tequila con muerte
: wt lut 24, 2026 12:37 pm
Może i Madox powinien zagrać ostrzej, żeby meksykańska Pilar się nie połapała, ale... czuł by się z tym źle. A on mimo wszystko nie robił rzeczy z którymi czuł się źle. Był popierdolony, odwalał różne akcje, nie przejmował się jakimiś pobiciami, przeklinaniem, kradzieżami, ale jednak jakieś swoje zasady miał. I gdzieś tam na samej górze jego zasad, których nie łamał, była zdrada. Nawet kurwa pocałować jej nie chciał, bo by miał to gdzieś z tyłu głowy. Gorzki smak Xanaxu na jej pełnych ustach. Kiedy do pokoju wpadła Pilar, ale że Pilar, to zaraz na nią spojrzał.
- Prochy - rzucił, ale zaraz dodał - Esme miała nam zostawić lepszy towar, ale go kurwa nie zostawiła, więc trzeba było radzić sobie tym co mam, ale William mnie nauczył, że nie miesza się Xanaxu z alkoholem - no tak, nauczył go, a i tak to robili. Ale oni to jednak byli też razem zdrowo pierdolnięci.
Jak się zaraz okazało Pilar też była, a Madox co? Uśmiechnął się tylko patrząc na nią maślanymi oczami. Chociaż zaraz zerknął na Lopeza, jak ten rzucił to co kurwa zrobiłaś, a zaraz znowu na Stewart, kiedy tłumaczyła im dokładniej co. Noriega to jednak był pełen podziwu, bo on przecież lubił takie akcje, rozjebać coś. Wyjebać okno, a później drzwi. Pożar też brzmiał kurwa dobrze, jeszcze samochodu.
- Zajebiście - powiedział równo z Lopezem, tylko, że tamten, że jest pierdolnięta, Madox wbił w niego spojrzenie, a kiedy tamten powtórzy, to strzelił oczami - no jest, ale to akurat dla ciebie dobrze Lopez, bo mój plan był taki, że cię uwolnię i spierdalam, a ty sam miałeś sobie radzić z ochroniarzami - no zajebisty plan. Ale na razie Madox wymyślił tyle. Może jeszcze by na coś wpadł po drodze, ale pożaru samochodu przed magazynem by na pewno nie przebił.
Ciemne tęczówki zatrzymały się na Pilar, kiedy rozmawiała z Lopezem, miała rację, nie mogli go tak po prostu wyprowadzić. Ale okno w łazience brzmiało dobrze, aż się prosiło, żeby z niego skorzystać. Kiedy Lopez powiedział o tych kluczach, to Madox zerknął na niego.
- A nóż masz? - zapytał jakby się go pytał, czy nosi przy sobie chusteczki, jakoś tak normalnie. Lopez skinął głową.
- Też go kurwa nie zabrali - tak jak Madox się spodziewał, miał go na łydce.
- Nie odwinąłeś się kiedy cię kopali, to uznali, że nie masz czym, też tak zawsze... - urwał, bo może nie powinien mówić o tym, jak w Emptiness napierdalają jakiś ludzi? Wystawił rękę po nóż Lopeza, a zaraz rzucił go gdzieś niedbale koło tych lin - no żeby było kurwa na nich, że cię nie przeszukali odpowiednio - wyjaśnił im, a potem przełożył w palcach ten nóż sprężynowy - je ten zabieram, zajebisty, zobacz jak leży w ręce - machnął nim gdzieś obok Lopeza, a ten aż się odsunął.
- Nie zauważą? - zapytał a Madox pokręcił głową.
- Nie, jest tam ich kurwa z pięć - wskazał na stolik z bronią, leżała w nieładzie, więc to, że meksykańska Pilar ją przekładała, nie było ważne.
Ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na Stewart, kiedy zapytała, czy ktoś widział jak tu wchodzili.
- Myślę, że nie, bo dobierała się do mnie już przed wejściem i... no nie raczej - mieli iść do pokoju obok, ale to była szybka zmiana planów, więc Madox liczył, że jednak nikt ich nie widział. Spojrzał przelotnie w piękne, czekoladowe oczy Pilar, jego? Pilar. A zaraz skinął głową.
- Dobra... - zaczął i doskoczył do tego barku, żeby go zamknąć, ale wtedy usłyszeli ten huk. Pierdolnięcie. A Madox się wyszczerzył. Bo brzmiało pięknie. - Szybko korzystamy, z największego chaosu - stwierdził. Ale przecież on tak właśnie lubił najbardziej, korzystać z tego rozpierdolu, który tym razem to nawet nie on zrobił. Schylił się, żeby dźwignąć z podłogi meksykańską Pilar, nawet się nie ruszyła, nieźle ją ścięło. Madox nawet przez chwilę myślał, że może coś jej się stało, ale kiedy przytulił ją do klaty, to poczuł na niej jej oddech, no i dobra, żyje. Ale zwała będzie na pewno mocna.
- Dobra, ty pierwsza - spojrzał na Stewart, no bo jednak ani on z tą dziewczyną, ani Lopez nie powinni się wychylać - ach kurwa... Marynarka cariño... - zerknął na Pilar, bo on miał zajęte ręce.
Okazało się, że przed drzwiami było pusto, a karty, w które grali ochroniarze rozsypały się po podłodze, chyba to pierdolnięcie ich jednak ruszyło. I bardzo dobrze. Madox ruszył od razu do tego pokoju obok, do łóżka, ale przez ramię jeszcze widział, jak Lopez słania się na nogach. Może on też za dwadzieścia lat będzie się tak słaniał, bo każdym pobiciu? Przejebane. Na razie to się otrzepał i szedł dalej. Położył delikatnie brunetkę na ciemnej pościeli, zamruczała coś pod nosem. Niby Lopez ruszył w kierunku łazienki, ale Madox wyrwał się jeszcze do Stewart, zanim wyszli z tego pokoju.
- Pilar... - zaczął i bardzo dużo rzeczy chciał jej powiedzieć, że ją kocha, że jest pierdolnięta, ale dlatego kocha ją jeszcze bardziej, może nawet jej podziękować, ale zamiast tego wyszeptał - muszę pomóc Lopezowi, to może być mój stary, albo no wiesz... to jest ojciec mojej siostry, nie chcę go mieć na sumieniu - kolejny odruch kurwa ludzkich uczuć u Madoxa Noriegi. No ładnie - daj mi trzy minuty i stań na czatach - pokiwał głową patrząc jej w oczy, liczył, że teraz to się z nim zgodzi bez gadania. Musiała, bo Madox i tak zaraz zostawił ją w tyle i puścił się biegiem do Lopeza. To była szybka akcja, bo jak go chwycił pod bety, to sprawnie im poszła droga do tej łazienki. A tam go podsadził do okna, tyle. Zajęło mu to dosłownie te trzy minuty, ale kiedy wyszedł z kibla, kiedy spojrzał w kierunku wejścia do magazynu ponad ramieniem Pilar. To zaraz bez ostrzeżenia złapał ją za pośladki, posadził na tym podeście obok bazooki, ręce wsuwając pod błękitne falbany jej sukienki, a później agresywnie wpił się w jej usta. Ale tylko na moment, bo zaraz odezwał się łysy.
- Tu kurwa jesteście, ta loca podpaliła wasz samochód - rzucił a Madox od razu odsunął się od Stewart i stanął przed łysym.
- Co kurwa?! - warknął i zrobił krok do przodu, a łysy się cofnął, a był od Noriegi jednak większy - co zrobiliście z moim samochodem? To był kurwa Bentley - syknął i zerknął na tego drugiego ochroniarza, który przyszedł z łysym - jak Pablo się dowie... - zaczął, ale ten drugi już wszedł miedzy nich.
- Nie, nie, nie, spokojnie, nie musi się o niczym dzisiaj dowiedzieć, on ma te urodziny młodej... Damy wam samochód, a jutro... A jutro się zobaczy nie? - no i Madox takie podejście lubił. Zobaczy się. Jeszcze się trochę pogapił groźnie na łysego, ale w końcu skinął głową.
- Dobra, bo kurwa zaraz się spóźnimy na tort - zerknął na zegarek, jak oni się z tym wszystkim wyrobili przed tortem? Jakimś... fartem. Ochroniarz wygrzebał z kieszeni klucz i dał go Madoxowi.
- Stoi z drugiej strony budynku, tylko weź go nie parkuj przed domem - rzucił.
- No wiadomo - odpowiedział Noriega i wyciągnął do Pilar rękę, żeby ją zgarnąć.
Pilar Stewart
- Prochy - rzucił, ale zaraz dodał - Esme miała nam zostawić lepszy towar, ale go kurwa nie zostawiła, więc trzeba było radzić sobie tym co mam, ale William mnie nauczył, że nie miesza się Xanaxu z alkoholem - no tak, nauczył go, a i tak to robili. Ale oni to jednak byli też razem zdrowo pierdolnięci.
Jak się zaraz okazało Pilar też była, a Madox co? Uśmiechnął się tylko patrząc na nią maślanymi oczami. Chociaż zaraz zerknął na Lopeza, jak ten rzucił to co kurwa zrobiłaś, a zaraz znowu na Stewart, kiedy tłumaczyła im dokładniej co. Noriega to jednak był pełen podziwu, bo on przecież lubił takie akcje, rozjebać coś. Wyjebać okno, a później drzwi. Pożar też brzmiał kurwa dobrze, jeszcze samochodu.
- Zajebiście - powiedział równo z Lopezem, tylko, że tamten, że jest pierdolnięta, Madox wbił w niego spojrzenie, a kiedy tamten powtórzy, to strzelił oczami - no jest, ale to akurat dla ciebie dobrze Lopez, bo mój plan był taki, że cię uwolnię i spierdalam, a ty sam miałeś sobie radzić z ochroniarzami - no zajebisty plan. Ale na razie Madox wymyślił tyle. Może jeszcze by na coś wpadł po drodze, ale pożaru samochodu przed magazynem by na pewno nie przebił.
Ciemne tęczówki zatrzymały się na Pilar, kiedy rozmawiała z Lopezem, miała rację, nie mogli go tak po prostu wyprowadzić. Ale okno w łazience brzmiało dobrze, aż się prosiło, żeby z niego skorzystać. Kiedy Lopez powiedział o tych kluczach, to Madox zerknął na niego.
- A nóż masz? - zapytał jakby się go pytał, czy nosi przy sobie chusteczki, jakoś tak normalnie. Lopez skinął głową.
- Też go kurwa nie zabrali - tak jak Madox się spodziewał, miał go na łydce.
- Nie odwinąłeś się kiedy cię kopali, to uznali, że nie masz czym, też tak zawsze... - urwał, bo może nie powinien mówić o tym, jak w Emptiness napierdalają jakiś ludzi? Wystawił rękę po nóż Lopeza, a zaraz rzucił go gdzieś niedbale koło tych lin - no żeby było kurwa na nich, że cię nie przeszukali odpowiednio - wyjaśnił im, a potem przełożył w palcach ten nóż sprężynowy - je ten zabieram, zajebisty, zobacz jak leży w ręce - machnął nim gdzieś obok Lopeza, a ten aż się odsunął.
- Nie zauważą? - zapytał a Madox pokręcił głową.
- Nie, jest tam ich kurwa z pięć - wskazał na stolik z bronią, leżała w nieładzie, więc to, że meksykańska Pilar ją przekładała, nie było ważne.
Ciemne tęczówki znowu zatrzymały się na Stewart, kiedy zapytała, czy ktoś widział jak tu wchodzili.
- Myślę, że nie, bo dobierała się do mnie już przed wejściem i... no nie raczej - mieli iść do pokoju obok, ale to była szybka zmiana planów, więc Madox liczył, że jednak nikt ich nie widział. Spojrzał przelotnie w piękne, czekoladowe oczy Pilar, jego? Pilar. A zaraz skinął głową.
- Dobra... - zaczął i doskoczył do tego barku, żeby go zamknąć, ale wtedy usłyszeli ten huk. Pierdolnięcie. A Madox się wyszczerzył. Bo brzmiało pięknie. - Szybko korzystamy, z największego chaosu - stwierdził. Ale przecież on tak właśnie lubił najbardziej, korzystać z tego rozpierdolu, który tym razem to nawet nie on zrobił. Schylił się, żeby dźwignąć z podłogi meksykańską Pilar, nawet się nie ruszyła, nieźle ją ścięło. Madox nawet przez chwilę myślał, że może coś jej się stało, ale kiedy przytulił ją do klaty, to poczuł na niej jej oddech, no i dobra, żyje. Ale zwała będzie na pewno mocna.
- Dobra, ty pierwsza - spojrzał na Stewart, no bo jednak ani on z tą dziewczyną, ani Lopez nie powinni się wychylać - ach kurwa... Marynarka cariño... - zerknął na Pilar, bo on miał zajęte ręce.
Okazało się, że przed drzwiami było pusto, a karty, w które grali ochroniarze rozsypały się po podłodze, chyba to pierdolnięcie ich jednak ruszyło. I bardzo dobrze. Madox ruszył od razu do tego pokoju obok, do łóżka, ale przez ramię jeszcze widział, jak Lopez słania się na nogach. Może on też za dwadzieścia lat będzie się tak słaniał, bo każdym pobiciu? Przejebane. Na razie to się otrzepał i szedł dalej. Położył delikatnie brunetkę na ciemnej pościeli, zamruczała coś pod nosem. Niby Lopez ruszył w kierunku łazienki, ale Madox wyrwał się jeszcze do Stewart, zanim wyszli z tego pokoju.
- Pilar... - zaczął i bardzo dużo rzeczy chciał jej powiedzieć, że ją kocha, że jest pierdolnięta, ale dlatego kocha ją jeszcze bardziej, może nawet jej podziękować, ale zamiast tego wyszeptał - muszę pomóc Lopezowi, to może być mój stary, albo no wiesz... to jest ojciec mojej siostry, nie chcę go mieć na sumieniu - kolejny odruch kurwa ludzkich uczuć u Madoxa Noriegi. No ładnie - daj mi trzy minuty i stań na czatach - pokiwał głową patrząc jej w oczy, liczył, że teraz to się z nim zgodzi bez gadania. Musiała, bo Madox i tak zaraz zostawił ją w tyle i puścił się biegiem do Lopeza. To była szybka akcja, bo jak go chwycił pod bety, to sprawnie im poszła droga do tej łazienki. A tam go podsadził do okna, tyle. Zajęło mu to dosłownie te trzy minuty, ale kiedy wyszedł z kibla, kiedy spojrzał w kierunku wejścia do magazynu ponad ramieniem Pilar. To zaraz bez ostrzeżenia złapał ją za pośladki, posadził na tym podeście obok bazooki, ręce wsuwając pod błękitne falbany jej sukienki, a później agresywnie wpił się w jej usta. Ale tylko na moment, bo zaraz odezwał się łysy.
- Tu kurwa jesteście, ta loca podpaliła wasz samochód - rzucił a Madox od razu odsunął się od Stewart i stanął przed łysym.
- Co kurwa?! - warknął i zrobił krok do przodu, a łysy się cofnął, a był od Noriegi jednak większy - co zrobiliście z moim samochodem? To był kurwa Bentley - syknął i zerknął na tego drugiego ochroniarza, który przyszedł z łysym - jak Pablo się dowie... - zaczął, ale ten drugi już wszedł miedzy nich.
- Nie, nie, nie, spokojnie, nie musi się o niczym dzisiaj dowiedzieć, on ma te urodziny młodej... Damy wam samochód, a jutro... A jutro się zobaczy nie? - no i Madox takie podejście lubił. Zobaczy się. Jeszcze się trochę pogapił groźnie na łysego, ale w końcu skinął głową.
- Dobra, bo kurwa zaraz się spóźnimy na tort - zerknął na zegarek, jak oni się z tym wszystkim wyrobili przed tortem? Jakimś... fartem. Ochroniarz wygrzebał z kieszeni klucz i dał go Madoxowi.
- Stoi z drugiej strony budynku, tylko weź go nie parkuj przed domem - rzucił.
- No wiadomo - odpowiedział Noriega i wyciągnął do Pilar rękę, żeby ją zgarnąć.
Pilar Stewart