Strona 30 z 31

tequila con muerte

: sob mar 07, 2026 2:09 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Dobrze, że ją tutaj zabrał, bo sam na pewno nie dałby sobie rady. Bo może wtedy nie wróciłby z tego Meksyku? Albo to jego ciało leżałoby na metalowym stole, tylko nawet nie miałby go kto zidentyfikować. Jednak instynkt samozachowawczy momentami jeszcze działał u niego dobrze.
Przez chwilę chciał jej podziękować za to, że tutaj z nim przyjechała, ale już jej to mówił, koło śmietnika, już jej dziękował, że go mimo wszystko nie zostawiła, że byłą tutaj z nim. Musiała to wiedzieć, jak dużo to dla niego znaczyło, bo on się starał to jej pokazywać cały czas i teraz też, może nie słowami, ale kolejnym pocałunkiem, który złożył na jej dłoni. Nie jednym, trzema, i na tym pierścionku, który jej dał. Bo ten pierścionek to była najlepsza ze wszystkich decyzji, które on tutaj podjął. I ona też. To znaczy... To się pewnie okaże, ale on się naprawdę cieszył, że się zgodziła. A im dłużej patrzył w jej brązowe, piękne oczy tym bardziej się o tym przekonywał.
A kiedy wyjęła blanta, to już był pewny.
Bo Stewart idealnie go czytała, wiedziała czego on potrzebuje, i to wszystko zawsze mu dawała.
- Noc zrobiłaś mi wczoraj... w tym domu - pokazał jej czubek język zerkając na nią z ukosa - a dzisiaj, to już możemy zaczynać nowy dzień - niektórzy w zasadzie zaczynali swój dzień o czwartej, albo piątej, chociaż Madox to o tej godzinie rzeczywiście czasem, zazwyczaj właściwie, kończył poprzedni, kiedy zostawał do zamknięcia klubu. Robił to często, teraz rzadziej, bo teraz wolał złapać te kilka godzin snu z Pilar.
Rzeczywiście jego priorytety mocno się pozmieniały, ale czy na gorsze?
On uważał, że na lepsze, bo kiedyś przecież on wcale nie myślał o nikim innym, a teraz myślał, o niej. A teraz miał ją obok.
Tylko, że już nie chciał na plaży, bo już chciał gdzieś indziej, ale był pewny, że to może jej się spodobać nawet bardziej. Jemu ta myśl podobała się bardziej.
- Na plażę też pojedziemy, na imprezę, tylko trzeba złapać Diego, czy jak mu tam było... - tego gościa od zioła, ale Madox nie pamiętał do końca jego imienia (bo ja też nie pamiętam), ale może mu się przypomni, jak go zobaczy? A zresztą on i tak nie miałby problemu z tym, żeby go zagadać.
- Te haré...mucho más Pilar - zrobię ci... dużo więcej Pilar, znowu odwrócił się w jej kierunku, znowu na nią zerknął z tym zaczepnym uśmiechem malującym się na ustach. Bo to rzeczywiście były ich wakacje, i teraz już mogli robić tylko to, co chcieli, dla siebie.
A Pilar zaraz chciała sprawdzać podzielność jego uwagi. A może to ile wytrzyma zanim nie zjedzie na jakieś pobocze, żeby się do niej wyrwać? Może trochę wytrzyma? Przecież dzisiaj w nocy tak długo to przeciągali. Tylko, że teraz wystarczyło, że przesunęła palcami po jego męskości, a serce już mu zabiło jakoś mocniej, a klatka piersiowa już uniosła się niespokojnie. Bo on był na nią jakoś tak nakręcony, od tego zachłannego pocałunku przed domem Esme. Dużo rzeczy jej wtedy chciał nim przekazać i dużo rzeczy chciał jej powiedzieć. I pewnie gadałby jak najęty, tylko ona już oznajmiła, że ma uważać, bo odpina pasy.
- Niemożliwe... Bez pasów, a co jeśli... - poczekał aż zwolniła zapięcie, a potem oczywiście przyhamował gwałtownie, tak, że nimi szarpnęło, a kiedy Pilar poleciała do przodu, to ją złapał i przyciągnął do siebie, mocno - nie martw się, nie pozwolę, żebyś... wylądowała miedzy siedzeniami - a właściwie to nie pozwoliłby, żeby coś jej się stało. Starał się, naprawdę walczył o to, jak tylko umiał, jak ten dzielny lew na jego piersi o to, żeby była bezpieczna. Czasem z różnym skutkiem...
Ale podrażnić się z nią zawsze lubił, nie umiał się przed tym powstrzymać.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: sob mar 07, 2026 3:26 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: sob mar 07, 2026 6:12 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


bruja *ੈ✩‧₊˚༺☆༻*ੈ✩‧₊˚

tequila con muerte

: sob mar 07, 2026 7:17 pm
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: ndz mar 08, 2026 12:05 am
autor: Madox A. Noriega-Patel
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: ndz mar 08, 2026 1:47 am
autor: Pilar Stewart
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: ndz mar 08, 2026 11:38 am
autor: Madox A. Noriega-Patel
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

tequila con muerte

: ndz mar 08, 2026 2:40 pm
autor: Pilar Stewart
trigger warning
zgraszający kontent i brzydkie słowa

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Przez to, że siedziała tyłem i była tak bardzo zaaferowana Noriegą, za nic nie widziała czarnego SUVa, który zatrzymał się tuż przed ich samochodem, a tym bardziej nie widziała łysego, nabitego mężczyzny, który z niego wysiadł.
Zobaczyła go dopiero teraz, kiedy stał przy drzwiach kierowcy i dosłownie napierdalał w szybę. Już przy pierwszym uderzeniu odskoczyła od Madoxa, znowu przypadkiem naciskając na klakson plecami, co tylko jeszcze bardziej rozzłościło faceta w czerni.
Wysiadajcie kurwa — warknął głośno, ponownie uderzając dłonią w samochód. Serce Pilar biło jak oszalałe w połączeniu tych wszystkich emocji, jakie przeżywali w dwójkę, ale teraz i z powodu faceta, po którym nie mieli pojęcia, co mogli się właściwie spodziewać. — Złaź z niego suko i wysiadaj, bo rozpierdole szybę — nie odpuszczał, robiąc się coraz bardziej agresywny. Pilar spojrzała na Madoxa, na krótką chwilę łapiąc jego ciemne spojrzenie, chociaż na rozmowę i dyskusję i tak nie mieli przecież czasu. Trzeba było działać, a opcji nie mieli za wiele. Nie mieli ich praktycznie wcale, bo próba ucieczki w tym momencie i pozycji, w jakiej się znajdowali była niemożliwa, szczególnie, że on przyblokował ich z przodu, a wolną dłonią i już sięgał po coś do kieszeni.
Nie było innej opcji.
Musieli wyjść.
I chociaż wiedziała, że Madoxowi się to nie spodoba, nacisnęła na klamkę, zwalniając zamek, blokujący wejście do samochodu. Chciała z niego zejść, ale facet postanowił naruszyć jej przestrzeń osobistą i sam otworzył drzwi z impetem, po czym zacisnął łapę na materiale jej bluzy i szarpnął. Nim jeszcze wyleciała na rozgrzany asfalt, zdążyła tylko sięgnąć po pasek torebki i zabrać ją ze sobą. Co prawda nie miała tam już pistoletu, ale były tam jakieś po części przydatne rzeczy jak chociażby jointy mały paralizator. Zawsze coś.
Pierdolić wam się chciało na autostradzie!? — ryknął znowu, tym razem w jej kierunku, chociaż przynajmniej rękę odstawił z bluzy, a zaraz odwrócił się w stronę miejsca kierowcy, gdzie jeszcze siedział Madox pewnie chowając mniejszego Madito do gaci. — Ty nie wiesz, że jak bierzesz sobie kurwę, to robisz to gdzieś na poboczu, a nie jedziesz dwieście na godzinę, zajeżdżając innym drogę!? Mogłeś kurwa kogoś zabić — tym razem szarpnął za koszulkę Noriegi i jednym ruchem zmusił go do wyjścia z samochodu. — Trzeba ci najebać do tej pustej głowy, żeby się tam poukładało?

pequeño y grande madito :oujea:

tequila con muerte

: ndz mar 08, 2026 5:23 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Przecież oni zawsze to robili, ryzykowali życiem. Do Pablo też szli... ona w błękitnej sukience z pistoletem w torebce, a Madox nawet bez broni, tylko ze swoją niewyparzoną gębą. Zawsze to robili, ryzykowali życiem, nie tylko dla siebie nawzajem, bo dzisiaj na przykład dla sprawy...
A teraz dla zabawy. Kiedy auto pruło, a ona robiła mu dobrze.
Bawiło ich to ryzyko.
Byli zdrowo popierdoleni, ale byli w tym razem. Żadne nie buntowało się, żadne nie odpuszczało, tylko jedno przed drugim chciało bardziej, mocniej, intensywniej.
I kiedy oni już myśleli, że bardziej się nie dało. Że to co zrobili w tym domu, gdzie się włamali, który Pilar otworzyła wsuwkami do włosów, to nagle okazywało się... że jednak da się jeszcze odrobinę bardziej.
Dało się kiedy serca waliły w piersiach jak szalone, kiedy oddechy się urywały, a to nie wszystko była sprawa kolejnego zajebistego orgazmu, ale też szybkiej, kurewsko niebezpiecznej jazdy. Chociaż u Noriegi to też tego orgazmu, który on jej chciał oddać, oczywiście.
Może by to zrobił, bo zjechali już w zatoczkę, bo już czuł na swoich wargach jej gorące, pełne usta. Kradł z nich zachłanne, agresywne pocałunki, i całe powietrze z płuc. Nie przestał nawet na moment, kiedy zatrąbiła bo w zasadzie, go to nie obchodziło. Nic innego go nie obchodziło niż ona, jej usta, w których na językach mieszał się jej słodkie smak, jego słono-gorzki, i krwi, metaliczny, tak bardzo im znajomy, bliski jakiś.
Te amo tanto que no puedo explicarlo - bo to co oni ze sobą robili było nie do opisania, nie do wyjaśnienia. Potrafili w jednej chwili rozpalić miedzy nimi taki ogień. Ogień, który trawił wszystko po drodze, który sprawiał, że cały świat przestawał istnieć. Bo teraz liczyły się tylko jej gorące usta. Jej kształtne piersi, na których zaciskał palce i jej mokre, koronkowe majtki, w które wsunął dłoń.
Więcej już nie zdążył, bo ktoś walnął w maskę samochodu. Madox nawet nie wiedział kto, nawet się tym nie przejął, bo jeszcze szarpał się do niej, jeszcze rwał się dziko, żeby muskać jej pełne, gorące wargi swoimi, zaczepić ją jeszcze.
Dopiero kiedy łysol zaczął napierdalać w szybę, to zwrócił na niego uwagę. Wypuścił mocno powietrze z płuc i odchylił do tyłu głowę wbijając ją w oparcie siedzenia. W pierwszej chwili chciał otworzyć szybę i kazać mu spierdalać, w drugiej pokazać mu po prostu środkowy palce ozdobiony ładnym pierścionkiem z zielonym oczkiem.
Ale Pilar odblokowała drzwi.
- No... - mruknął tylko wbijając w nią to intensywne, ciemne spojrzenie, ale zanim zdążył powiedzieć coś jeszcze, cokolwiek, to facet już ją szarpał. No i jak wcześniej zirytował Madoxa, że im przerwał i się dopierdalał, to teraz to już go konkretnie wkurwił. Bo nikt nie będzie szarpał jego kobie… jego narzeczonej właściwie. Tak szybko jak dzisiaj, to on jeszcze chyba nigdy nie podciągał gaci, a czasem robił to szybko... Jak na przykład trzeba było się żegnać i spierdalać. Tylko dzisiaj nie miał zamiaru spierdalać, a nawet poczekał grzecznie, jak łysol się do niego zbliżył, jak pochylił się do samochodu, żeby szarpnąć go z koszulkę.
- Spróbuj - rzucił tylko Madox, a potem nawet bez zamachu wyprowadził prostu cios w ten łysy łeb, prosto w nos złotymi pierścieniami. Facet się chyba nie spodziewał takiej szybkiej i agresywnej reakcji, bo nawet nie zdążył się zasłonić, a na pewno zabolało, w pierwszym odruchu złapał się za nochal, a w drugim już szarpał Noriegę. Tylko, że on był na to przygotowany, uchylił się przed pięścią, a kiedy facet go pociągnął to się odwrócił walnął go łokciem gdzieś w śledzionę, poprawił jeszcze kolanem, a potem to już złapał go za rękę i wykręcił do tyłu, zaraz go sadzał na glebie, dociskając do niej kolanem. Bo może chłop był od niego większy, ale Madox był tak nabuzowany jak nigdy. Jakby wciągnął jakieś pojebane ilości koksu.
Docisnął łysola jeszcze mocniej.
- Jak ją kurwa nazwałeś!? Przeproś ją, bo rozpierdolę ci łeb - warczał na niego, a łysol się szarpał, ale co z tego, jak Madox się na nim zaparł całym ciężarem, jak wiedział jak go trzymać, na granicy tego, że jeden nieodpowiedni ruch mógł mu wybić rękę ze stawu. Często to ćwiczyli z chłopakami, glebę, bo w klubie się to cholernie przydawało.
Może łysek nawet by przeprosił, bo coś tam zaczął już bełkotać, tylko wtedy...
Z jego wielkiego, czarnego SUVa wysunęła się jakaś maleńka postać. Dziecko, dziewczynka. Ile ona mogła mieć lat? Z siedem, jak Aura. Madox zdębiał, bo o ile miał w dupie to, że jakiś nabity łysol się do niego rzuca, że mógł go zabić, to jak sobie pomyślał, że on jechał z dzieckiem, to zrobiło mu się autentycznie… głupio. Bo może oni z Pilar lubili to ryzyko, stawiać swoje życie na szali, ale to było dziecko.
- Marie wracaj do środka - powiedział facet, bo Noriega automatycznie poluzował chwyt, już nawet się podnosił z ziemi, i chciał do góry podciągnąć gościa, tylko co...
Ten postanowił pokazać, że chyba nie jest takim nabitym misiaczkiem, bo szarpnął Madoxa i przerzucił go przez ramię, teraz Noriega leżał na glebie, plecami, aż to poczuł, aż z płuc wyrwało mu się stęknięcie, bo kompletnie nie był na to gotowy, a łysek już do niego dopadł. Zamachnął się, żeby walnąć Madoxa, a ten się zasłonił.
A wtedy ta mała krzyknęła.
- Papa!

𝖈𝖗𝖆𝖟𝖞 𝖌𝖎𝖗𝖑 ⋆👊·˚ ༘ *💥

tequila con muerte

: ndz mar 08, 2026 7:48 pm
autor: Pilar Stewart
Zawsze to robili — wystawiali los na próbę, drażnili go, gonili niebezpieczeństwo, a potem się dziwili, że w tym wszystkim ściągali na siebie jeszcze więcej problemów. Była to cena, którą musieli zapłacić za desperackie dążenie do adrenaliny. I chociaż przez większość czasu dość szybko radzili sobie z tymi problemami, tak również zdarzały się takie, na które wcale nie byli przygotowani. Jak ten facet, który wyleciał nagle z auta i chciał ich napierdalać. Bo co oni mu niby zrobili? Zajechali trochę drogę? Przecież tu każdy jeździł jak wariat, a Madox się tylko dostosował.
Pilar z początku nie wiedziała za bardzo, jak się zachować ani czego spodziewać się po facecie. Wydawał się cholernie agresywny, więc kiedy zarzekał się, że zaraz wywali szybę, nie mogli przecież ryzykować. Dlatego wysiadła. Chociaż kiedy zaczął rzucać te wszystkie obelgi, to nagle ona sama miała ochotę się na niego rzucić.
Liczyła się z tym, że raczej szanse miała średnie, ale może z tym paralizatorem? Była nawet gotowa przetestować tą teorię, tylko facet już zakręcił się przy Madoxie, nachylając nad siedzeniem kierowcy, za co od razu dostał po mordzie. Uśmiechnęła się pod nosem, bo czasami zapominała, że przecież w tym duecie to nie tylko ona była loco i lubiła się bić z ludźmi.
Zawsze musiała się bronić sama, stać murem za słabszymi, a teraz miała od tego swojego na-rze-czo-ne-go. Faceta, który był przy jej boku kiedy jęczeli sobie do uszu, pławiąc się rozkoszy, ale też w momencie, kiedy ktoś chciał ją skrzywdzić lub brzydko się do niej odezwał. Nigdy wcześniej tego nie miała i chociaż była kobietą niezależną… mogłaby się do tego przyzwyczaić. Kręciła ją jego waleczność, a kiedy w kilku dobrych ruchach sprowadził łysego do parkietu i docisnął kolanem to dopiero zrobiło się jej mokro jej twarz cała się rozpromieniła. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i szczerze? Nawet nie potrzebowała tych przeprosin, które próbował na nim wymusić Noriega. Wystarczyło jej, że jej przyszły mąż tak ładnie poradził sobie z gagatkiem.
Tylko zaraz okazało się, że gagatek nie był tylko napakowanym mięśniakiem, który szukał zaczepki, a… ojcem. Maleńka postać wybiegła z samochodu, ledwo sięgając klamki, żeby zamknąć za sobą drzwi od wysokiego SUVa i podbiegła do nich, zaciskając drobne rączki w piąstki, aż pobladły jej knykcie. Skąd Pilar to znała..
Stanęła jak wryta i Madox chyba też bo pewnie żadne z nich nie spodziewało się, że mięśniak tak naprawdę był po prostu troskliwym ojcem, który wystraszył się, że przez jakiś debili jego dziecko mogło mieć wypadek. Stewart również zrobiło się głupio. Resztki rozumu, które tego dnia postradała, jakoś na moment do niej wróciły. Bo to, że oni kochali niebezpieczeństwo i życie na krawędzi, wcale nie oznaczało, że mieli prawo wymuszać je również na innych.
Może. Ale zaraz się okazało, że sprawa wcale nie była taka zero jedynkowa, bo facet zamiast po prostu wstać z miejsca i zająć się własnym dzieckiem, to rzucił się na Madoxa. Pierwsze przerzucił go sobie przez ramię i sam na niego usiadł wyprowadzając dwa uderzenia bardziej na oślep niż faktycznie dobrze wycelowane. Dziecko krzyknęło w rozpaczy, a Pilar… no co mogła zrobić Pilar?
Oczywiście, że się na niego rzuciła.
Zabieraj łapska z mojego faceta! — warknęła i nim ktokolwiek zdążył zareagować, ona już wpadła na niego od tyłu. Złapała za jego kark, a potem jednym, płynnym ruchem wsunęła ramię pod jego brodę, oplatając szyję w ciasnym chwycie, prosto z walk wrestlingowych (Karrion byłby dumny, jakby jeszcze żył). Zacisnęła przedramię na jego gardle, drugą ręką łapiąc własny nadgarstek, żeby jeszcze bardziej wymusić na nim uległość.
Łysy szarpnął się odruchowo, próbując ją z siebie zrzucić i chociaż Stewart przy swojej wadze nie była w stanie go utrzymać na długo, tak wystarczająco, żeby Madox mógł się oswobodzić i wstać na równe nogi. Dopiero wtedy poluzowała uścisk, wypychając go do przodu, a sama oddalając się na bezpieczną odległość. W międzyczasie złapała za zapięcie torebki, by w razie czego porazić go paralizatorem, i może faktycznie by się przydał, bo facet już się zrywał do ataku, tylko wtedy odezwała się Marie. Odwrócił się na moment w kierunku dziecka gniewnie, a Stewart postanowiła to wykorzystać. Tylko wcale nie pięściami.
Masz małe dziecko i tak się odzywasz do kobiet?! — ryknęła oburzona, ściągając brwi, a wszyscy zgromadzeni spojrzeli na nią jak na wariatkę. Nikt się nie spodziewał?
To wy kurwa zajechaliście nam drogę! — odbił piłeczkę, próbując się jakoś tłumaczyć. — Bo zachciało wam się rżną…
Jaki ty jej dajesz przykład, co? — nawet nie dała mu dokończyć. — Właśnie przez takich ludzi jak ty, kobiety są traktowane przedmiotowo. Nawet mnie nie znasz, a z góry założyłeś, że jestem jakąś kur… — spojrzała przelotnie na dziecko. — Panienką, zagarniętą spod latarni, która daje się za pieniądze — jej głos był surowy, matczyny wręcz. I trochę tak to wyglądało, bo facet nagle miał oczy jak pięciozłotówki, otwarte szeroko razem z ustami, a po chwili jeszcze spuścił delikatnie głowę. — Chciałbyś, żeby ktoś do niej mówił w taki sposób, jak już dorośnie? Żeby nazywał ją tymi wszystkimi rzeczami, którymi ty nazwałeś mnie? — znowu podeszła bliżej, już praktycznie stała przed nim — on patrzący się we własne buty, a Pilar z rękami na biodrach i karcącym spojrzeniem. — No odpowiedz!!
Nie… — mruknał pod nosem, ledwo słyszalnie.
Co powiedziałeś? Bo nie słyszałam — nie dawała za wygraną.
Nie chcę, żeby ktoś tak nazywał moją pszczółkę — powiedział już głośniej, ale jakoś tak inaczej, jakby… szlochał?

mi caballero :polizan: