Strona 3 z 5
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 6:25 am
autor: Hunter Robertson
— No to chyba oczywiste, nie? Nie uwierzę na słowo, że dziecko jest moje po jednej przypadkowej nocy. Nie mam dwunastu lat jakbyś zapomniał. — powiedział. Było mu już bliżej do trzydziestki, więc całkiem dobrze znał się na życiu i wiedział, że na takie numery nabierają się tylko debile. Tym bardziej, że taki motyw jest w co drugim filmie czy serialu i wiedział to nawet on, chociaż fanem oglądania podobnych głupot nie był. Pewnie dlatego telewizor w jego domu był praktycznie zbędny, ale trzymał go na wypadek jakiegoś meczu czy odwiedzin znajomych.
— Myślisz, że jak umrę to będzie mnie interesowało jakie mam kwiatki na grobie? Ale jak będziesz przesadzał to będę Cię straszył w nocy. — mruknął, krzywiąc się. Naprawdę to nie było dla niego ważne, żeby rzeczy na jego grobie do siebie pasowały. Mógł mieć zwykłe kwiaty i mnóstwo różnych nie pasujących do siebie zniczy. Kto normalny by się tym przejmował? Ale oczywiście jeśli chodziło o Ambrose, on musiał mieć wszystko idealnie zaplanowane. — Akurat Kol nie miał z tym problemu, ale to już twoja decyzja. — zaśmiał się. On akurat nie widział, żeby Kol źle się ubierał, chociaż czasami też najnormalniej nie wyglądał. Nie obraziłby się jednak, gdyby Ambrose chciał randkować z Kolem, bo co mu do tego? Byli już tylko przyjaciółmi, więc mógł robić co chciał. I nie ogarniał tej zasady nie randkowania z byłymi przyjaciół, ale może to nawet i lepiej? Nie musiałby oglądać tej dwójki razem zbyt często, co zaraz zmieniłoby jego luźne podejście w zazdrość, której nie chciał odczuwać. Już mu wystarczyło negatywnych uczuć na najbliższych kilka lat.
— Nie męcz biednej krowy, wiesz? — mruknął niezadowolony, ale zaraz jednak parsknął śmiechem. Dobrze, że chociaż na chwilę mógł zapomnieć przy nim o problemie z Hudsonem, który dalej dusił w sobie i za cholerę nie wiedział jak ma go rozwiązać. Może rzeczywiście powinien pojechać do niego i zmusić do rozmowy, nie dając żadnej drogi ucieczki? Ale co on właściwie miał mu powiedzieć jak już się tam zjawi? To było najtrudniejsze, bo Hunter miał niewielkie doświadczenie w związkach, a nawet nie wiedział czy tą sytuację może w ten sposób klasyfikować.
Czasem miał ochotę palnąć Ambrose w twarz, żeby się uspokoił. Tak dla sprawdzenia czy ten sposób działał, ale wolał podejść do tego na spokojnie.
— Nic Cię nie pogryzie w tyłek. Gdybyś nie panikował pewnie nic by Cię nie ugryzło, a tak sprowokowałeś biedną osę. — mruknął, zajmując się ramieniem przyjaciela.
Całe szczęście, że nie odeszli daleko i dość szybko znaleźli się w domku, gdzie mógł dokończyć to co zaczął.
— Skoro możesz ukryć to po co się przejmujesz? No to przyjdziesz do mnie, ale nic tu nie ma. Już nie panikuj. — westchnął, obejmując go delikatnie ramieniem. Wolną ręką sięgnął po koc leżący na kanapie i przykrył nim Ambrose.
— Potrzebujesz czegoś? — zapytał, szczerze martwiąc się o Sinclaira. W sumie po części to była też jego wina.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 11:46 am
autor: Ambrose Sinclair
-Nie interesuje mnie, czy ciebie będzie interesowało. Jeśli mam odwiedzać twój grób, musi być estetycznie. Nie mam zamiaru pokazywać się przy czymś, gdzie będzie prawdziwy burdel - stwierdził, patrząc na przyjaciela. No dobrze, wiadomo, że poniekąd żartował, chociaż też nie można było powiedzieć, że do końca. Mimo wszystko Rose uwielbiał estetykę i piękno, ale o tym wiedział każdy, kto miał z nim kiedykolwiek styczność. Przecież on się potrafił naprawdę wkurzać o teoretycznie krzywy szew, który krzywy nie był, ale prosty idealnie również. I jak tu go zrozumieć?
-Wybacz, ale to jest zasada nie tykania. Nawet jeśli ubierałby się super - wzruszył ramionami. Podejrzewał, że Hunter nie robiłby mu problemu, skoro już nie byli razem, ale mimo wszystko jemu samemu byłoby dziwnie. Bo weź tu się z kimś całuj i przypominaj sobie, że twój przyjaciel smakował tych samych ust. Pomijając fakt, że przecież Ambrose daleko było do umawiania się z tą samą płcią. Nie dyskryminował nikogo, ale jemu do takich rzeczy było jakoś nie po drodze. Przynajmniej teoretycznie, bo wiadomo, że wiele rzeczy wychodziło z opóźnieniem. A biorąc pod uwagę, że nigdy się nad tym przesadnie nie zastanawiał, ledwo mając czas dla siebie, nie mówiąc o drugiej osobie, tak dodatkowo istniało prawdopodobieństwo, że w pewnych ocenach się mylił.
-Nie waż się nawet na mnie tego wszystkiego zrzucać! - rzucił do niego głośno. Naprawdę? Czyli co, teraz to była wina Sinclaira, że to bydlę postanowiło wbić w niego swoje żądło? Wspaniale. Zamiast dostać jakieś wsparcie został oskarżony o coś, czego nawet nie zrobił. Nie kazał tutaj osie latać. W ogólnie jakby mógł to by je wszystkie usunął z tego świata, nie musząc się następnie żadną przejmować. Niestety, podobne scenariusze jedynie w filmach czy własnej głowie, która aktualnie była zbieraniną wszelakich myśli, niekoniecznie przyjemnych. Pewnie zaraz umrze, bo okaże się, że owad był trucicielem i wstrzyknął mu coś. Och, chyba już robiło mu się trochę słabo.
-Bo nikt nie będzie mnie gryzł, żądlił ani atakował. Poza tym może trochę wsparcia, co? Też nie byłbyś zadowolony, gdybyś miał styczność z czymś, czego naprawdę nie lubisz - burknął, zerkając na niego. Może panikował, ale czy brał odpowiedzialność za swoją fobię? Zdecydowanie nie.
-Herbaty? Jakiejś dobrej. A może zamówimy jedzenie? Czy tu naprawdę niczego nie dowożą? - westchnął. W sumie to by coś zjadł.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 6:09 pm
autor: Hunter Robertson
Uniósł brew do góry jak ten podniósł głos. No ale to nie była prawda? Gdyby odszedł spokojnie pewnie nie byłoby problemu i osa wolałaby szukać sobie innego celu, a tak rzuciła się na nich i Ambrose oberwał. Znał go jednak na tyle, że może rzeczywiście powinien chociaż się zmartwić czy coś. Nie że się wcale nie zmartwił, ale na ogół większość emocji dusił w sobie i innym wydawało się, że niczym się nie przejmował. A czasem przejmował się nawet za bardzo! Może właśnie powinien to zmienić zamiast wszystko ukrywać przed ludźmi? Miał tylko nadzieję, że to nie przez takie zachowanie teraz jego kontakt z Hudsonem był… no znikomy. Bo to co między nimi wtedy zaszło wcale nie uważał za nic, ale też nie robił z tego powodu jakiejś afery czy planów na cały ich związek bo raz uprawiali seks. Gdyby tylko mógł z nim tamtego ranka porozmawiać…
— No dobra, masz rację. Ale przecież nic się nie stało. Za parę dni nie będzie nawet po tym śladu i zapomnisz o tej wrednej małej osie, która postanowiła Cię użądlić. — przynajmniej miał taką nadzieję, bo w końcu nie było to jakieś złamanie czy poważny uraz, który zostawi ślad na jego ciele przez kilka miesięcy. Parę dni i śladu nie będzie, a o incydencie jak Hunter się postara może zapomni nawet dzisiaj. W końcu mieli się razem bawić, a nie leniuchować cały weekend na kanapie.
— Herbatę dostaniesz, a jedzenie… musimy ugotować, bo to zadupie. Lodówkę mamy podobno zaopatrzoną, ja też trochę przekąsek i piwa zabrałem, więc może obejdzie się bez wizyty w sklepie. — stwierdził, podnosząc się z kanapy i ruszył do kuchni, żeby zrobić im herbatę. Wstawił wodę, przygotował kubki, które chyba kilka razy sprawdził czy są czyste(ze względu na Ambrose) i zajrzał do lodówki. Gdyby ogarniał gotowanie pewnie umiałby coś przygotować wybierając po prostu kilka losowych składników, a tak żywił się gotowcami i tym co dostał u brata czy matki, więc lepiej, żeby Sinclair wybrał coś prostego jeśli nie chce zjeść jakiejś dziwnej i przypalonej brei. — No to co jemy? — zapytał, oglądając się na niego przez ramię.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 6:42 pm
autor: Ambrose Sinclair
Owinął się ciaśniej kocem, którym opatulił go chwilę wcześniej przyjaciel. Nijak nie podobał mu się fakt, że jakiś owad postanowił zabawić się jego skórą, przebijając ją w tak podły sposób. Może komara by jeszcze przeżył, ale fakt, że była to osa sprawiał, że to miejsce podobało mu się jeszcze mniej. Jasne, domek, który wynajął przyjaciel był naprawdę ładny i pasował do standardów uznawanych przez projektanta, ale świadomość, że na zewnątrz czyha na niego stado bestii jakoś sprawiał, że mniej mu się chciało opuszczać bezpieczne pozornie cztery ściany.
-Pewnie zaraz użądli mnie ich znacznie więcej. Teraz musisz mnie przed nimi bronić, Hunter. Ty mnie tutaj przyciągnąłeś, więc jesteś za mnie odpowiedzialny. Jak jeszcze raz coś mnie ugryzie to mnie popamiętasz - powiedział, zerkając na chłopaka. Oby ten wziął sobie do serca jego słowa, bo aktualnie Rose nie było do śmiechu. Co prawda pewnie i tak nie zrobiłby mu krzywdy, ale przecież ten nie musiał o tym wiedzieć. Wszystko, byleby tylko zadbał o to, by więcej nic nie dotknęło Sinclaira.
-Zaraz, co? JA mam gotować? Hunter, czy ty myślisz, że ja się na tym znam. Przecież ja nawet nie robię sobie sam kanapek, a co dopiero ugotować coś znacznie bardziej skomplikowanego - rzucił, patrząc na niego jak na jakiegoś kosmitę. Całe życie ktoś robił niemal wszystko za Ambrose, a przynajmniej w domu, bo jednak jego kariera była jego własną zasługą, więc nie można było oczekiwać, że chłopak będzie się znał na kucharzeniu. Spoko, nastawienie wody na herbatę wydawało się być proste, ale przecież sam pizzy nie zrobi, nie mówiąc już o jakimś makaronie czy innym podobnym czymś. No chyba, że ktoś chciał narazić się na poważne zatrucie, bo nie był w stanie obiecać, że się nie porobi.
Poczłapał za nim do kuchni, dalej owinięty w koc, który był jego tarczą na robale. Był przecież przekonany, że nic mu się nie stanie, póki będzie go na sobie miał.
-Serio mnie pytasz? Wymyśl coś. Nie wiem, ważne żeby było dobre - powiedział, stając obok niego. Osobiście Rose miał ochotę na łososia, ale jakoś nie podejrzewał, aby ten znajdował się w lodówce. - Co można zrobić z tego, co mamy? - spytał, analizując składniki. To było bardziej skomplikowane, niż najbardziej skomplikowany wykrój, który kiedykolwiek robił.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 7:33 pm
autor: Hunter Robertson
— Dobra, maluchu. Teraz będę Cię pilnował, żeby krzywda Ci się nie stała. — zaśmiał się, mierzwiąc mu włosy. Ambrose zawsze był takim młodszym bratem przy którym budził się jego instynkt opiekuńczy, więc jeśli będzie musiał latać z packą po dworze i wybijać wszystkie owady jakie znajdzie pewnie to dla niego zrobi. Nie pozwoli mu przecież siedzieć w domu przez cały weekend. Drugą osobą był Mark, ale przy nim nie dało się inaczej. Tylko z Ambrose nie krępował się go obejmować czy mieć jakikolwiek kontakt fizyczny, a wystarczyło, że Mark złapał go za rękę czy stanął przy nim bez koszulki i Hunter już nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Gdzie podziać ręce? Co zrobić z oczami? Nawet nie miał okazji przekonać się, że coś się między nimi zmieniło po tym seksie przed świętami, bo od tamtej pory ani razu się nie widzieli.
— Myślisz, że ja umiem gotować? Ale… to nie może być aż takie trudne, nie? Od czegoś mamy internet. — rzucił, wyciągając z kieszeni telefon. Chyba bezpieczniej będzie jeśli wezmą jakiś przepis z internetu niż jakby mieli iść na żywioł i gotować tak jak im się wydawało, nie? Zerknął jeszcze raz na składniki, myśląc co można ze sobą połączyć. Aaron na pewno prędzej by coś wykombinował, bo w tej rodzinie zaraz po mamie to on jest mistrzem kuchni. Hunter był tam chyba tylko po to, żeby jeść. Ale jak ich zabraknie to chyba umrze z głodu, jeśli nie znajdzie sobie jakiegoś zastępstwa albo sam nie nauczy się gotować. Może to był właśnie ten dzień?
Zerknął na Ambrose, który przyczłapał go kuchni owinięty w koc jak naleśnik. Jeśli zamierzał mu pomagać lepiej, żeby się tego pozbył.
— Ryż z kurczakiem i warzywami? To chyba nie powinno być trudne, nie? — zapytał, znajdując w zamrażarce kilka paczek warzyw. W którejś szafce na pewno znajdą ryż, więc chyba uda im się coś z tego przyrządzić. No bo co mogli zepsuć? Kurczaka wystarczy pokroić i usmażyć. Warzywa też. Ryż ugotować. Czy ugotowanie torebki ryżu przerośnie dwóch dorosłych mężczyzn? Chyba nie.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 7:54 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Dobra, czyli mamy deal. I lepiej uważaj, żebym kiedyś nie odgryzł ci ręki za to mierzwienie mi włosów. Masz szczęście, że tutaj za bardzo nikt nas nie widzi i mogę ci to jakoś wybaczyć - skomentował, bo nie miał najmniejszego zamiaru się przyznawać, że to było całkiem miłe. Jeszcze Hunter uznałby, że może robić tak częściej, a na to chłopak nie miał zamiaru mu pozwolić. Ten jeden raz wystarczył. W końcu Rose nie był dzieckiem, a pomiędzy nim i Hunterem były zaledwie trzy lata różnicy. To dość niewiele, chociaż nie przeszkadzało Sinclairowi w nazywaniu przyjaciela staruszkiem, kiedy tylko bardziej mu podpadł. Nie ma to jak dojrzałe wykorzystywanie przewagi w dacie urodzenia. Co z tego, że przy okazji przyjaciel mógł mu pocisnąć, że był szczylem. na to Rose też pewnie szybko znalazłby odpowiedź.
-Hunter, na litość wszystkiego. Czy ty właśnie zabrałeś mnie na wycieczkę, do miejsca, w którym nie ma żadnych restauracji, nie mówiąc już o tym, że tu nie ma nawet blisko żadnego sklepu i teraz mi mówisz, że wcale nie umiesz gotować? Niby co, mam przez ciebie umrzeć z głodu? - żachnął się. Pacnął go lekko w ramię, mając nadzieję, że chłopak dostrzeże swój błąd. Może sam zmieni zdanie i ich stąd zabierze? Co prawda chłopak wcale nie miał nic przeciwko samej wycieczce, ale wiadomo, że głodny człowiek musiał sobie trochę pomarudzić. Zwłaszcza, jeśli był to bogaty głodny. To zawsze stwarzało pewne problemy. Na nieszczęście Huntera, Ambrose nawykł do luksusów, więc niech lepiej coś szybko wymyśli, bo ten potrafił być niebywale nieznośny.
-No, jeśli sprawisz, że to będzie jadalne, to dla mnie może być. Tylko nie myśl, że dotknę surowe mięso. To mimo wszystko trochę obrzydliwe - uprzedził. On mógł zrobić… no właśnie, co takiego, skoro na niczym się nie znał. Na litość wszystkiego, nie podejrzewał, że ta wycieczka będzie jakąś szkołą przetrwania. Jeszcze brakowało, żeby musieli polować albo szukać jedzenia w lesie. - Dobrze, mów co mam robić. Tylko bez dziwnych instrukcji, Hunter - zerknął na niego. W międzyczasie nalał im obu trochę soku, bo niby miał herbatę, ale wciąż była trochę za gorąca.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 8:32 pm
autor: Hunter Robertson
— No już nie fikaj. — rzucił, wywracając oczami. Cały Ambrose, chociaż i tak ten gest odbierał dość spokojnie. Czasem mu się wydawało, że był zbyt przewrażliwiony na punkcie swoich słów i był agresywny wobec każdego kto spróbował chociaż ich dotknąć.
— Daj spokój. Jesteśmy dwójką dorosłych mężczyzn, którzy powinni dać sobie radę w każdych warunkach nawet jakbyśmy mieli rozpalić sami ognisko w lesie i upiec upolowane wcześniej wiewiórki. Mamy chyba jedne z lepszych warunków jeśli chodzi o domki nad jeziorem, więc ugotowanie czegoś powinno być prościzną. A sklep masz kilka kilometrów dalej, więc autem na spokojnie można skoczyć jak nam czegoś zabraknie. Nie ma co się załamywać i bierzemy się do roboty. — powiedział, zacierając ręce do pracy. Był dobrej myśli, szczególnie mając przepis pod nosem. Gotowanie ryżu to nie jakaś czarna magia, więc jak tylko nie popsują czegoś po drodze wkrótce powinni mieć na talerzach całkiem dobry obiad, a potem z pełnymi żołądkami wyruszyć na kolejną przygodę. Dla Huntera póki co lepsze było skupienie się na gotowaniu niż myślenie o Marku, który od kilku dni zagnieździł się w jego umyśle i nie mógł się go pozbyć w żaden sposób. Czasem jego miejsce zajmował Gabriel, ale ile można myśleć o seksie?
— Ja zajmę się mięsem skoro tak. — stwierdził, patrząc na Ambrose. Kompletnie nie rozumiał awersji niektórych ludzi do dotykania surowego mięsa. Jeść gotowe to już tak, ale dotykać podczas przygotowywania to problem? — No to może… — zerknął jeszcze szybko na przepis, żeby nie robił czegoś bez sensu. — Wstaw wodę na ryż? Tylko posól ją, a ja przygotuję mięso. — dodał, wyciągając z lodówki mięsa i zabrał się za przygotowywanie go. Odkroił wszystko to co mogłoby przyjacielowi nie pasować i pokroił mięso. Doprawił je jeszcze tym co znalazł w szafce, a było opisane w przepisie i mógł zabrać się za smażenie. — I jak Ci idzie? — zapytał, szukając patelni. No chyba nie mogło mu zająć to aż tyle czasu? Ale w sumie to Ambrose, który nigdy niczego nie gotował.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 8:52 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Mam nadzieję, że nie masz tego w planach. Jeśli tak, mnie w to nie mieszaj. Daleki jestem od chęci rozpalenia ogniska w lesie czy upolowania czegokolwiek. Po to cywilizacja się rozwija, żeby korzystać z udogodnień, a nie cofać się do czasów ludzi pierwotnych - skomentował, patrząc na niego. Hunter potrafił mieć naprawdę dziwne pomysły, dlatego Rose nie zawsze traktował jego słowa jedynie jak żarty. Mógłby się założyć, że gdyby tylko przyjaciela naszło to już teraz lazłby do lasu i szukał odpowiedniego miejsca na obóz. Pod tym względem diametralnie się róznili, bo Sinclair nawykł do luksusów, o których większość ludzi mogła jedynie pomarzyć. - Następnym razem kochasiu ja wybieram miejsce, do którego pojedziemy - zawyrokował. Bo jeśli to były jedne z lepszych warunków, to on wolał nie wiedzieć, jak wyglądały pozostałe miejsca. Co, gdyby trafili właśnie tam? Chyba chłopak z miejsca pakowałby walizki i wróciłby do domu, chociaż miałby wynajmować prywatny samolot.
-Powinniśmy wziąć ze sobą kogoś, kto by nam gotował. Byłoby łatwiej i pewnie smaczniej - mruknął jedynie. Ten optymizm Huntera był przerażający, bo pewnie nawet jak kuchnia zacznie się palić, on uzna, że to nic takiego, bo sobie poradzą. Gdzie realizm? Zdecydowanie będzie musiał pomyśleć o jeszcze jednej wycieczce, aby mieć pewność, że jedzenie będą dostawali od kogoś, a nie sami sobie gotować będą. No bo jakie to wakacje, skoro człowiek musiał coś robić? Gdzie tu niby czas na jakikolwiek odpoczynek?!
-To mogę zrobić - skinął ostatecznie głową, owijając się kocem ciaśniej. Nie miało znaczenia, że było wystarczająco ciepło i bez niego. To aktualnie stanowiło jego tarczę i nie było szans, aby nagle z niej zrezygnował. Może później, jak faktycznie zacznie się pocić, ale póki co było dobrze.
Wyciągnął garnek, nalał wody i wsypał łyżkę soli. Bo chyba tyle powinno wystarczyć, prawda? Nie chciał przesolonego jedzenia, bo było mało zdrowe. No i ostatecznie chyba lepiej było doprawić sobie samemu już później, niż od razu skazać się na otrucie.
-Jak możesz tego dotykać - wzdrygnął się widząc, co Hunter wyczynia. Obleśne, zdecydowanie.
Upił łyk soku ze szklanki. Nie przypominał tego, który zawsze kupował, ale nie było źle.
-Dobra, chyba się gotuje, wiesz? - rzucił, patrząc na wodę, która faktycznie bulgotała. Jeden zero dla Rose. Kto wie, może jeszcze będzie z niego szef kuchni.
Hunter Robertson
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 9:18 pm
autor: Hunter Robertson
— Nie masz ochoty przeżyć przygody? Noc w lesie to nie jest coś co się robi codziennie i zawsze to jakaś odskocznia. Serio Cię to nie przekonuje? — Hunter nie miałby nic przeciwko spędzeniu nocy pod gwiazdami. Polowanie na wiewiórki może by sobie odpuścił, bo jednak wolałby nie zabijać tych biednych zwierzątek, ale coś musieliby wykombinować. Jagodami i malinami pewnie by się nie najedli no i istniała szansa, że się nimi zatrują. W sumie nikt by nie wiedział, że trochę oszukali i wzięli jedzenie ze sobą, a i tak spróbowaliby czegoś nowego. — Dobra, będziesz miał okazję się wykazać. Pewnie wybierzesz jakiś bardziej wypasiony domek ze światłem zapalnym głosowo i grającą toaletą. — zaśmiał się. On nigdy nie żył w jakiś wypasionych warunkach, więc jemu to było obojętne i nawet zniósłby wspólną toaletę w jakiejś drewnianej szopce głęboko w lesie.
— No już nie przesadzaj, masz służbę w domu. Daj im trochę odpocząć od siebie i pracy. Dalej dokuczasz temu biedakowi? — zapytał, zerkając na przyjaciela. Znał jego stosunek do syna gosposi, która od niedawna u nich pracowała i nie umiał go przekonać w żaden sposób, żeby ten dał mu spokój. Miał przecież dodatkową osobę, która była na każde jego zawołanie, więc nie było w tym nic złego. Nawet nie rozumiał jak zaczął się ten ich konflikt, ale z Ambrose przecież było różnie i czasem wyolbrzymiał niektóre sprawy.
— Normalnie. — odparł, wzruszając ramionami i biorąc kawałek surowego mięsa w palce podsunął je w stronę Ambrose. Jeszcze jakby się to ruszało może sam by się tego bał, a tak? To tylko jedzenie, które po chwili wylądowało na patelni jak już jakąś znalazł.
— No to wrzuć ryż… — polecił mu, ale chyba uznał, że będzie szybciej jak on to zrobi i wrzucił do garnka dwa woreczki ryżu. Lepiej, żeby trochę zostało niż któryś z nich miał za mało, a nie chciał znosić głodnego Sinclaira. — Dobra, to ja zajmę się warzywami, a ty sobie usiądź. Chociaż w sumie możesz już przygotować talerze, żeby były gotowe. — dodał, wyciągając z zamrażarki gotową mieszankę warzyw i wyciągnął kolejną patelnię na której miał je przygotować. Chyba całkiem nieźle im szło, bo jeszcze nic nie wybuchło.
Ambrose Sinclair
All ppl make mistakes but this one shouldn't happen
: ndz paź 25, 2026 9:32 pm
autor: Ambrose Sinclair
-Hunter, powiedz mi, ale tak szczerze. Czy ty się czegoś nawąchałeś? JA i noc w lesie? W LESIE, gdzie jest pełno robaków i pewnie większość z nich chciałaby mnie zjeść? Nie, dziękuję. Jakoś nie kręcą mnie takie masochistyczne wyprawy. Ale feel free, poczekam tutaj na ciebie. Z tym, że zanim wejdziesz do domu będziesz musiał porządnie się zdezynfekować - skrzywił się lekko. Robertson i te jego dziwne pomysły. Ciekawe, czy to było u nich rodzinne. Jego starszy brat też wyglądał na takiego, co chętnie by się pobawił w taki survival. Jak w ogóle można było brać pod uwagę taką formę spędzenia czasu, skoro miało się mnóstwo innych, bardziej cywilizowanych wyborów? No na przykład jakieś Karaiby, prywatna plaża czy miejsca, gdzie prawdopodobieństwo natknięcia się na gniazdo os było nikłe. - Grające toalety są akurat zbędne i bardziej pasują mi do Japończyków. To oni lubią dziwne gadżety. Ale z całą pewnością będą dwa łóżka i to wygodne - odpowiedział, lekko się krzywiąc. Myśl o kanapie już bolała jego kręgosłup. Hunter miał szczęście, że mimo wszystko Rose go lubił, bo w innych okolicznościach popamiętałby takie niedopatrzenie.
-Wcale mu nie dokuczam. Ja mu pokazuję jak wygląda prawdziwe życie i jak prezentuje się podział społeczeństwa. Nie powinien narzekać. Gdybyśmy żyli w średniowieczu i kierowali się tamtejszymi zasadami, pewnie pałętałby się po ulicy. A już z całą pewnością nie mieszkałby u mnie w domu - odpowiedział jedynie. Wiedział, że za każdym razem Hunter weźmie stronę tamtego chłopaczka i była to jedna z tych rzeczy, która dość mocno ich różniła. Całe szczęście nie na tyle, by się o to kłócili. Z natury bowiem Hunter nie wtrącał się aż tak bardzo. - Nie chcę go tam, to tyle w temacie. Nie pasuje - dodał jeszcze, zerkając na chłopaka. Co miał mu powiedzieć? Że za nim nie przepada, że go nie lubi, że w ogóle nie powinno go tam być?
-Goń się, Robertson. Jeszcze raz, a będziesz to miał na swojej twarzy - skrzywił się, odsuwając. Przecież to było dostatecznie obleśne. Ugotowane, spoko. Ale surowe? O w życiu.
-Może jeszcze mam poskładać serwetki? - mruknął, podchodząc do szafki. Wyciągnął z niej talerze, które zaraz ułożył na stole. Na nich położył nóż i widelec, stawiając dodatkowo po jednym piwie dla każdego. Może było wcześnie, ale im się należało po tej tragicznej walce z osą, której użądlenie Ambrose nadal czuł na swojej delikatnej skórze. - No chyba, że jemy przed telewizorem - rzucił, bo skoro tutaj był, można było skorzystać.
Hunter Robertson