Nazwa odznaki: Maple, tacos, and apple pie, Time for myself Postać: teddy darling Odnośnik do wątku:klik Osoby towarzyszące: April Finch Cytaty: Spoiler
Sama poprosiła o kilka wolnych dni w pracy. Właściwie kapitan stwierdził, że dobrze jej to zrobi - ręka zdąży się wygoić, a ona przy okazji będzie mogła mieć oko na narzeczoną. To zresztą był jeden z głównych powodów, dla których zdecydowała się na ten krótki urlop. O ile dla niej podejrzane było, że strażaczka tak chętnie zgodziła się na wspólny wyjazd do Vermont, o tyle zachowanie ukochanej wydawało jej się jeszcze bardziej podejrzane.
Po przekroczeniu progu powitał ich uśmiechnięty Japończyk. Faktycznie te pomieszczenia były bardzo tematyczne! Ciekawe, kto urzędował w tym z czekoladą. Willy Wonka? W piwnym to pewnie jakiś brzuchaty Czech, bo tam przeciętny obywatel wypija rocznie ze sto pięćdziesiąt litrów piwa.
— W skład naszej kąpieli wchodzi ekstrat z hinoki, yuzu, zielona herbata, płatki wiśni, sole mineralne i cedrowy olejek eteryczny — wyjaśnił trochę łamaną angielszczyzną, ale za to nie przestawał się uśmiechać. Teddy nie miała pojęcia, czym jest hinoki i o co chodzi z yuzu. Czy to jakieś japońskie mafie z GTA2? — Zapraszam, zapraszam! Już wszystko przygotowuję. Tu można zostawić szlafroki i kostiumy, a tam są ręczniki — zachęcił je gestem ręki i od razu przeszedł do działania, wsypując i wlewając do gorącej wody wszystko, co przed momentem wyliczył.
Nazwa odznaki: My opinion on this is..., Put out the fire, Dog mode: ON, Thrill seeker Postać: Bunny Carver Typ odznaki: dla postaci Za co: na start + 10 postów
Nazwa odznaki: Sentinel
Speed Demon
I'm bulletproof
Less talk, more results
It's in the blood
Nothing is what it seems
Fear is contagious
Die Harder
No fingerprints, no regrets
You just got served Postać: Pilar Noriega Typ odznaki: dla postaci Za co: 1010 - 1100
Boże święty. Była gotowa zapłacić własne pieniądze za możliwość dostania zwykłego burgera i świętego spokoju. Za frytki to nawet obciągnęłaby kelnerowi. Jego strata, bo za te małe porcyjki, to co najwyżej mogła uraczyć go pełnym litości spojrzeniem. I może doceniłaby pracę włożoną w te małe artystyczne cuda, ale to nie miało nic wspólnego z normalnym jedzeniem.
Uśmiecha się i pyta czy wszystko nam smakowało. Potwierdzam z równie szerokim uśmiechem określając przystawkę jako majstersztyk, a kelner zaczyna opowiadać nam o kolejnym daniu - zielonych szparagach z przepiórczym jajem, emulsją z dzikiego czosnku i maślanymi okruszkami, to zdecydowanie brzmi jak coś co chcę wszamać, szczególnie, że obsługujący nas chłopak z pasją opowiada o tym, że szparagi były zbierane dziś rano, natomiast masło jest tak świeże, że dosłownie dwie godziny temu jakaś wiejska baba w wiejskiej chacie przestała je ubijać, co więcej tak, jakby naprawdę w to wierzył. Nawet nie wiem kiedy żarcie pojawia się na naszym stoliku, podają też nowe wino, więc upijam łyk. Obsługa życzy nam smacznego, po czym znika, a ja wracam spojrzeniem do babci
Odnajdywanie wysublimowanych smaków oraz aromatów w winie było już sztuką wyższą. Jej przeżarte kubki smakowe co najwyżej lubowały się w wysokoprocentowych trunkach. Była w stanie rozróżnić luksusową torfową whisky od sklepowego badziewia. Żaden inny alkohol nie pachniał tak bardzo starą popielniczką i apteką. A smak? Jak ziemia zmieszana z papierem ściernym. Wina jednak kwalifikowały się u niej, na te słodkie i te, po których cierpł jej język. Nie zapominajmy też o tanim jabolu - winie marki wino, bo to złoto narodowe dla niewybrednych podniebień na czarną godzinę. Dlatego wino podane przez kelnera było dla niej po prostu alkoholem.
Cała ta rozmowa i atmosfera nie sprzyjała apetytowi. Przynajmniej jej nie dopisywał, bo zważając na Billego czy babcię, to ona w swoim talerzu jedynie dłubała.
Ktoś nawet chyba rano sprawdzał jej funkcje życiowe, ale pomarudziła pod nosem i zawinęła się w kocowe burrito licząc, że ten ktoś odejdzie i da jej zdechnąć od wyziewów z jej ust, które prawdopodobnie podnosiły promile w jej krwi. To była ciężka walka, a jeszcze gorsza była pobudka.
Najpierw wysunęła swoją rudą czuprynę spod koca, która była totalnie rozjebana, jak po bliższym spotkaniu z działającym wiatrakiem. A dopiero po chwili ukazała światu obraz nędzy i rozpaczy, gdy ledwo otworzyła przekrwione oczy. Przyłożyła dłoń do opuchniętej twarzy i z obrzydzeniem odkleiła kępek sztucznej rzęsy od skóry.
- O nie… - jęknęła cicho, chowając na sekundę twarz w dłoniach. - Nie mów mi, że moje halucynacje zaczęły mieć ciągłość fabularną… - wybełkotała i spojrzała jeszcze raz na intruza, mrużąc oczy czekając aż jej system załaduje w pełni cały widok. - Czekaj… - zmarszczyła brwi. - Ty to ty? Czy ja po prostu przesadziłam z czymś, czego nie powinnam była mieszać? - koc opadł jej na kolana, gdy z trudem usiadła na kanapie i niemrawo próbowała połączyć pewne wydarzenia z ostatnich nocy.
- Że co mam zrobić? - spojrzała na jego rękę czując, że ta sytuacja zaczyna ją przerastać. - Stary. Ja ledwo ogarniam, że mam ręce. - mimo to wyciągnęła dłoń i uszczypnęła go licząc, że to poświęcenie rozwieje wszelkie wątpliwości.
Ledwo dźwignęła się do góry, gdy pomógł jej ruszyć własne zwłoki i poczłapała ciężkim krokiem skacowanego człeka za nim do łazienki.
Odsunęła się gwałtownie, gdy i on ją uszczypnął, a ten ruch przypłaciła mdłościami, cudem utrzymując na tyle kobiecej klasy, że naprawdę nie zrzygała się na jego buty.