumu. Udało im się wyślizgnąć z tej dziwacznej konfrontacji z policjantami i ochroniarzem, a teraz nagle okazywało się, że faktycznie popełniły przestępstwo.
— No chyba żartujesz! Nigdzie z tym nie idź. Teraz już za późno, żeby się wycofać — zwróciła jej uwagę i zrobiła krok w jej stronę, chcąc w razie czego powstrzymać ją od wbiegnięcia z powrotem do manufaktury. Na szczęście nic takiego jednak nie nastąpiło. Darling nie mogła się chyba zdecydować, czy jest sparaliżowana bezradnością czy zdenerwowana nadmierną ilością ruchu. Którakolwiek z tych opcji nie byłaby prawdą, ważne, że nie prowadziła ją z powrotem w otoczenie czekolad i policji. Finch podejrzewała, że nikt w manufakturze nie doceniłby tego żartu ani złotego serca strażaczki, która postanowiła jednak oddać rzeźbę po chwili namysłu. Kto normalny tak robił? Chyba nikt, ale właściwie April nie znała zbyt wielu złodziei, więc trudno było jej oceniać. Zdawała sobie sprawę, że to, w jaki sposób przestępców przedstawiała popkultura ma się nijak do prawdy. Niby nowe GTA było tuż za rogiem, ale raczej nie można było opierać się na fabule, zakładając, że w ich wypadku wszystko będzie wyglądało równie barwnie. Największym minusem był fakt, że w razie śmierci nie odrodzą się obok szpitala. Przeżyłaby nawet zabranie pieniędzy i broni, byle tylko otworzyć oczy na parkingu przed wejściem! Rzeczywistość była jednak dużo bardziej ponura od tego, co wymyślił Rockstar. Nic dziwnego, że wszyscy czekali na tę część z wypiekami na twarzy – łącznie z April. Nie spodziewała się jednak, że zanim będzie miała okazję zagrać, jej własna narzeczona zrobi jej prolog do przygód pary głównych bohaterów mieszkających w Vice City.
— Nie spalić, tylko wysadzić. Teddy, spokojnie. Oddychaj. — Śledziła z uwagą, jak narzeczona stara się wydeptać dziurę w chodniku, na którym stały. Nie mogła się zdecydować, w jaki sposób pozbyć się figurki, co w pewnym sensie było zrozumiałe. Wyrzucenie jej do śmieci byłoby najprostsze, ale pojmowała, dlaczego nie chciała zrobić tego tak blisko.
— Wszystko jest dobrze. Chodź, musimy odejść z miejsca zbrodni — zaproponowała i złapała ją za łokieć, ciągnąć za sobą wzdłuż chodnika w losowym kierunku. Trzeba było odejść na tyle daleko, by manufaktura zniknęła im z pola widzenia. W innym wypadku nie będą w stanie trzeźwo się nad tym wszystkim zastanowić. Właściwie to Finch nie będzie w stanie tak czy siak, bo resztki alkoholu nadal buzowały jej we łbie, ale zdawała sobie sprawę, że musi teraz jakoś zwalczyć te wszystkie objawy i stanąć na wysokości zdania.
— Opcje są dwie. Albo pozbywamy się go jak najdalej od manufaktury, możemy go na przykład zrzucić z klifu czy coś... albo wracamy tam w maskach jak się ściemni i zostawiamy pod drzwiami — wyjaśniła, rozglądając się po witrynach sklepów, które mijały. Ruchem głowy wskazała na jedną z nich, która była już ozdobiona z okazji Halloween. Dobrze, że ogarnięcie maski w tym okresie byłoby banalnie proste.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: sob paź 17, 2026 2:26 pm
autor: teddy darling
Kiedyś w końcu musiało to nastąpić. Wyszło szydło z worka. Teddy Darling była kryminalistką. Złodziejką. Oszustką. Szabrowniczką. Zwykłą bandytką i tyle. Aż dziwne, że jeszcze nikt nie skuł jej w kajdanki i nie odprowadził do najbliższego aresztu, gdzie mogłaby przemyśleć swoje haniebne postępowanie. Właściwie powinna już teraz paść na kolana i zacząć błagać o wybaczenie wszystkich pracowników manufaktury, jej właścicieli i założycieli. Nie mogła przecież poprzestać na tak wąskim gronie. Na liście poszkodowanych należało uwzględnić również burmistrza Toronto, któremu wypadałoby wystosować odpowiednie pismo z wyrazami najgłębszej skruchy. Może gdyby opisała w nim swoje przewinienia wystarczająco kwieciście, ktoś spojrzałby na nią łaskawszym okiem i uznał, że nie jest jeszcze całkowicie stracona dla społeczeństwa. W najlepszym wypadku otrzymałaby jakieś prace społeczne. Zbierałaby śmieci przy drodze, sadziła rośliny na miejskich rabatach i przez kilka tygodni udowadniała wszystkim dookoła, że potrafi być pożytecznym członkiem społeczności. Może nawet pozwoliliby jej podlewać te kwiatki. Teddy westchnęła ciężko na samą myśl o tym, jak smutna przyszłość ją czekała.
— Wysadzić? Niby czym? — zapytała, zataczając kolejne kółko, jakby samo dreptanie w miejscu miało w czymkolwiek pomóc. Żadna z nich nie miała umiejętności pirotechnicznych. Chyba że April zatajała coś przed strażaczką przez piętnaście lat ich znajomości. Ale nie zrobiłaby czegoś takiego, prawda? Przecież jej talent ułatwiłby im życie na wiele sposobów! Jakich? Teddy nie wiedziała, ale teraz mogłyby od ręki skonsultować na szybko jakiś ładunek i wypierdolić manufakturę w pizdu.
Zatrzymała się dopiero wtedy, gdy narzeczona pociągnęła ją w bliżej nieokreślonym kierunku. Zwykle takie łażenie pomagało jej rozładować stres. Jednj go zajadali, a inni chodzili bez celu. Chociaż, prawdę mówiąc, nie zawsze działało to tak, jak powinno. Czasami im więcej deptała, tym bardziej się nakręcała. Tak właśnie było w tym momencie.
Opcje przedstawione przez April nie rozwiązywały całej sprawy, ale przynajmniej dawały im jakiś punkt zaczepienia. W tej chwili i tak nie miały zbyt wielkiego pola manewru, więc musiały wybierać spośród tego, co było dostępne, a nie tego, co chciałyby mieć do dyspozycji. Gdyby jednak Darling zdecydowała się pozbyć rzeźby, prawdopodobnie miałaby wyrzuty sumienia do końca życia. Ten drągal może i nie figurował na liście zabytków UNESCO, nie przyjeżdżali do niego turyści z drugiego końca świata i raczej nie doczekałby się własnego znaczka pocztowego, ale przecież nie o to chodziło! Dla kogoś miał znaczenie. Ktoś poświęcił mu czas, pracę i pewnie niemało serca. Co ona sobie właściwie wyobrażała, decydując się na kradzież? Sama powinna zrzucić się z klifu.
— W maskach? — zamrugała, spoglądając na narzeczoną z tępym wyrazem twarzy. — W takich klauna? — ruchem głowy wskazała witrynę, za którą prezentowały się halloweenowe przebrania. Miała do wyboru kilka naprawdę paskudnych wzorów - od Pennywise'a po Arta z Terrifier. — A to nie jest tak, że w maskach robi się napady, a nie oddaje skradzione rzeczy? — dopytała i zacisnęła usta w wąską linię, próbując poważnie rozważyć ten pomysł. Właściwie to nie był głupi plan. No dobrze, był bardzo głupi, ale w ich obecnej sytuacji Teddy nie myślała racjonalnie. Finch też nie, bo przecież była pijana. Nie miała pojęcia, czy założenie maski cokolwiek by zmieniło, ale przynajmniej mogłyby uniknąć niezręcznego kontaktu wzrokowego z ludźmi, którym zamierzały oddać skradzioną rzeźbę.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: ndz paź 18, 2026 2:09 pm
autor: April Finch
Teddy przejmowała się byciem zaangażowaną w kryminał dużo bardziej niż powinna. Ze wszystkiego przecież można wyciągnąć pozytywy. Bycie kryminalistką nie musi być wyłącznie plamą na honorze. To jakaś nowa era w życiu strażaczki. Kto wie, może odnajdzie się w niej doskonale? April miała wrażenie, że większość rzeczy, za które zabierała się jej narzeczona wychodziło jej bardzo dobrze. Miała całą masę ukrytych talentów, którymi potrafiła jej zaimponować. Na pewno gdzieś głęboko siedziało w niej też coś, co robiło z niej cudowną złodziejkę.
— No... fajerwerkami? Skąd mam wiedzieć, ja byłam dość spokojnym dzieckiem! — zaczęła się od razu bronić. Uniosła nawet ręce w poddańczym geście, żeby jeszce lepiej zaprezentować swoją niewinność. Nie miała za bardzo kolegów wśród dzieciarni, dla której najciekawsza rozrywką było wysadzanie szkolnej toalety. To jednak nie mogło być aż takie skomplikowane, skoro młodzież robiła to skrupulatnie od lat, prawda? Dzieciaki nie mają dostępu do zbyt skomplikowanych i drogich technologii, a jednak efekty były zauważalne z daleka, więc na pewno dałoby się zrobić to po kosztach i wyjątkowo sprawnie. Wystarczy pewnie spędzić chwilę czasu w Google. Kanadyjska wersja zapytaj onet musiała skrywać bardzo dużo tajemnic.
Martwiła się o ten cały stres, który usiadł na barkach narzeczonej. Wcale nie chciała, by czuła się tym wszystkim aż tak przytłoczona. Miały przecież wyjść z manufaktury z lekkimi sercami, ciesząc się, że uniknęły straszliwych kar. Nie uznawała oczywiście, że decyzja o kradzieży była jakaś skrajnie głupia. Dałaby radę nawet docenić ją dużo mocniej, gdyby tylko ukochana nie zaczęła się tak szybko nią stresować. Nie chciała cieszyć się czymś, co wywoływało w strażaczce tyle stresu. Chciała dać jej tyle ukojenia, ile ona jej dawała, gdy Finch wpadała w typowe dla siebie spirale zwariowania. Uznała, że odciągnięcie jej z miejsca zbrodni to pierwszy dobry krok. Nadal będą pozostawały w ruchu, co na Teddy działa dobrze, a przy okazji może wyjdą z obszaru ciężkiej energii, jaka siedziała na manufakturze i wbijała im się brutalnie pod skórę. Istniała też niezerowa szansa, że ta cała energia będzie je z zapałem gonić przez całe miasto i tempo ich biegania nie będzie miało żadnego znaczenia.
— Ja uważam, że wręczenie komukolwiek tego paskudztwa, to prawdziwa zbrodnia — wyjaśniła, uśmiechając się do niej blado. Nie chciała przesadnie żartować, ale tak całkiem bez dawki dobrego humoru przecież też się nie dało, bo zwariują.
— Ogarniemy to, Księżniczko. Kupimy sobie jakieś fajne maski.... chociaż ja myślałam raczej nad gorylem, a nie klauem, ale to mniejsza z tym. Owiniemy w domu ten szajs w ładną wstążkę i pod osłoną nocy tu wrócimy i im to zostawimy. Będziemy miały czyste sumienia — zaproponowała, zatrzymując się na moment. Uśmiechnęła się do ukochanej z czułością i zaczesała jej kosmyki włosów za ucho. Oczywiście chciała jej towarzyszyć w każdej sekundzie tego planu, bo razem będzie im raźniej. Ujęła twarz ukochanej w dłonie i obcałowała ją z każdej możliwej strony, chcąc dodać jej jeszcze więcej otuchy. Razem uda im się wszystko, nawet przestępstwo od końca!
koniec
teddy darling