A little party never killed nobody
: ndz sty 04, 2026 12:43 pm
Jeśli będzie cokolwiek pamiętać z dzisiejszego wieczora, a raczej to co się działo po wspólnej grze w pierwszego w jej życiu beer-ponga, to będzie dobrze. Chociaż zapewne pewnych rzeczy wolałaby nie kojarzyć, jak chociażby całej powrotnej ścieżki, bo inaczej jej godność zostanie mocno podeptana. I tak już była, ale teraz przynajmniej nie musiała się tym specjalnie przejmować. Zmierzy się z tym jak wróci świadomość i zdrowy rozsądek, który teraz sobie słodko drzemał.
Może wróci wtedy też do dyskusji na temat anime.
Nie wiedziała jak będzie się zachowywać po alkoholu, ale wychodziło na to, że zamiast agresji wchodził w nią entuzjazm pięciolatki oraz pamięć złotej rybki. Zamiast się martwić, że zrobi awanturę, lepiej było po prostu przywiązać ją do siebie na linę, aby nie zrobiła sobie krzywdy na przykład tym, że wbiegnie pod nadjeżdżające auto lub wyglebie się na twarz chcąc zrobić coś głupiego.
Ale chociaż w miarę współpracowała.
Posmutniała jednak w momencie, gdy Evan powiedział, że Georgia nie chce iść na żaden spacer. Zoe to oczywiście by poszła. Była w takim stanie, że zgodziłaby się zapewne też na skok z mostu na bungee, nie mówiąc o tym, że była zdania, że spacer to świetny pomysł. Znowu. Tylko on by się chociaż cieplej ubrał, aby nie musiała go przytulać.
— Nie chsesz? — spytała swoim jakże zawiedzionym głosem, głaszcząc w dalszym ciągu rude futro.
Podążyła spojrzeniem za zwierzakiem, gdy Georgia dołączyła do niej na kanapie. Blondynka przyjęła wygodniejszą pozycję siedzącą, aby być bliżej pieska i zaczęła go głaskać. Uśmiechała się pod nosem niczym zadowolona kilkulatka.
— To choś, bęsiemy się misiaś tutaj — powiedziała do suczki na której skupiła całą swoją upojoną alkoholem uwagę.
Nawet nie zauważyła, że światło zostało zgaszone. Nie widziała żadnych znaków, które miałyby ją ululać, bo skupiała się w tym momencie na psie. Zapomniała też pewnie o tym, że mieli iść do niej, a byli zupełnie gdzieś indziej. U niego w domu. W domu, w którym nigdy nie zamierzała się przecież pokazać, bo raczej byłoby jej tu nie po drodze.
Gdy pies się położył, ona w dalszym ciągu go głaskała. Przeniosła wzrok na chłopaka dopiero w momencie jak się zwrócił bezpośrednio do niej, tym słynnym już przezwiskiem na które zwykle starała się nie reagować.
— Nie jesem smęszona — powiedziała oburzona, jak typowa pięciolatka, której mama każe iść się położyć, bo już późno.
Szybko jednak to oburzenie przeszło. Znowu.
Poprawiła się, aby być jeszcze bliżej pieska i okryła się lepiej kocem, zakrywając też częściowo suczkę do której się tuliła. Zoe nigdy psa nie miała chociaż bardzo chciała, więc teraz, jak miała okazję się poprzytulać i wygłaskać co jej, to zamierzała to wykorzystać.
— A so obejszymy? Włąsz anime! — powiedziała podekscytowana, zerkając w stronę telewizora. — Szo teras ohlądasz? — spytała, naprawdę czekając na maraton. Aktualnie nie wyglądała nawet jakby była śpiąca, ale zapewne jak tylko ciepło koca oraz psa ją uderzy, a w tle zacznie grać jakiś film czy cokolwiek innego, to szybko oczy jej się przymkną.
O tyle dobrze, że ostatni alkohol miała w ustach dawno temu, więc może dzięki spacerowi oraz magicznej tabletce w wodzie, jakoś dożyje jutra i nie będzie aż tak źle. Przynajmniej nie zezgonowała i nie miała breloczka na włosach. Jakąś część godności zachowała.
Evander Kross
Może wróci wtedy też do dyskusji na temat anime.
Nie wiedziała jak będzie się zachowywać po alkoholu, ale wychodziło na to, że zamiast agresji wchodził w nią entuzjazm pięciolatki oraz pamięć złotej rybki. Zamiast się martwić, że zrobi awanturę, lepiej było po prostu przywiązać ją do siebie na linę, aby nie zrobiła sobie krzywdy na przykład tym, że wbiegnie pod nadjeżdżające auto lub wyglebie się na twarz chcąc zrobić coś głupiego.
Ale chociaż w miarę współpracowała.
Posmutniała jednak w momencie, gdy Evan powiedział, że Georgia nie chce iść na żaden spacer. Zoe to oczywiście by poszła. Była w takim stanie, że zgodziłaby się zapewne też na skok z mostu na bungee, nie mówiąc o tym, że była zdania, że spacer to świetny pomysł. Znowu. Tylko on by się chociaż cieplej ubrał, aby nie musiała go przytulać.
— Nie chsesz? — spytała swoim jakże zawiedzionym głosem, głaszcząc w dalszym ciągu rude futro.
Podążyła spojrzeniem za zwierzakiem, gdy Georgia dołączyła do niej na kanapie. Blondynka przyjęła wygodniejszą pozycję siedzącą, aby być bliżej pieska i zaczęła go głaskać. Uśmiechała się pod nosem niczym zadowolona kilkulatka.
— To choś, bęsiemy się misiaś tutaj — powiedziała do suczki na której skupiła całą swoją upojoną alkoholem uwagę.
Nawet nie zauważyła, że światło zostało zgaszone. Nie widziała żadnych znaków, które miałyby ją ululać, bo skupiała się w tym momencie na psie. Zapomniała też pewnie o tym, że mieli iść do niej, a byli zupełnie gdzieś indziej. U niego w domu. W domu, w którym nigdy nie zamierzała się przecież pokazać, bo raczej byłoby jej tu nie po drodze.
Gdy pies się położył, ona w dalszym ciągu go głaskała. Przeniosła wzrok na chłopaka dopiero w momencie jak się zwrócił bezpośrednio do niej, tym słynnym już przezwiskiem na które zwykle starała się nie reagować.
— Nie jesem smęszona — powiedziała oburzona, jak typowa pięciolatka, której mama każe iść się położyć, bo już późno.
Szybko jednak to oburzenie przeszło. Znowu.
Poprawiła się, aby być jeszcze bliżej pieska i okryła się lepiej kocem, zakrywając też częściowo suczkę do której się tuliła. Zoe nigdy psa nie miała chociaż bardzo chciała, więc teraz, jak miała okazję się poprzytulać i wygłaskać co jej, to zamierzała to wykorzystać.
— A so obejszymy? Włąsz anime! — powiedziała podekscytowana, zerkając w stronę telewizora. — Szo teras ohlądasz? — spytała, naprawdę czekając na maraton. Aktualnie nie wyglądała nawet jakby była śpiąca, ale zapewne jak tylko ciepło koca oraz psa ją uderzy, a w tle zacznie grać jakiś film czy cokolwiek innego, to szybko oczy jej się przymkną.
O tyle dobrze, że ostatni alkohol miała w ustach dawno temu, więc może dzięki spacerowi oraz magicznej tabletce w wodzie, jakoś dożyje jutra i nie będzie aż tak źle. Przynajmniej nie zezgonowała i nie miała breloczka na włosach. Jakąś część godności zachowała.
Evander Kross