zasady i odbiór odznak
: pn wrz 07, 2026 3:08 pm
Pozwoliła sobie zatrzymać wzrok na jego twarzy odrobinę dłużej, niż wymagała tego uprzejmość.
– Celeste Williams. Podobno zależało wam na osobistym spotkaniu – przywitała się w końcu bardziej oficjalnie, zabierając dłoń ze stolika. Jej głos pozostawał spokojny, niemal leniwy.
A jednak im dłużej stała w tym pomieszczeniu, tym mocniej miała wrażenie, że coś tutaj nie pasuje. Za dużo przypadków. Za dużo znajomych szczegółów. Za dużo rzeczy, które można było potraktować osobno, ale których po złożeniu w jedną całość nie dało się już tak łatwo uznać za przypadkowe.
- Raphael Valencourt. Podobno jest pani najlepsza.
Nie było w tym ataku. Przynajmniej nie wprost. Było natomiast coś, co Raphael lubił znacznie bardziej od uprzejmości: podjęcie rękawicy. Została rzucona jeszcze przed rozpoczęciem rozmowy i nie zamierzał pozwolić jej leżeć na podłodze. Celeste nie potrzebowała przecież wyjaśnienia, że Valencourt Investment Group nie zapraszała ludzi do swoich gabinetów wyłącznie dlatego, że mieli piękne CV.
Prawnik zatrzymał się przed biurkiem.
– Valencourt Investment Group chciałoby się z tobą spotkać.
Celeste nawet nie podniosła od razu wzroku.
– Z kim dokładnie mam się spotkać?
– Z dyrektorem wykonawczym.
Dopiero wtedy spojrzała na niego znad ekranu wyraźnie bardziej zainteresowana.
– W jakiej sprawie?
– Nie sprecyzowali szczegółów. Mowa o potencjalnej współpracy i kilku możliwościach inwestycyjnych, które chcieliby z tobą omówić.
Celeste zamknęła dokument, nad którym pracowała.
– Od tego mamy zespół.
– Powiedziałem im.
– I?
– Podtrzymali, że chcą rozmawiać bezpośrednio z tobą.
Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu. Nie lubiła takich sytuacji. Zazwyczaj, kiedy ktoś tak bardzo nalegał na rozmowę z konkretną osobą, oznaczało to, że albo miał bardzo konkretny interes, albo już wcześniej wiedział o niej więcej, niż powinien.
– Czego chcą?
– Spotkania.
Przewróciła oczami.
– To już wiem.
Mężczyzna lekko się uśmiechnął.
– Celeste, oni są zainteresowani twoją oceną kilku aktywów. Nie chodzi jeszcze o zobowiązanie inwestycyjne. Raczej o rozmowę na poziomie strategicznym. Chcą poznać twoje stanowisko, zanim podejmą dalsze decyzje.
Celeste odchyliła się na krześle. Palce przesunęły się po krawędzi biurka.
– A skoro mają tyle pieniędzy, żeby zatrudnić ludzi, którzy mogą im to powiedzieć, to dlaczego muszę robić to ja?
– Podejrzewam, że właśnie dlatego, że nie szukają kogoś, kto powie im to, co chcą usłyszeć.
Kącik ust drgnął jej ledwie zauważalnie.
– To akurat brzmi rozsądnie.
Na moment zapadła cisza. Jej wzrok przesunął się na telefon leżący obok laptopa. Potem wrócił do prawnika.
– Kiedy?
– Zaproponowali termin jutro.
(...)
Ale praca była czymś, co nadal potrafiła kontrolować. Valencourtowie zaś nie byli nazwiskiem, które należało lekceważyć.
– Dobrze – powiedziała w końcu. – Zorganizuj spotkanie, Cyrusie.
– Już to zrobiłem – odparł z pełnym przekonaniem, a kącik ust uniósł się nieznacznie, zadowolony z tego, że przewidział jej decyzję.
Nie było w tym ataku. Przynajmniej nie wprost. Było natomiast coś, co Raphael lubił znacznie bardziej od uprzejmości: podjęcie rękawicy. Została rzucona jeszcze przed rozpoczęciem rozmowy i nie zamierzał pozwolić jej leżeć na podłodze. Celeste nie potrzebowała przecież wyjaśnienia, że Valencourt Investment Group nie zapraszała ludzi do swoich gabinetów wyłącznie dlatego, że mieli piękne CV. Firma inwestowała w najlepszych, ponieważ przeciętność była w jego świecie szczególną odmianą kosztu. Człowiek przeciętny kosztował czas. Człowiek dobry kosztował pieniądze. Człowiek wybitny potrafił przynieść jedno i drugie.
– Wstępnie zatrzymałabym te trzy. Kliniki, centrum danych i firmę przemysłową. – Jej głos był spokojny, rzeczowy. – Kliniki za stabilniejszy popyt i możliwość skalowania. Firma przemysłowa ma już fundamenty i przestrzeń do poprawy wyników. Centrum danych jest najbardziej obiecujące, ale wymagałoby ode mnie znacznie głębszej analizy. – Kciukiem przesunęła po grzbiecie ostatniego z wybranych plików. – Tu potrzebowałabym więcej danych. Dopiero wtedy można powiedzieć, czy potencjalny zwrot jest wart ryzyka.
Przez chwilę milczała. Oparła się wygodniej o miękkie oparcie, nogę nadal trzymając założoną na drugą, dłonie układając luźno na kolanie.
– I to wciąż tylko pierwszy screening. Bez pełnego due diligence nie traktowałabym tego jako decyzji inwestycyjnej. Potrzebuję rzeczywistych danych, a nie kilku dobrze przygotowanych stron.
- Gdzie cię znajdę?
W standardowej rozmowie podobne pytanie wybrzmiałoby właśnie w ten sposób — jak pytanie. W ustach Raphaela brzmiało jednak inaczej. Niosło w sobie coś brutalnie prostego. Było stwierdzeniem. Oczekiwaniem. Pewnością. Nie pytał o miejsce pracy. Nie potrzebował adresu biura, informacji o tym, gdzie przyjmowała klientów ani gdzie można było skontaktować się z nią oficjalną drogą. Wszystkie te rzeczy byłyby banalne. Mógł zdobyć je w kilka minut.
Chciał miejsca. Nie adresu. Miejsca, w którym można było przestać udawać, że spotkanie było spotkaniem biznesowym. Miejsca, gdzie mogli skończyć to, co zaczęli miesiąc temu. Rozpoczęty taniec pozbawiony dotąd finału.
Te słowa nie powinny były zrobić na niej żadnego wrażenia. Powinna była odpowiedzieć równie rzeczowo, jak wcześniej odpowiadała na wszystkie inne pytania. Mogła rzucić adres, nazwę miejsca albo zbyć go ironicznym komentarzem. Zamiast tego poczuła zaintrygowanie. Jej oczy pozostały twarde, lecz źrenice rozszerzyły się nieznacznie, zanim zdążyła nad nimi zapanować. (...) Jej spojrzenie uniosło się ku jego oczom i tym razem oboje zobaczyli dokładnie to samo. Jego źrenice rozszerzyły się niemal tak subtelnie jak jej. To trwało ledwie chwilę, ale wystarczyło. Nie potrzebowała więcej potwierdzenia. Nie musiała pytać, czy właśnie ten sam rodzaj napięcia przebiegł przez jego ciało. Wiedziała. A on prawdopodobnie wiedział, że ona wie. (...)
– Bez wątpienia zobaczymy się niedługo.
Nie odpowiedziała mu na pytanie. Celowo przeciągała tę grę dalej. Nie podała miejsca, adresu ani żadnej wskazówki, gdzie rzeczywiście mógłby ją znaleźć. A jednak w jej głowie odpowiedź była jasna i z jakiegoś powodu oboje ją rozumieli.
komentarz od:Shereen Winfield, wt wrz 08, 2026 7:44 am
komentarz od:Shereen Winfield, wt wrz 08, 2026 7:45 am
komentarz od:Shereen Winfield, wt wrz 08, 2026 7:45 am
komentarz od:Shereen Winfield, wt wrz 08, 2026 7:45 am
komentarz od:Shereen Winfield, wt wrz 08, 2026 7:45 am
Pomyślał, że istniała pewna ironia w tym, iż człowiek całe życie budował wokół siebie twierdzę, a potem potrzebował chemii, aby choć na kilka godzin przestać jej pilnować.
Nie wiedział, jak długo spał. Mogło minąć parę godzin, mogła minąć cała noc, a po tym, jak długo ciało pozostawało pod wpływem leku, przez moment nie ufał nawet własnemu poczuciu czasu.
Po kilku sekundach jego wzrok zatrzymał się na aparaturze stojącej obok łóżka. Ciche, regularne piknięcie monitora. Przewód. Kroplówka. Rzeczy, których obecność mówiła mu więcej niż jakiekolwiek wyjaśnienie.
Zmarszczył lekko brwi. Czyli jednak jego stan był na tyle poważny, że ktoś uznał za konieczne pozostawienie przy nim monitorowania i nawodnienia. Nie podobało mu się to. Nie dlatego, że nie rozumiał potrzeby. Właśnie dlatego, że ją rozumiał, ale i tak nie zamierzał nic z tym zrobić.
Nie komentowała ani gestu, ani czasu, który oboje musieli poświęcić na sukces misji. Pozwalała Raphaelowi oprzeć się na niej - na jej ciele, które nawet jeśli nie jadło blisko dobę, wciąż było silniejsze niż jego własne po przedawkowaniu i kilku kroplówkach.
Narzędzie działające to narzędzie które wygląda tak, jak określono, że ma wyglądać.
Gospodarz wymagał a t r a k c y j n e j Prowadzącej.
Raphael Valencourt po przedawkowaniu bredził coś o zdrowiu?
Po przedawkowaniu!
komentarz od:Shereen Winfield, wt wrz 08, 2026 8:22 am