Strona 26 z 50

tequila con muerte

: ndz mar 01, 2026 4:22 pm
autor: Madox A. Noriega
Mógł tak oznajmić... Albo stwierdzić, że chce się z nią ożenić teraz, zaraz, na jakiejś Meksykańskiej plaży. Albo, że wracają do Toronto. Akurat Madox to często był nieprzewidywalny, chaotyczny i korzystał z tego, co mu przyniósł los. Teraz też zamierzał z tego korzystać, w tym turkusowym basenie, gdzie woda była przejrzysta, przyjemna, na pewno ktoś codziennie o nią dbał. Zresztą o cały ogród, trawa była równo przycięta, rośliny zadbane. Wszystko takie spokojne, dopieszczone i tylko oni wprowadzali tutaj trochę życia, odrobinę chaosu, kiedy woda z basenu wychlapywała na brzeg, kiedy do niej skakali, kiedy ich zniszczone ubrania ozdobiły płytki tarasu. A oni gdzieś pod żywopłotem, skąpani w delikatnym świetle, w tej ciepłej wodzie znowu zaglądali sobie głęboko w oczy.
- No tak... bo to ty dla mnie masz wszystko, i... wszystko cały dzień Pilar - pochylił się w jej kierunku, ale kiedy jej język musnął jego wargę, to się odsunął - to może jednak ja... nie dam ci już nic - i znowu się od niej odsunął kiedy się przysunęła, nawet chciał jej rękę oprzeć na tych gorących, pełnych wargach, ale go ugryzła. Ale w zasadzie nie spodziewał się niczego innego, bo przecież Pilar była narwana, chociaż od tej strony jej nie znał. Nie spodziewał się, że kręciło ją łamanie prawa, kiedy ona wiecznie żyła w zgodzie z nim. Przecież on ją miał za najporządniejszą policjantkę, jaką znał. Chociaż... była z nim w Medellin na tym gangsterskim weselu, chociaż łamała z nim prawo i zasady etyczne tyle razy, to jednak nigdy w taki sposób.
- Pilar Stewart, dziewczyna gangstera, jak ci to brzmi? - zapytał i musnął wargami jej pełne, gorące usta, zaczepnie krótko. Kiedy oplotła go nogami, to przesunął palcami na jej uda, żeby poprawić ją na sobie, aż mocne westchnienie wyrwało mu się z piersi prosto w jej nagie ramię. Kręciła go, niesamowicie go kręciła i to nawet nie chodziło o to, że jako ta dziewczyna gangstera, bo z niego był taki gangster jak z koziej dupy trąba, ale poudawać umiał... A ona, kręciła go zawsze. Kiedy była sprawiedliwą, dobrą Pilar, i kiedy była tą niegrzeczną.
I teraz on też tak niegrzecznie zasypywał pocałunkami jej mokrą, długą szyję, zostawiając na niej ślad po ugryzieniu, a potem drugi na ramieniu, zanim jeszcze nie wpił się znowu w jej usta. Mocno, agresywnie, przyciskając jej plecy do chłodnej, wyłożonej płytkami w kolorze wściekłego turkusu, ściany basenu. Naparł na nią palce wsuwając pomiędzy ich rozgrzane ciała, sunąc nimi po jej brzuchu niżej, ale co z tego, kiedy ona już szarpała go za włosy, odrywała od siebie. Westchnął ciężko i jeszcze szczypnął zębami skórę na jej żuchwie, odchylił się do tyłu, żeby zajrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Jara mnie... - wydyszał prosto w jej wargi, których drżenie czuł na tych swoich. Ich drżenie i jej urywany oddech - zawsze mnie jara łamanie prawa, a jak ty to robisz, to podwójnie... - ciepły prąd przeszedł mu po plecach, kiedy jej paznokcie przesunęły się po jego tatuażach na karku, naparł na nie mocniej, a językiem zahaczył o jej wargę, ale zaraz ciemne tęczówki zwróciły się w kierunku tego domu, odwrócił się delikatnie - włamałabyś się? - powtórzył po niej i może to... pojebane, ale kąciki jego ust uniosły się ku górze. Madox też radził sobie z rozbrajaniem zamków, co prawda nie robił tego już kupę lat, ale za małolata w Medellin - często - muszę to zobaczyć, bo kurwa nie uwierzę - zachęcał ją? Oczywiście, że tak. Prowokował. Ale skoro już grali w taką grę, gdzie ona była tą niegrzeczną wersją siebie. Tą która tak kurewsko go kręciła, to jak miał się powstrzymać? A jej kolejne słowa też tylko pociągały go jeszcze bardziej - na cudzym stole? - powtórzy po niej, napierając na nią mocniej. Mogła czuć, że wziąłby ją nawet tutaj, w tym basenie. Kiedy zaczepiła zębami o jeden z jego kolczyków, to szarpnął jej się lekko, ale specjalnie, bo zaraz jego gorący, urywany oddech wylądował gdzieś na jej karku miedzy tymi ciemnymi, mokrymi, pięknymi kudłami włosami - na kanapie... na schodach i na ścianie... - powtórzył po niej znowu, ale na ten obrazek się odsunął i zmarszczył brwi - nie no, nie pod rodzinnym zdjęciem, loca - zerknął przelotnie w jej oczy, a kiedy jej usta zjechały po kąciku jego ust niżej, to szarpnął się, żeby ugryźć ją w brodę. A później to już ją z siebie zdjąć, i kiedy spojrzała na niego z wyrzutem, to on już opierał palce na jej ustach i na policzku odsuwając ją od siebie.
- Muszę zobaczyć jak otwierasz te drzwi... a za chwilę to... nie zobaczę - pokręcił głową i odsunął się od niej. Każda jebana komórka w jego ciele chciała jej tu, teraz, w tym basenie. Ale on chciał... zobaczyć jak ona włamuje się do tego domu. Jeszcze raz spojrzał jej w oczy, a te jego były już praktycznie czarne, i przez chwilę to musiał ze sobą walczyć, ale w końcu się odsunął, w końcu jeszcze zanurzył się w wodzie, żeby zanurkować i uszczypać zębami skórę na jej brzuchu, na jej podbrzuszu...
Ale odpłynął na drugą stronę basenu, gdzie już zaraz złapał się drabinki i wyszedł na brzeg poprawiając sobie mokre bokserki.

Pilar Noriega?

tequila con muerte

: ndz mar 01, 2026 6:08 pm
autor: Pilar Stewart
Jeden dzień. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko, co miało dzisiaj miejsce, stało się w marne dwadzieścia cztery godziny. Jak? Jak to w ogóle było możliwe? Nie miała najmniejszego pojęcia, a zaraz jeszcze Madox jej przypomniał, że wśród tych wszystkich miłosnych zawodów, strzelanin i narażania życia, był gdzieś jeszcze ten ich zakład, który wchodził przecież w życie dopiero jutro. A może już dzisiaj było jutro, bo w sumie po północy? Może to właśnie zaczynał się ten piękny dzień, kiedy wszystko miało być po jego widzimisie? Nie miała pojęcia. Tyle się zadziało, że przez ostatnie godziny nie miała nawet czasu spojrzeń na telefon, a zegarka przecież nie nosiła. W ogóle na tych wakacjach jej czasoprzestrzeń była kompletnie zagięta. Czas zdawał się nie mieć znaczenia. Wszystko po prostu szło własnym tempem, a Pilar Stewart, dziewczyna gangstera brzmiało…
Zajebiście — mruknęła zadowolona, muskając przelotnie jego usta. — Groźnie — chociaż nie tak groźnie, jak brzmiałoby Pilar Noriega. To dopiero byłaby prawdziwa gangsterka. Kobieta mafii. — Gorąco — dodała jeszcze, ponownie szarpiąc jego dolną wargę. Noriegę niby kręciły mundury, a jednak dzisiaj chyba bardziej kręciła go niegrzeczna Pilar. Pilar, która zamiast widzieć same problemy w tym, że Madox wiódł swoje życie wsród samych niebezpiecznych ludzi, ona po prostu dała się w to wciągnąć. Ani kurwa raz nie powiedziała mu słowa, na temat tego, że nie powinien się w to mieszać, zadawać z tak szemranymi typami… nic. Ona po prostu weszła w to bez jakichkolwiek dyskusji i stała u jego boku, strzelała w imię jego bezpieczeństwa i pomogła uciec jego matce i siostrze, które poszukiwała policja. Dzisiaj wiele rzeczy Pilar zrobiła wbrew prawu, a jednak nic wbrew sobie. Bo może w całym tym jej popierdolonym umyśle i potrzebie ścigania adrenaliny, było miejsce na obie te rzeczy? Na pomieszanie tych dwóch światów w odpowiednich proporcjach? Może. Chociaż kiedy Madox ciągle przytakiwał jej, jak bardzo jarała go ta niegrzeczna wersja Stewart, chyba tą drugą już na dobre tego wieczoru miała zamiar odłożyć na bok.
Włamałabym się… — powtórzyła zaraz po nim, liżąc skórę tuż za jego uchem i zaraz pozostawiając na niej czerwone malinki. Chociaż przy jego tatuażach, wcale nie rzucały się w oczy, a raczej po prostu wtapiały w kompozycję. — Może zobaczysz — przycisnęła się do niego jeszcze mocniej, plącząc nogi za jego plecami, dłońmi wciąż błądząc po jego obłędnym ciele. Na dobrą sprawę mogli się włamywać już zaraz, bo tak się złożyło, że Pilar przecież miała dzisiaj upięte włosy i kilka wsuwek pomiędzy kudłami, dlatego narzędzie zbrodni akurat miała na wyciągnięcie ręki. Poluźniła uśick dopiero, kiedy naparł nią na chłodną ścianę. Zimne kafelki momentalnie zakontrastowały z jej rozgrzaną skórą, wbijając się w plecy i powodująć, że spomiędzy jej rozchylonych ust wyleciało ciche jęknięcie.
A potem kolejne, kiedy jeszcze bardziej się do niej przysunął, a ona poczuła na sobie, jak bardzo spragniony jej był. Rozszerzyła szerzej nogi i przycisnęła się do niego mocniej, poruszając zaczepnie biodrami, by jeszcze bardziej go rozjuszyć.
A co jest nie tak z pieprzeniem się pod rodzinnym zdjęciem? — spytała bezczelnie. Zabrzmiało zbyt bezpośrednio? Trudno. Jej głowa była już w zupełnie innym miejscu niż jeszcze kilka chwil temu. Teraz już w pełni zafiksowana była na Noriedze i jego obłędnie czarnych oczach, które wpatrywały się w nią intensywnie. Ona również patrzyła mu głęboko w oczy, chociaż biodra robiły swoje, sukcesywnie go zaczepiając.
Tylko wtedy on się od niej odsunął.
Spojrzała na niego z wyrzutem, dopiero teraz czując, jak serce w piersi już mocno jej waliło, a podbrzusze zaciskało się w znajomych skurczach. Jego zachowanie było nie-zno-śne. Kto tak kurwa robił? Chociaż jego argument był całkiem sensowny.
Te odioNienawidzę cię, rzuciła zrezygnowana i na moment odrzuciła głowę do tyłu, by jakoś uspokoić rozjuszone ciało. Przymknęła nawet oczy, łapiąc więcej powietrza i dopiero po kilku dzikich uderzeniach serca, wygramoliła się z basenu. Jasne, była na niego poirytowana, że bezczelnie się od niej odsunął, ale w tym samym czasie wizja włamania się do środka,nakręcała ją do tego stopnia, że już po chwili podeszła do drzwi znajdujących się na tarasie i przykucnęła tuż przed zamkiem.
Na moment po prostu na nie patrzyła. A może to nawet nie na nie, a na szybę, która odbijała jej sylwetkę: mokre włosy, rozgrzana skóra, błyszczące oczy, w których pewnie mieszała się solidna dawka ekscytacji, szaleństwa i pożądania, które on tak skutecznie rozpalił w niej jeszcze w basenie. Widziała też jego odbicie. Stał tuż za nią.
Podniosła dłoń do upięcia, które i tak było już kompletnie rozjebane. Włosy miała wszędzie, ale całe szczęście w tym całym chaosie ostały się może z dwie wsuwki. Wsadziła jeden koniuszek między zęby, a potem przeciągnęła, oddzielając je od siebie.
Tego akurat nauczyłam się w bidulu — odezwała się nagle, odginając jeszcze bardziej metal od siebie. — Czasami zamykali nas w pokoju na noc, żeby nikt się nie szlajał… — więc logicznym było, że trzeba było sobie jakoś radzić. Szczególnie, że noc była jedyną porą, gdzie można było zakraść się do kuchni. — A ja wtedy chodziłam kraść czekoladę — przekręciła na moment głowę, by złapać jego spojrzenie. Kogoś to dziwiło? Pilar i słodycze? Odwieczna miłość, której nie powstrzymałby nawet zamknięty zamek. Wsadziła kawałek spinki do środka, wyszukując momentu, w którym zacznie stawiać opór. — Silencio — uciszyła go na moment. Potrzebowała przez moment absolutnej ciszy, żeby móc nasłuchiwać, jak reaguje zamek, jak odpowiednio przekręcić, żeby zawias w końcu puścił. I faktycznie, po chwili wybrzmiało cichutkie, ledwo słyszalne kliknięcie.
Uśmiechnęła się pod nosem, czując jak fala gorąca i ekscytacji znowu ją zalewa. Oczywiście zamiast normalnie się podnieść, musiała zrobić to bezczelnie powoli i zawiesić się na drzwach na dłużej, przyglądając mu się zaczepnie. W końcu jednak nacisnęła klamkę i otworzyła przed nim wnętrze mieszkania.
Zapraszam — wyszeptała zadowolona, wykonując gest ręki, jakby chciała puścić go przodem.

Madox A. Noriega-Stewart

tequila con muerte

: ndz mar 01, 2026 7:46 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
robi się gorąco i pojebanie
Dużo się wydarzyło, ale Madox nie zapomniał o tym zakładzie, co prawda sam nie wiedział czy chce go wykorzystać jutro, czy zachować na czarną godzinę, kiedy będzie tego potrzebował... Ale przecież ona i tak mu wtedy mogła powiedzieć, że ten zakład miał być wykorzystany inaczej, jak mu powiedziała u Pablo. Więc... trzeba go wykorzystać jutro, albo już po północy. Iść za ciosem. Za tym, że u Gonzalesa miała te swoje momenty, kiedy mu się nie buntowała. Zerknął na złoty zegarek na nadgarstku, mieli do dwunastej jakieś piętnaście minut.
Za piętnaście minut będzie musiała zrobić wszystko, czego dusza zapragnie, jego dusza, czarna dusza? Kiedyś może by to nawet pasowało, ale teraz zdecydowanie oni odkryli w sobie więcej różnych kolorów, różnych emocji. I Madox przy niej był całą paletą barw, o które nawet kiedyś się nie podejrzewał, a ona przy nim jak się okazuje też, nie tylko Pilar sprawiedliwą policjantką. Ale i Pilar Stewart - dziewczyną gangstera. Brzmiało to zajebiście. Chociaż zdecydowanie lepiej by brzmiało Pilar Noriega, od razu jakoś tak groźniej, agresywniej. Bo może Madox nie był gangsterem z krwi i kości, ale jednak nazwisko Noriega w Toronto kojarzyło się z agresją, forsą, klubem, połamanymi nogami i panienkami, które potrafiły na rurze wyczyniać cuda. Może jeszcze kilkoma innymi rzeczami, ale to też zależy w jakiś kręgach pytać. Najczęściej jednak skojarzenia szły w kierunku Emptiness i jego pierdolniętego szefa. Cóż poradzić?
Zdecydowanie kręciła go niegrzeczna Pilar, ale mundury też, a jakby Pilar była niegrzeczna w mundurze, to to już byłoby chyba combo marzenie. Może ją kiedyś do tego namówi, żeby wreszcie założyła na siebie jakiś mundurek i mu trochę poświntuszyła. Wtedy to by się chyba z nią od razu ożenił, albo jakby... w tym mundurku, świntusząc, zrobiła mu buñuelos...
Rzeczywiście zrobiło mu się gorąco kiedy o tym pomyślał, a potem o tym, że włamałaby się do tego domu. A może to jednak za sprawą jej ciepłego języka, który sunął po jego rozgrzanej skórze?
- Popierdoli mnie, jak nie zobaczę - dla niego nie było żadnego może, teraz to już musiała to zrobić. A on musiał to zobaczyć, chociaż kiedy tak go do siebie przyciągała, kiedy poruszała się na nim, to też czuł, że zaraz go popierdoli, wszystkie mięśnie mu się spinały, a na plecach pojawiła się gęsia skórka. Jakby zaczęli tutaj...
Nie, no, tak się nie dało i Madox to wiedział.
- Kręci cię to? Pieprzenie się pod czyimś rodzinnym zdjęciem? Chciałabyś dochodzić pod fotką, z której wpatruje się na ciebie cała rodzinka? - tak samo bezczelnie jej odpowiedział, jeszcze otarł się o nią, przez te bokserki, żeby go czuła, miedzy nogami, aż cichy jęk wyrwał mu się z płuc, ale się odsunął. Ledwo. Ale mu się udało.
- Te amo - odpowiedział na to jej nienawidzę cię, ale teraz w tym momencie, to też się chyba nienawidził, bo aż go skręcało w środku. A kiedy przykucnęła przed nim, naga, to aż sięgnął do niej, ale tylko przesunął palcami zahaczając o ciemne, mokre kosmyki. Jakby jej dotknął, to w dupie miałby ten zamek, więc zapobiegawczo odsunął się o pół kroku w tył. Nawet na moment przymknął powieki, żeby dać sobie chwilę.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? - że ona wychodziła kraść czekoladę? Bo Madox już doskonale znał to jej zamiłowanie do słodyczy, już nawet wiedział, które ciastka i czekolady są jej ulubione. I jakby chciał ją przekupić to wiedziałby czym.
- Inne dziewczyny wymykały się na randki, a Pilar do kuch... - nie dokończył, bo kazała mu być cicho. Zamknął się, chociaż ciężki, płytki oddech, kiedy tak wpatrywał się w jej nagie plecy i pośladki, pewnie też mącił ciszę i serce, które z każdą chwilą biło coraz mocniej, kiedy grzebała w tym zamku. A kiedy tak bezczelnie i powoli się przed nim prostowała, to znowu nabrał mocno powietrze w płuca, żeby wypuścić je nosem.
- Ladrón - włamywaczka, powiedział powoli, kiedy mijał ją w tych drzwiach, a zanim ona jeszcze zdążyła je za nimi zamknąć, to już szarpnął ją za rękę do siebie, tak, że jej mokra pierś zderzyła się z jego klatką piersiową. Zaraz pchnął ją na te drzwi, które zamknęły się za nimi z hukiem. Zaraz już ten dziki lew na jego piersi, naparł na sprytnego węża, kiedy docisnął ją do drewnianych wrót, kiedy całował ją zachłannie, agresywnie, do utraty tchu. A jego dłonie błądziły po jej obłędnym, gorącym ciele, po mokrych, rozgrzanych piersiach, i udach.
- Pero me estas excitando - ale mnie nakręcasz, mruknął w jej usta między kolejnymi pocałunkami. Znowu się o nią otarł i znowu naparł na nią mocniej - en la puerta? - na drzwiach?, wydyszał w jej policzek, bo serce mu już rwało do niej w szaleńczym rytmie, a oddech grzązł mocno w płucach. Wariował na jej punkcie. Zawsze. Ale dzisiaj chyba jeszcze bardziej. A wszystko podkręcały jeszcze te zdjęcia... z których patrzyła na nich jakaś szczęśliwa rodzinka, tam gdzieś za jego plecami. Pojebani... byli.

Pilar Noriega ❤️‍🔥

tequila con muerte

: ndz mar 01, 2026 9:40 pm
autor: Pilar Stewart
Popierdoli mnie, jak nie zobaczę.
To dopiero ją kusiło. Przecież ona tak lubiła go wkurwiać. Uwielbiała ten moment, kiedy wariował z wyczekiwania. Akurat pod tym względem byli z Madoxem cholernie podobni — oboje narwani, impulsywni i pragnący mieć wszystko na już, teraz. Chociaż on zdecydowanie bardziej niż ona. Pilar jeszcze miewała w sobie jakieś pokłady samokontroli, umiała zagryźć zęby i spiąć się w sobie by coś przeboleć, by jakoś powstrzymać w sobie chore żądze. Z drugiej strony był taki dzień… że sama nie wiedziała, czy była w stanie powstrzymywać w sobie cokolwiek. No bo jak, kiedy tej nocy obudziły się w niej jeszcze mroczniejsze pragnienia? Kiedy wychodziła z niej za jeszcze bardziej zadziorna strona? Strona, która zamiast załatwiać problemy, to przyciągała kłopoty; tworzyła je, podjudzała. Tak samo jak robiła to gadaniem o pieprzeniu się pod portretem jakiejś sympatycznej meksykańskiej rodzinki. Pojebane. Ale kiedy on o tym mówił, to… nawet calietnte? Nawet kurwa bardzo.
Przed własną nie mogę, to muszę się zadowolić cudzą — nie mogła się powstrzymać. Musiała. Zajebisty argument, przepełniony dystansem do siebie i całej tragedii, jaka ją spotkała za dzieciaka. Ale co ona mogła. Jasne, to co się jej przytrafiło było chujowo, bolało przez długi czas, ale nie mogła się przecież tylko wiecznie z tego powodu użalać. W pewnym momencie musiała zacząć się z tego śmiać, a on dał jej akurat ku temu świetną okazję.
Tak jak zaraz ona dała im jeszcze lepszą, tym razem ku temu, żeby wejść komuś do mieszkania. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz grzebała wsuwką w zamku, ale jak się po chwili okazało, wcale nie wyszła z wprawy. Drzwi ustąpiły z wyjątkową łatwością, może też dlatego, że przecież nie były głównymi, porządnie skonstruowanymi, a jedynie marnymi tylnymi, przez które domownicy po prostu wychodzili poopalać się nad basenem. Zaśmiała się na to jego włamywaczka.
Te gusta Lubisz to wycedziła przez zęby, przyglądając mu się uważnie. Madox wcale nie był grzecznym chłopcem, zgroszonym przez jakąś szaloną dziewczynę. On był równie pierdolnięty co ona, jak nie bardziej. Może właśnie dlatego Pilar czuła się przy nim tak bardzo swobodnie. Czuła, że mogła być najprawdziwszą sobą i nie było rzeczy ani zachcianki, która by go obrzydziła lub którą uznałby jako przesadę on brał to wszystko równie mocno, jak ona. A zaraz też i ją brał mocno do siebie, szarpiąc mocno za nadgarstek.
Zdążyła jedynie zatrzasnąć za nimi drzwi, a on już ją do nich przyciskał. Naparł na nią całym ciałem, przyciskając dzielnego lwa zdobiącego falującą pierś do jej cwanego węża, pozwalając im ponownie połączyć się w dzikich uderzeniach serca. Duet idealny. Duet, w którym wszystko było zrównoważone; wszystko dzielone na pół. Równie pojebane. Duet wariatów.
I ona właśnie tak wariowała na jego punkcie, kiedy w końcu złączył ich usta. Kiedy jego gorące wargi, całowały te jej, a starannie pracujący język, doprowadzał do szału. Nie wspominając nawet o jego szorstkich dłoniach, które błądziły chaotycznie po jej ciele. Uwielbiała, kiedy to robił. Kiedy chciał jej tak bardzo, że nawet nie potrafił się zdecydować na jednego miejsce, by osadzić palce. Chciał je wszędzie, dokładnie tak, jak ona chciała czuć go wszędzie, na całej sobie.
Eres tan caliente — mruknęła prosto w jego usta, w odpowiedzi na to, jak bardzo to ona jego nakręca. A on? On przecież sprawiał, że Stewart cała wrzała. Nawet te chłodne drzwi, które teraz wbijały się jej w plecy nie były wystarczająco zimne, żeby jakkolwiek chociaż spróbować ostudzić jej gorącą krew. To wrzące ciało, które wręcz automatycznie wypychało biodra w jego kierunku. Na drzwiach?En todos ladosWszędzie, wydyszała głośno, odchylając głowę w tył, by dać mu jeszcze lepszy dostęp do szyi. Dopiero kiedy po chwili otworzyła oczy, miała chwilę, żeby przyjrzeć się pomieszczeniu, w którym wylądowali. Był to dokładniej wielki salon, połączony z jadalnią, a zaraz na przeciwko drzwi, przy których byli, pod ścianą faktycznie był ogromny portret rodzinny.
Jest i ona — rzuciła na jednym wdechu, trochę rozbawiona, trochę przepełniona niedowierzaniem, że oni sobie tak świntuszyli o tych zdjęciach na ścianie, a one faktycznie tutaj były. A skoro już były… — Piękna rodzinka. Piątka — wydyszała, przyciskając sobie jego głowę do piersi. Zajęty był, tak? To przecież musiała mu opisać, na co właśnie patrzyła. — Mężczyzna, brązowe włosy i wielki, długi wąs. Kobieta… kurwa, śliczna. Ma długie, ciemne włosy i turkusową sukienkę, zajebiście seksowna. Dwójka dzieci. Chłopczyk i dziewczynka. Chyba bliźniaki. Trzymają się za rączki. Jest też i babka, siedzi na wózku… — gadała jak najęta, co chwilę robiąc sobie przerwy, by złapać nieco więcej oddechu albo mruknąć pod nosem z rozkoszy pod wpływem jego dotyku. Wiła się na drzwiach prawie jak wąż zdobiący przestrzeń między jej piersiami. A patrząca rodzinka była… pojebana, a jednak caliente. A może to po prostu Madox i to, co właśnie z nią robił.
Przekręciła głowę, próbując złapać nieco oddechu i wtedy jej oczom ukazał się piękny gramofon tuż przy barku z alkoholem. I chociaż cholernie podobało jej się to, jak pięknie Noriega się z nią obchodził, to jakoś nie mogła się powstrzymać, by nie szarpnąć go w górę za włosy, wpić się agresywnie w jego usta, a potem resztkami sił odepchnąć go od siebie i ruszyć na miękkich nogach do urządzenia.
Skoro już włamali się do środka, powinni przecież wykorzystać tą okazję w pełni, prawda? A może po prostu chciała go jeszcze bardziej nakręcić? Przecież tak bardzo lubiła, jak był bliski tego, żeby go popierdoliło. Nie miała pojęcia, jaki dokładnie winyl wsadzony był do środka, jednak to wcale nie powstrzymało jej, by nie nachylić się do przodu i włączyć urządzenie.
— ¿Alguna vez te has acostado con Beatles?Pieprzyłeś się kiedyś do Beatelsów? Machnęła w jego kierunku jednym z opakowań, łapiąc w półmroku jego czarne już spojrzenie. Ustawiła igłę na płycie, tylko w pomieszczeniu wcale nie wybrzmiali żadni Beatelsi, a gorąca meksykańska muzyka. Pilar odwróciła się w kierunku Noriegi, patrząc na niego wyzywająco, a kiedy ten ruszył w jej kierunku, ona w ostatnim momencie zrobiła unik i uciekła… na stolik tuż przy kanapie. Naga, skąpana jedynie w świetle księżyca i ulicznych latarni, wpadających przez wielkie okna, zakręciła biodrami, serwując mu prywatny pokaz.

Eres tan caliente

tequila con muerte

: ndz mar 01, 2026 10:59 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
coraz cieplej
Oczywiście, że parsknął na te jej słowa, że przed swoją nie może, to musi się zadowolić cudzą... rodziną. Wywrócił tymi ciemnymi oczami opierając głowę o jej ramię, które szczypnął zębami, zaczepnie.
- Dziwne masz fantazje... loca chica - oboje mieli czasem dziwne fantazje. Ale przy tym szli w nie ramię w ramię. I żadne nie mówiło drugiemu, że to jest dziwne, nie na miejscu, nie tak... - ale może kiedyś moja, będzie też twoja... i wtedy spróbujemy - może i rodzina Madoxa nie była najlepsza na świecie, ona nawet nie była odrobinę dobra, dysfunkcyjna raczej, ale on i tak chciał, żeby kiedyś była też jej. Bo lepsza taka niż żadna, nie?
Chociaż może nie do końca. A jednak musiał jej to powiedzieć, to że może nie miała rodziny, ale teraz miała... jego.
Lubił to, to kiedy udawała włamywaczkę, ale też to, kiedy dzieliła się z nim tymi intymnymi chwilami, tym, że drzwi nauczyła się otwierać w sierocińcu, bo kradła tam czekoladę. I chociaż on to komentował, czasem głupio... To przecież to było dla niego ważne. Jakaś część jej życia, którą mu pokazywała, przekazywała, grzebiąc wsuwką w zamku. On się przed nią cały czas otwierał, opowiadał jej tyle historii, ale ona jemu też, jak tą jego ulubioną, kiedy zjadła robaka. Dwa nawet.
Tymi ustami, które on teraz tak namiętnie całował, z których kradł resztki powietrza. Nawet jakby mu tego robaka pokazała na języku, to on i tak całowałby ją tak samo. Uwielbiał ją, całą, z tymi wszystkimi szalonymi pomysłami, chorymi fantazjami i... zarobakowanymi ustami. Kochał ją.
Jej gorące, ciało, które wiło się pod opuszkami jego palców, które nie mogły się zatrzymać, które znaczyły znajome, utarte, szlaki na jej gładkiej skórze. Wytatuowane szorstkie palce, na jej brzuchu i piersiach, na jej udach i pośladkach, wszędzie. Bo on naprawdę się nie mógł zdecydować, gdzie chce je zatrzymać. Może wcale nawet nie chciał?
Schodził pocałunkami niżej, po linii jej żuchwy, ona też była gorąca, jej skóra paliła, tym kurewsko przyjemnym ogniem, smakowała czymś chemicznym... chlorem? A Madox przecież lubił na języku ten gorzki, chemiczny posmak. Przesunął językiem po jej szyi, kiedy odchyliła głowę do tyłu, zbierając na nim jej smak. Schodził niżej pocałunkami do jej piersi, chociaż kiedy powiedziała to jest i ona... piękna rodzinka, to chciał się odwrócić, spojrzeć, ale mu nie pozwoliła. W zasadzie to... był zajęty, jej piersiami, tą prawą i tą lewą, które pieścił gorącymi wargami i językiem. Jego szybki, ciężki oddech co rusz lądował na jej rozgrzanym brzuchu, a opuszki palców sunęły znowu po udach.
Ale nie dokończyły wędrówki, bo ona już znowu szarpała go za włosy do góry, a już zaraz całowała. I to akurat mu się podobało, słodki smak jej pełnych, gorących warg. Zawsze mu się podobał, ale kiedy go odepchnęła, to stęknął głośno.
- Pilar... - warknął i już miał ją załapać, ale ona ruszyła w głąb salonu, powiódł za nią spojrzeniem. Plecy oparł o chłodne... nie, one już nie były chłodne, nagrzane od jej gorącego ciała, drzwi. Czuł, że zaraz go popierdoli, klatka piersiowa unosiła mu się w tym nierównym, przyspieszonym oddechu. Na jej słowa wywrócił oczami, kompletnie czarnymi.
- Tak... a ty pieprzyłaś się do Beatlesów, Pilar? - odbił od razu jej pytanie, może to robił, może nie. Z nią by mógł nawet do Beatlesów, a już zwłaszcza do tej meksykańskiej muzyki, która zaraz wybrzmiała z gramofonu. Ruszył za nią do salonu i już wyciągał rękę w jej kierunku, ale ona mu umknęła.
- Me estás atormentando - znęcasz się nade mną, jęknął i zatrzymał się w miejscu. Jego czarne tęczówki błądziły po jej gorącym ciele, skąpanym w tym nikłym świetle księżyca, kiedy tańczyła na tym stoliku. Przez chwilę tylko na nią patrzył, na światło i cienie igrające na gładkiej, opalonej skórze, z tymi zadrapaniami od różanych cierni. Ale długo nie wytrzymał, bo kiedy z głośnika wybrzmiał gwałtowniejszy rytm, to on też wyrwał się do niej gwałtownie. Przesunął palcami po jej plecach, opierając je na biodrach, przyciągając ją do siebie. Gładki, ciepły policzek oparł o jej brzuch, na moment bo zaraz zasypywał go pocałunkami, centymetr po centymetrze, rozgrzaną, gładką skórę na jej brzuchu, jej pępek, jej biodra i ten tatuaż, który już tak doskonale znał.
- Eres tan hermoso - jesteś taka piękna, mówił jej to tyle razy, a powtórzyłby drugie tyle, bo ona z każdą chwilą, za każdym razem, była dla niego coraz piękniejsza. Kiedy leżała przed nim uległa na stole w ich jadalni, i kiedy tańczyła przed nim nago na stoliku kawowym w cudzym domu. A może nawet tu była jeszcze piękniejsza? Z tym szaleństwem wymalowanym w tych dużych, pięknych oczach, w które zaraz spojrzał zadzierając głowę do góry. Wtulając się w jej piersi, które unosiły się w szybkim oddechu. Przesunął językiem po tym jej cwanym wężu. Szczypnął zadziornie zębami jej skórę zostawiając na niej kolejną czerwoną pieczątkę, pamiątkę na te kilka kolejnych dni w gorącym, intensywnym... Meksyku.

eres tan hermoso °❀⋆.ೃ࿔*:・

tequila con muerte

: pn mar 02, 2026 9:57 am
autor: Pilar Stewart
trigger warning
zgroszający kontent, czy coś

Chciała dołączyć kiedyś do jego rodziny.
Wcale nie dlatego, żeby po prostu jakąś mieć, a bo naprawdę czuła do niej przynależność. Może i była wariatką. Musiała być. W końcu kto normalny czułby przynależność do miejsca i ludzi, gdzie działo się tak wiele złych rzeczy? Gdzie panował chaos, gwar, a przy rodzinnym stole zawsze coś się wyjebało? Normalny może nikt, ale Pilar Stewart już z pewnością. Kiedy byli w Medellin ani na moment nie zraziła się wydarzeniami, które miały tam miejsce. Świetnie odnajdywała się chaosie, krzykach i głośnej muzyce, która wygrywała przy przygotowywaniu śniadania. Wszystko tam było intensywne, czasami nawet do bólu, ale to chyba podobało się jej jeszcze bardziej.
A najbardziej w tym wszystkim podobał się jej Madox. Naprawdę chciała być jego. Nie tylko w teorii ale także w praktyce. Chciała nosić jego nazwisko i dzielić z nim przyszłość. I chociaż te myśli wciąż były dla niej jakąś chorą abstrakcją, czymś w co nie mogła uwierzyć, że jej umysł w ogóle temu poddawał, to z każdą chwilą spędzoną z nim była coraz bardziej pewna. Momentami nawet zapominała, że przecież był powód dla którego nie mogli jutro znaleźć pierwszego, lepszego księdza i wziąć ślub. Bo gdyby nie półświatek i policja, oni chyba naprawdę by to zrobili.
Tak samo jak włamali się do cudzego domu. Jak umoczyli pięknie wypastowaną podłogę wodą z basenu, która ciągle z nich skapywała, jak ślady jej kształtnego tyłka i ramion odbiły się na szybie, kiedy przyciskał ją do drzwi. Niemożliwe tego wieczoru już dla nich nie istniało. Mogli robić, co tylko chcieli i jak chcieli. Może to właśnie miała być ich nagroda za cały ten trud i piekło przez które przeszli? Dzika celebracja tego, że żadne z nich się nie wyłamało, że nie tylko uratowali jego rodzinę, ale wykonali robotę, którą on zaczął już w Toronto. Z Eliotem. To nie były drobne rzeczy, zrobienie komuś przysługi; oni dosłownie ryzykowali życiem dla tej sprawy i właśnie z tego przypadku należało im się trochę… przyjemności.
A może i dużo przyjemności, cały ogrom nawet. Wyczekanej i przedłużanej przez Pilar tym, jak ciągle od niego uciekała. Jak kusiła go, a potem wymykała mu się w ostatniej chwili. Chociaż na tych Beatelsów, to aż przewróciła ciemnymi oczami, które zaraz potem w niego wbiła.
Ja nie — spojrzała na niego wymownie. Dużo rzeczy jak widać ją ominęło. Głównie z winy własnych zasad i tego, że z nikim nie była na tyle długo, by przeżywać te drobne niuanse, chwile uniesienia, tak jak tutaj, teraz, z nim. — Nigdy przy Beatelsach… Nigdy w samochodzie… — wymieniała wszystkie miejsca i aranżacje, w których nigdy się nie pieprzyła, wciąż rytmicznie kręcąc biodrami i przyglądając mu się uważnie. — Nigdy w domu, do którego właśnie się włamałam… — nie wiedziała, czy on też. Jak na razie z ich rozmów wychodziło, że on wszędzie. A ona przecież chciała znaleźć taką rzecz, która będzie ich. Nie kolejnym razem ale lepszym, a kompletnie nowym doświadczeniem. Pierwszym razem dla dwojga. Chociaż liczyła się przecież z tym, że zaraz mógł jej powiedzieć, że w takich chatach, to się pieprzył średnio raz na miesiąc. I to też by niczego nie zmieniło.
Wciąż by się nad nim znęcała, tak jak robiła to i teraz. Tańcząc dla niego na stoliku kawowym, prezentując mu się skąpana blaskiem księżyca. On też był piękny. Kiedy jego oczy błyszczały w ten charakterystyczny, niesamowity sposób, gdy na nią patrzył. Mogłaby uzależnić się od tego widoku. A już na pewno od dotyku, który po chwili zaczął jej serwować. Zawsze kiedy myślała, że to ona ma kontrolę, on sukcesywnie udowadniał jej, że wcale tak nie było. Jeden jego dotyk wystarczył, żeby się złamała, a kiedy do tego dochodziły jego gorące usta, które sunęły po jej nagim ciele, nie mogła nic poradzić na kolana, które w sekundę robiły się miękkie.
Odrzuciła głowę do tyłu, mrucząc z rozkoszy, wywołanej jego czynami. Wciąż kręciła biodrami do gorącej muzyki, chociaż tym razem, po prostu dopychała je do jego twarzy, nie chcąc, żeby przestawał. Ciepło rozlało się po całym jej ciele, a przyjemne mrowienie dochodziło z każdego miejsca, które miało z nim jakąkolwiek styczność.
Serce zabiło jej mocniej, jakby z jego ust padł kolejny komplement. To prawda, mówił jej często jaka była piękna, ale ona za każdym razem zachwycała się tym równie mocno. Nigdy nie umniejszała jego słowom i teraz również nie zamierzała. Spojrzała w dół, na swoją chaotycznie falującą falującą pierś i jego twarz między nimi. Tuż przy czarnym, wijącym się wężu. Kurwa. To dopiero było przepiękne.
Moje widoki… — wydyszała, kręcąc głową z niedowierzanem. — Dopiero są piękne — tym również nie dało się nasycić. Nie potrafiła i nawet nie chciała. Chciała zachwycać się tym za każdym, jebanym razem, chciała, żeby miękły jej kolana, żeby serce waliło jak oszalałe, a całe ciało aż krzyczało, żeby ją w końcu wziął, dokładnie tak, jak robiło teraz. Tylko… do północy mieli jeszcze jakieś pięć minut. I Pilar nie miała zamiaru tego zmarnować.
Dlatego złapała jego twarz spomiędzy własnych piersi, uniosła w górę i wpiła się w jego usta. Mocno, intensywnie, jednak nie na długo. Bo zaraz to jej pełne usta całowały jego szyję i nagą klatkę piersiową, schodząc coraz niżej. Zlizywała chlor z jego rozgrzanej skóry do momentu, aż nie doszła do piórka ledwo wystającego spod linii jego bokserek. Przygryzła skórę w tamtym miejscu, po czym w końcu jednym ruchem zdjęcia z niego te nie-zno-śne bokserki. Były mokre i chociaż z początku lepiły się do ud, finalnie wylądowały na podłodze.
To właśnie wtedy Stewart podniosła się do góry, prostując kolana i resztkami sił, dosłownie na jebanych ochłapach, pchnęła go na kanapę. Mocno. Tak żeby faktycznie się zachwiał i wylądował na tyłkiem na jakiś bogatych, aksamitnych poduszkach. Wiedziała, że to tylko kwestia czasu, aż popierdoli go do reszty i już wcale nie będzie się z nią cackać. Miała tego pełną świadomość, a jednak te ostatnie kilka momentów, kiedy jeszcze tylko patrzył na nią z kanapy, pożerał wzrokiem, wykorzystała na sensualny taniec, specjalnie dla niego, z którym potem zeszła do parteru. Nic nie mogła poradzić na to, że uwielbiała rozgrzewać go do czerwoności. Intensywikować te wszystkie dzielące ich uczucia i pragnienia do maksimum. Do jebanego bólu.

Madox A. Noriega-na-pewno-nie-Patel

tequila con muerte

: pn mar 02, 2026 1:08 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
lets have 𝓼𝓮𝔁
Zdecydowanie dali temu wymuskanemu, pięknemu domu trochę życia... tego ich chaosu, który towarzyszył im zawsze. W chwili uniesienia na drzwiach, które teraz nosiły ślady ich obecności w postaci odcisków palców, jej pośladków i kropli wody spływających na ziemię. Dywany z odbitymi śladami po jej mokrych stopach, kałuża wody pod drzwiami i teraz w salonie. To już nie był piękny, katalogowy dom, teraz to był dom, w którym coś się działo. A to zdecydowanie nie był jeszcze koniec. Bo kiedy wybrzmiała ta latynoska muzyka, rytmiczna, gorąca i dzika, jak Meksyk, to dopiero był... początek.
Może wreszcie tych upragnionych wakacji?
Na które przecież sobie zasłużyli. A Madox planował je przecież już w szpitalu, chociaż pierwotny kierunek był bliżej Kolumbii. A jednak w Acapulco też było pięknie...
A zwłaszcza piękne widoki zapewniało mu jej gorące ciało, chociaż kiedy mu się tak wymykała, to oczywiście, że go denerwowała, w ten przyjemny, i nieprzyjemny, sposób jednocześnie. Nakręcała go coraz bardziej, czuł już jak każda żywa tkanka w jego ciele wyrywa się do niej, chce jej... Ale właśnie chciał jej teraz, już, w tej chwili. A on przecież nigdy nie umiał czekać, zawsze był niecierpliwy.
Pewnie dlatego robił to we wszystkich możliwych miejscach w klubie, w samochodzie... W drzwiach? Ale to nie znaczyło wcale, że jakoś to przeżywał, czy wspominał, jak dla niego seks zawsze był prosty, bez gry wstępnej najczęściej... Po prostu to się działo. Zrobił to na co miał ochotę i jak miał dobry humor, to zamawiał dziewczynie taksówkę, a jak ją lubił, to zabierał do siebie. A z Pilar wszystko było inne. Każdy jeden raz, który mógł już kiedyś robić, przy Beatlesach, na stole, czy na barowej ladzie... I tak z nią był inny.
- To może w samochodzie przy Beatlesach? - uniósł jedną brew, wiodąc za nią czarnym spojrzeniem, w którym już nie było miejsca na nic innego, niż na pożądanie. Zastanowił się przez moment wraz z jej kolejnymi słowami.
- Chyba też nie robiłem tego w domu, do którego się włamałem... - stwierdził, chociaż różne pojebane rzeczy robił w domach, do których się włamał, a ostatnio dostał nawet biczem od jakiejś wariatki, ale to jest w ogóle długa historia. A on nie chciał w zasadzie nawet teraz myśleć o jakiś jego poprzednich razach. Bo teraz myślał tylko o niej, o tym, żeby ją wziąć na tej kanapie, na schodach, pod rodzinnym obrazkiem, albo na drzwiach.
Ale ona wciąż mu się wymykała i nawet te szorstkie, wytatuowane palce, które sunęły po jej gładkiej skórze, nawet te gorące pocałunki, jej nie złamały. Ani te ciemne oczy, które wpatrzone były w nią jak w najpiękniejszy na świecie obrazek. Bo właśnie taki widok mu serwowała odchylając do tyłu głowę, sprawiając, że ciemne kuuuudły spływały po jej plecach i ramionach, po piersiach, lepiły mu się do twarzy, do policzków i skroni. Najpiękniejszy widok na świecie.
Czuł jak bardzo go chciała, jak drżała z tymi kolejnymi muśnięciami jego gorących, szorstkich warg, z kolejnym przesunięciem języka po jej ciele. I kiedy już znowu sięgał jej gorących, krągłych ud, kiedy znowu chciał uwieńczyć to jej smakiem na języku, to znowu szarpnęła go do góry. W pierwszym odruchu mruknął niezadowolony, w tym pocałunku, mogła to poczuć, ten jego pomruk niezadowolenia, który wyrwał się z płuc, który mieszał się na ich językach. Nawet się nie ruszył, kiedy jej pocałunki zeszły niżej, spuścił tylko spojrzenie. A palcami sięgnął do jej włosów, kiedy jej gorące, pełne wargi schodziły niżej po wszystkich jego tatuażach, lwie, napisie Medellin, aż do tego piórka, które chowało się pod mokrymi bokserkami, na jasnej, nieopalonej skórze. Kiedy ściągnęła z niego tą mokrą bieliznę, to mogła doskonale zobaczyć, jaki był na nią gotowy, jak kurwa bardzo jej chciał. Teraz.
Zacisnął palce na jej ramieniu. To była kwestia jeszcze kilku sekund, kiedy rzeczywiście nie mógłby się już powstrzymać, kiedy szarpnąłby ją do siebie. Mocno. A potem tak samo mocno w nią wszedł.
Ale ona wykorzystała te sekundy, odpychając go znowu od siebie. Zatoczył się i usiadł na kanapie, miedzy tymi miękkimi, drogimi poduchami.
- Kurwa Pilar... - jęknął i odchylił głowę do tyłu, czuł na karku to wzbierające uczucie, czuł, że go popierdoli. Klatka piersiowa unosiła się szybko, niespokojnie, rytmicznie. A czarne tęczówki wodziły za nią, za każdym jej ruchem, który wychodził z bioder. Bioder, do których próbował sięgnąć, ale tylko zaczepił palcami o rozgrzaną skórę, a ona znowu mu umknęła. Drażniła się z nim.
I już go drażniła, już czuł te spięcia mięśni, to serce, które odbijało się w piersi, pod dzikim lwem. Dzikim lwem gotowym do skoku...
Jeszcze przez chwilę patrzył na jej taniec, na te nikłe światło sunące po skórze, ginące w jej mokrych, gęstych włosach. Ale przecież dłużej nie umiał się powstrzymywać, bo zaraz go... nie, kurwa, już go popierdoliło. Pokręcił głową starając się poluzować te spięcia mięśni na karku, ale nie za wiele to dało. Czarne oczy wpatrzone w nią były intensywnie, z ogniem, pożądaniem, które czuł wszędzie, w każdej komórce ciała, i kiedy tylko zeszła do parteru, kiedy wylądowała na tym ładnym, drogim dywanie. To wyrwał się do niej, szarpnął jak ten dziki kot. Żeby już po chwili kłaść ją na szorstkiej podłodze, zacisnąć palce na jej nadgarstkach, które przytrzymał jedną ręką nad jej głową.
- Nie... igraj... ze mną - wychrypiał prosto w jej usta, głosem zachrypniętym od pożądania. Wpił się mocno w jej gorące, pełne wargi, agresywnie, bo rozpaliła go do czerwoności, do pierdolonego maksimum. Do jebanego bólu - tego chciałaś? - wydyszał w jej policzek, kiedy się od niej oderwał, kiedy schodził niżej pocałunkami, które kontrastowały szczypnięcia zębów na jej skórze, na żuchwie, na szyi i na obojczyku. Mocniej dociskał ją do chropowatej powierzchni dywanu, swoim ciałem i kolanem, które wdarło się miedzy jej uda. I tylko z nią... mógł się bawić w jakieś gry wstępne.
Prze-cią-gać to.

𝑀𝒾 𝒜𝓂𝑜𝓇 ⋆˙⟡♡

tequila con muerte

: pn mar 02, 2026 4:04 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: pn mar 02, 2026 6:00 pm
autor: Madox A. Noriega
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝓱𝓮𝔂 𝓶𝓸𝓶𝓶𝔂🥵

tequila con muerte

: pn mar 02, 2026 9:00 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description