Strona 4 z 4

close enough to bruise, close enough to break

: sob gru 13, 2025 8:30 pm
autor: Pilar Stewart
W tych waszych szkołach dla bogaczy, to widzę jest straszna bieda — skwitowała, gdy on tak się rozwodził na temat elitarnych szkół, w których nie wiedzieli nawet, czym była rzecz tak prosta jak piłka lekarska. I chociaż pewnie Galen mógłby odbić piłeczkę w jej stronę i zarzucić jakimiś fikuśnymi nazwami rzeczy zrobionych z prawdziwego złota, o których Stewart nie miała zielonego pojęcia, tak dla niej, wciąż było to jakieś rozbrajające. — Jeszcze mi powiedz, że nie jadłeś hot-dogów na obiad — rzuciła, chociaż dałaby sobe rękę uciąć, że dokładnie tak było. Przecież w takich elitarnych placówkach zapewne karmili się kawiorem i jajkami jednorożca, polanymi sosem z moczu królewskiego sokoła.
I pewnie mogli tak sobie dyskutować o tym czego to nawzajem nie mieli w swoich życiach, jednak Lambo przecież samo się nie zaliczy, tak? A więc Pilar dała mu te dwie minuty dziesięć minut i już po chwili opuszczali Kingsway Boxing Club, witając się z zimą, panującą w Toronto.
Normalnie nienawidziła zimy, zdecydowanie wolała bardziej gorące klimaty, jednak po tym całym treningu i wszystkim, co miało miejsce, odrobina chłodnego powietrza zdecydowanie działała na korzyść. Pilar aż zaciągnęła się mocno, rozciągając mięśnie. Dopiero kiedy Galen stanął tuż przed nią z kluczykami w ręce, podniosła na niego ciemne spojrzenie.
Tak. Będziesz tak głupi — skinęła głową, malując na twarzy jeden ze swoich firmowych uśmiechów, a potem przysunęła się do niego bliżej, zaciskając palce na pilociku, który trzymał w dłoni. — Chociaż oboje dobrze wiemy, że będzie zajebiście — dodała już nieco ciszej, również pozwalając sobie na to, by opuszki jej palców musnęły jego gorącej skóry. Przejechała po jego otwartej dłoni, a kiedy już kluczyki w pełni wylądowały w jej ręce, podrzuciła nimi kilkakrotnie.
Obeszła samochód, dziękując w duchu, że Wyatt chociaż tyle pozwolił jej zrobić samodzielnie. Szanowała to jego dżentelmaństwo, nawet jej to imponowało, jednak Stewart też lubiła być samodzielna i sama wsiadać do auta, szczególnie kiedy zamiast wysokich szpilek miała na sobie płaściutkie kozaki.
Usadziła się wygodnie, przy okazji ściągając jeszcze płaszcz, który razem z torbą pozwoliła sobie rzucić na tylne siedzenie. Następnie poprawiła fotel — miała długie nogi, ale z pewnością nie tak długie jak Wyatt, więc naturalnie musiała się odpowiednio przysunąć. Umieściła kluczyk w stacyjce i nim cokolwiek, zaczęła się bawić ustawieniami ogrzewania.
Podgrzać ci tyłek? — spytała grzecznie, przy okazji już ustawiając odpowiednie parametry na siedzeniu kierowcy. Może nie powinna się tak rządzić w j e g o aucie, jednak z drugiej strony ich relacja była tak popierdolna, że Stewart z jakiegoś dziwnego powodu poczuła się, że jednak może. Poza tym, zainteresowała się jego prezesowskim tyłkiem, to chyba całkiem ładnie z jej strony, czyż nie? A potem nawet jeszcze zwróciła uwagę na ten ponownie zacięty pas. Aż uniosła brew w górę, przyglądając mu się uważnie.
Zapinanie pasów przerasta cię na porządku dziennym, czy tylko jak ja siedzę za kółkiem? — prychnęła, zaglądając w jego niebieskie oczy. Przez moment zastanowiła się, czy pomyślał o tym samym. Czy przypomniał sobie ten moment po wizycie i Seeleya, kiedy Stewart skończyła na jego kolanach. Bo ona z pewnością. Może dlatego podniosła się z miejsca o wiele bardziej ostrożnie niż wtedy i zamiast napierać na niego całym ciałem, przytrzymała się jedną dłonią siedzenia i dopiero wtedy sięgnęła jego pasa. — Lubisz jak się odwala za ciebie całą robotę? — spytała, wyciągając czarny materiał, który z ł a t w o ś c i ą wyszedł pod wpływem lekkiego pociągnięcia. Spojrzała na jego twarz, która okazała się zdecydowanie za blisko. — Musisz być bardziej delikatny — poinstruowała go na następny raz, kiedy będzie tu siedział z jakąś inną dziewczyną, a ona nie będzie już tak łaskawa jak Pilar, żeby go tak zapinać za każdy razem tak, jak zrobiła to i teraz.
Ze swoimi pasami uporała się w kilka sekund i nim Galen zdążył jeszcze cokolwiek dodać, Stewart już zaciskała palce na kierownicy, malując na twarzy pełen ekscytacji uśmiech. Trochę jak małe dziecko, które po raz pierwszy zostało zabrane na nową salę zabaw.
Lambo zaryczało jak na zawołanie, gdy wcisnęła gaz.
Wybornie.
Ostrożnie wyjechała na zaśnieżoną ulicę, dołączając się do ruchu drogowego. Dopiero kiedy znaleźli się na ekspresówce, Pilar pozwoliła sobie docisnąć pedał jeszcze mocniej, sprawdzając prawdziwe możliwości samochodu.
Driftowałeś nim kiedyś? — spytała po chwili, wciąż patrząc przed siebie. Prędkość jaką osiągała, zdecydowanie wymagała na niej odpowiedniego skupienia, chociaż po jej głowie już chodził kolejny pomysł. W końcu była zima, parkingi były tak pięknie oszronione, ślizgały się… aż szkoda by było z tego nie skorzystać.

Galen L. Wyatt

close enough to bruise, close enough to break

: wt gru 16, 2025 7:03 pm
autor: Galen L. Wyatt
Uniósł jedną brew kiedy powiedziała o tych hot-dogach, oczywiście, że przypomniał sobie, jak wkręcał Cherry, że są zrobione z psa. Jednak postanowił zachować to dla siebie, pokręcił tylko głową.
- Hot-dogi na obiad? Ktoś tak w ogóle je? - druga brew też powędrowała do góry, bo Galen o hot-dogach wiedział tyle, że można je kupić na stacji, na meczu, w niektórych knajpach, ale żeby je jeść na obiad? On na obiad jadł krem z toskańskich pomidorów, albo kotlet z jednorożca w płatkach złota, a nie hot-dogi. A to wszystko posypane kawiorem i dolarami.
Jakoś nie mógł uwierzyć w te hot-dogi na obiad, chociaż z drugiej strony on w wiele rzeczy nie mógł uwierzyć, w to, że te kurczaki z Wendys są takie pyszna na przykład, a były.
Galen pewnie jeszcze by pociągnął temat, może zapytał jak taki hot-dog może być pełnowartościowym obiadem, bo Galen takie właśnie jadł, pełnowartościowe, warte tyle co czternaście, albo czterdzieści, hot-dogów. Ale zamiast tego poszedł się przebrać, a później to już wychodzili z tego klubu. Oczywiście kiedy to mroźne powietrze omiotło jego sylwetkę, to Wyattowi przeszedł po plecach dreszcz, bo jego płaszczyk był elegancki, drogi jakby był ze złota, ale wcale nie ciepły.
- Z ostatniego razu nie wszystko pamiętam, więc uznajmy, że okaże się, czy zajebiście - to ostatnie słowo powiedział jakoś dziwnie, bo przecież Galen rzadko tak mówił, dla niego mogło być cudownie, wspaniale, czy jakoś tam...
Chociaż zajebiście brzmiało intrygująco, do tego stopnia, że na chwilę zawiesił na Pilar te niebieskie tęczówki, kiedy obeszła samochód, żeby usiąść na miejscu kierowcy. A może on po prostu czasem nie umiał oderwać od niej spojrzenia?
W końcu wsiadł do samochodu, ale nie zdjął od razu swojego płaszcza, bo jednak Galen był delikatny jak francuski piesek, albo taki chihuahua w puchatej kurteczce.
- Tak, włącz... - powiedział i nawet sięgnął do tych ustawień podgrzewania, ale dotknął tylko na moment jej dłoni, na którą po prostu się nadział, bo ona już tam wszystko ustawiała. Nie dokończył też, bo sam to uwielbiał, bawić się tymi przyciskami, sprawdzać je na własnej skórze, w takiej swojej nowej, drogiej zabaweczce.
Też się mogła pobawić, Galen nie miał nic przeciwko temu, a nawet jeden kącik jego ust drgnął do góry, bo oni mimo, że tak różni, to odrobinę byli do siebie podobni, chociażby pod tym względem, że byli ciekawi tych swoich światów. On tego jej, a ona jego.
Dopiero kiedy ustawiła grzanie, to Galen zdjął płaszcz i rzucił go do tyłu, wyprostował koszulę przejeżdżając ręką po swojej klatce piersiowej, bo przecież musiała być nieskazitelna, a potem... szarpnął ten pas.
Wypuścił mocno z płuc powietrze, bo na siedzeniu kierowcy mu się to nie zdarzało. A tutaj może ciągnął pod złym kątem? Aż się obejrzał do tyłu, ale zaraz jego intensywnie niebieskie oczy zwróciły się na nią, kiedy się odezwała.
- Na co dzień ich nie zapinam, ale dzisiaj boję się mandatu - rzucił, ale oczywiście kłamał, bo zapinał pasy, bo na co dzień wcale nie miał z tym trudności. Z nią miał, oczywiście przypomniał sobie, kiedy po kolacji u Selleya ona mu je zapinała, w jego Porsche, lądując u niego na kolanach. Niebieskie tęczówki spoczęły na jej dużych, czekoladowych oczach, które z tak bliska zyskiwały jeszcze taką specyficzną głębię, kiedy się nad nim pochyliła.
- Nieszczególnie... - zaczął i na pewno miał powiedzieć coś jeszcze, ale zaraz usłyszał za uchem to charakterystyczne szuranie wysuwanego pasa i aż wywrócił oczami, które potem znowu zatrzymały się na jej twarzy - delikatny? - powtórzył po niej - to jakim cudem Tobie się udało Pilar? - bo ona nie była wcale delikatna, a przynajmniej według niego. Nie miała w sobie tej delikatności, ani w ruchach, kiedy całowała go tak dziko, ani nawet kiedy miała udawać damę z wyższych sfer, to jednak wcale nie delikatną.
Nie odezwał się już jednak wcale, kiedy Pilar odpaliła silnik, kiedy Lambo zaryczało głośno, gdy zjechała z krawężnika, pewnie z miejsca dla inwalidów, które Galen nagminnie zastawiał. Jego spojrzenie wciąż błądziło z zaśnieżonej ulicy, do jej twarzy, na której finalnie się zatrzymało. Chociaż na tej ekspresówce, gdy ona dodawała gazu, a wcale nie było tego czuć, jedynie po tych latarniach, które tak szybko mijali, innych samochodach zostawionych z tyłu, to Wyatt spojrzał w szybę. Lubił szybką jazdę, a jednak dziwne było to, że to nie on to kontrolował, to zawrotne tempo. Aż się odrobinę spiął i zacisnął palce na rączce na drzwiach.
- Co ci chodzi po głowie Stewart? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie, chociaż chyba wiedział. Nawet przez chwilę chciał powiedzieć, że to nie jest auto do driftowania, ale z drugiej strony... nie chciał psuć zabawy. A na śliskiej powierzchni, jaką akurat mieli, każde auto pojedzie, nawet to Lambo wyposażone w te wszystkie antywypadkowe bajery. Sięgnął ręką, żeby jej przełączyć na tryb sport, czyli pewnie powyłączać te wszystkie udogodnienia. Już miał cofnąć rękę, ale oparł jeszcze palce na jej dłoni, tej która spoczywała gdzieś tam na biegach.
- Tylko go nie rozwal, już ostatnio wydałem krocie, żeby go naprawić po tym ataku niedźwiedzia - mruknął i przesunął palcami po jej gładkiej skórze, delikatnie, bo on przecież wbrew temu co powiedziała, to był delikatny.
Poprawił się na siedzeniu, kiedy zjechała z drogi na jakiś z tych parkingów na uboczu miasta, Galen nawet nie wiedział co się tutaj znajduje, pewnie jakiś supermarket, a on nawet w takich nie bywał. Przysunął nos do szyby, żeby przez nią wyjrzeć, puściusieńko, a w tle jakiś majaczący, ciemny budynek.
- To jeszcze wyłącz - sięgnął ponad jej udem, żeby wyłączyć jeszcze jakieś inne zabezpieczenia, z którymi to auto by ich pewnie zaraz samo wyprowadziło z poślizgu.

Pilar Stewart

close enough to bruise, close enough to break

: wt gru 16, 2025 9:48 pm
autor: Pilar Stewart
Spojrzała na niego uważnie, gdy powiedział, że z ostatniego razu nie pamiętał wszystkiego. Ciekawe co w takim razie pamiętał? Przez moment przebiegły po jej myślach wspomnienia tamtego wieczoru — kolacja u Arthura, kiedy po raz pierwszy prowadziła jego samochód, gdy wyciągała go z auta, by z bliska obejrzeć jego obitą dłoń, by wydrzeć się na niego, że był kompletne bezmyślny, gdy troszczyła się o niego, że coś mogło mu się stać, aż końcu jak zabrała go do Wendy’s, bo przecież jedyne co tam zjedli u tego gwałciciela, to było jakieś gówno z cukinii i piachu. Z Wendy’s też wszystko pamiętała. Każdą, pojedyncza rozmowę, którą przeprowadzili, kiedy rozmawiali o marzeniach, szczęściu w życiu i miłości. Na samo wspomnienie tego wszystkiego, przez ciało Pilar przeszedł dreszcz; zawędrował od czubka głowy aż po same lędźwia, chociaż ona nie dała nic po sobie poznać. Nie mogła. Nie mogła przecież być jeszcze większą hipokrytką niż na sali. Nie mogła mówić mu jednego, a potem robić drugiego.
A jednak kiedy zapinała mu pas, kiedy znowu jego twarz była tak blisko jej, nie mogła się powstrzymać, by nie przesunąć po niej wzrokiem. By nie zwrócić uwagi na jego obłędnie błękitne oczy, na włosy, w których palce same chciały się schować i usta, które jakiś czas temu zachłannie całowała. Bo może ona faktycznie nie potrafiła być delikatna? Tylko i wyłącznie dzika, jak zwierzę, które dopiero co zostało wypuszczone z klatki — narwane i impulsywne. Może przy nim nauczyłaby się tonować? Może gdyby przejęła chociaż trochę tego jego spokoju, umiałaby być bardziej wyczulona?
Sugerujesz, że nie potrafię być delikatna? — spytała w końcu, przysuwając się do niego jeszcze bliżej, wyzywająco wręcz. Drgnęła nawet dłonią, by przejechać po przyjemnym materiale jego koszuli, a dokładniej bo bielutkim kołnierzyku, który podwinął się nieznacznie. Poprawiła go ostrożnie, d e l i k a t n i e. I chociaż przez moment miała ochotę przesunąć palcami w dół, wzdłuż guzików, bardzo szybko wybiła z głowy ten pomysł i wróciła na miejsce, by zaraz sunąć pośpiesznie po autostradzie.
Lambo prowadziło się wybornie — było ciche, lekkie, absurdalnie łatwe w kontroli, a przy tym tak podniecająco szybkie. Stewart kochała prędkość. Była uzależniona od adrenaliny, a kiedy na liczniku było prawie trzysta, krew w żyłach naturalnie wrzała, podczas gdy serce w piersi waliło w zastraszającym tempie.
Czuła na sobie jego wzrok.
On zaś mógł zobaczyć na jej twarzy szczerą, dziecięcą wręcz ekscytacje. Każde, pojedyncze dociśnięcie gazu powodowało na jej ciele dreszcze i to był chyba taki jedyny moment, w którym Pilar żałowała, że nie jest obrzydliwie bogata. Bo gdyby była szybka furka byłaby pierwszym, co by sobie sprawiła — chuj z domem, chuj ze spłaceniem kredytu… f u r k a.
Co ci chodzi po głowie Stewart?
W tym aucie? — spojrzała na niego przelotnie, uśmiechając się pod nosem, a zaraz potem przygryzła jeszcze dolną wargę. — Kurewsko dużo rzeczy — odpowiedziała zgodnie z prawdą. Bo chociaż oczy były w pełni skupione na drodze, w myślach tworzyła się setka pomysłów związana z lambo; gdzie chciałaby je zabrać, czego wypróbować, jakie funkcje przetestować… i też ten śnieżny drift, o którym wcześniej wspomniała. Lista była całkiem długa i nawet miała zamiar przedstawić ją Galenowi, tylko wtedy on zaczął przestawiać tryby na ekranie, by już po chwili osadzić ciepłą dłoń na jej, równie gorącej, a może nawet bardziej. Jego dotyk był przyjemny, delikatny, zupełnie inny niż Noriegi — mniej elektryzujący, bardziej bezpieczny — i może dlatego nawet nie drgnęła. Pozwoliła mu na ten drobny gest, nie dając niczego po sobie poznać.
Nic nie rozwalę, Wyatt — wywaliła oczami na jego uwagę. Kierowała się na opuszczony teren, co ona mogła tam rozjebać? Przecież tam nie było w co wjechać, nawet gdyby chciała. Na uwagę o niedźwiedziu uniosła brew w rozbawieniu. — Słyszałam — zacisnęła usta w wąską linie, próbując nie wybuchnąć śmiechem. W związku z tym, że Galen wciąż był podejrzany o handel ludźmi, policja prowadziła szczegółowe raporty z jego życia i oczywiście, że to zgłoszenie ratunkowe również dotarło na komisariat. Nawet stało się historią tygodnia w kuluarach. Dalton przygotował nawet głosowanie na tablicy korkowej, w której inni głosowali, kto wygrałby staracie — baby niedźwiedź czy Wyatt, ale to akurat postanowiła zostawić dla siebie.
Włączyła kierunkowskaz, zjeżdżając z głównej drogi i już po chwili sunęła po pustej, oblodzonej przestrzeni tuż przed starym, zamkniętym marketem. Zatrzymała się na samym środku, by jeszcze raz poprawić fotel i przysunąć go nieco bliżej, tylko pech chciał, że Galen akurat nachylił się, żeby pogrzebać przy ustawieniach pod jej udami i chcąc nie chcąc, ich dłonie spotkały się tuż pod jej rozkraczonymi nogami.
Jak tak wszystko powyłączasz, to nic nie będzie działać — odezwała się cicho, przyglądając mu się uważnie. Dłoni wcale nie cofnęła, trwała przez moment w bezruchu i dopiero po chwili przesunęła ją wzdłuż jego knykci w górę, finalnie się prostując. — Siadaj porządnie, żeby nic ci się nie stało — wbiła ciemne spojrzenie w jego błękitne oczy. — Będzie szarpać — ostrzegła, żeby mógł się przygotować. Nie wiedziała, na ile Galen miał doświadczenie w tego typu zabawach, ale Pilar miała całkiem spore. Tak właśnie spędzała przerwy w robocie z chłopakami z komisariatu, szczególnie zimą, chociaż nigdy nie robiła tego w Lambo.
Serce zabiło jej szybciej.
Lamborghini stało przez moment nieruchomo, podczas gdy silnik cicho mruczał. Wiedziała, że lód nie wybacza błędów i właśnie to sprawiało, że skóra na jej karku mrowiła z podniecenia.
Lubisz adrenalinę, Galen? — spytała jeszcze zaczepnie, zaciskając palce na kierownicy. Chciał czuć, dać się porwać? No to zaraz będzie miał okazję. Dlatego nie czekając już na nic, a tym bardziej na jakąkolwiek reakcje czy sprzeciw z jego strony wcisnęła gaz. Opony straciły przyczepność niemal natychmiast, a samochód ruszył przed siebie.
Lewa stopa przytrzymała sprzęgło, prawa zawisła nad gazem, a potem już tylko energiczny skręt kierownicy, podczas czy palce zwinnie szarpnęły za ręczny. Tył lambo natychmiast zerwał przyczepność. Puściła ręczny i wbiła gaz, a samochód poszedł bokiem szerokim, bezczelnym łukiem. Następnie kontra: szybki ruch nadgarstków, precyzyjny, wyćwiczony, jakby robiła to już setki razy. Bo przecież tak właśnie było.
Drift był długi, śliski, niemal bezwstydnie płynny. I d e a l n y.
Serce waliło jej w skroniach, gdy kontrowała każdy ruch, wydłużając to wyborne doświadczenie, powtarzając je jeszcze kilka razy, aż w pewnym momencie lamo wykręciło idealne kółeczko wokół własnej osi. Aż w końcu się zatrzymała. Z impetem. Dobrze, że mieli na sobie pasy, bo jeszcze któreś wylądowałoby na przedniej szybie.
Spojrzała na Galena, czując jak całe jej ciało buzowało. Klatka piersiowa unosiła się energicznie, a krew przepływała w zastraszającym tempie.
I co myślisz? — wydyszała, przyglądając mu się uważnie. — Chcesz spróbować?

Galen L. Wyatt

close enough to bruise, close enough to break

: śr gru 17, 2025 10:04 pm
autor: Galen L. Wyatt
Niebieskie oczy Galena przez moment błądziły po przedniej szybie, kiedy on też sobie przypominał to wszystko, tę kolację u Seeleya, tylko on zwracał uwagę na odrobinę inne rzeczy niż Pilar. Na to jak walczyła, żeby założyć podsłuch, jak się spinała, kiedy udawała zainteresowaną modą Anitkę, na to jak pięknie wyglądała w sukience, którą jej wybrał i w tej bajecznej kolii, którą sprzedała... A Galen ją odkupił, i zrobiłby to pewnie jeszcze ze sto razy. Za każdym razem, by ją odkupił, bo może jeszcze nadarzy się okazja, by ją jej znowu wręczyć?
A może nigdy?
Może będzie spoczywała u niego w biurku, w szufladzie, razem z rodowym pierścionkiem zaręczynowym Wyattów, już na zawsze.
Pamiętał te ich rozmowy i to z jakim błyskiem w oku prowadziła wtedy Porsche, dlatego dał jej kluczyki od Lambo, bo chciał, żeby te jej piękne, brązowe oczy zabłyszczały znowu od świateł latarni, które mijali. Chociaż... to chyba nie te światła, a ta szybka jazda. Galen doskonale znał to uczucie, bo przecież sam je uwielbiał.
Na jej pytanie, czy sugeruje, że nie potrafi być delikatna pokręcił tylko głową. Tak właśnie sugerował, tak uważał, chociaż poznał Pilar z takiej strony, której nie każdy się po niej spodziewał, kiedy opowiadała o swoim dzieciństwie, kiedy rozmawiała z Marie, kiedy zwierzała mu się w Wendys, nad tymi kurczakami... To nie uważał jej za delikatną. Pilar była narwana, dzika, intensywna, ale to go w niej pociągało. Bo tego brakowało w życiu Galena Wyatta jakiegoś takiego pierwiastka tej dzikości, przygody, nieoczywistej, a takiej która może zaskoczyć, i ona mogłaby mu to dać. A tak przynajmniej uważał Wyatt, kiedy jego wzrok zjechał na jej dłoń, na jego śnieżnobiałym kołnierzyku. Pasowała do niego, do tego, żeby go poprawiać, zanim na przykład poszedłby do biura. Do tego, żeby się wozić jego bajecznymi samochodami. Aż Galen się zastanowił, czy do jego apartamentu też by pasowała? Na pewno.
Kącik jego ust uniósł się ku górze, gdy prędkość dochodził do tych trzystu na godzinę, bo Galen też go tak testował, czy rzeczywiście wyciąga maksymalnie to trzysta sześć na godzinę. Wyciągał. A do tego robił to z taką gracją, że w tym aucie można było się zakochać. Wyatt był zakochany, jak we wszystkich swoich samochodzikach.
Niebieskie tęczówki znowu spoczęły na jej twarzy, kiedy powiedziała to kurewsko dużo rzeczy, bo kiedy Galen tu wsiadł po raz pierwszy to też w głowie miał to kurewsko dużo rzeczy, tylko on już wiele z nich przetestował, między innymi tylną kanapę i te podgrzewane fotele, na których sobie woził do biura kawę, żeby mu nie wystygła. Co prawda driftowania po śniegu nie próbował, jeszcze.
Bo jednak chyba dzisiaj miało się to zmienić.
Przejechał palcami po jej ręce, ale w końcu ją cofnął, oparł na kolanie, na tych swoich eleganckich, drogich spodniach. Na to jej nic nie rozwalę zerknął na nią z ukosa, jakby jej nie znał, to by w to od razu uwierzył, ale widział Pilar w akcji, kiedy targała na łóżku pościel w Quebec, kiedy później u Seeleya poleciała z nim na podłogę jak długa, nie był tego nie rozwalania niczego taki pewny, a jednak się nie odezwał, skinął głową. Gdy powiedziała, że słyszała o niedźwiedziu też się nie odezwał, podejrzewał to, liczył się z tym, że wciąż jest prześwietlany. Właściwie ta historia z niedźwiedziem to rozniosła się już też w firmie, chociaż Galen nie do końca wiedział jakim cudem... No może o tym wspomniał przy ekspresie do kawy? Do jakiejś sekretarki?
Dopiero kiedy przysunęła się z tym fotelem tak, że jego dłonie wylądowały miedzy jej udami, to spojrzał na nią z bliska, niebieskie tęczówki odnalazły jej ciemne oczy.
- No i o to chodzi, żeby nie działało, tylko, żeby się ślizgał - powiedział powoli, ale nie cofnął ręki, nawet czując na niej jej ciepły dotyk, jeszcze później zahaczył palcem o jej udo, przesunął nim do góry, niby przypadkiem, niby tylko cofając rękę, ale tak naprawdę z pełną premedytacją. Patrząc jej prosto w oczy.
Zaraz jednak usiadł jak mu kazała, oparł się o oparcie, a nawet chwycił się za uchwyt na suficie przy drzwiach, żeby nim nie szarpało, bo czuł, że będzie.
Może i Galen nie był jakimś mistrzem driftowania, jakimś street racerem, ale... lubił sobie pojeździć po torze. Lubił jazdę w ekstremalnych warunkach, co prawda w takich kontrolowanych, ale ta dzisiejsza mogła być jeszcze nawet bardziej ekscytująca.
Na to jej pytanie, czy lubi adrenalinę, strzelił oczami. Chociaż może Pilar wcale go nie poznała od tej strony, ale tak, Galen lubił adrenalinę, był od niej uzależniony. Może nie tak, że musiał być ciągle w ruchu, ciągle jej sobie dostarczać, ale jednak wszelkie sporty ekstremalne były dla niego naprawdę przednią rozrywką.
- Wtedy czuję, że żyję, a Ty Pilar? - odpowiedział równie zaczepnie, chociaż przecież znał odpowiedź. Widział ją w jej palcach zaciskających się na kierownicy. Te jego też zacisnęły się mocniej na uchwycie. Nie patrzył prawie w ogóle w szybę, tylko na nią, na te jej precyzyjne ruchy, a przede wszystkim na twarz, na której pod wpływem tego driftu malowała się prawdziwa ekscytacja. Na tej Wyatta pewnie też, serce przyspieszyło, krew uderzyła do głowy. Jego lekarz by go chyba za to zabił, ale przecież nie musiał o niczym wiedzieć. Lepiej, żeby nie wiedział.
Kiedy wykręciła to pełne kółko, a niebieskie oczy Galena skierowały się za szybę, to z jego płuc wyrwało się głośne.
- Wow - bo naprawdę był pod wrażeniem, a potem gdy zatrzymała auto i szarpnęło nimi do przodu, to Galen zaraz odpinał swój pas.
- Teraz ja... Zobaczymy za którym razem mi wyjdzie - i on już wysiadał z auta, już w tych swoich eleganckich bucikach szedł po śniegu. A potem otworzył drzwi od kierowcy i pchał się do środka przepychając ją nad skrzynią biegów na siedzenie pasażera, ale Pilar powinna się tam zmieścić. Za to Galen wcale się nie zmieścił na siedzenie, które przysunęła tak blisko, szarpnął za nie, żeby je cofnąć, a że Stewart jeszcze się przeciskała na to jego miejsce, to nią też szarpnęło, kiedy siedzenie Wyatta odsunęła się do samego tyłu. Tak nią szarpnęło, że wylądowała tyłkiem na jego kolanach, znowu...
Galen tylko wypuścił mocno z płuc powietrze prosto w jej twarz, bo tym razem to był taki upadek, że go poczuł.
- Delikatnie Pilar... - mruknął i chociaż było całkiem przyjemnie, to Galen już wciskał palce pod jej kolano, żeby wstała - dawaj, teraz ja - oczywiście chodziło mu o to driftowanie, bo Galen to jednak już się napalił jak dziecko.
Kiedy w końcu Pilar przeszła na odpowiedni siedzenie, a on ustawił to swoje, a potem zapiął pas, bez najmniejszego problemu, to zerknął na nią z ukosa.
- Gotowa? - zapytał i jeszcze sięgnął palcami, żeby przejechać po jej udzie, żeby zatrzymać je na zapięciu jej pasa, a później to już zacisnąć na hamulcu ręcznym.
Galen też nacisnął gaz do dechy, a później ręczny i kontra kierownicą, chociaż te jego ruchy były bardziej wyuczone, jakieś sztywniejsze, mniej było w nich instynktu, więcej kontroli, aczkolwiek za dziesiątym razem chyba, udało mu się to kółko wykręcić. Serce waliło w piersi jak szalone, kiedy w końcu zatrzymał auto gdzieś przed tym ciemny marketem.
- To było... zajebiste - pokiwał głową z uznaniem, kiedy te niebieskie tęczówki znowu odnalazły jej piękne, brązowe oczy.

Pilar Stewart

close enough to bruise, close enough to break

: pt gru 19, 2025 8:12 pm
autor: Pilar Stewart
Pilar kochała adrenaline. I to wcale nie w dobrym tego słowa znaczeniu.
Ona była od niej u z a l e ż n i o n a.
Do tego stopnia, że niekiedy sama prowokowała sytuacje, w których serce musiało zabić mocniej, a ciśnienie w krwi podnieść się do odpowiedniego stopnia. Epinefryna była dla niej narkotykiem, od którego nie potrafiła się uwolnić i chociaż miała w pełni tego świadomość, wciąż w to brnęła. Całe szczęście (dla niej) miała pracę, która z wielką łatwością ułatwiała jej znalezienie się w sytuacjach podwyższonego ryzyka, gdzie hormon walki mógł się odpowiednio szybko uwolnić.
Chociaż ona nawet poza pracą wiecznie łaknęła tego uczucia. Nawet teraz, przy Galenie, kiedy zamiast trzymać się na dystans — szczególnie po tym wszystkim co zaszło między nimi na sali i ilości krzyków oraz żali, jakie się wylały — ona wciąż igrała z ogniem. Szła w to zaparte, jakby tym samym sprawdzała nie tylko jego granice ale i swoje własne. Łaknęła czuć, cokolwiek, szczególnie po tym, jak w poprzedni weekend czuła aż za bardzo. Miała wrażenie, że od tego czasu jest na okropnym deficycie adrenaliny i nawet praca zdawała się z tym nie pomagać. A najgorszy w tym wszystkim był fakt, że Galen zdawał się ja doskonale rozumieć.
Wtedy czuje, że żyje, Pilar.
Ona też to czuła. Właśnie wtedy, gdy serce waliło w piersi jak oszalałe, puls przyspieszał, oddech robi się płytszy, pojawiał się pot, drżenie ciała i to ciężkie to odpisania poczucie mocy, jakby człowiek mógł zrobić wszystko.
I to wszystko pojawiło się w ułamku sekundy, gdy lambo zaczęło niebezpiecznie wariować na oblodzonym parkingu. Szarpało nimi na lewo i prawo, silnik warczał ewidentnym w sprzeciwie, a twarz Pilar promieniała jak jeszcze nigdy tego wieczoru. Chłonęła to uczucie jak największa ćpunka, wbijała je sobie dożylnie, ciesząc się pod nosem.
Kiedy było już po wszystkim spojrzała na Galena. Widziała w jego spojrzeniu dokładnie te same emocje, widziała jak jego klatka piersiowa unosi się energicznie, jak w obłędnie błękitnych oczach mieni się setka maleńkich iskier. Podobało mu się. A to zaś jeszcze bardziej spodobało się Pilar.
To był twój pierwszy raz? — spytała zaczepnie, opadając ciężko na oparcie. Wcisnęła głowę w zagłówek i przekręciła tak, by mogła wciąż na niego patrzeć, podczas gdy ciało chłonęło te wszystkie emocje. Czuła, jak krew błądziła po ciele, jak skronie pulsowały rytmicznie, podczas gdy jej dłoń zawędrowała do zapięcia jego pasa, gdzie spotkała się z tą jego, która również sięgnęła, by się rozpiąć. Pilar nie cofnęła ręki. Zamiast tego wcisnęła dwa palce między jego i nacisnęła gniazdo. — Lubię być prekursorem twoich pierwszych razy — rzuciła zadowolona, wwiercajac w niego ciemne spojrzenie. Kilka już ich było: Wendy’s, zakładanie podsłuchu, czy chociażby tworzenie zupełnie nowej tożsamości, na którą na wizytę w Quebec nawet dostał własne papiery. Podobało jej się to. Było coś urzekającego w tym, jak doświadczał przy niej nowych rzeczy, a ona samolubnie chciała pokazać mu jeszcze więcej.
Obserwowała uważnie jak zerwał się z miejsca i wyskoczył z auta jak oparzony. Stewart zdążyła jedynie odpiąć własny pas, kiedy Galen już wciskał się do środka, tym samym nie zostawiając jej innej opcji niż przeciśnięcie się na miejsce pasażera w ten najmniej wygodny sposób.
Nie mogłeś poczekać aż wysiądę? — mruknęła niezadowolona, układając kolano tuż obok skrzyni biegów. — Wystarczyło powiedzieć, że chcesz sobie bezczelnie popatrzeć na mój tyłek — to może nawet by jakoś nim ładnie zakręciła podczas przechodzenia na drugą stronę JAK NORMALNY CZŁOWIEK, a zamiast tego musiała przeciskać się nad skrzynią biegów, dziurami na kubki i wielkim, dotykowym ekranem. I jakby tego było mało, dokładnie w momencie, w którym jedną nogą już prawie przeszła na drugą stronę, Wyatt szarpnął fotelem, odjeżdżając z jej kolanem.
Galen! — tylko tyle zdążyła krzyknąć, zanim nie wylądowała na jego kolanach. Odruchowo przytrzymała się jego koszulki, szarpiąc ją, by się przytrzymać, przez co jeden z guzików wystrzelił w powietrze i poleciał gdzieś między jego nogi. — I co narobiłeś? — spytała z udawaną powagą, w tym samym czasie przygryzając policzek od środka. Może powinna przeprosić? Pewnie ta koszula kosztowała więcej niż jej miesięczny czynsz, ale z drugiej strony… — W sumie do twarzy ci z takim… nieładem — przejechała palcami po miejscu, w którym jeszcze chwile temu znajdował się guzik, a gdzie teraz było widać skrawek jego nagiej klaty, a potem przeniosła dłonie jeszcze na jego włosy, które również zmierzwiła bez ostrzeżenia. Skoro chciał zamienić się miejscem i bawić w driftowanie, wyglądem też musiał nadrabiać, nie? A tak naprawdę, to Pilar po prostu chciała to zrobić. I może zrobiłaby nawet coś jeszcze, gdyby Galen nie zepchnął jej z siebie.
Przetoczyła się na drugą stronę, zapięła pas i z uwagą obserwowała, jak Wyatt zabiera się za drift. Jego ruchy były zupełnie inne od tych Pilar — spokojniejsze, ostrożne i uważne — i tym samym niewystarczające, by odpowiednio agresywnie prowadzić auto w ruch. Obserwowała go przez jakiś czas, a kiedy po czwartym razie zrobił marne pół obrotu, poprawiła się na fotelu.
Szybciej — poinstruowała go, przyglądając się licznikowi na ekranie. — Musisz m-mocniej — warknęła, podczas gdy jej dłoń zacisnęła się na tej jego otulającej sprzęgło i pomogła mu je szarpnąć z należytą dzikością, tym samym wbijając się w jego skórę. Auto zakręciło pełnego bączka, a Pilar jedynie uśmiechnęła się pod nosem. Opadła na siedzenie, tym razem dając mu już pełną kontrolę nad pojazdem. Ogólnie szło mu świetnie, po prostu momentami był zbyt delikatny. Typowy Galan Wyatt.
To było... zajebiste.
Spojrzała na niego uważnie. Jego oczy mieniły się tysiącem drobnych świetlików, a większość błękitnej tekstury zajęła czerń rozszerzonych źrenic. Wyglądał, jakby właśnie strzelił sobie krechę, chociaż w rzeczywistości była to czysta, otulająca ciało adrenalina. Pilar też to czuła. Pławiła się w tym uczuciu.
Całkiem nieźle, Wyatt — skinęła głową, racząc go pochwałą. Spuściła wzrok na jego rozchylone wargi, z których powietrze ulatywało w zastraszającym tempie, a następnie na klatkę piersiową, nierówno unoszącą się w górę i dół. Nachyliła się w jego kierunku. — Jak twoje serce? — spytała po chwili, jakby dopiero co sobie przypomniała, że przecież Wyatt był po zawale i raczej nie powinien bawić się w tego typu igraszki. Kurwa. Odpięła pas i na krótką chwilę przystawiła dłoń do jego piesi, sprawdzając dokładne tempo uderzeń. — Jest okej? — dopytała, malując na twarzy faktyczną troskę. Jeszcze tego by brakowało, żeby w jej pogoni za adrenaliną facet zszedł na serce. — Zamienimy się? Mogłabym w ramach ostatniej przejażdżki odwieźć się do domu.

Galen L. Wyatt

close enough to bruise, close enough to break

: sob gru 20, 2025 3:01 pm
autor: Galen L. Wyatt
Jasne, że mu się podobało, bo to nawet było lepsze niż drifotwanie na torze pod okiem jakiegoś instruktora, bardziej naturalne, bardziej dzikie. I to serce teraz też jakoś tak dziko waliło mu w piersi goniąc ten przyspieszony oddech. Niebieskie oczy błyszczały, kiedy znowu odszukały tych jej brązowych, równie rozmigotanych.
- Właściwie to tak... - powiedział powoli, bo pierwszy raz w takich warunkach, pierwszy raz z tym dziwnym uczuciem na ramieniu, że to było po prostu... szalone.
Dotknął jej ręki, kiedy pomogła mu odpiąć jego pas, delikatnie przesuwając po skórze ciepłymi opuszkami.
- Jeszcze dużo pierwszych razy przed nami - odpowiedział i mrugnął do niej zaczepnie jednym okiem. Bo przecież jeśli tylko by chciała, jeśli tylko by mu pozwoliła, to Galen też by jej pokazał dużo tych pierwszych razy, w jego świecie, zupełnie innym niż ten jej. Chciałby jej pokazać.
- Nie marudź Pilar - mruknął tylko, w Lambo było dość dużo miejsca, żeby się tak przeciskać, a Pilar do tego przecież chodziła na pilates, czy tam jogę, z Heleną, to na pewno zaraz się tam przemieści. Przynajmniej Galen tak myślał, do momentu, w którym ona znowu nie wylądowała na jego kolanach. Zerknął tylko na ten guzik, który wystrzelił w powietrze, a później spadł pod fotel, wywrócił tymi niebieskimi oczami.
- To Ty nie potrafisz być delikatna - wypomniał jej znowu, ale wcale, a wcale mu to nie przeszkadzało, a już zwłaszcza, kiedy jej dłoń tak sunęła po jego koszuli, a później targała mu włosy, to aż przechylił na bok głowę, żeby tej jej dłoni jeszcze dotknąć swoim szorstkim policzkiem z tym idealnie przyciętym zarostem - myślisz? Powinienem trochę zmienić styl? - zapytał, a te jego niebieskie tęczówki znowu odnalazły jej piękne, brązowe oczy. W zasadzie Galen mógłby, czasami przecież się tak nosił, nonszalancko rozpięty pod szyją guzik i zmierzwione włosy, ale ostatnio bardziej mu pasował styl poważnego Pana prezesa. Ostatnio w zasadzie bardziej się odnajdywał w tej roli. Więcej było tej jakiejś powagi w jego życiu niż szaleństwa...
Chociaż teraz to najbardziej wychodził z niego zniecierpliwiony dzieciak, kiedy już ją tak spychał ze swoich kolan, bo teraz była jego kolej usiąść za kierownicą. Jego kolej się pobawić.
A jednak ta zabawa Galena była zdecydowanie ostrożniejsza od tej jej, bo Galen taki po prostu był, ostrożniejszy, mniej narwany, mniej dziki. On wszystko musiał przemyśleć, rozważyć, chociaż dawał się czasami porwać, a jednak rzadko. Jednak nie działał na wyczucie, a bardziej kierując się wyuczonymi taktykami, zarówno u siebie w firmie, jak i w życiu. Starał się uczyć na błędach, wyciągać jakieś wnioski.
Chociaż z Pilar też może już powinien jakieś wyciągnąć, może zaniechać? A jednak kiedy ona tak zacisnęła dłoń na tej jego, kiedy szarpnęła dziko, z tym mocniej na ustach, to jego niebieskie tęczówki znowu zatrzymały się na jej twarzy. I później też znowu na nią patrzył jakoś tak intensywnie, gdy serce gnało w piersi jak szalone, gdy goniło ten niespokojny oddech. A później powiedział to zajebiście, tak niepodobne do niego.
Uśmiechnął się słysząc tę jej pochwałę, bo przecież Galen je uwielbiał, i one zawsze tak jakoś intensywniej łechtały jego ego. A kiedy nachyliła się w jego kierunku, to on tez przysunął się do niej, jego głowa znowu zawisła blisko tej jej, na pełnych wargach mogła czuć ten jego szybki oddech. I przez chwilę to nawet chciał zamknąć te dzielące ich centymetry w pocałunku, ale przecież ona mu tego zabroniła. A Galen Wyatt to jednak nie był tak... dziki, tak narwany, i miał w sobie więcej tego opanowania.
A zresztą kiedy zapytała go o to serce, to odchylił do tyłu głowę, strzelił oczami w sufit, ale zaraz spuścił je na jej rękę.
- A jak czujesz? Mam zawał? - zapytał poważnie, ale zaraz parsknął śmiechem - spokojnie Pilar, już jest lepiej - powiedział w końcu. Bo taka była prawda, że Galen w tym momencie był pod opieką kardiologa, brał leki i do wielu swoich przyzwyczajeń mógł stopniowo powracać. Chociaż ten drift rzeczywiście sprawił, że serce zabiło mu mocniej, ale potem na moment stanęło, kiedy Pilar zapytała, czy się zamienią, ale w końcu już prowadziła...
- A kiedy ja będę mógł powozić Ciebie? - zapytał jeszcze, ale odpiął pas i wysiadł z auta, a później stanął przed jej drzwiami, żeby je przed nią otworzyć i tym razem pozwolić jej wysiąść. Usiadł na siedzeniu pasażera i spiął się, żeby sobie samemu zapiąć ten pas, o dziwo się udało.
A potem nawet szybko udało im się przedrzeć przez miasto i dotrzeć do kamienicy Pilar. Chociaż Galen po drodze jeszcze kilka razy jej powiedział, że muszą to kiedyś powtórzyć, i umówić się też na trening.
Dopiero kiedy Pilar zaparkowała na krawężniku przed swoją kamienicą, a Galen wysiadł, żeby wziąć od niej kluczyki. Kiedy stali na tym mrozie w tych swoich cienkich bluzkach, bez kurtek, a ciałem wstrząsnął nieprzyjemny dreszcz... Chociaż może przyjemny, kiedy zbliżył się do niej, żeby zabrać kluczyki, kiedy zrobił krok do przodu, tak, że plecami oparła się o matową karoserię, a Galen pochylił nad nią głowę zabierając kluczyki swojego Lambo z jej ciepłej dłoni.
Miał tego nie robić, tak?
Ale zrobił, chwycił w dwa palce jej podbródek, żeby go unieść, żeby musnąć swoimi miękkimi wargami, jej gorące, pełne usta. Miękko, lekko, krótko. Krócej niż wcześniej. W końcu się odsunął, teraz mogła go uderzyć, może nawet to zrobiła, ale Galen tylko wywrócił tymi niebieskimi ślepiami.
- Powinien to zrobić wtedy - rzucił, a później złapał te kluczyki w palce, pomógł jej jeszcze założyć kurtkę i już otwierał drzwi kierowcy - odezwę się do Ciebie Pilar - rzucił na pożegnanie, obietnicę, którą tym razem zamierzał spełnić, a później wsiadł do tego bajecznego Lambo i odjechał z piskiem opon.

Pilar Stewart

koniec