Strona 3 z 3

I just wanna decompress

: pt paź 30, 2026 1:03 pm
autor: Hollis Bellamy
— Okej — skwitował i kiwnął lekko głową. Jego kolejne słowa podsumował krótkim pomrukiem i kolejnym skinięciem. — Dobrze. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz kazał mi długo czekać. Szczerze powiedziawszy, irytuje mnie to, jak niektórzy rozstawiają mnie po kątach… Mam wrażenie, że niektórzy wychodzą z założenia, że jestem w tym atelier ich prywatnym służącym — skrzywił się. Wiedział, że bycie chłopcem na posyłki było poniekąd jego pracą, ale uważał, że niektórzy tego bardzo mocno nadużywali. Niektórzy nawet oczekiwali od niego załatwiania swoich prywatnych spraw, zwłaszcza kiedy musiał gdzieś wyjść i po coś pojechać. Nie był pewien, czy powinien o tym mówić Tiernanowi, czy też nie, bo może to było normalne, ale jak dla niego, skoro był w pracy, to powinien załatwiać jedynie sprawy które jej dotyczyły, a nie odbierać komuś prywatne przesyłki, zamówienia ze sklepów czy zachodzić po coś do jedzenia, gdy będzie już wracał. — Mam nadzieję — skwitował i uśmiechnął się do niego delikatnie. Gdyby mężczyzna jednak awansował kogoś innego na swojego prywatnego asystenta, zapewne zrobiłoby mu się przykro i byłby na niego trochę zły. Sądząc jednak po ich rozmowie, raczej nie było nikogo innego, kogo Harcourt rozważałby na to stanowisko, co było na korzyść Hollisa. — To na pewno — zgodził się z nim i pokiwał delikatnie głową. Każdy lubił dostawać komplementy, bo to po prostu było miłe uczucie, kiedy inna osoba wypowiadała się na czyjś temat w pozytywny sposób. — Oh… — zamrugał kilkakrotnie. — W życiu bym nie pomyślał — dodał i uśmiechnął się niepewnie. Momentalnie poczuł się też zakłopotany, bo jak pomyślał sobie, że rzucali do siebie takimi tekstami, to autentycznie mogło to podchodzić pod flirt, skoro obaj gustowali w mężczyznach. Tiernan tylko połowicznie, ale wciąż. Od razu zaczął zastanawiać się nad tym, czy to wpłynie w jakikolwiek sposób na ich relację.
— Tak — pokiwał głową, zgadzając się z nim. Miał nadzieję, że dzięki pomocy Tiernana uda mu się wykaraskać z tych problemów i długów, które miał przez swoją matkę i w końcu będzie mógł zacząć żyć normalnie, bez ciągłego lęku, że ktoś go dopadnie i zrobi mu krzywdę. Każdego dnia jak wychodził z domu bał się, że dzisiaj będzie ten dzień, kiedy ktoś do niego przyjdzie i upomni się o swoje pieniądze. — Hm… Szczerze powiedziawszy, to nie zaprzeczę. Poniekąd rzeczywiście mi się to należy — przyznał i kiwnął lekko głową. Chociaż w taki sposób Harcourt mógł mu wynagrodzić to, że tak z dnia na dzień go od siebie całkowicie odciął i zerwał z nim kontakt.
Gdy mężczyzna podał mu jedną z toreb, wziął ją od niego, po czym wyszli ze sklepu. Rozejrzał się, nie do końca wiedząc gdzie powinni teraz się udać. Ruszył więc za Tiernanem, zdając się na niego. Przeszli kawałek, a potem Harcourt wszedł do kolejnego sklepu. Oczywiście, wszedł tam za nim i zaczął się rozglądać. W przeciwieństwie do poprzedniego sklepu, tutaj nie było formalnych ubrań, tylko takie, które zdecydowanie były bardziej w stylu Hollisa.
— Okej, dzięki — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Od razu podszedł do wieszaka, na który wskazał mężczyzna i zaczął przeglądać wiszące na nim koszulki. Zdjął jedną, po chwili wybrał drugą, a na koniec wpadła mu w oko jeszcze trzecia. Nic więcej na tym wieszaku nie przykuło już jego uwagi, dlatego zrobił kilka kroków w bok, stając przy regale ze spodniami.
— To dziwne uczucie, mieć taki wybór — wymamrotał, przeglądając teraz spodnie. Wiadomo, że w sklepach z używaną odzieżą nie było tak łatwo. Człowiek musiał mieć farta, żeby trafić na coś, co było w jego rozmiarze i co było we względnie dobrej kondycji. — Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem na zakupach w normalnym sklepie i mogłem sobie po prostu tak do woli przebierać i wybierać co chcę — dodał jeszcze, wyciągając z kupki czarne dżinsy, które były w jego rozmiarze.

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: pt paź 30, 2026 6:27 pm
autor: Tiernan Harcourt
— Naprawdę jest aż tak źle? — zapytał i ściągnął lekko brwi. — Czemu mi wcześniej nic nie mówiłeś? — dodał. Wolałby wiedzieć, jeśli Hollis czuł się przez kogoś wykorzystywany. To, że chłopak był w atelier pomocnikiem, nie znaczyło tego, że można go było do woli wykorzystywać na swoje potrzeby. Jeśli rzeczywiście coś takiego się działo, to będzie musiał chyba z pewnymi osobami porozmawiać. Teraz tym bardziej miał ochotę zrobić z chłopaka swojego asystenta, żeby pokazać, że nikt nie będzie go traktował jak popychadło. — Tylko wiesz, że to dość odpowiedzialne stanowisko? — podpytał. Zapewne Hollis zdawał sobie sprawę z tego, że jako jego asystent miałby o wiele więcej obowiązków, niż miał teraz i zapewne będą nieco bardziej złożone. Oczywiście będzie mu też latał po kawy i lunche, ale to byłaby tylko część jego pracy.
Bawiło go to, jaki tamten był zaskoczony tym, czego właśnie się dowiedział. Tak zakładał, że w życiu by go nie podejrzewał o to, że mógłby lecieć również na mężczyzn. Sam jednak nie uważał tego za coś zaskakującego, zwłaszcza w takiej branży, w której pracował.
— Naprawdę? — zapytał, unosząc wyżej brwi. — Ktoś, kto pracuje w modzie, projektuje ubrania i ma otwarty umysł. To aż samo się prosi o jakieś gejowskie zapędy — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. — Teraz pewnie będziesz się na każdym kroku zastanawiał nad tym, czy z tobą naprawdę nie flirtuję albo czy nie zrobisz czegoś, przez co bym mógł pomyśleć, że chcesz mnie poderwać, mam rację? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Oczywiście, że chciał w ten sposób wprawić go w zakłopotanie, ale nic dziwnego, skoro Hollis był teraz tak uroczo skołowany.
Obserwował go, kiedy ten przeglądał wieszaki z koszulkami. Sam podszedł do pobliskiego wieszaka i zaczął przerzucać ubrania, które na nim wisiały. W ogóle nie były w jego stylu i miał wrażenie, że materiały też nie były jakichś wysokich lotów, ale chyba niczego innego nie powinien się spodziewać po sieciówce. Co chwilę zerkał na Hollisa, jakby ten miał się sam gdzieś zgubić, a gdy podszedł do spodni, sam ruszył za nim.
— Powinieneś się do tego przyzwyczaić, bo na pewno nie pozwolę na to, żebyś musiał się ubierać po lumpeksach — powiedział. Nie miał nic do osób, które kupowały rzeczy z drugiej ręki, bo niektórzy mieli niezły talent do wyszukiwania perełek, ale nie chciał, żeby Hollis musiał chodzić do takich sklepów i to w ostatni dzień przed dostawą, kiedy było najtaniej, byle tylko mieć się w co ubrać. — To teraz to nadrobisz — stwierdził. — W sumie to musi być całkiem fajne, żeby tak od nowa zbudować swoją garderobę. Lubię kupować sobie nowe ciuchy, więc rozumiem, że kogoś może to cieszyć — dodał i uśmiechnął się do siebie pod nosem. Miał nadzieję, że chłopak również się tym ekscytował.
Gdy tamten wybrał spodnie, sam przeszedł na damską stronę sklepu. Zrobił to z czystej ciekawości. Zaszedł do działu z bielizną i zaczął ją przeglądać. Od razu dostrzegał podstawowe błędy w konstrukcji odzieży i oklepane projekty. Pokręcił tylko zrezygnowany głową i wyszedł z tej sekcji, chcąc podejść z powrotem do Hollisa. Jego wzrok jednak przyciągnął pudrowo różowy crop top, który był naprawdę ciekawie zaprojektowany. Zdjął go z wieszaka i pokazał Hollisowi.
— Wskoczyłbyś w coś takiego? Pasowałoby ci — powiedział jak gdyby nigdy nic. Jakoś tak... był w stanie sobie wyobrazić go w trochę bardziej nietuzinkowych jak na chłopaka ubraniach.

Hollis Bellamy

I just wanna decompress

: pt paź 30, 2026 7:24 pm
autor: Hollis Bellamy
— Nie no, tragedii nie ma, ale po prostu jest to czasami dość denerwujące — powiedział i westchnął cicho. — Bo… Tak właściwie to nie wiem, czy to jest u ciebie w atelier normalne, czy nie. Nie chciałem, żebyś sobie pomyślał, że marudzę czy chcę się wymigać od obowiązków… — wzruszył ramionami. To była jego pierwsza praca, więc tak właściwie nie wiedział, czy ludzie najzwyczajniej w świecie go wykorzystują, czy po prostu taka jest kolej rzeczy i każdy świeżak jest traktowany w taki sposób. Koniec końców, był chłopcem na posyłki, więc to, że inni się nim wysługiwali wydawało mu się raczej normalne. To, że miał wobec tego jakieś tam swoje personalne odczucia wcale nie oznaczało, że inni pracownicy nie powinni go tak wykorzystywać. Chociaż, sądząc po reakcji Tiernana, chyba jednak tego nadużywali. — Oczywiście, że wiem — powiedział i spojrzał na niego z politowaniem. Nie był idiotą. Zdawał sobie również sprawę z tego, że zapewne miałby na swojej głowie więcej obowiązków i większą odpowiedzialność, ale uważał, że był gotów wziąć to na klatę.
— Z jednej strony tak, ale z drugiej nie każdy musi je mieć. Mało jest projektantów damskich ubrań, którzy są heteroseksualni? — zapytał i wzruszył lekko ramionami. On nigdy, nawet przez moment nie podejrzewał Harcourta o to, że mężczyźnie mogą podobać się inni mężczyźni. Wyglądało jednak na to, że dokładnie tak było. Nic to tak właściwie w jego życiu nie zmieniało, może poza tym, że zapewne teraz będzie nieco ostrożniejszy z tym co mówi w obecności Tiernana. — C-co? Nie… — odparł i uśmiechnął się niepewnie. Właściwie, to dokładnie to pomyślał. Od razu zaczął analizować ich wcześniejszą rozmowę i zastanawiać się, czy miało to oznaczać coś więcej, czy rzeczywiście to były jedynie takie żarciki, które nie miały większego znaczenia.
— Jak zaczniesz mnie tak rozpieszczać, to dopiero się rozbestwię. Zrobi się ze mnie francuski piesek — odparł rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Był naprawdę wdzięczny Tiernanowi za to, że ten chciał tak o niego zadbać i zapewnić mu wszystko, czego potrzebował. Mężczyzna dawał mu znacznie więcej niż oczekiwał. Nigdy w życiu nie będzie w stanie mu się za to odwdzięczyć. — Na to wygląda — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. — Nie zaprzeczę, że jest to dość ekscytujące. Zwłaszcza, że nie pamiętam kiedy ostatnio kupowałem jakieś nowe ciuchy — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Miło będzie w końcu mieć coś nowego, nie noszonego wcześniej przez nie wiadomo niego. W dodatku te używane ubrania też nie miały jakiejś długiej żywotności, bo w końcu były już wcześniej znoszone przez kogoś innego.
Powiódł wzrokiem za mężczyzną, kiedy ten przeszedł do damskiej sekcji sklepu. Zmarszczył lekko czoło, bo nie rozumiał po co to zrobił. Przez chwilę się wahał, ale w końcu zaciekawiony ruszył za nim. Zaraz jednak zobaczył, że Tiernan wraca, więc po prostu się zatrzymał. Widząc, że mężczyzna przystanął, a potem zdjął z wieszaka różowy crop top, westchnął cicho.
— Wskoczyłbym — powiedział jak gdyby nigdy nic i podszedł do niego, po czym zabrał od niego koszulkę. Nie miał problemu z noszeniem damskich ubrań, chociaż akurat o tym Tiernan jeszcze nie wiedział. No, a przynajmniej do teraz, bo właśnie poniekąd się dowiedział. — Chociaż nie jestem pewien, czy taki jasny i pudrowy odcień różu będzie mi pasował. Jestem tak blady, że praktycznie świecę w ciemności — rzucił żartobliwie i zaśmiał się.

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: pt paź 30, 2026 8:23 pm
autor: Tiernan Harcourt
— Nie pomyślałbym, że marudzisz. Każdy pracownik może przyjść i podzielić się ze mną swoimi odczuciami w związku z pracą u mnie — powiedział. — To, jak to odbiorę i jak do tego podejdę, to inna sprawa, ale to nie tak, że kogoś będę wyzywał, bo zwróci na coś uwagę — wzruszył ramionami. Trochę kłamał, bo zdarzało mu się robić jazdy pracownikom, że zawracali mu dupę pierdołami. Z innych powodów zresztą też, zwłaszcza kiedy miał gorszy dzień. Nie można o nim było powiedzieć tego, że był wymarzonym szefem, ale nawet pomimo tego, jego atelier było tak znane, że ludzie sami z siebie chcieli dla niego pracować. Nic dziwnego, że niekoniecznie szanował swoich pracowników, skoro ci sami mu się po części podkładali. — To dobrze — odparł i skinął lekko głową. Skoro już był tak bardzo zapalony do tego, żeby zostać jego asystentem, to powinien wiedzieć, że rzeczywiście będzie miał ręce pełne roboty, jeśli awansuje go na to stanowisko. To nie tak, że będzie siedział razem z nim w jego biurze i zbijał bąki.
— Jest ich całkiem sporo, to prawda — stwierdził. — W każdym razie ja do nich nie należę. Jest mi wszystko jedno, jakiej ktoś jest płci — dodał. — Szczerze powiedziawszy, to w swoim życiu miałem więcej chłopaków niż kobiet — podsumował jeszcze, rzucając to mimochodem. Hollis nie musiał o tym wiedzieć, ale tak po prostu mu się wyrwało. Tak naprawdę jedynym poważnym związkiem z kobietą był ten z jego matką. Inne kobiety ze swojej przeszłości traktował bardzo przedmiotowo i żadnej nie brał na poważnie. Szkoda tylko, że ta, w której naprawdę się zakochał i z którą chciał spędzić życie, wychujała go. Uniósł kącik ust w uśmiechu na tę jego reakcję, ale nijak tego nie skomentował. Mógł się założyć, że było dokładnie tak, jak powiedział.
— Wtedy będę musiał cię tym bardziej rozpieszczać. Nie będę miał innego wyjścia — zaśmiał się i rozbawiony pokręcił głową na boki. Chciał go rozpieszczać, bo uważał, że mu się to po prostu należało po tym, jak zerwał z nim kontakt i zniknął z jego życia bez słowa. Poza tym najzwyczajniej w świecie podobało mu się to, że mógł w taki tani sposób sprawić, że chłopak się cieszył i był radosny. Wiedział, że po tym, co przeszedł, to wcale nie było takie częste, żeby się uśmiechał. — Potem pomożesz wybrać coś dla mnie, ale to już w innym sklepie. Tutaj raczej nic nie znalazłbym w swoim stylu — odparł. Zdecydowanie nie miał zamiaru wbijać się w takie młodzieżowe ciuchy. Na co dzień chodził ubrany elegancko, ale nie można się mu było dziwić, skoro był kimś.
— Nie spodziewałem się — powiedział i zamrugał kilkukrotnie. Bardziej rzucił to dla zaczepki i nie sądził, że Hollis rzeczywiście będzie skłonny wskoczyć w coś takiego i nie wiedział, jak powinien się z tym teraz czuć. — Możesz mieć rację — przyznał, kiedy już się trochę otrząsnął. — Tutaj masz ten sam model w innym odcieniu — wskazał mu go ręką. — Pasowałaby do tego jakaś plisowana spódniczka — zażartował. Mimo wszystko zerknął ukradkiem na dalszą część damskiej sekcji, jakby chciał namierzyć właśnie taką spódniczkę. Okazało się, że taka wisiała całkiem niedaleko. Wskazał mu ją głową, a na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech.

Hollis Bellamy

I just wanna decompress

: pt paź 30, 2026 9:01 pm
autor: Hollis Bellamy
Mruknął cicho i skinął lekko głową. Wyglądało na to, że jednak mógł przyjść do mężczyzny i powiedzieć mu, jeśli coś było nie tak. Z drugiej strony, wciąż nie był pewien czy rzeczywiście powinien tak kablować na innych pracowników. Jak Tiernan postanowi komuś zrobić jazdę, to raczej będzie dość oczywiste przez kogo, a nie chciał, żeby ktoś tylko jeszcze bardziej się na niego uwziął.
— Niby tak, ale wiesz… Nie chcę mieć przewalone, bo jak potem dasz komuś reprymendę, to będzie dość oczywiste, kto go wsypał… — powiedział. To była jego pierwsza praca i bardzo zależało mu na tym, żeby zabawić w atelier Harcourta na dłużej. Wiadomo, że jeśli chciał tam pracować, to chciał się względnie dobrze dogadywać z resztą pracowników. Chociaż, na razie odnosił wrażenie, jakby ci niekoniecznie z jakiegoś powodu za nim przepadali. Może zauważyli, że Tiernan jest dla niego miły i poświęca mu sporo uwagi, więc im to przeszkadza? Sam nie wiedział…
— Dobrze wiedzieć — przyznał. Sam wyznał mężczyźnie prawdę o swojej orientacji, więc nic dziwnego, że był mu wdzięczny za to, że również się przed nim w tej kwestii otworzył. Cieszył go również fakt, że Tiernan mu ufał. — Tego tym bardziej się nie spodziewałem — odparł, wyraźnie zaskoczony. Bardziej podejrzewałby go o to, że miał w swoim życiu więcej kobiet. Wyglądał na takiego, do którego te by lgnęły, a gdyby był na jego miejscu, zapewne korzystałby sam z okazji. Teraz tym bardziej nie wiedział co miał myśleć o tym wszystkim.
— Ojej, to bardzo miłe — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. Spodziewał się raczej tego, że Tiernan będzie chciał go sprowadzić na ziemię, ale wyglądało na to, że nie takie miał zamiary. — Może po prostu zostań moim sugar daddym, co? Jak już i tak mi wszystko sponsorujesz… Pozwalasz mi u siebie mieszkać, zatrudniłeś mnie w swoim atelier, kupujesz mi nowe ciuchy i chcesz mnie rozpieszczać, jak swoją niunię. Czuję się jak księżniczka — stwierdził i zatrzepotał rzęsami, odgarniajac sobie włosy za ucho. Wyglądało na to, że wyznanie mężczyzny jednak nie zrobiło na nim aż tak dużego wrażenia, jak można było przypuszczać. Niby miał się pilnować z tym co mówi, ale jak widać, niekoniecznie mu to wyszło. — Okej, nie ma sprawy — pokiwał głową. Domyślał się, że w takim sklepie nakierowanym głównie na młodzież raczej mężczyzna nie znalazłby niczego dla siebie.
— Co? Myślałeś, że się oburzę i odmówię? — odparł rozbawiony. Nawet odczuł satysfakcję z tego, że był w stanie tak zaskoczyć Tiernana. — No właśnie — pokiwał lekko głową. Spojrzał na bluzkę w innym odcieniu i po chwili namysłu zdjął ją z wieszaka, a tę różową odwiesił. — Whoa, nie zapędzasz się trochę? — zapytał i spojrzał na niego wymownie. Zaraz jednak przeniósł wzrok w tym samym kierunku, w którym zerknął Harcourt. Ruszył w tamtą stronę, by po chwili wrócić ze spódniczką w swoim rozmiarze.
— Mam nadzieję, że nie podpuszczasz mnie po to, żebym spełnił jakieś twoje chore fantazje, bo masz fetysz na chłopców w damskich ciuszkach — powiedział i przymrużył powieki, przyglądając mu się podejrzliwie.

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: sob paź 31, 2026 8:35 am
autor: Tiernan Harcourt
— To już jest twoja decyzja, czy chcesz podjąć to ryzyko. Ja nie mam zamiaru cię na nic namawiać. Wiesz, jakie mogę być konsekwencje — odparł po prostu. Nie będzie go cisnął, bo to leżało w jego kwestii, czy chciał donosić na innych pracowników. Rzeczywiście mogłoby się to skończyć tak, że ci zaczęliby się mścić na nim i mu dogryzać. Nie chciałby, żeby ktokolwiek mobbingował Hollisa, więc może i lepiej, że chłopak mu o niczym nie mówił. Na szczęście zanosiło się na to, że w niedalekiej przyszłości ten zostanie jego asystentem, a co za tym szło, sam będzie mógł czuć się lepszy od innych pracowników.
— Myślałem, czy ci o tym nie powiedzieć, kiedy sam powiedziałeś mi o swojej orientacji, ale uznałem, że to nieistotne. To przecież nie tak, że teraz będziemy się nawzajem podrywać — wzruszył lekko ramionami. To nie powinno nic zmienić w ich relacji, bo i tak nie postrzegał Hollisa jako potencjalnego chłopaka. Jasne, był w jego typie, żartował sobie z nim w dwuznaczny sposób i czasami obczajał go trochę dłużej niż powinien, ale to nie zmieniało faktu, że byłoby to trochę niezręczne, gdyby łączyło ich coś więcej. — Jak widać, jeszcze mam czym cię zaskoczyć — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki wyraźnie rozbawiony tym, że Hollis był taki zaskoczony tym faktem.
— Coś ci się w końcu należy od życia — wzruszył ramionami. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie rozpieszczał go przede wszystkim po to, żeby zagłuszyć swoje poczucie winy i po to, żeby chłopak odbił sobie to, jak ostatnimi czasy był traktowany przez swojego ojczyma. Czuł, że musiał mu jakoś poprawić nastrój i że to leżało w jego obowiązku. Na pewno nie spodziewał się jednak takich słów z jego ust. Nawet jeśli to były żarty, to trochę go zatkało, więc przez chwilę po prostu na niego patrzył wyraźnie zdziwiony. Zaraz jednak na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech, bo dostrzegł w tym szansę na to, żeby go zawstydzić, a przecież jakiś czas temu przy kolacji obiecał mu, że będzie próbował swoich sił, żeby chłopak się zarumienił. — Wiesz, że to wcale nie jest taki zły pomysł? — zapytał, starając się brzmieć jak najbardziej poważnie. — Nigdy nie miałem takiego utrzymanka. A robilibyśmy wszystko to, co robi się w takim układzie? — dodał i przekrzywił delikatnie głowę, wpatrując się w niego świdrującym spojrzeniem. Oczywiście, że miał na myśli seks. Niestety, ale jak o tym wspomniał, to w jego głowie pojawiły się konkretne obrazy, przez które poczuł, że wystarczyłoby naprawdę niewiele, żeby był gotowy do działania. Starał się wyrzucić te obrazy z głowy, ale chyba na to było za późno.
— Prawdę mówiąc, to tak — przyznał. Nie sądził, że Hollis będzie skory wskoczyć w coś takiego, bo jaki facet by chciał. — Ja? Zapędzam? Ależ skąd — wywrócił oczami. Tak naprawdę, to tylko sobie żartował, nawet jeśli gdzieś w zakamarkach jego duszy chciałby go zobaczyć w takim wydaniu. Kolejny raz był zaskoczony jego zachowaniem, bo naprawdę nie spodziewał się tego, że Hollis rzeczywiście pójdzie po tę spódniczkę. No, teraz to zaświeciła mu się w głowie lampka, że może coś było na rzeczy, skoro to nie był dla niego żaden problem, żeby wskoczyć w damskie ciuchy.
— Nie musisz się o to martwić. Nigdy nie spojrzałbym na ciebie w taki sposób — odparł. Mocne słowa na kogoś, kto jeszcze chwilę temu wyobrażał sobie ich dwuznacznej sytuacji.

Hollis Bellamy

I just wanna decompress

: sob paź 31, 2026 12:03 pm
autor: Hollis Bellamy
Skinął głową w odpowiedzi. Będzie musiał się nad tym zastanowić, ale chyba jednak wolałby to po prostu przemilczeć i na nikogo nie donosić, bo rzeczywiście nie chciał, żeby pracownicy się na niego uwzięli. I tak fakt, że był nowym pracownikiem niektórych chyba drażnił. Sam nie wiedział, może obawiali się, że ich wygryzie? Nie dało się również nie zauważyć, że Calder wykazywał nim spore zainteresowanie i był dla niego nader miły, co też zapewne nie podobało się innym pracownikom.
— No nie będziemy, ale mimo wszystko… Skoro ja ci powiedziałem, to miło mi, że ostatecznie też się na to zdecydowałeś. Nawet jeśli niczego to między nami nie zmienia — wzruszył ramionami. Niby oboje tak twierdzili, ale prawda była taka, że nie mogli przewidzieć tego jak potoczy się ich relacja. Zapewne obaj będą dość ostrożni, chociażby przez wzgląd na to jak wyglądała ich relacja z przeszłości, ale to nie tak, że na wszystko mogli mieć wpływ. Koniec końców byli jedynie dwójką dorosłych mężczyzn, którzy mogli zacząć czuć się w konkretny sposób wbrew swojej własnej woli. To nie tak, że w niektórych sytuacjach człowiek mógł sobie po prostu wybrać, czego chciał, a czego nie. Pewnie rzeczy działy się po prostu samoistnie. — Na to wygląda — odparł rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie. Cieszył się, że mężczyzna również się przed nim otworzył i wyznał mu prawdę na temat swojej orientacji. Inaczej dalej byłby przekonany, że Tiernan był heteroseksualny. Z drugiej strony, to nie tak, że ta wiedza do czegokolwiek mu się przyda.
— Oj tak, to na pewno — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Również uważał, że ponownie zasługiwał na trochę szczęścia, zwłaszcza po tym przez co musiał przechodzić przez ostatnie lata. Często wyobrażał sobie wtedy jak jego życie by wyglądało, gdyby jego matka nie zdradziła Harcourta, ostatecznie wzięliby ślub i stworzyli rodzinę. Na pewno wiodłoby im się o wiele lepiej i nie musiałby przechodzić przez te wszystkie przykre rzeczy, których potem po ich rozstaniu doświadczył. Nie spodziewał się, że mężczyzna odpowie w taki sposób, więc zamrugał kilkakrotnie, wpatrując się w jego twarz. — Nie wiem — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Nie jestem pewien, czy rzeczywiście potrafiłbym być czyimś utrzymankiem. Zwłaszcza, że jestem prawiczkiem, a oczekiwania wobec mnie, cóż… Wiadomo, jakie by były — stwierdził i zagryzł policzek od środka, odchrząkując cicho i uciekając wzrokiem. Sam nie wiedział dlaczego mu o tym powiedział, bo przecież to nie tak, że Tiernan potrzebował to wiedzieć i czegokolwiek by względem niego próbował albo rzeczywiście chciałby wdać się w tego typu relację, prawda…? Nawet jeśli Harcourt był naprawdę atrakcyjny, to po prostu… Nie powinni.
— W takim razie, teraz to ja cię zaskoczyłem — puścił mu oczko i uśmiechnął się delikatnie. — Nie, w ogóle — spojrzał na niego z politowaniem, by zaraz pokręcić na boki głową. Mimo wszystko, dał się podpuścić, bo jednak poszedł po tę nieszczęsną spódniczkę. Miał nadzieję, że się nie zbłaźni, kiedy już wskoczy w przymierzalni w ten zestaw i pokaże się w nim Tiernanowi.
— Teraz to poczułem się urażony. Zabrzmiałeś tak, jakbyś mnie kijem przez szmatę nie chciał tknąć… — westchnął ciężko, jakby rozczarowany tym, że mężczyzna powiedział coś takiego. No, może nawet poniekąd rzeczywiście trochę jednak był…

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: ndz lis 01, 2026 8:43 am
autor: Tiernan Harcourt
— Masz rację, nie zmienia — przyznał. — Pewnie jakbym ci nie powiedział i nagle by się okazało, że znalazłem sobie chłopaka, to dostałbyś zawału serca — zaśmiał się. — A może nawet byłbyś trochę zazdrosny o to, że moja uwaga skupia się na innym młodym chłopaku? — posłał mu zaczepny uśmiech, by po chwili się zaśmiać. Swoimi słowami mógł insynuować to, że leciał na młodszych od siebie, ale nie było to kłamstwo. Jeśli decydował się na związek z mężczyzną, to zawsze był młodszy od niego i delikatny. Dokładnie taki, jaki był Hollis.
— Mam nadzieję, że teraz choć trochę zapomnisz o tym, jak ci było ciężko — uśmiechnął się do niego delikatnie. Nawet jeśli to nie była jego wina, że matka chłopaka związała się z takim chujem, to po części czuł się za to odpowiedzialny. Gdyby wybaczył swojej byłej, to może uratowaliby ten związek i kobieta rzuciłaby kochanka. Nie chciał jednak się nad tym zastanawiać, bo to nie było coś, co byłby w stanie wybaczyć. Gdy chłopak powiedział, że był prawiczkiem, w jego głowie pojawiło się milion nieproszonych myśli. W pierwszej kolejności pomyślał sobie, że to byłoby naprawdę podniecające, gdyby mógł go rozdziewiczyć. Zaraz potem pomyślał sobie o tym, jaki byłby pewnie zakłopotany i uroczy. Szybko jednak wyrzucił z głowy te obrazy. Nie powinien myśleć o nim jak o kawale mięsa do rozszarpania. — Tak, zapewne taki sugar daddy chciałby z tobą sypiać. Sam jakbym był w takiej relacji, to nie byłbym bezinteresowany, ale to chyba normalna w tego typu układzie — wzruszył ramionami. — Poza tym... — zaczął i zerknął na niego. — Nigdy nie trafiłeś na nikogo odpowiedniego czy po prostu czekasz na dobry moment? — zapytał. To nie była jego sprawa, ale był ciekaw. Z drugiej strony Hollis nie miał jeszcze dwudziestu lat, a to był wiek, w którym wiele osób nie miało za sobą pierwszego razu, niezależnie od tego, jakie mieli czasy.
— Oj tak, zdecydowanie. Nigdy bym nie podejrzewał, że byłbyś w stanie wskoczyć w damskie ciuchy. Większość facetów raczej traktuje to jak coś poniżej swojej godności — powiedział. Nie był pewien, czy stało za tym coś więcej, czy po prostu lubił eksperymentować ze swoim wyglądem, ale miał nadzieję, że kiedyś się tego dowie. Chciałby wiedzieć o nim wszystko to, czego nie zdążył się o nim nauczyć, kiedy jeszcze był z jego matką. — Może trochę rzeczywiście — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem.
— Nie, w życiu bym tak o tobie nie pomyślał — odparł poważnie. — Jesteś młody i atrakcyjny. Chociaż wiem, że nie powinienem postrzegać cię w takich kategoriach, bo to po prostu nie na miejscu, zważając na to, co nas łączy, to nie mogę zaprzeczyć temu, że gdyby między nami było inaczej, to może bym próbował cię poderwać — wzruszył lekko ramionami. — Nie mogę powiedzieć, że nie jesteś w moim typie, bo to byłoby kłamstwo — powiedział wprost. Zapewne nie powinien mówić mu takich rzeczy, bo to mogło między nimi namieszać, ale miał to do siebie, że był szczery i że mówił dokładnie to, co myślał. Przez to wiele osób miało go po prostu za niegrzecznego. — No, ale nie ma co — uśmiechnął się do niego szeroko. — Chodź, przymierzysz wszystko — skinął na niego głową, po czym ruszył w stronę przymierzali.

Hollis Bellamy