zasady i odbiór odznak
: wt wrz 08, 2026 12:09 pm
ODZNAKA FABULARNA
Nazwa odznaki: It's party time!
Postać: raphael valencourt
Odnośnik do wątku: klik
Osoby towarzyszące: Sadie Mansfield
Cytaty:
Postać: raphael valencourt
Odnośnik do wątku: klik
Osoby towarzyszące: Sadie Mansfield
Cytaty:
Spoiler
Nie jechali długo. W końcu skręcił w boczną ulicę, znacznie spokojniejszą od głównych arterii, aż przed nimi pojawiła się strzeżona brama prowadząca na teren klubu. Nie było szyldu krzyczącego nazwą lokalu. Nie było kolejki, neonów ani przypadkowych przechodniów próbujących zgadnąć, co znajduje się za wysokim ogrodzeniem. Miejsce było przeznaczone dla ludzi, którzy nie potrzebowali reklamy. Wystarczyła znajomość odpowiedniego nazwiska, numer telefonu albo człowiek stojący przy wejściu, który potrafił rozpoznać właściwy samochód, zanim jeszcze kierowca zdążył opuścić szybę.
Obszedł samochód i zatrzymał się przy drzwiach pasażera. Nie powiedział niczego więcej. Otworzył je, by zaraz się o nie oprzeć przedramionami i spojrzał na Glass.
- Chodźmy się napić - stwierdził jedynie.
Zamówił absynt dla siebie i dla Glass, pozwalając, aby zielony płyn pojawił się w dwóch kieliszkach pod zimnym światłem baru.
Wziął jeden z nich, lecz jeszcze się nie napił. Odnalazł wpierw ciemnymi oczami jasne tęczówki Glass. W zielonkawym świetle baru jej oczy wydawały się jeszcze jaśniejsze, niemal nierealne. Dopiero wówczas podał jej drugi kieliszek.
ODZNAKA FABULARNA
Nazwa odznaki: Three sheets to the wind
Postać: raphael valencourt
Odnośnik do wątku: klik
Osoby towarzyszące: Sadie Mansfield
Cytaty:
Postać: raphael valencourt
Odnośnik do wątku: klik
Osoby towarzyszące: Sadie Mansfield
Cytaty:
Spoiler
Barmanka przyniosła kolejną porcję alkoholu, potem następną. Nawet nie pamiętał, kiedy wypił drugą. Kolejny kieliszek pojawił się przed nim, potem następny, a jego obecność zaczął odnotowywać bardziej wzrokiem niż świadomością. Zielone światło za barem odbijało się w szkle i za każdym razem, gdy podnosił kieliszek, miał przez moment wrażenie, że trzymał w dłoni coś świecącego od środka.
Rozmowa pojawiała się i znikała. A właściwie pojawiały się jej fragmenty. Słowa nie układały się już w pełne znaczenia. Głos nieznajomej raz był blisko, raz odsuwał się gdzieś w przestrzeń, chociaż siedziała obok. Raphael odpowiadał czasem jednym słowem, czasem krótkim mruknięciem, czasem w ogóle nie odpowiadał. Nie przeszkadzało mu to. Ona najwyraźniej również nie potrzebowała od niego pełnego zainteresowania. To było wygodne. Pamiętał czyjś śmiech, który zabrzmiał nagle zbyt wysoko. Pamiętał dłoń spoczywającą przez chwilę na jego ramieniu. Pamiętał ciepło czyjegoś ciała przy swoim, potem pomarańczową poświatę odbijającą się w szkle, zielone światło przesuwające się po twarzy nieznajomej, fragment sufitu, zakrzywioną metalową instalację, czarną skórę kanapy pod własnymi palcami. Później drzwi. Kolory. Czyjś głos. Muzyka.
Nie pamiętał kolejności. I szybko przestało go to obchodzić. Alkohol zaczął robić dokładnie to, czego od niego oczekiwał. Rozpuszczał. Najpierw krawędzie pomieszczenia. Potem czas. Potem ludzi. Nie następowało to gwałtownie. Był to raczej powolny proces, w którym rzeczy traciły swoją ostrość bez jednoczesnego znikania. Twarze nadal istniały, ale przestały należeć do konkretnych osób. Światła nadal się poruszały, lecz nie potrafił już określić, skąd padały. Muzyka stała się jednym długim, głębokim pomrukiem, który nie miał początku ani końca. Myśli również zaczęły przypominać muzykę — pojawiały się bez zapowiedzi, urywały w połowie, wracały po kilku minutach pod inną postacią. Catherine zniknęła. Liège zniknęło. Obraz kamiennego wnętrza, którego nie chciał widzieć, rozpadł się na ciemność. Glass zniknęła.
To ostatnie powinno było być najłatwiejsze. Nie było. Przez krótką chwilę, której później nie potrafił umiejscowić w czasie, Raphael miał wrażenie, że widział jej jasne oczy w zielonym świetle. Zamrugał. Nie było ich. Została tylko nieznajoma, jej głowa między jego nogami i własne ciało zatopione coraz głębiej w skórzanej kanapie.
Nie próbował już odtwarzać rzeczywistości. Nie musiał. Tej nocy nie musiał niczego rozumieć. Nie musiał pamiętać. Nie musiał odpowiadać. Nie musiał wiedzieć, kto obok niego siedział, co mówił ani dokąd prowadziły kolejne minuty. Po raz pierwszy od kilku dni świat nie żądał od niego decyzji. Pozostał tylko ciężar własnego ciała, ciepło alkoholu schodzące coraz głębiej i przyjemna, prawie sterylna nieokreśloność.
Kiedy później próbował odtworzyć przebieg tej nocy, nie potrafił. Brakowało początku. Brakowało środka. Brakowało końca. Pamiętał kolory, dźwięki i kilka oderwanych dotknięć rzeczywistości, lecz niczego, co można byłoby ułożyć w historię. I właśnie to uważał za sukces. Nie dlatego, że wydarzyło się coś dobrego. Po prostu nic nie zostało. A czasami dla Raphaela najlepszym wspomnieniem było to, którego nie musiał mieć.
ODZNAKA FABULARNA
Nazwa odznaki: Backstabber
Postać: raphael valencourt
Odnośnik do wątku: klik
Osoby towarzyszące: Sadie Mansfield
Cytaty:
Postać: raphael valencourt
Odnośnik do wątku: klik
Osoby towarzyszące: Sadie Mansfield
Cytaty:
Spoiler
Pilnowane posiłki były jednym z niewielu znaków, że mimo całego dystansu Raphael nadal pozostawał obecny w jej codzienności. Nie osobiście. Potrzebował od niej dystansu, łamiąc tym samym własny nakaz. Własne słowo.
komentarz od:Milo Rivera, wt wrz 08, 2026 12:25 pm
Odznak nie przyznano wskazanemu użytkownikowi - Sadie Mansfield (użytkownik nie brał udziału we wskazanej rozgrywce)