Strona 3 z 3

A simple man with simple desire

: wt lis 03, 2026 7:46 am
autor: Evren Quillan
— No najwyraźniej to nie jest takie logiczne. Raczej nikt nie rodzi się z tą wiedzą, kto może być modelką, a kto nie — wzruszył lekko ramionami. Nie oglądał pokazów mody, nie śledził żadnych modelek w social mediach, więc nie miał pojęcia, jak to wyglądało. Wychodził po prostu z założenia, że wystarczyło być wybitnie atrakcyjnym albo mieć jakąś nietuzinkową urodę, żeby zostać modelem. — A ja jestem wystarczająco wysoki na modela? Myślisz, że bym się sprawdził? — zapytał i spojrzał w dół, jakby chciał sam siebie ocenić i odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nie miał kompleksów na swoim punkcie, bo uważał, że mimo sytuacji, w której się znalazł, to wyglądał naprawdę nieźle. Rzeczywiście mógł też powiedzieć, że miał powodzenie u dziewczyn, więc o czymś musiało to świadczyć. Niestety, ale jego życie potoczyło się w taki sposób, że o karierze modela mógł co najwyżej sobie pomarzyć. — Spoko — odparł tylko. Tak, jak najbardziej to miał być swego rodzaju komplement. Skoro uważał, że dziewczyna była niesamowicie ładna, to dlaczego miałby szczędzić jej komplementów? To nie tak, że chciał w ten sposób coś ugrać, ale po prostu starał się być miły. No... byłby miły, gdyby jej przed chwilą nie okradł i nie wyżulił dwóch tysięcy dolarów. — Mhm, aniołek — skinął lekko głową. — Masz piękne włosy, uroczą buzię, piękne oczy, jesteś malutka... — zaczął wyliczać jak gdyby nigdy nic. — Aniołek — uśmiechnął się do niej delikatnie. Gdyby nie był w takiej opłakanej sytuacji życiowej, to pewnie nawet próbowałby ją poderwać, bo ta była bardzo w jego typie. Nie miał się jednak co łudzić, bo jaka dziewczyna z wyższych sfer chciałaby się dać podrywać takiemu bezdomnemu lumpowi? Żadna. — No nie... — przyznał z głośnym westchnięciem, jakby naprawdę zburzyła jego marzenie o tym, żeby wybrać się na balet. — Wiesz, nigdy nie mów nigdy — odparł. Zdawał sobie sprawę z tego, że się nie zakolegują i że zapewne nawet nigdy w życiu się nie spotkają ponownie, ale to było tylko takie gadanie.
— Nie wszyscy są tego samego zdania. Moi przyjaciele bezgranicznie mi ufają — wywrócił oczami. Z tą różnicą, że ich nigdy nie okradł i nie wyrządził żadnej krzywdy, a Juniper jak najbardziej okradł i to bez większych wyrzutów sumienia. Gdy zapytała, o co mu chodziło, wzruszył tylko ramionami, nie udzielając jej na to odpowiedzi. — Dobra, dobra — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. To przecież nie tak, że rzeczywiście zostanie jej stalkerem, bo nie był popierdolony. — A ja wiem? Nie znam się na takich sprawach. Równie dobrze wszędzie mogą za tobą łazić i czaić się gdzieś za winklem — stwierdził, ściągając brwi. Nie miał pojęcia, jak to działało w jej świecie, bo nigdy nie miał obstawy.
— No właśnie — podsumował. Uważał, że od czasu do czasu można było sobie pozwolić na coś wysokokalorycznego i świat się od tego nie kończył. Poza tym był ostatnią osobą, która miałaby obsesję na punkcie swojej wagi, bo dla niego się to nie liczyło tak długo, jak nie był otyły.
— Zobaczysz, że nie pożałujesz. Sama nigdy byś tutaj nie przyszła, a to naprawdę perełka — uśmiechnął się do niej zachęcająco. — Dobry wybór — skinął głową. Sam uważał, że była naprawdę pyszna. Miał nadzieję, że dziewczynie posmakuje. — To jeszcze lepszy wybór — zaśmiał się. — Tylko od razu ostrzegam, że ten kawałek ciasta będzie gigantyczny. W ogóle porcje na pewno są o wiele większe od tego, co dostajesz w tym swoich drogich lokalach z dekoracjami z kwiatków na talerzu — dodał żartobliwie. — Tą z szarpaną wołowiną — szybko podjął decyzję. — I też tofurnik — powiedział jeszcze. Skoro stawiała, to nie miał skrupułów, żeby sobie pojeść.

Juniper Westcott

A simple man with simple desire

: wt lis 03, 2026 12:13 pm
autor: Juniper Westcott
Na jego słowa wzruszyła ramionami. Dla niej to była poniekąd wiedza powszechna i po prostu wydawało jej się to logiczne, ale skoro Evren uważał inaczej, to przecież nie będzie się z nim teraz wykłócała o taką pierdołę. Tak czy siak, nie zmieniało to faktu, że nie nadawała się na modelkę pod względem wzrostu. Jeśli o wygląd chodziło, to z tym akurat nie byłoby u niej problemu. Nie dało się zaprzeczyć, że była bardzo atrakcyjną młodą dziewczyną. Sama nie miała jakiegoś wygórowanego mniemania o sobie i nie uważała się za chodzące bóstwo, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jest ładna i podoba się mężczyznom.
— Nie wiem, może — odpowiedziała wymijająco. Evren był wysoki i atrakcyjny, więc kto wie. Może jakby większą wagę przykładał do swojego wyglądu i by o siebie zadbał, to rzeczywiście mógłby mieć szansę w jakiejś agencji modelingu. Wątpiła jednak, że ten kiedykolwiek rozważał taką karierę. Z drugiej strony, to chyba była taka praca, którą w ostateczności chłopak mógłby wykonywać – przynajmniej takie miała przeczucie na podstawie tego na ile zdążyła go poznać w tak krótkim czasie.
Ściągnęła brwi, gdy Evren potwierdził, że rzeczywiście wyglądała jak aniołek. Zaraz też dowiedziała się tego, co miał przez to na myśli. Odchrząknęła cicho jak chłopak skończył już wymieniać jej zalety i odwróciła głowę, ponownie zakłopotana jego słowami.
— Jak będziesz mówił takie rzeczy to jeszcze pomyślę, że ci się podobam i próbujesz mnie poderwać — stwierdziła, samej w sumie nie wiedząc po co mówi to na głos. Może chciała, żeby Evren potwierdził, że tak było? Tyle tylko, że przecież nie będzie miało to żadnego znaczenia. Nie była na tyle odklejona, żeby umawiać się z kimś, kto nie dość, że ją napadł i okradł, to jeszcze był bezdomny. Komuś takiemu jak ona po prostu nie przystawało. Musiała przecież trzymać poziom, który sama reprezentowała i logiczne, że jak już kiedyś przyjdzie pora na to, aby znaleźć sobie chłopaka, to raczej będzie to ktoś z tych samych sfer co ona, a nie pierwszy lepszy chłopak wyhaczony z doskoku na ulicy. Przynajmniej w takim przekonaniu żyła – wiedziała, że jej rodzice nie zaakceptowaliby niczego innego. Przecież przyniosłaby im wstyd. — Akurat w tym przypadku mam pewność — stwierdziła. Jeśli sama nie chciała się z nim zadawać, to przecież nie było sposobu, żeby Evren ją do tego zmusił. Dlatego była taka pewna, że ich drogi już nigdy więcej się nie skrzyżują, a to był pierwszy i ostatni raz kiedy w ogóle mieli ze sobą do czynienia.
— A swoich przyjaciół też napadasz i okradasz w biały dzień? — zapytała, chcąc mu dać do zrozumienia, jak absurdalne było to co powiedział. Jedno nijak miało się do drugiego. Raczej swoich przyjaciół traktował w inny sposób, niż potraktował ją, więc logiczne, że ci mu ufali i go lubili. Ona nie miała do tego żadnych powodów. — Jak widzisz, nie chodzą. A szkoda, bo gdyby to robili, to uniknęłabym dzisiaj bycia okradzioną — stwierdziła i westchnęła ciężko.
— No nie, na pewno nie wybrałabym takiego miejsca — powiedziała i pokręciła lekko głową. Z reguły wybierała restauracje i to takie, gdzie nie było zbyt tanio. Na pewno nie zaglądała do pierwszych lepszych barów czy knajp, które akurat napatoczyły jej się po drodze. — Mam nadzieję — odparła. Dowie się czy taki dobry, gdy już dostanie swoje jedzenie i spróbuje. — Trudno. Najwyżej nie zjem całego i weźmiesz sobie na wynos czy coś — wzruszyła ramionami. Nie miała zamiaru tłuc się potem z jedzeniem do domu, a coś czuła, że Evren chętnie zabierze ze sobą to co zostanie i czego Juniper nie zje. — Okej — kiwnęła głową, przyjmując jego wybory do wiadomości.
Podeszła do lady, bo akurat nadeszła ich kolej na to, żeby złożyć zamówienie. Poczekała, aż Evren do niej dołączy, a potem wbiła w niego wymowne spojrzenie, jakby oczekując, że to on zamówi to co wybrali. W końcu bywał tu częściej, wiedział co i jak, a sama nie chciała czegoś pomylić. Oczywiście, potem przecież zapłaci.

Evren Quillan

A simple man with simple desire

: wt lis 03, 2026 7:59 pm
autor: Evren Quillan
— To może powinienem dowiedzieć się, jakie są adresy agencji modelingowym i kręcić się w okolicy, żeby jakiś agent mnie wyhaczył? — zaśmiał się. — I czy to znaczy, że uważasz mnie za atrakcyjnego? — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Oczywiście, że nie mógł sobie darować i skoro mógł się tego uczepić, to musiał to zrobić. Przez moment nawet przeszło mu przez głowę, że jakby się doprowadził do porządku, to byliby naprawdę ładną parą i że pod względem wyglądu nie można by im było niczego zarzucić. Gorzej jednak z całą resztą, bo prowadzili zupełnie inne życie. Nawet jej za dobrze nie znał, a mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że różnili się od siebie jak ogień i woda. Pochodzili z dwóch różnych światów i to nie było coś, co dałoby się przeskoczyć.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem najwyraźniej bardzo z siebie dumny, kiedy tak się wyraźnie zakłopotała na jego słowa. Musiał przyznać, że była naprawdę urocza, kiedy tak reagowała. Mógłby częściej wprawiać ją w taki stan, jeśli mógłby ją taką częściej oglądać. Zdecydowanie nie powinien o niej myśleć w ten sposób, bo tylko niepotrzebnie zacznie sobie robić nadzieję na coś, co na pewno się nie stanie.
— A byłoby w tym coś złego? — zapytał. — Wiem, że dostałbym kosza i że nie mam u ciebie żadnych szans, ale to chyba nic złego, żeby być adorowaną, co? Przynajmniej tak mi się wydaje, że to całkiem miłe, kiedy ktoś otwarcie ci pokazuje, że jesteś atrakcyjna — wzruszył lekko ramionami. Nie krył się z tym, że miał ją za piękną dziewczynę, bo dlaczego miałby to robić? Przecież nie robił nic złego, chwaląc ją za to, jaka była ładna. Wiadomo, że zdanie takiego bezdomnego lumpa się dla niej zapewne nie liczyło, ale może choć trochę zrobi jej się miło. — No trudno — powiedział wielce zrezygnowany i pokręcił powoli głową na boki.
— W punkt — przyznał. Nie, nie okradał swoich przyjaciół, bo nie był takim chujem. Rzeczywiście jak tak to ujęła, to nie mógł zaprzeczyć temu, że nie był to dobry start znajomości. Nie będzie z tego wielkiej przyjaźni. Pewnie jakby jednak chciał próbować szczęścia, to w pierwszej kolejności powinien jej zwrócić te pieniądze, które od niej dostał za torebkę, a bardzo nie chciał tego robić, bo najzwyczajniej w świecie te dwa tysiące mu się przydadzą. — Na moje szczęście, co? — zaśmiał się krótko. Pewnie jakby go wyczaił jakiś jej goryl, to uciekałby szybciej, niż wiatr. Miał doświadczenie w uciekaniu i potrafił zgubić pościg, kiedy to było konieczne. Na szczęście, była dzisiaj sama, a on dzięki temu się wzbogacił.
— A czasami naprawdę warto dać szansę takim miejscom. W Toronto jest naprawdę dużo perełek prowadzonych przez młode osoby albo przez staruszków, a do których chodzi się przede wszystkim z polecenia. Znam jeszcze jedną fajną chińską knajpkę, gdzie gotuje taka stara pani Chinka. Czasami do niej chodzę, kiedy jej wnuk nie może jej pomóc i sprzątam i tak dalej, a zamian za to dostaję coś do jedzenia. W środku są ledwie dwa stoliki i dwa stołki przy barze i większość ludzi bierze na wynos, ale jest przepysznie. Mogę cię tam kiedyś zabrać, jeśli chcesz — powiedział. Trochę to brzmiało tak, jakby zapraszał ją na randkę, ale to w ogóle nie miało być to. Po prostu chciał jej pokazać, że są w tym mieście miejsca, do których w życiu by nie zajrzała, a które były warte odwiedzenia. — Pewnie, chętnie — podsumował. Skoro mógł dostać coś do domu na wynos, to nie miał zamiaru kręcić nosem. Mimo wszystko chciałby, żeby zjadła całość, bo pewnie już dawno nie miała szansy się tak obeżreć, jak świnia, sądząc po tym, jaką miała figurę.
Spojrzał na nią, kiedy tak wymownie wbiła w niego spojrzenie i ściągnął lekko brwi. Dopiero po chwili domyślił się, o co takiego jej chodziło. Zaraz powiedział dziewczynie za ladą, co zamawiali, a ta podała im rachunek oraz plastikowy numerek. Poczekał, aż Juniper zapłaci, po czym podszedł do jednego z wolnych stolików. Odsunął jedno z krzeseł, po czym usiadł na tym naprzeciwko. Ponownie głośno zaburczało mu w brzuchu, a on na to ciężko westchnął. — Chyba nie jadłem nic konkretnego od tygodnia. Jadę na samych chrupkach, batonikach i energolcach — powiedział, choć zapewne w ogóle jej to nie interesowało.

Juniper Westcott