tequila con muerte
: śr mar 04, 2026 1:35 pm
A czy oni kiedykolwiek robili to, co wypada? Nigdy przecież, a Madox to już częściej robił rzeczy, które nie wypada. Zupełnie się tym nie przejmując, ale był właścicielem nocnego klubu, robił interesy z półświatkiem, miał zupełnie zachwiane pojęcie tego co jest na miejscu, a co nie.
A jednak to co zrobił było.
Ona też była na miejscu, kiedy leżała na nim, kiedy czuł na sobie jej wciąż gorącą, wilgotną skórę, a kiedy się o niego otarła, to aż mruknął jej do ucha jak dziki kot.
- Zdecydowanie nie... - rzucił i parsknął lekko, tłumiąc śmiech w jej szyi - wiesz co mi powiedziały te dziewczyny na polu golfowym? - zapytał, a kiedy na niego spojrzała to się w nią wtulił - że Pablo jest impotente, i jak chciałem go wkurwić, to mu to powiedziałem... - nie jest to romantyczna historia, którą pewnie opowiadają sobie ludzie po zaręczynach, ale była trochę śmieszna, no i składała się z tymi pierścionkami starych dziadów.
Sięgnął do jej dłoni, żeby ułożyć ją sobie na obitym policzku.
- Tu za to dostałem, ale było kurwa warto - znowu się do niej uśmiechnął. Bo Madox to lubił. Lubił po prostu ryzyko. I dlatego pewnie między innymi to go tak nakręcało.
Pilar Noriega - brzmiało niebezpiecznie, seksownie, dziko. Jak jakiś kurwa najpiękniejszy na świecie zakazany owoc, który wylądował kształtnymi czterema literami na jego udach, gdy usiadł. Nawet nie wiedział kiedy Pilar Noriega nakręciła go do tego stopnia, że znowu był twardy, znowu miał na nią ochotę. Zawsze miał. A kiedy się tak o niego ocierała, to niekontrolowane pomruki wyrywały mu się z piersi. Wbił ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy, chociaż zaraz nimi wywrócił.
- A ile czasu trzeba się cieszyć narzeczeństwem? - zapytał i wyrwał się do niej, żeby musnąć jej gorące, pełne wargi swoimi, krótko, zaczepnie. Na jej kolejne słowa jednak uniósł jedną brew i musiała mocno wypuścić powietrze nosem, prosto w jej szyję, żeby nie parsknąć - a trzeba mówić? Bo zanim obdzwonimy moją, to minie pół roku - mruknął jej do ucha, a jej kudły znowu polepiły mu się do twarzy - najbardziej zdziwi się Ricardo, zaraz mu napiszę - stwierdził i nawet się ruszył, ale w zasadzie to nie wiedział, gdzie on zostawił telefon, jak zwykle, gdzieś koło basenu chyba. Madox w zasadzie mógł mieć dużo takich osób, z którymi powinien się podzielić takimi rewelacjami. Rodzina z Kolumbii, Ticiano, z którym cały czas do siebie dzwonili, z którym czasem mecze oglądali na kamerce. Miał też kumpli, kilku, bliskich. Ludzi z Emptiness, którzy też byli dla niego w pewnym sensie jak rodzina. No i matkę...
Może zastanowiłby się nad tym dłużej, nad tym, czy powinien powiedzieć swojej matce, ale już zeszli na ważniejsze tematy.
- Oczywiście, że tak, nie wiedziałaś? A najmocniejszy w ogóle... dostaje żona - znowu się do niej szarpnął, żeby musnąć wargami jej pełne usta, tylko tego nie zrobił, bo kiedy zakręciła na nim biodrami, to szczypnął zębami skórą na jej brodzie, na której osadził ciepły, ciężki oddech. Madox nie zastanawiał się nad tym, czy da się to przeżywać mocniej, czy nie, chociaż... sama myśl, że będzie się pieprzył ze swoją narzeczoną go nakręcała jeszcze bardziej.
- Du-żo... - powiedział powoli, z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej oczach, palcami przesuwając po jej rozgrzanej skórze na plecach, na pośladki, znacząc na niej czerwone ślady krótkimi paznokciami. Znowu się do niej wyrwał, a ona mu się odsunęła, szarpnął się jeszcze kilka razy, a kiedy sukcesywnie mu się odchylała, to wywrócił oczami.
- Mam, ale teraz to nie wiem, czy moja narzeczona sobie zasłużyła, żeby jej je pokazać - mruknął, ale kiedy jej paznokcie sunęły po jego tatuażach na klacie i na brzuchu, to spuścił spojrzenie, a gdy zatrzymała się na napisie Medellin, to już miał jej powiedzieć, żeby sięgnęła niżej. Tylko ona wtedy stwierdziła, że sprawdzi lodówkę, a już zaraz poczuł na swoich wargach jej słodziutkie jak truskaweczki usteczka. A potem to pulsujące uczucie, kiedy go ugryzła. Ono było najlepsze. Odprowadził ją spojrzeniem i przez chwilę jeszcze się zastanawiał, zanim zebrał się z tej mokrej podłogi.
Do kuchni wszedł już w momencie, w którym krzyknęła te empanady po raz pierwszy, ale oparł się o kuchenną wyspę i patrzył na nią, jak stawała na palcach, żeby po nie sięgnąć. A kiedy już zatrzymała się na przeciwko niego z talerzem, kiedy pakowała sobie jednego pierożka do buzi, to uśmiechnął się delikatnie.
- A myślisz, że możemy je wziąć na wynos? - zapytał z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej twarzy, ale już za chwilę odepchnął się od lady i podszedł do niej. Kiedy sięgnęła po kolejną empanadę, to on zacisnął palce na jej ręce, żeby zaraz przystawić ją sobie do ust, żeby zahaczyć językiem o jej palce, a potem odgryźć kawałek pieroga. Przysunął się do niej tak, że ten talerz między nimi wbijał się w nagą skórę.
- Bo jednak chcę sprawdzić, czy wiesz... Esme już wyjechała - no tak, bo tylko krowa nie zmienia zdania, a Madox to je zmieniał co chwilę. Sięgnął po jedną empanadę i wpakował ją sobie do buzi, a zaraz się odsunął - sprawdzę czy maja tu jakieś ciuchy - już chciał wyjść z kuchni, ale cofnął się jeszcze, żeby zgarnąć z talerza dwie kolejne. Zaraz nie będzie co zabierać na wynos, ale co na to poradzić, skoro były takie zajebiste?
Wyszedł na korytarz, żeby otworzyć wielką szafę, były tam jakieś ubrania, większość popakowana w worki, albo kartony, ale jeszcze kilka rzeczy ostało się na półkach, a przede wszystkim ten wielki słomkowy kapelusz, który Noriega zaraz założył sobie na głowę. Kapelusz na pewno zabiera, zaczął przeglądać resztę ciuchów. Znalazł jakąś koszulkę z Hulkiem mogła na niego pasować. Jakieś wielkiej różnicy mu to nie robiło, ważne tylko, żeby nie chodzili nago. Kiedy Stewart do niego podeszła, to złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, tak żeby jej naga pierś zderzyła się z jego plecami, aż kapelusz mu spadł, ale za bardzo się tym nie przejął, bo już odchylił głowę, żeby się na nią obejrzeć, żeby wpić się w jej usta, które jeszcze przeżuwały empanadę. Oblizał się, kiedy się od niej oderwał.
- Nie wiem, czy jak mamy jechać do Esme jako narzeczeństwo, to trzeba się ładnie ubrać, czy mogę w to? - pokazał jej koszulkę, którą znalazł, a potem schylił się po kapelusz, który teraz już wciskał jej na głowę, gdy się do niej odwracał, gdy znowu ciemne tęczówki patrzyły na nią drapieżnie.
𝐦𝐲𝐛𝐚𝐛𝐲.ꨄ♥︎
A jednak to co zrobił było.
Ona też była na miejscu, kiedy leżała na nim, kiedy czuł na sobie jej wciąż gorącą, wilgotną skórę, a kiedy się o niego otarła, to aż mruknął jej do ucha jak dziki kot.
- Zdecydowanie nie... - rzucił i parsknął lekko, tłumiąc śmiech w jej szyi - wiesz co mi powiedziały te dziewczyny na polu golfowym? - zapytał, a kiedy na niego spojrzała to się w nią wtulił - że Pablo jest impotente, i jak chciałem go wkurwić, to mu to powiedziałem... - nie jest to romantyczna historia, którą pewnie opowiadają sobie ludzie po zaręczynach, ale była trochę śmieszna, no i składała się z tymi pierścionkami starych dziadów.
Sięgnął do jej dłoni, żeby ułożyć ją sobie na obitym policzku.
- Tu za to dostałem, ale było kurwa warto - znowu się do niej uśmiechnął. Bo Madox to lubił. Lubił po prostu ryzyko. I dlatego pewnie między innymi to go tak nakręcało.
Pilar Noriega - brzmiało niebezpiecznie, seksownie, dziko. Jak jakiś kurwa najpiękniejszy na świecie zakazany owoc, który wylądował kształtnymi czterema literami na jego udach, gdy usiadł. Nawet nie wiedział kiedy Pilar Noriega nakręciła go do tego stopnia, że znowu był twardy, znowu miał na nią ochotę. Zawsze miał. A kiedy się tak o niego ocierała, to niekontrolowane pomruki wyrywały mu się z piersi. Wbił ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy, chociaż zaraz nimi wywrócił.
- A ile czasu trzeba się cieszyć narzeczeństwem? - zapytał i wyrwał się do niej, żeby musnąć jej gorące, pełne wargi swoimi, krótko, zaczepnie. Na jej kolejne słowa jednak uniósł jedną brew i musiała mocno wypuścić powietrze nosem, prosto w jej szyję, żeby nie parsknąć - a trzeba mówić? Bo zanim obdzwonimy moją, to minie pół roku - mruknął jej do ucha, a jej kudły znowu polepiły mu się do twarzy - najbardziej zdziwi się Ricardo, zaraz mu napiszę - stwierdził i nawet się ruszył, ale w zasadzie to nie wiedział, gdzie on zostawił telefon, jak zwykle, gdzieś koło basenu chyba. Madox w zasadzie mógł mieć dużo takich osób, z którymi powinien się podzielić takimi rewelacjami. Rodzina z Kolumbii, Ticiano, z którym cały czas do siebie dzwonili, z którym czasem mecze oglądali na kamerce. Miał też kumpli, kilku, bliskich. Ludzi z Emptiness, którzy też byli dla niego w pewnym sensie jak rodzina. No i matkę...
Może zastanowiłby się nad tym dłużej, nad tym, czy powinien powiedzieć swojej matce, ale już zeszli na ważniejsze tematy.
- Oczywiście, że tak, nie wiedziałaś? A najmocniejszy w ogóle... dostaje żona - znowu się do niej szarpnął, żeby musnąć wargami jej pełne usta, tylko tego nie zrobił, bo kiedy zakręciła na nim biodrami, to szczypnął zębami skórą na jej brodzie, na której osadził ciepły, ciężki oddech. Madox nie zastanawiał się nad tym, czy da się to przeżywać mocniej, czy nie, chociaż... sama myśl, że będzie się pieprzył ze swoją narzeczoną go nakręcała jeszcze bardziej.
- Du-żo... - powiedział powoli, z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej oczach, palcami przesuwając po jej rozgrzanej skórze na plecach, na pośladki, znacząc na niej czerwone ślady krótkimi paznokciami. Znowu się do niej wyrwał, a ona mu się odsunęła, szarpnął się jeszcze kilka razy, a kiedy sukcesywnie mu się odchylała, to wywrócił oczami.
- Mam, ale teraz to nie wiem, czy moja narzeczona sobie zasłużyła, żeby jej je pokazać - mruknął, ale kiedy jej paznokcie sunęły po jego tatuażach na klacie i na brzuchu, to spuścił spojrzenie, a gdy zatrzymała się na napisie Medellin, to już miał jej powiedzieć, żeby sięgnęła niżej. Tylko ona wtedy stwierdziła, że sprawdzi lodówkę, a już zaraz poczuł na swoich wargach jej słodziutkie jak truskaweczki usteczka. A potem to pulsujące uczucie, kiedy go ugryzła. Ono było najlepsze. Odprowadził ją spojrzeniem i przez chwilę jeszcze się zastanawiał, zanim zebrał się z tej mokrej podłogi.
Do kuchni wszedł już w momencie, w którym krzyknęła te empanady po raz pierwszy, ale oparł się o kuchenną wyspę i patrzył na nią, jak stawała na palcach, żeby po nie sięgnąć. A kiedy już zatrzymała się na przeciwko niego z talerzem, kiedy pakowała sobie jednego pierożka do buzi, to uśmiechnął się delikatnie.
- A myślisz, że możemy je wziąć na wynos? - zapytał z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej twarzy, ale już za chwilę odepchnął się od lady i podszedł do niej. Kiedy sięgnęła po kolejną empanadę, to on zacisnął palce na jej ręce, żeby zaraz przystawić ją sobie do ust, żeby zahaczyć językiem o jej palce, a potem odgryźć kawałek pieroga. Przysunął się do niej tak, że ten talerz między nimi wbijał się w nagą skórę.
- Bo jednak chcę sprawdzić, czy wiesz... Esme już wyjechała - no tak, bo tylko krowa nie zmienia zdania, a Madox to je zmieniał co chwilę. Sięgnął po jedną empanadę i wpakował ją sobie do buzi, a zaraz się odsunął - sprawdzę czy maja tu jakieś ciuchy - już chciał wyjść z kuchni, ale cofnął się jeszcze, żeby zgarnąć z talerza dwie kolejne. Zaraz nie będzie co zabierać na wynos, ale co na to poradzić, skoro były takie zajebiste?
Wyszedł na korytarz, żeby otworzyć wielką szafę, były tam jakieś ubrania, większość popakowana w worki, albo kartony, ale jeszcze kilka rzeczy ostało się na półkach, a przede wszystkim ten wielki słomkowy kapelusz, który Noriega zaraz założył sobie na głowę. Kapelusz na pewno zabiera, zaczął przeglądać resztę ciuchów. Znalazł jakąś koszulkę z Hulkiem mogła na niego pasować. Jakieś wielkiej różnicy mu to nie robiło, ważne tylko, żeby nie chodzili nago. Kiedy Stewart do niego podeszła, to złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, tak żeby jej naga pierś zderzyła się z jego plecami, aż kapelusz mu spadł, ale za bardzo się tym nie przejął, bo już odchylił głowę, żeby się na nią obejrzeć, żeby wpić się w jej usta, które jeszcze przeżuwały empanadę. Oblizał się, kiedy się od niej oderwał.
- Nie wiem, czy jak mamy jechać do Esme jako narzeczeństwo, to trzeba się ładnie ubrać, czy mogę w to? - pokazał jej koszulkę, którą znalazł, a potem schylił się po kapelusz, który teraz już wciskał jej na głowę, gdy się do niej odwracał, gdy znowu ciemne tęczówki patrzyły na nią drapieżnie.
𝐦𝐲𝐛𝐚𝐛𝐲.ꨄ♥︎