Capítulo III. El final. Muerte.
: czw paź 29, 2026 10:12 pm
trigger warning
przekleństwaNie miał szans, ale ile to razy był na przegranej pozycji?
Nie pierwszy i pewnie nie ostatni. Tyle, że dzisiaj trzymał nerwy na wodzy, ten swój charakter, ognisty, nieokiełznany. Dzisiaj jeszcze próbował to tak rozegrać, żeby jednak wyszli z tego cało. Ona wyszła, a on...
Krzywił się znowu, kiedy poprawiał się na krześle i pewnie gdyby nie adrenalina, którą krążyła w żyłach, nie to, jak kurewsko chciał coś tutaj ugrać, byłoby gorzej. Stracił sporo krwi, wyglądał źle. I nawet jego smagła skóra miała jakiś taki dziwny odcień, było mu zimno, a powieki miał jakieś ciężkie. Słuchał Benito, a zaraz nawijał o tym, jak to nienawidził makaroniarzy, bo on zawsze trochę to wyolbrzymiał, grał. Skakał italiańcom do gardeł, wyzywał ich, rzucał się do nich, żadna tajemnica. Nie tajemnicą było też to, że Noriega był narwany, ekspresyjny, nie umiał na spokojnie i Luna też musiał to wiedzieć. Tak jak to, że w ich duecie, Państwa Noriega, to rzeczywiście Pilar była mądrzejsza, bardziej zmyślna, skupiona, a on...
A on gadał, działał, nie planował, próbował się wstrzelić w moment, wyczuć go, zaatakować. Bo może w którymś momencie trafi na jakiś słaby punkt? Może wbije się w odpowiednie miejsce, wzbudzi jakieś watpliwości... A od nich się zaczynało. Od chwili niepewności.
Och tak?
Madox utkwił ciemne spojrzenie w Benito. Oczywiście kurwa, że słyszał. Widział na własne oczy, jak Noriega patrzył na Pilar. Słyszał, że kazał przepraszać za nią makaroniarzy, że podłożył się za nią pod kulkę. Wszystko kurwa wiedział.
Ale przecież wiedział też, że Madox umiał udawać. Rozkochiwał w sobie dupy, wodził za nos policję, i półświatek. Kłamał. Bardzo ładnie, do tego stopnia, że nikt nigdy mu nie ufał. Benito też nie mógł. I może Pilar też?
- A ciebie nie? Tyle lat z jedną dupą... Ile Aura ma? Osiemnaście? - wypalił nagle, oczywiście, że powiedział to specjalnie, patrząc w twarz Luny, a zaraz wypuścił jeszcze smużkę białego dymu w jego kierunku.
Luna wiedział o nim dużo, więcej niż Madox pewnie podejrzewał, ale przecież oni też... co nieco wiedzieli. A Noriega mógł to podkręcić, tak jakby kurwa oni też go prześwietlili - nie tylko... Dobrze się rucha, ale czasem zabawiłbym się... z jakąś małolatką, lubię od czasu do czasu taką niedoświadczoną, ciasną... - Madox wzruszył ramionami, ale nie dokończył, bo Luna nawijał dalej. A do tego całą pierdoloną prawdę, bo przecież Pilar była w chuj mądrzejsza od niego. Tylko czy Madox powinien się o to obrazić? W normalnych warunkach nie, nawet mu to pasowało, że miał taką rozgarnięta żonę, kiedy on czasami był takim chodzącym chaosem. Ale tym razem się skrzywił, spojrzał krzywo na Benito, jakby go nie doceniał. Jakby w tym momencie umniejszał jego osobie. Jego wybujałemu ego, jego cudowności. Bo przecież o Madoxie wiele osób mówiło, że miał ego większe niż... no właśnie ciekawe co? Rozum chyba.
- Jestem przekonywujący - mruknął, ale prawda była taka, że czasem bywał. I tutaj z Luną też próbował swoich sztuczek.
Chociaż nie był do końca pewny, czy Benito je łapał, ale kiedy jego śmiech odbił się echem od ścian, gdy zapytało forsę, a potem w odpowiedzi usłyszał to kurewsko dużo.
- Dziesięć baniek... - powtórzył Madox jakimś rozmarzonym tonem. Oddałby te dziesięć milionów i wszystko co miał, żeby Luna się od niego odpierdolił, od niego, i od jego żony. Ale on chyba nie miał zamiaru, a kolejny przydupas Benito przyniósł mu informacje, że była już na miejscu, ale co? Albo kto? Madox pokręcił się na krześle, musiał gryźć się w język, żeby o to nie zapytać. Czuł na nim metaliczny, znajomy posmak krwi, z rozwalonej wargi, z policzka, w który się ugryzł, dym z fajki, którą jeszcze raz pociągnął, szczypał w ustach. Drażnił te wszystkie zadrapania...
Luna też to robił.
Zaczynał go wkurwiać, bo znowu do niej wracał. A jemu rzeczywiście odpierdalało, kiedy chodziło o Pilar. Pstryknął petem gdzieś w głąb magazynu, iskry poleciały z niedopalonego papierosa, który przez kolejne kilka sekund tlił się na betonowej podłodze.
- Często mi odpierdala - rzucił Madox, ale ciemne spojrzenie utkwił w twarzy Luny, kiedy ten grzebał w telefonie, a kiedy odwrócił go w jego kierunku... Nie chciał drgnąć, ale poczuł jak mięśnie mu się spinaj, źrenice się rozszerzyły, a oczy znowu zaszły czernią, zacisnął szczękę.
- Pierdolony Dalton... - nie umiał się powstrzymać, zacisnął dłoń w pięść - prawie mnie zajebał pod tym lodem, a teraz co... Ty... go tutaj sprowadzasz? - warknął i szarpnął się bliżej Luny. Wszystko w nim wrzało, miał ochotę poderwać się z miejsca, złapać Benito za łeb i szarpać nim dopóki nie powie mu, gdzie oni byli. Gdzie był Dalton, a przede wszystkim jego żona. Nie no kurwa. Nie mógł jej z nim zostawić. Obiecał jej.
Miał go zabić... A on...
- Pozwól mi go zabić - rzucił w końcu, a jego czarne oczy podniosły się z podłogi, na twarz Luny - pozwól mi zajebać Daltona, powinienem to zrobić już dawno - patrzył w oczy Benito, chociaż wzrok Madoxa uciekł na moment do stolika, na którym leżały jego rzeczy. Zaraz...
Telefon tego gnoja, może Pilar coś na niego pisała?
Madox zerwał się z miejsca i ruszył do stołu, Luna podążył za nim spojrzeniem, ale Pająk stanął mu na drodze, Noriega zdjął go z bara i sięgnął po telefon. Oczywiście, że facet chciał mu oddać, ale Benito uspokoił go kolejnym uniesieniem dłoni. Nie było od niej żadnej wiadomości, ale... jak miał farta to...
O kurwa. Miał go. A może jednak to Pilar go miała? A może kurwa po prostu miała łeb na karku? Że zdobyła ten telefon, a w nim...
Madox wszedł w galerię i odpalił jakiś filmik. Nie pokazał go Lunie, ale podszedł bliżej, tak, żeby Benito słyszał, co się tam działo.
- Och, jest taki duży, nie wiem czy się zmieści... - ten głos. Głosik Aury, odrobinę przesłodzony, ale jej tatuś na pewno go poznał. Musiał.
- Byłaś niegrzeczną dziewczynką, zasłużyłaś na karę - tym razem jakiś męski głos. Ale na pewno nie Noriegi, całe szczęście, bo Luna by się pewnie nawet nie zastanowił, tylko go odjebał z miejsca.
- Musisz być ze mną bardzo delikatny... ja przecież jestem... - odezwała się znowu Aura, ale Madox wyłączył filmik, chociaż trwał on jeszcze kilka dobrych minut, a może było ich więcej? Nie sprawdzał. Wsunął smartfona do tylnej kieszeni jeansów, mogli mu najebać i go zabrać...
Mogli też... negocjować.
- Pozwolisz mi odjebać Daltona, a ja usunę to nagranie, ale może najpierw dam ci je obejrzeć... - znowu prowokował Lunę, znowu chciał go wkurwić. Opcje były dwie, że Benito go w końcu doceni i zaczną jakieś sensowne negocjacje, albo... rozjebie mu łeb. Ale przecież Madox nie odkrył jeszcze wszystkich kart. Oboje ich nie odkryli.
Chociaż Luna już mu pokazał, że miał Pilar, że siedział w tym też Dalton. Jebany Dalton. Powinien już dawno nie żyć.